Byli pośród nich święci, tacy jak Ignacy Loyola, baskijski szlachcic, który spal z każdą kobietą, jaka mu się nadarzyli, zabił mnóstwo wrogów w nieskończonej ilości bitew, aż do dnia, w którym został ranny pod Pampeluną i pojął, co to wszechświat, leżąc na loża boleści. Teresa z Avila, która wszelkimi sposobami szakala drogi do Boga i udało się jej to przypadkiem, gdy pogrążyli się w kontemplacji nad pewnym obrazem.
Antoni, mężczyzna zmęczony życiem, jakie wiódł, który postanowił schronić się na pustyni i dziesięć lat żył pośród demonów, wystawiony na wszelkiego rodzaju pokusy. Franciszek z Asyżu, chłopak taki jak on sam, głęboko przekonany, że chce rozmawiać z ptakami i porzucić los, który zaplanowali dla niego rodzice.
Jeszcze tego samego wieczora zaczął czytać tę "grubą książkę", bo nie miał nic lepszego do roboty. W środku nocy weszli pielęgniarka, pytając, czy nie potrzebuje pomocy, bo tylko w jego pokoju wciąż paliło się światło. Edward podziękował jej machnięciem ręki, nie odrywając wzroku od lektury.
Mężczyźni i kobiety, którzy wstrząsnęli światem. Byli to zwyczajni ludzie, tacy jak on, jego ojciec czy jego dziewczyna, którą powoli trach. Pełni zwątpień i niepokojów, jakie wpisane są w ludzką dolę. Ci ludzie nie interesowali się w jakiś szczególny sposób religią, Bogiem, rozwojem duchowym czy odmiennymi stanami świadomości, aż do dnia, tego szczególnego dnia, w którym postanawiali zmienić wszystko. Książka byli ciekawa dlatego, że mówili o tym, iż w życiu każdej z tych osób wydarzali się taka magiczna chwila, która stawali się dla nich impulsem do poszukiwania własnej wizji Raju.
Oni nie zasypiali gruszek w popiele. Aby osiągnąć to, czego pragnęli, musieli prosić o jałmużnę albo nadskakiwać królom, łamać kodeksy albo stawiać czoła złości możnych tego świata. Zmuszeni byli uciekać się do dyplomacji albo do użycia siły, ale nigdy nie rezygnowali, zawsze gotowi przezwyciężyć każdą trudność, która jawili im się jako hartujące ich wyzwanie.
Następnego dnia Edward dal swój zloty zegarek pielęgniarzowi, od którego dostał książkę, z prośbą, by go sprzedał i kupił wszystkie dostępne dzieli na ten temat. Niestety nie było innych. Próbował czytać biografie tych ludzi, ale przedstawiano ich tam jako wybrańców, mistyków, a nie zwykłych śmiertelników, którzy, jak każdy, musieli walczyć w obronie swych poglądów.
Edward był pod tak silnym wrażeniem lektury, że zastanawiał się poważnie nad ewentualnością wykorzystania wypadku, by nadać nowy kierunek swemu życiu i stać się świętym. Ale leżak ze złamanymi nogami, w szpitalu nie miał żadnej wizji, nie zobaczył obrazu, który wstrząsnąłby jego duszą, nie miał przyjaciół gotowych razem z nim wybudować kaplicę pośród brazylijskiego płaskowyżu, dalekie pustynie wrzały od politycznych konfliktów. Ale mógł dokonać czegoś innego – nauczyć się malarstwa i starać się pokazać światu wizje, jakie tym ludziom zostały objawione.
Gdy tylko zdjęto mu gips i wrócił do ambasady, otoczony troską, czułością i przejawami wszelkiego rodzaju atencji, jakiej może się spodziewać syn ambasadora od innych dyplomatów, poprosił matkę, by zapisała go na kurs malarstwa.
Matka zwróciła mu uwagę, że strach wiele zajęć w college'u amerykańskim i musi nadrobić stracony czas.
Edward odmówił. Nie miał najmniejszej ochoty nadal uczyć się geografii i przyrody. Chciał być malarzem. Nierozważnie wyjaśnił nawet dlaczego:
– Muszę namalować wizje Raju.
Matka nic nie odpowiedziała, ale obiecała dowiedzieć się od swych przyjaciółek, gdzie prowadzone są najlepsze kursy malarstwa w mieście.
Gdy ambasador wrócił z pracy, zastał żonę płaczącą w sypialni.
– Nasz syn zwariował – mówiła tkając. – Jego mózg ucierpiał w tym wypadku.
– To niemożliwe! – odpowiedział oburzony ambasador. – Badali go przecież lekarze sprawdzeni przez Amerykanów.
Żona opowiedziała mu to, co usłyszała od syna.
– To zwykły bunt młodości. Poczekaj, wkrótce wszystko wróci do normy.
Tym razem oczekiwanie nie przyniosło żadnych pomyślnych rezultatów, bo Edwardowi było śpieszono do życia.
Dwa dni później, znużony oczekiwaniem na odpowiedź przyjaciółek matki, sam zapisał się na kurs malarstwa.
Odkrywał na nim tajemnice kolorów, zasady perspektywy i poznawał ludzi, którzy nigdy nie rozmawiali ze sobą o markach sportowego obuwia ani o najnowszych modelach samochodów.
– On zaczął się zadawać z artystami! – płakała ambasadorowa do męża.
– Zostaw chłopaka w spokoju. Wkrótce mu się znudzi, tak jak znudziła mu się ukochana, kryształy, piramidy, kadzidło i marihuana.
Ale czas mijał. Pokój Edwarda zamienił się w zaimprowizowaną pracownię, pełną obrazów, które zdaniem jego rodziców nie miały najmniejszego sensu. Byty na nich okręgi, egzotyczne połączenia barw, prymitywne symbole i zaplątane w nich sylwetki ludzkie w modlitewnej pozie. Edward, chłopak dotąd samotny, który w ciągu dwu lat pobytu w Brasilii nigdy nie zapraszał do domu kolegów, teraz sprowadzał dumy dziwaków, źle ubranych, zarośniętych, którzy słuchali straszliwej muzyki na pełny regulator, palili i pili bez umiaru i wykazywali całkowitą nieznajomość dobrych manier. Pewnego dnia dyrektorka amerykańskiego college'u wezwała ambasadorową na rozmowę.
– Zdaje się, że syn pani zażywa narkotyki – powiedziała. – Jego oceny spadły daleko poniżej swemu życiu i stać się świętym. Ale leżał ze złamanymi nogami, w szpitalu nie miał żadnej wizji, nie zobaczył obrazu, który wstrząsnąłby jego duszą, nie miał przyjaciół gotowych razem z nim wybudować kaplicę pośród brazylijskiego płaskowyżu, dalekie pustynie wrzały od politycznych konfliktów. Ale mógł dokonać czegoś innego – nauczyć się malarstwa i starać się pokazać światu wizje, jakie tym ludziom zostały objawione.
Gdy tylko zdjęto mu gips i wrócił do ambasady, otoczony troską, czułością i przejawami wszelkiego rodzaju atencji, jakiej może się spodziewać syn ambasadora od innych dyplomatów, poprosił matkę, by zapisała go na kurs malarstwa.
Matka zwróciła mu uwagę, że strach wiele zajęć w college'u amerykańskim i musi nadrobić stracony czas.
Edward odmówił. Nie miał najmniejszej ochoty nadal uczyć się geografii i przyrody.
Chciał być malarzem. Nierozważnie wyjaśnił nawet dlaczego:
– Muszę namalować wizje Raju.
Matka nic nie odpowiedziała, ale obiecała dowiedzieć się od swych przyjaciółek, gdzie prowadzone są najlepsze kursy malarstwa w mieście.
~!~ Gdy ambasador wrócił z pracy, zastał żonę płaczącą w sypialni. agą
– Nasz syn zwariował – mówiła łkając. – Jego mózg ucierpiał w tym wypadku.
i` – To niemożliwe! – odpowiedział oburzony ambasador. – Badali go przecież lekarze sprawdzeni przez Amerykanów.
Żona opowiedziała mu to, co usłyszała od syna.
– To zwykły bunt młodości. Poczekaj, wkrótce wszystko wróci do normy.
Tym razem oczekiwanie nie przyniosło żadnych pomyślnych rezultatów, bo Edwardowi było śpieszono do życia.
Dwa dni później, znużony oczekiwaniem na odpowiedź przyjaciółek matki, sam zapisał się na kurs malarstwa.
Odkrywał na nim tajemnice kolorów, zasady perspektywy i poznawał ludzi, którzy nigdy nie rozmawiali ze sobą o markach sportowego obuwia ani o najnowszych modelach samochodów.
– On zaczął się zadawać z artystami! – płakała ambasadorowa do męża.
– Zostaw chłopaka w spokoju. Wkrótce mu się znudzi, tak jak znudziła mu się ukochana, kryształy, piramidy, kadzidło i marihuana.
Читать дальше