John Crowley - Małe, duże

Здесь есть возможность читать онлайн «John Crowley - Małe, duże» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Stawiguda, Год выпуска: 2008, ISBN: 2008, Издательство: Solaris, Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Małe, duże: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Małe, duże»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Wielopokoleniowa saga rodziny Drinkwaterów i ich kuzynów, mieszkających w Edgewood i okolicach. Wszyscy wierzą, że obok naszego, realnego świata, istnieje drugi, w którym magia jest możliwa, ryby mówią ludzkim głosem, a las zamieszkują wróżki, gnomy i inne stworzenia. Drinkwaterowie są z tym światem nierozerwalnie związani i chronieni, jednak z czasem – wskutek upływu czasu i zapomnienia – ta więź słabnie i na rodzinę spadają kolejne nieszczęścia. Również świat ogarnia powoli szaleństwo.
Aby przywrócić równowagę światu bohaterowie powieści podejmują próbę ponownego zawiązania tej więzi.

Małe, duże — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Małe, duże», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Lilac spojrzała na nią skonsternowana.

— Nie wiesz?

— Kiedyś wiedziałam — odparła Sophie i znowu poczuła, że łzy utrudniają jej mówienie. — Przykro mi, Lilac. Widzisz, moje życie było smutne…

Dziewczynka spojrzała na nią obojętnie.

— Och, już wiem — zawołała z nagłym ożywieniem. — Te karty! Gdzie one są?

— Tutaj — odparła Sophie, wskazując drewniane pudełko na nocnym stoliku.

Lilac sięgnęła po nie i otworzyła je.

— Dlaczego twoje życie było smutne? — zapytała, wyjmując karty.

— Dlaczego? — powtórzyła Sophie. — Bo zostałaś porwana, przede wszystkim dlatego…

— Ach to. To nie ma znaczenia.

— Nie ma znaczenia? — Sophie zaśmiała się przez łzy.

— Nie, to był tylko początek. — Lilac niezręcznie tasowała karty w swych małych dłoniach. — Nie wiedziałaś o tym?

— Nie. Nie, myślałam… Myślałam, że to koniec.

— To głupie. Gdybym nie została porwana, nie odebrałabym wykształcenia, a gdybym nie odebrała wykształcenia, nie mogłabym przynieść tych wiadomości, więc to naprawdę był początek. Więc wszystko w porządku, nie rozumiesz?

Sophie patrzyła, jak dziewczynka niedbale tasuje karty, upuszczając co rusz niektóre z nich i dołączając je z powrotem do talii. Próbowała sobie wyobrazić, jakie życie wiodła Lilac, ale nie umiała.

— Czy kiedykolwiek za mną tęskniłaś? — spytała.

Lilac, zajęta tasowaniem, wzruszyła jednym ramieniem.

— Proszę. — Wręczyła Sophie talię kart. — Kieruj tym.

Sophie powoli wzięła karty z jej rąk i odniosła wrażenie, że w tym momencie Lilac zobaczyła ją naprawdę, po raz pierwszy odkąd tu weszła.

— Sophie — usłyszała. — Nie smuć się. To jest o wiele większe, niż myślisz. — Lilac położyła dłoń na jej ręce. — Jest tam fontanna albo wodospad, nie pamiętam. Można się tam umyć. Woda jest taka czysta i lodowata. To wszystko jest o wiele, o wiele większe niż myślisz!

Zeszła z łóżka na podłogę.

— Teraz śpij — poleciła. — Muszę już iść.

— Dokąd? Nie będę spać, Lilac.

— Będziesz — odparła Lilac. — Teraz możesz, bo ja już nie śpię.

— Jak to?

Sophie położyła się powoli i oparła o poduszki, które Lilac poprawiła.

— Bo ja ukradłam twój sen — wyjaśniła z tajemniczym uśmiechem. — Ale teraz już nie śpię, więc ty możesz spać.

Sophie, wyczerpana, trzymała w dłoni karty.

— Dokąd pójdziesz? — spytała. — Jest ciemno i zimno. Lilac zadrżała, ale powiedziała tylko:

— Spij. — Stanęła na paluszkach przy wysokim łóżku, odgarnęła białe loki z policzka Sophie, pocałowała ją delikatnie. — Śpij.

Podeszła bezgłośnie do drzwi, otworzyła je i rzuciwszy ostatnie spojrzenie na matkę, wyszła na cichy, zimny korytarz, zamykając je za sobą.

Sophie leżała wpatrzona w zamknięte drzwi. Trzecia świeca dopaliła się z sykiem. Nadal ściskając karty, Sophie otuliła się kołdrami. Sądziła — a może wcale nie sądziła, tylko była pewna — że Lilac z jakiegoś powodu kłamała, z jakiegoś powodu wprowadziła ją w błąd. Ale co to był za powód?

Spać.

Z jakiego powodu? Rozmyślała i czuła się tak, jak gdyby jej umysł oddychał. Nagle, z westchnieniem rozkoszy, które niemal ją przebudziło, poczuła, że zasypia.

Jeszcze nie koniec

Auberon, ziewając, przejrzał wyrywkowo pocztę, którą Fred Savage przyniósł wieczorem z miasta.

„Drogi Inny świecie — pisała jakaś pani zielonym atramentem. — Piszę, żeby zadać pytanie, nad którym długo rozmyślałam. Wolałabym wiedzieć, jeśli można, gdzie znajduje się dom, w którym mieszkają MacReynoldsowie i cała reszta. Muszę dodać, że dla mnie osobiście jest to bardzo ważne. Chciałabym znać dokładne położenie. Nie zawracałabym Wam głowy listami, tylko że nie mogę sobie wyobrazić tego domu. Kiedy mieszkali w Shady Acres (kiedy to było!), to bardzo łatwo mogłam to sobie wyobrazić, ale tego drugiego miejsca już nie umiem. Proszę dać mi jakąś wskazówkę. Nie mogę myśleć o niczym innym”. Podpisała list: „Pozostaję z nadzieją” i dodała postscriptum: „Obiecuję, że nie będę nikogo nachodzić”. Auberon spojrzał na znaczek — przesyłka z zachodu — i cisnął list do kosza.

Po co, do diabła, wstał tak wcześnie? Przecież nie miał zamiaru przeglądać poczty. Zerknął na stary, kwadratowy zegar stojący na obramowaniu kominka. A tak: pora na dojenie. Przez cały tydzień. Szybko poskładał pościel na łóżku, włożył rękę pod spód, powiedział: „No to jazda” i łóżko zamieniło się w starą szafę z lustrem na drzwiach. Zawsze był zadowolony, słysząc znajomy szczęk, gdy rano wracało na swoje miejsce.

Włożył wysokie gumiaki i gruby sweter. Wyjrzał przez okno: padał śnieg. Znowu ziewając (czy George zaparzył kawę? — pozostaję z nadzieją), wcisnął na głowę kapelusz i poczłapał na korytarz. Zamknął za sobą drzwi składanej sypialni, zszedł po schodach, przeszedł przez okno i idąc wyjściem pożarowym od holu, znalazł się na schodach prowadzących do kuchni George’a.

Wpadł na niego u stóp schodów.

— Nie uwierzysz, co się stało. — Tymi słowami kuzyn powitał Auberona.

Auberon zatrzymał się, ale George nie powiedział nic więcej. Wyglądał tak, jakby zobaczył ducha. Auberon natychmiast rozpoznał ten wyraz twarzy, chociaż nigdy przedtem nie widział żadnego człowieka, który zetknął się z duchem. George sam wyglądał jak zjawa, jeśli zjawy mogą być zaaferowane, szarpane sprzecznymi uczuciami i zdumione do granic wytrzymałości.

— Co się stało? — spytał.

— Nie uwierzysz w to. — Miał na sobie skarpetki pamiętające lepsze czasy i połatany szlafrok z napisami klubu bokserskiego „Yonkers A.C.”. Wziął Auberona za rękę i poprowadził na dół do drzwi kuchni.

— O co chodzi? — spytał ponownie Auberon.

Przy drzwiach, które były lekko uchylone, George odwrócił się do niego.

— Na miłość boską — wyszeptał pospiesznie — tylko ani słowa o tamtej historii, o tym, co opowiadałem, no wiesz… — Zerknął na uchylone drzwi. — O Lilac — powiedział, a raczej poruszył tylko bezgłośnie wargami z pewną egzaltacją i mrugnął ostrzegawczo okiem, przerażony. Potem otworzył drzwi na oścież.

— Popatrz — powiedział. — No popatrz. — Tak jakby Auberon mógł tego nie widzieć. — Moje dziecko.

Dziewczynka siedziała na skraju stołu i machała w powietrzu skrzyżowanymi, bosymi nogami.

— Cześć, Auberon — rzuciła. — Ale urosłeś.

Auberon miał wrażenie, że obraz skacze mu przed oczami i rozmazuje się, ale mimo to wpatrywał się uparcie w dziecko. Przyłożył dłoń do serca, gdzie mieszkała jego wymyślona Lilac. Była tam. A więc to jest…

— Lilac — powiedział.

— Moja córka Lilac — oznajmił George.

— Ale jak to możliwe?

— Mnie nie pytaj.

— To długa historia — wtrąciła Lilac. — Najdłuższa, jaką znam.

— Ma się odbyć spotkanie — wyjaśnił George.

— Parlament — poprawiła Lilac. — Przyszłam, żeby wam powiedzieć.

— Przyszła, żeby nam powiedzieć.

— Parlament — powtórzył Auberon. — Co to za licho?

— Słuchaj, chłopie — powiedział George. — Mnie nie pytaj. Zszedłem na dół, żeby zaparzyć kawę, i nagle słyszę pukanie do drzwi…

— Ale dlaczego ona jest taka mała? — zdziwił się Auberon.

— Mnie pytasz? Więc wyjrzałem, a tam to dziecko na śniegu…

— Powinna być o wiele starsza.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Małe, duże»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Małe, duże» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Małe, duże»

Обсуждение, отзывы о книге «Małe, duże» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.