Przyszła wreszcie i napotkała kamienną twarz Jaromila. Poszli do jej pokoju, usiedli i dziewczyna zaczęła się tłumaczyć; była rzekomo u koleżanki. To było najgorsze, co mogła powiedzieć. Nic nie mogło jej usprawiedliwić, ale już najmniej jakaś koleżanka, która dla niego oznaczała samą kwintesencję błahości. Powiedział rudej, że doskonale rozumie wagę jej spotkania z koleżanką i dlatego proponuje jej, żeby do niej wróciła.
Dziewczyna wiedziała, że jest niedobrze; powiedziała, że miały z koleżanką bardzo ważną rozmowę; koleżanka rozstaje się z ukochanym; jest to ponoć bardzo smutne, koleżanka płakała, ruda musiała ją pocieszać i nie mogła odejść, zanim jej nie uspokoiła.
Jaromil powiedział, że to bardzo szlachetnie z jej strony, że suszyła łzy koleżance. Ale kto teraz będzie suszyć jej łzy, kiedy rozstanie się z Jaromilem, który nie ma zamiaru chodzić dłużej z dziewczyną, dla której idiotyczne łzy głupiej koleżanki znaczą więcej niż on? Dziewczyna zdawała sobie sprawę, że jest coraz gorzej; powiedziała Jaromilowi, że się przed nim tłumaczy, że jest jej przykro i że go przeprasza.
Było to jednak za mało, by nasycić jego urażoną ambicję; oświadczył, że jej tłumaczenia w niczym nie zmienią jego przekonania; to, co ruda nazywa miłością, żadną miłością nie jest; nie, zastrzegał się, nie jest to z jego strony żadna małostkowość, jeśli wyciąga tak daleko idące wnioski z epizodu na pozór banalnego; właśnie w takich drobiazgach uwidacznia się istota jej stosunku do niego; ta nieznośna swoboda, ta beztroska naturalność, z jaką odnosi się do Jaromila tak samo jak do koleżanki, do klienta w sklepie, do przechodnia na ulicy! Niech się już nigdy nie waży powiedzieć mu, że go kocha! Jej miłość jest tylko żałosną imitacją miłości!
Dziewczyna widziała, że już gorzej być nie może. Starała się przerwać pocałunkiem nienawistny smutek Jaromila; odtrącił ją od ust niemal brutalnie; wykorzystała to, by upaść na kolana i przycisnąć głowę do jego brzucha; Jaromil zawahał się przez chwilę, ale potem podniósł ją z ziemi i chłodno poprosił, żeby go nie dotykała.
Nienawiść, która uderzyła mu do głowy jak alkohol, była wspaniała i oczarowała go; oczarowała go tym bardziej, że odbita od dziewczyny wracała z powrotem i dotykała również jego samego; był to masochistyczny gniew, bowiem Jaromil dobrze wiedział, że odtrącając od siebie rudą dziewczynę, odtrąca jedyną kobietę, jaką posiada; czuł doskonale, że jego gniew jest nieuzasadniony i że jest w stosunku do dziewczyny niesprawiedliwy; ale może właśnie dlatego był jeszcze bardziej okrutny, ponieważ tym, co go pociągało, była przepaść; przepaść osamotnienia, przepaść samopotępienia; wiedział, że bez dziewczyny nie będzie szczęśliwy (będzie sam) ani zadowolony z siebie (będzie wiedział, że skrzywdził), ale ta świadomość była bezsilna wobec cudownego upojenia złością. Oświadczył dziewczynie, że to, co teraz powiedział, nie odnosi się tylko do tej chwili, ale na zawsze; nigdy już nie będzie chciał, by dotknęła go jej ręka.
Dziewczyna nie po raz pierwszy spotkała się z pełną rozżalenia złością, tudzież z zazdrością Jaromila; tym razem jednak słyszała w jego głosie wściekłe nieomal zdecydowanie; czuła, że Jaromil jest w stanie uczynić wszystko, by ukoić swój niezrozumiały gniew. Dlatego, niemal w ostatniej chwili, prawie na samej krawędzi przepaści, powiedziała: – Proszę cię, nie gniewaj się na mnie. Nie gniewaj się, że cię okłamałam. Nie byłam u żadnej koleżanki.
To go zmieszało.
– Więc gdzie byłaś?
– Ty się będziesz gniewać, ty go nie lubisz, ale ja nic na to nie poradzę, musiałam do niego pójść.
– U kogo byłaś?
– Byłam u brata. Tego, co u mnie mieszkał.
To go rozdrażniło.
– Cóż to macie ciągle za sprawy?
Nie gniewaj się, w ogóle nic dla mnie nie znaczy, w porównaniu z tobą jest dla mnie niczym, ale zrozum, to mimo wszystko jest mój brat, przecież razem wyrastaliśmy przez całych piętnaście lat. Wyjeżdża. Na długo. Musiałam się z nim pożegnać.
Sentymentalne pożegnanie z bratem było dla niego czymś obrzydliwym.
– Gdzież to może wyjeżdżać brat, że musisz się z nim żegnać tak długo, iż zaniedbujesz wszystko inne? Wyjeżdża na tydzień na delegację? Czy może na niedzielę na daczę?
Nie, nie wyjeżdża ani na daczę, ani na delegację; jest to coś znacznie poważniejszego i ona nie może tego Jaromilowi powiedzieć, gdyż wie, jak strasznie Jaromil by się gniewał.
– I ty to nazywasz miłością? Kiedy ukrywasz przede mną coś, z czym się nie zgadzam? Gdy coś przede mną taisz?
Tak, dziewczyna wie doskonale, że miłość oznacza absolutną szczerość; ale niechże ją zrozumie: boi się, po prostu się boi…
– Co to może być? Gdzieżby mógł wyjeżdżać brat, że boisz się mi o tym powiedzieć?
Czyżby Jaromil naprawdę się nie domyślał? Naprawdę nie potrafi odgadnąć, o co chodzi?
Nie, Jaromil nie potrafi tego odgadnąć; (w tej chwili jego gniew już tylko kuśtykał za jego ciekawością).
W końcu dziewczyna wyznała mu to: jej brat postanowił opuścić potajemnie, nielegalnie, bezprawnie ten kraj; pojutrze już będzie za granicą.
Jakże to? Brat chce opuścić naszą młodą socjalistyczną republikę? Brat chce zdradzić rewolucję? Brat chce zostać emigrantem? Czyżby nie wiedział, co to znaczy być emigrantem? Czyżby nie wiedział, że każdy emigrant automatycznie staje się pracownikiem obcych służb wywiadowczych, które chcą zniszczyć naszą ojczyznę?
Dziewczyna kiwała potakująco głową. Instynkt podpowiadał jej, że Jaromil znacznie łatwiej wybaczy zdradziecką ucieczkę brata, niż kwadrans spóźnienia: Dlatego kiwała głową i twierdziła, że zgadza się ze wszystkim, co mówi Jaromil.
– Jakie to ma znaczenie, że się ze mną zgadzasz? Miałaś mu to wyperswadować. Miałaś go zatrzymać! – Tak, odradzała to bratu; robiła wszystko, co mogła, aby mu to wyperswadować; przecież właśnie dlatego się spóźniła; teraz już chyba Jaromil rozumie, dlaczego się spóźniła; już teraz chyba będzie mógł jej przebaczyć.
O dziwo, Jaromil rzeczywiście powiedział, że wybacza jej spóźnienie; nie może jej jednak wybaczyć, że jej brat wyjeżdża za granicę. – Twój brat stoi po przeciwnej stronie barykady. Dlatego jest moim osobistym wrogiem. Jeżeli wybuchnie wojna, twój brat będzie strzelał do mnie, a ja do niego. Zdajesz sobie z tego sprawę?
Tak, zdaję – mówiła ruda dziewczyna i zapewniała Jaromila, że stoi zawsze tylko przy nim, przy nim i przy nikim innym.
– Jak to, stoisz przy mnie? Gdybyś rzeczywiście stała przy mnie, nie mogłabyś nigdy puścić brata za granicę!
– Co mogłam zrobić? Miałam go zatrzymać siłą?
– Miałaś natychmiast przyjść do mnie, a ja już bym wiedział, co robić. Ale ty zamiast tego kłamałaś. Wymyślałaś coś o swojej koleżance! Chciałaś mnie oszukać! A potem mówisz, że stoisz przy mnie.
Przysięgała, że naprawdę przy nim stoi i będzie stać w każdych okolicznościach.
– Gdyby to, co mówisz, było prawdą, wezwałabyś milicję!
Jak to milicję? Przecież nie mogłaby wezwać milicji na własnego brata! Tak przecież nie można!
Jaromil nie znosił sprzeciwu:
Jak to nie można? Jeżeli ty jej nie wezwiesz, zrobię to sam! Dziewczyna znowu powtarzała, że brat jest bratem i że nie może sobie wyobrazić, jak mogłaby wezwać na niego milicję.
– A więc brat znaczy dla ciebie więcej niż ja?
Pewnie, że nie znaczy, ale z tego przecież nie wynika, że miałaby go zadenuncjować.
Читать дальше