– Do czego Alekso? Zebyś poddała się swoim pragnieniom? Zebyś uświadomiła sobie przynaj¬mniej po części, że nadal coś do mnie czujesz?
– Tak! – przyznała. Czuł, jak serce mu pęka, gdy widział jej oczy pełne cierpienia.
– Musisz mnie bardzo nienawidzić – rzekł cicho. Jęknęła cicho.
– Nienawidzę tego, co robisz.
Spoglądał ponad jej głową na otaczające ich ściany, ściany domu pełnego wrogów, ściany, które miały uszy. Chciał spytać, co czuje do mężczyzny, jakim był wewnątrz, lecz czy ona miała kiedykolwiek szansę, aby go poznać? Czasami zauważał, że sam siebie nie zna do końca.
– Więc czujesz coś do mnie, to już wyznałaś. Jak byś się czuła,.gdyby się okazało, że jestem lojalnym Anglikiem? Ze nigdy nie zdradziłem ojczyzny?
Szukała wzrokiem odpowiedzi na jego twarzy.
W jej pełnych bólu oczach widniała też niepew¬ność, cała kłębiąca się chmura zmiennych emocji. – Gdyby naprawdę tak było… to może… kie¬dyś… pokochałabym cię.
Zesztywniał, gdyż słowa te wbiły się weń niczym ostrze noża. Poczuł i zapragnął czegoś, czego nie mógł mieć. Jezu Chryste, przecież nie mógł jej te¬go powiedzieć!" Byłoby to zbyt niebezpieczne, taka szczerość mogłaby narazić ich oboje na śmiertelne niebezpieczeństwo, a jednak…
– Jestem szpiegiem, Alekso. Od piętnastego ro¬ku życia. Ale nie szpieguję dla Francji, tylko dla Anglii.
Wydała z siebie zduszony okrzyk. Cofnęła się, by na niego spojrzeć szeroko otwartymi zielonymi oczamI.
– Nie wierzę ci. Wymyśliłeś to. To jeszcze jed¬na twoja sztuczka.
– To nie jest sztuczka.
– Bewicke przecież by p, tym wiedział. Ktoś w Anglii przecież musi wiedzieć! – Nachyliła się, wbijając paznokcie w jego ramiona. – Chyba nie myślisz, że w to uwierzę.
– Mało kto o tym wie. I dla ciebie ta wiedza oznacza wielkie niebezpieczeństwo. Oboje jeste¬śmy obserwowani. Popełniam szaleństwo, mówiąc ci o tym, ale gdy widzę cię w takim stanie… – Otarł łzę, która trzymała się jej gęstych, ciem¬nych rzęs.
– Czy wiesz, jak bardzo chciałabym, żeby to była prawda? Czy jesteś w stanie to sobie wyobrazić?
– Zdaję sobie sprawę, że masz wszelkie prze¬stanki, by wątpić, ale…
– Powiedz mi, że to prawda, Damien! Powiedz, że to nie jest twoje kolejne kłamstwo!
– To jest prawda, Alekso.
– Przysięgnij! Przysięgnij na grób swojego ojca, że to prawda.
Spojrzał na ściany. Było późno. Miał nadzieję, że służba już śpi.
– Przysięgam.
Wyciągnęła do niego ręce, 'a on przycisnął ją do siebie. Czuł, jak drżała, czuł na policzku jej go¬rące łzy. Objęła go kurczowo za szyję, rozsypując jedwabiste włosy, które błyszczały ogniście na jego ramieniu.
Trzymał ją tak przez długie minuty, które od¬mierzał tykający zegar. Głaskał ją po plecach, po włosach, uszczęśliwiony, że może ją mieć tak blisko. W końcu wysunęła się z jego objęć.
– Jeśli mówisz prawdę – powiedziała, spogląda¬jąc na niego z miną pełną rozpaczy – to wobec te¬go ja zdradziłam ciebie. Boże, przeze mnie straci¬łeś swój dom, byłeś bity, wtrącili cię do więzienia. Teraz tutaj grozi ci niebezpieczeństwo…
– Ciii – uspokoił ją. – Nie powiedziałem ci tego, żeby cię denerwować. Zrobiłem to, ponieważ… – Spojrzał gdzieś w bok, sam niepewny tego, jak chciał dokończyć to zdanie. – Ponieważ nie mogę znieść, jak się męczysz.
– Damien…
– Nie powinienem ci się przyznać, ale zrobiłem to. Teraz musisz przysiąc – patrzyła na niego zdu¬miona. – Musisz przysiąc, że od tej chwili nie wspomnisz o tym ani słowem. Będziesz się zacho¬wywać tak, jakby te słowa nigdy nie padły. Dopil¬nuję, żebyś wróciła do Anglii, gdy tylko będzie to możliwe, ale tymczasem musimy zachować naj¬większą ostrożność. Jeśli ktokolwiek odkryje praw¬dę, żadne z nas nie wróci żywe do Anglii.
Zmarszczyła czoło.
– Czy nie możesz mi powiedzieć trochę więcej? Wyjaśnić, jakim sposobem…
– Nie. Już i tak za dużo powiedziałem. Musisz mi przysiąc, Alekso, że ten temat jest zamknięty.
Zachmurzyła się, niepewna odpowiedzi na tysią¬ce niezadanych pytań.
– Przysięgam.
Miał nadzieję, że może jej ufać. Niemal widział, jak intensywnie myśli, tworzy przeróżne teorie, od¬rzuca je, przekonuje się do innych.
– Damien?
– Tak, kochanie?
– Ponieważ teraz oboje jesteśmy po tej samej stronie, to może ja mogłabym w czymś pomóc.
– N a litość boską, Alekso, za wszystkie skarby świata nie chciałbym, abyś się w cokolwiek angażo¬wała!
Ujęła w dłonie jego twarz. Miała w oczach tyle ciepła, że poczuł ucisk w sercu.
– Dobrze. Zrobię wszystko, co każesz. Uśmiechnął się półgębkier,p…
– Jest jeszcze jeden drobiazg.
– Tak?
– Ważne, abyśmy dalej odgrywali swoje role. Możemy je stopniowo zmieniać, lecz nie możemy wzbudzać jakichkolwiek podejrzeń.
– Kiedy chcę, potrafię być bardzo dobrą aktorką.
– Na to liczę. – Nachylił się i pocałował ją, długo, namiętnie, aż znowu poczuł w żyłach szybsze l ętno rozgrzanej pożądaniem krwi. – A tymczasem może wrócimy na górę?
Skinęła głową, myśląc o pozostałych godzinach ich wspólnej nocy. Uśmiechnął się, lecz już teraz zaczął żałować swojego wyznania. Nie miał w zwy¬czaju podejmować takiego ryzyka, zwłaszcza gdy chodziło nie tylko o jego życie. Jednak Aleksa umiała dotrzeć do jego duszy.
Miał tylko nadzieję, że oboje nie stracą przez to zycm.
Minęły dwa dni. Znając tajemnicę Damiena, Aleksa nabrała otuchy i nadziei. Od samego począt¬ku instynkt podpowiadał jej, że miała rację w jego ocenie. Był twardym mężczyzną, ale kierował siy szczytnymi pobudkami. I prawdę mówiąc, mial w sobie o wiele więcej głębi, niż się spodziewała.
Siedząc przed lustrem i szczotkując włosy, uśmiechnęła się. Damien był patriotą, a nie zdraj¬cą Angielskim, a nie francuskim szpiegiem. Chcia¬ła wykrzyczeć swoją radość całemu światu, podzię¬kować Bogu, że zdjął z jej pleców to koszmarne brzemię Chciała leżeć z nim w łóżku całymi godzi¬nami, poznać każdy cal jego smukłego, umięśnio¬nego ciała. Pragnęła doznawać szczęścia razem z nim, pokazać mu, jak wiele dla niej znaczy.
Tymczasem starannie?:achowywała obojętm} minę, trzymając swoje uczucia pod pełną kontrolą. Jedynie w łóżku pozwalała sobie na wyzwolenie tłumionych emocji. Te chwile były pełne namięt¬ności, cudowne. Zewnętrzny świat przestawał dla nich istnieć, a oboje na jakiś czas umykali nie¬ustannie towarzyszącemu im zagrożeniu. Kilka ra¬zy po namiętnych miłosnych uniesieniach chciała powiedzieć mu o mężczyźnie o nazwisku St. Owen, kLórego poznała w hotelu de Ville, lecz za każdym razem złożona obietnica zamykała jej usta.
Przysięgła, że nie będzie więcej poruszać tematu szpiegostwa i zamierzała dotrzymać słowa.
Poza tym jakiś wewnętrzny głos kazał jej mil¬rzeć. Cichy głos, który ostrzegał ją, by miała się na baczności.
Być może była to po części reakcja na rolę, któ¬rą Damien odgrywał przez większość czasu, a już zawsze w obecności obcych. Zachowywał chłodną rezerwę. Traktował ją tak samo, jak zapewne trak¬lowałby jedną ze swoich kochahek, co bardzo ją złościło, chociaż już teraz rozumiała motywy, jaki¬mi się kierował. Pocieszała się nadzieją, że wkrót¬ce wrócą do Anglii, do domu, do bezpiecznego ży¬cia, które wiedli, zanim to wszystko się zdarzyło.
Читать дальше