W jego głosie wyczuła złość pomieszaną z radością. Oparła się o mur, czując, że nogi odmawiają jej posłuszeństwa.
– Co ty tu robisz? Gdzie Kip?
– U moich rodziców w Bellingham. Rzecz jasna, wolałby być tu z nami, ale powiedziałem mu, że tym razem to służbowy wyjazd.
Serce Jill zabiło mocniej, poruszone przebłyskiem nadziei.
– W każdym razie przesyła ci pozdrowienia.
– Dziękuję.
– I cały czas o tobie mówi. Jilly to, Jilly tamto… Nie przestaje o tobie myśleć. Ja zresztą też – dodał po chwili. – Proszę cię, Jill, wróć ze mną, a wybaczę ci to, że opuściłaś mnie wtedy, kiedy najbardziej cię potrzebowałem.
Spuściła wzrok.
– Kip wydawał się z tobą taki szczęśliwy – powiedziała. – Wiedziałam, że zostawiam go pod dobrą opieką. Pomyślałam, że wkrótce znajdziesz mu dobrą opiekunkę…
– Nie mówię o Kipie. Mówię o sobie, o swoich pragnieniach.
Zbliżył się do niej i położył dłonie na jej ramionach. Nie protestowała, kiedy ją pocałował. Pożądliwie objęła wargami jego usta, zarzucając mu ręce na szyję.
– Kocham cię, Zane – szepnęła. – Wiem, że za wcześnie, żeby o tym mówić, ale to prawda.
– Czasami miłość pojawia się niespodziewanie. Powinniśmy się z tego cieszyć. Ja też cię kocham, Jill. Nie traćmy więcej czasu.
– Tak… – Kiwnęła głową, a po jej policzku popłynęły łzy. – Tak, zgadzam się… Chcę zostać twoją żoną. Bez was moje życie jest puste. Czy chcesz jeszcze…?
– Niczego bardziej nie pragnę! Pobierzmy się, jeszcze w tym roku!
– Tak, zgoda – powtórzyła czym prędzej – powiadomię tylko rodziców.
– Oni wiedzą. I bardzo się cieszą, że zostaną dziadkami Kipa. W najbliższym czasie przyjadą do Bellingham.
– Jak to? Widziałeś się z moimi rodzicami? – Odsunęła się od niego zdumiona.
– Oczywiście. Przedstawiłem się, opowiedziałem o wszystkim, a oni uznali, że jestem odpowiednim kandydatem.
– Bo jesteś!
– W takim razie pobierzmy się. Kip zaproponował, że niejaka pani Taft mogłaby cię zastąpić, kiedy wyjedziemy w podróż poślubną.
– Tak, dzieci ją uwielbiają.
– A ja uwielbiam ciebie, kochana. – Delikatnie uniósł jej podbródek i zajrzał prosto w oczy. – Wiedziałem o tym, odkąd zjawiłaś się w moim domu. Nie wiem, czy zasługuję na kogoś takiego, ale pragnę być z tobą i pragnę, żebyś nas kochała, mnie i Kipa.
– Kocham. I będę kochać. Kip jest najmilszym dzieciakiem pod słońcem, a ty nie możesz być inny, skoro jesteś jego ojcem.
– Jestem miłym dzieciakiem? – Uniósł do góry brwi.
– Jesteś wspaniałym mężczyzną, szlachetnym i uczciwym. Nawet nie wiesz, jak bardzo zazdrościłabym kobiecie, którą byś pokochał. Boże, ciągle nie mogę uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę.
– A jednak to prawda – przytulił ją z łagodnym uśmiechem – choć czasem zdaje mi się, że w Kaslit Bay na Alasce zdarzył się cud. Zresztą – westchnął i popatrzył przed siebie z zamyśleniem – w końcu mamy Boże Narodzenie, prawda? Czas cudów.
***