Kiedy taniec dobiegł końca, odprowadził ją do miejsca, gdzie stał Andre Gaudin.
– Chciałbym cię prosić o drobną przyjacielską przysługę, Andre, i na chwilę pozostawić moją żo¬nę pod twoją opieką. Muszę porozmawiać z puł¬kownikiem Lafonem.
– Oczywiście – odpowiedział Andre.
– Więc wybaczcie mi… – Skłoniwszy się dworsko, odszedł.
– Trudno go rozgryźć, n'est ce pas? – odezwał się Gaudin.
– To praktycznie niemożliwe.
– A jednak kochasz go.
– Tak.
– Dlaczego?
Oderwała wzrok od postaci oddalającego się męza.
– Być może coś w nim widzę – westchnęła. – Ale z drugiej strony, mogę się zupełnie mylić.
Andre nie zdążył odpowiedzieć, gdyż podszedł do nich Jules St. Owen.
– Madame Falon. – Uśmiechnął się, a ona spo¬strzegła jego oczy barwy najczystszego błękitu, pro¬sty zgrabny nos i dołeczek w podbródku. Był na¬prawdę bardzo przystojny. – Skoro pani mąż jest za¬jęty, czy zaszczyci mnie pani, pozwalając zaprosić się do tańca?
Dlaczego nie?, pomyślała. Być może Damienowi to się nie spodoba, ale'było jej wszystko jedno.
– Z przyjemnością, monsieur.
Orkiestra ponownie zagrała walca. Tym lepiej, pomyślała Aleksa w nadziei, że jej mąż ich zoba¬czy. Może nawet wpadnie w złość. Jeśli ją źle po¬traktuje, łatwiej jej będzie zachować między nimi dystans.
Na skraju parkietu St. Owen położył dłoń na jej talii i poprowadził do tańca. Był niższy od Damiena, ale dobrze zbudowany, atrakcyjnie męski i niemal¬że tak samo dobry jako tancerz. Jednak w jego to¬warzystwie czuła pewną rezerwę, co musiał wyczuć, gdyż nachylił się nieco bliżej.
– Proszę się uspokoić, lady Falon – szepnął jej do ucha. Ku jej ogromnemu zaskoczeniu wypowie¬dział te słowa po angielsku. – Przybyłem, żeby po¬móc pani wrócić do domu.
– Kim pan jest? – cofnęła się, aby na niego spojrzeć.
– Proszę mówić po francusku – ostrzegł ją, gdy zaczęła mówić w ojczystym języku. Płynnie pociągnął ją do tańca, jakby nic się nie stało. – Jestem przy¬jacielem. W tym momencie tylko to się liczy.
– Kto pana przysłał? Dlaczego miałabym panu ufać?
– Generał Wilcox przesłał wiadomość. Jest do¬wódcą pułkownika Bewicke'a.
– Bewicke to ostatni człowiek, któremu mogłabym zaufać.
– Jestem tu z polecenia Wilcoksa.
– Więc jest pan szpiegiem?
– Nie. Jestem lojalnym Francuzem.
– Więc dlaczego…
– Nie czas na wyjaśnienia. Powiem więcej przy następnym spotkaniu. Proszę pamiętać, że są tu osoby, które pani pomogą.
Skończyli tańczyć, po czym Jules St. Owen od¬prowadził ją do Andre. Czuła się rozkojarzona, nie bardzo wiedziała, co się właściwie stało. Kiedy po¬nownie odwróciła się w stronę St. Owena, ten już wmieszał się w tłum. Zobaczyła tylko jego jasną czuprynę, gdy wychodził z sali.
– Przyjemnie się tańczyło z St. Owenem? – spy¬tał Andre, a ona pomyślała, czy przypadkiem nie domyśla się, co między nimi zaszło.
– Wydaje się dość miły.
– To bogaty handlarz na skalę międzynarodową, były kapitan żeglugi. Nie widziałem go od dłuższe¬go czasu. Kiedyś mocno krytykował politykę cesa¬rza, ale teraz jest inaczej.
A więc Andre nie miał pojęcia o tym, co plano¬wał Jules. Zresztą ona sama również nic na ten te¬mat nie wiedziała.
– Wpadłaś w oko przynajmniej kilkunastu in¬nym młodzieńcom. Jeśli nadal chcesz tańczyć…
– Szczerze mówiąc, wolałabym wrócić do domu.
– Miała zbyt wiele do przemyślenia. A szczególnie teraz, po tym ostatnim zwrocie wydarzeń…
– Być może twój mąż wyrazi zgodę.
Zobaczyła, jak się zbliża, elegancją i urodą prze¬wyższający wszystkich innych mężczyzn. Kilka par niewieścich oczu nie spuszczało wzroku z jego wą¬skich bioder, muskularnych nóg. Aleksa poczuła niemiłe ukłucie zazdrości.
– Jutro rano mam spotkanie z Lafonem – powie¬dział Damien, kiedy stanął u jej boku. – Nie bę¬dziesz miała nic przeciwko temu, jeśli dziś wcze¬śniej wrócimy do domu?
– Będę wręcz wdzięczna. Przyjrzał się jej.;.
– Wobec tego przyniosę ci pelerynę i zawołam powóz.
Wyszli po kilku minutach, przebijając się przez tłum. Na zewnątrz odczekali chwilę, zanim podje¬chała ich kareta. Chociaż po drodze Damien pra¬wie się nie odzywał, a do domu weszli także w mil¬czeniu, to bacznie obserwował każdy jej ruch. Odczuwał wciąż takie samo pożądanie. Było wyczu¬walne w każdym jego dotyku, w każdym spojrzeniu jego niebieskich oczu. Dobrze wiedziała, co myślał – że jest jej mężem, że ma prawo do jej ciała, któ¬rego nie mogła mu odmówić.
Jednak wchodząc po schodach, nie powiedział a ni słowa, podobnie gdy w korytarzu oddaliła się uo swojej sypialni. Z ulgą zamknęła za sobą drzwi i oparła się o nie, spostrzegając czekającą na nią w pokoju Marie Claire.
– Pomogę się pani rozebrać – powiedziała czar¬nowłosa kobieta. Aleksa skinęła głową. Chociaż wciąż myślała o mężczyźnie, którego zostawiła w korytarzu, sprawnie pozbyła się ubrania i wyjęła spinki z włosów. Marie Claire podała jej długą nocną koszulę, lecz zanim zdążyła ją naciągnąć, powstrzymał ją głos od strony drzwi.
– Możesz już iść, Marie Claire – powiedział ła¬godnie Damien.
Aleksa kurczowo przycisnęła koszulę do ciała, żeby się osłonić. W milczeniu zaczekała, aż kobie¬ta opuści sypialnię. Gdyby tylko mogła ją poprosić, żeby została… Lecz doskonale wiedziała, wobec kogo ona jest lojalna.
– Czego chcesz? – rzuciła, gdy zamknęły się drzwi.
Wodził po niej ognistym wzrokiem.
– Dobrze wiesz, czego chcę. – Ruszył od drzwi, a rozchylające się poły jedwabnego szlafroka od¬słaniały jego umięśnione nogi. Kiedy był o krok przed nią, pociągnął za pasek i szlafrok zupełnie się rozchylił. Kiedy Damien zatrzymał się, jedwab ześlizgnął mu się z ramion i wtedy zobaczyła, że pod szlafrokiem jest zupełnie nagi.
Boże, czy ziemia kiedykolwiek nosiła piękniejsze¬go mężczyznę? Miała przed oczami jego długie, smukłe kończyny i muskularny tors.
– Jestem twoim mężem, Alekso – zaczął cicho, podchodząc bliżej, lecz ona odwróciła się.
– Nie, proszę cię. – Odsłaniając przed nim plecy i biodra, zrobiła duży krok w stronę łóżka otoczo¬nego czterema kolumienkami, przytrzymując się jednej z nich, by nie stracić równowagi. Poczuła na skórze jego ciepło i delikatny pocałunek na szyi.
– Potrzebuję cię, Alekso. – Wodził ustami po jej ramionach, przyciskając swoje uda do jej nóg, kro¬czem obejmując jej pośladki.
– Nie mogę – wyszeptała, lecz ogień zdążył już ogarnąć jej ciało. Rozpostarł dłonie na jej brzu¬chu, powiódł po żebrach, by zatrzymać je na na¬brzmiałych piersiach.
– Możesz – powiedział, drażniąc palcami sutek, który natychmiast stwardniał i urósł. Przywarł płas¬kim brzuchem do jej pośladków i pochyliwszy się, zaczął wodzić językiem wzdłuż jej kręgosłupa. Wsunął dłoń w wilgotne miejsce między nogami Aleksy. Pieścił ją, doprowadzając do drżenia, do szumu rozedrganej krwi w jej uszach. Poczuła suchość w ustach, wiotkość kończyn, pustkę w żo¬łądku. Fala gorąca spłynęła na jej wyczekujące ko¬lejnych doznań ciało.
– Rozsuń nogi, ma chirie. – W sunął w nią palec, gdy bez zastanowienia wykonała polecenie, chwy¬tając ze wszystkich sił kolumienkę przy łóżku. Od¬rzuciła głowę do tyłu, aż włosy opadły poniżej linii bioder.
Читать дальше