Waldemar Łysiak - Kolebka

Здесь есть возможность читать онлайн «Waldemar Łysiak - Kolebka» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Историческая проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Kolebka: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Kolebka»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Debiut ksiżkowy Waldemara Łysiaka, młodego wówczas 26-letniego pisarza. Jest to ksiżka szczególna – powieć historyczna z epoki napoleońskiej, przedstawiajca losy dwóch braci. Jest tu i epopeja wojenna, dramat wielkiej miłoci i dzieje spisku uknutego na życie Napoleona, a także galeria wielkich postaci historycznych Rok

Kolebka — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Kolebka», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Wstał i skierował się do drzwi. W połowie drogi dogoniły go ciche słowa marszałka:

– Proszę mi wybaczyć, panie Schulmeister… Niech Bóg panu pomaga.

Alzatczyk zatrzymał się, ale nie spojrzał na Berthiera, tylko na zmartwiałego Dominika. zawahał się i raptownie, jakby podjąwszy decyzję, podszedł do niego.

– Jak się nazywasz? – spytał.

– Dominik Rezler, proszę pana.

– Gdzie cię znajdę?

– Teraz… teraz jadę do domu, za Odrę, ale za kilka dni będę w Poznaniu, przy generale Dąbrowskim i panu Wybickim.

– Mówisz doskonale po francusku.

– Jeszcze lepiej znam niemiecki, proszę pana, mój ojciec był Prusakiem.

– Ach tak… – Schulmeister momentalnie przeszedł na niemiecki. – To bardzo interesujące, bardzo… Podobasz mi się, chłopcze, zapamiętam cię. Kochasz cesarza?

– Kocham go, proszę pana! – odparł Dominik po niemiecku.

– To dobrze. Zapamiętam cię na pewno.

Odwrócił się bez pożegnania i wyszedł, czując na plecach wzrok Rezlera, zupełnie inny niż pół godziny temu.

***

Tego dnia w Poznaniu Dominik siedział u generała i pisał, co mu rozsierdzony Dąbrowski dyktuje:

“16 listopada 1806. Na wypadek, który mi prześwietna kamera donosi względem napadów gwałtownych na bory przez chłopów, mam honor odpisać, żeby wydała poznańska kamera proklamację w powszechności przeciw takim gwałtownościom, za które, kto ich się dopuścić odważy, militarnie sądzony i rozstrzelany będzie. Spodziewam się, że ta proklamacja wstrzyma występki. Wypada tylko, aby kamera proklamację taką do podpisu mi przysłała. Wyrażam prawdziwy szacunek… ”

– Daj, podpiszę.

W trakcie dyktowania wszedł Wybicki z plikiem papierów pod pachą. Usłyszawszy, co generał do pisania sylabizuje, mruknął:

– Psiakrew, do tego doszło, że musimy chłopa karaniem nastraszać! Jakże go potem w szeregi nasze zwoływać?

– A co mam czynić – odparł Dąbrowski – anarchię zezwolić? Tym nieskorzej byłoby wojsko kaptować. Cholera, ręce opadają! Czemu się to dzieje, dziwuję się i pojąć nie mogę.

– Korzysta kmieć z zawieruchy, przyjacielu. Co się tu dziwować, latami uciemiężon, teraz…

Przerwało mu stukanie do drzwi.

– Kto?! – poderwał się Dąbrowski. – Nie przeszkadzać, do pioruna!

W otwarte drzwi wsunął się przestraszony łeb ordynansa.

– Jaśnie wielmożny panie generale, kapitan Du Sapey z Berlina…

– Proś natychmiast!

Do komnaty wkroczył sprężyście, wojskowym krokiem, cywil w wieku około trzydziestu pięciu lat, ubrany w piękne futro i lisią czapę, którą trzymał w żylastej, przemarzniętej dłoni. Rozpiął zapinki futra i uśmiechając się rzekł:

– Witam waszmościów.

Zaskoczony Dąbrowski nawet nie odwzajemnił powitania.

– To pan, kapitanie… po polsku mówisz?

– Od urodzenia – wyjaśnił przybysz, wieszając futro na gwoździu i chuchając w dłonie. – Diabli wzięli, zgubiłem rękawice, niech to!

– Przecież to książę Sapieha – poznał go nagle Wybicki. – Witaj nam, mości książę!

Był to w istocie ów zadziwiający człowiek z wielkiego polskiego rodu, Aleksander Sapieha, pisarz, uczony i podróżnik-awanturnik, tajemniczy szambelan Cesarstwa, stały bywalec Tuileries, Malmaison i Saint-Cloud, osobiście zaprzyjaźniony z Napoleonem od czasów Konsulatu, a zwłaszcza od chwili, gdy “odstąpił” Bonapartemu – jak szeptano – swą kochankę, przepiękną aktorkę, Mlle George. Był on jedynym, nie licząc mniej znaczącego generała Sokolnickiego, wysoko postawionym polskim współpracownikiem Cabinet Secret. O tym podwładnym Savary’ego i koledze Schulmeistra wiedziano bardzo niewiele, ale w zupełności wystarczyło, że wiedziano, iż posiada kolosalne wpływy i że dla Napoleona dałby się porąbać na kawałki.

Dąbrowski, usłyszawszy z ust Wybickiego nazwisko przybysza, skłonił się tak nisko, jak jeszcze Dominik u generała nie widział.

– Wielki to dla nas zaszczyt gościć tak bliskiego przyjaciela cesarza, ale czemu to incognito?

– Sytuacja zmusza – odparł Sapieha, siadając na krześle, które mu Rezler ustąpił. – Przybywam z rozkazu generała Savary i pozwolicie, panowie, że od razu do rzeczy przystąpię, bo czas goni. Cesarz przybędzie do Poznania w dziesięć dni, najpóźniej za dwa tygodnie…

– Z niecierpliwością na to czekamy! – odezwał się Wybicki lub Dąbrowski, Dominik nawet nie zauważył, który z nich, tak był zapatrzony w twarz księcia.

– … jutro zaś przybędzie jego szef ochrony, Schulmeister, ażeby osobiście bezpieczeństwo monarchy w tym grodzie zapewnić. Mam polecenie wziąć od panów plany budynku, który na apartamenta cesarskie przeznaczyliście, a takoż ustalić z panami trasę, którą jego cesarska mość w Poznaniu do owego gmachu przebędzie.

– Wasza książęca mość, trasę tę już ustaliliśmy – rzekł Dąbrowski. – Więcej, opublikowana została jako “Program wjazdu Napoleona Wielkiego do Poznania”.

– Sacrebleu! Duża nieostrożność, panowie!

– Dlaczego?

– O tym potem. Proszę mi zreferować tę trasę.

– Cesarz od strony traktu międzyrzeckiego wjedzie – zaczął lekko speszony Wybicki – potem koło teatru i w lewo. Od Wilhelmowskiej ulicy następnie ku bramie Wronieckiej podąży, zaczem dalej ulicą Wroniecką, po prawej ratusza stronie, aż do Jezuickiej, tą zaś pod kościół świętego Stanisława, gdzie go duchowieństwo witać będzie. Zamieszka w pojezuickim gmachu starym.

Sapieha zastanowił się.

– Dobrze – powiedział – w chwili ostatniej, na jedną przed przyjazdem noc, trasę ową zmienimy.

– Nie może to być, mości książę!

– Dlaczegóż?

– Bo arki tryumfalne budujemy na oznaczonej trasie, nowych zaś w jedną godzinę nie postawimy. Miasto chce wybawcę swojego godnie przyjąć, tedy…

– W porządku, niech tak zostanie, lubo kłopot będzie większy.

– Książę, powiedz nam wreszcie, co się stało! – uniósł się Wybicki – nerwów naszych na zbyt długą próbę nie wystawiaj, bośmy zatrwożeni w zupełności samym tonem twoim.

– Stało się to, że cesarzowi od niejakiego czasu niebezpieczeństwo na każdym kroku zagraża i to niebezpieczeństwo podwójne.

– Ale nie w Poznaniu! – zaperzył się Dąbrowski. – Nie w Poznaniu, gdzie wszyscy wielbią wskrzesiciela swojego, gdzie do niego tęsknią jako do…

– Proszę mnie nie rozśmieszać, panie generale! Pan jest zaślepiony blaskiem odradzającej się ojczyzny i do tego nie dysponuje pan własnym wywiadem.

– Wystarczy, że dysponuję oczami i uszami. Spojrzyj książę, co się dookoła wyprawia. Któż śmiałby się takiemu entuzjazmowi przeciwstawić.

Sapieha potarł czoło ze złością, że musi w sprawie dla siebie oczywistej dyskursa zaciekłe toczyć.

– Jako Polak uczucia Wielkopolan rozumiem i raduję się z nimi, ale jako pracownik francuskiego kontrwywiadu wiem swoje. Dwa aż zamachy na cesarza się szykują, Angielczyków, co go porwać chcą, i Prusaków, którym mord we łbie siedzi. Ci drudzy zwłaszcza ręce zacierają, znając już dokładnie trasę przejazdu Napoleona ulicami grodu.

– Boże mój! – westchnął przekonany wreszcie Dąbrowski. – Cóż więc nam czynić wypada, mości książę?

– Dajcie mi plan dokładny tych ulic. Obstawić musimy wszystkie bramy, strychy, dachy, lukarny, wykusze i okna, z których wystrzał morderczy paść mógłby. Co trzy kroki, na każdej pierzei, w każdej uliczce, nasz człowiek stanie. Nasi strzelcy wyborowi w polu obstrzału każdy cal owej trasy mieć będą. Ja i pan Schulmeister głowami naszymi za życie cesarza odpowiadamy!

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Kolebka»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Kolebka» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Arthur Clarke - Kolebka
Arthur Clarke
Waldemar Łysiak - Lider
Waldemar Łysiak
Waldemar Łysiak - Cena
Waldemar Łysiak
Waldemar Pfoertsch - Going Abroad 2014
Waldemar Pfoertsch
Waldemar Paulsen - Bismarck von unten
Waldemar Paulsen
Waldemar Bonsels - Himmelsvolk
Waldemar Bonsels
Waldemar Paulsen - Bürde der Lust
Waldemar Paulsen
Waldemar R. Sandner - 38 Geniale Geschäftskonzepte
Waldemar R. Sandner
Waldemar Knat - Бег
Waldemar Knat
Отзывы о книге «Kolebka»

Обсуждение, отзывы о книге «Kolebka» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.