Artur Baniewicz - Smoczy Pazur

Здесь есть возможность читать онлайн «Artur Baniewicz - Smoczy Pazur» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Smoczy Pazur: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Smoczy Pazur»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Debren z Dumayki, wędrowny mistrz magii, czarodziej z tytułem uniersyteckim i wiecznie pustą sakiewką musi się zmierzyć z licznymi przeciwnikami. Mimo swej apolityczności, raz po raz wplątywany jest w intrygi tajnych służb, rewolucjonistów i ambitnych pretendentów do już obsadzonych tronów…

Smoczy Pazur — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Smoczy Pazur», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Był jeszcze bardziej prozaiczny problem: najdoskonalszy zmysł niewiele pomagał, jeśli wymierzono go w pustkę. Należało nasłuchiwać kroków wtedy, gdy ktoś szedł i patrzeć, gdy było coś do zobaczenia. Krótkie okresy wyostrzenia zmysłów nic nie dawały, jeśli ktoś miał pecha i dobrał inny rytm niż ten, w jakim przemieszczał się złodziej lub skrytobójca.

Debren nie miał tym razem pecha. Pewnie dlatego, że stawką nie było jego życie. Ktokolwiek i cokolwiek robił wewnątrz wiatraka, nie przyszedł na pewno z zamiarem uśmiercenia rycerza Kipancho i jego błogo chrapiącej drużyny.

Przez chwilę słyszał niewyraźne mamrotanie śpiącego dziecka. Potem uszy wypełniła nieważka, niematerialna wata i przez jakiś czas nie mógł się pozbyć przeświadczenia, że ogłuchł. To była jeszcze jedna nieprzyjemna strona metody. Nikt nie lubi iść przez życie ze świadomością, że tak naprawdę jest głuchy, ślepy i ogólnie ciężko upośledzony. A takimi wnioskami kończył się każdy seans.

Nie sięgając po różdżkę, raczej szybko niż ostrożnie, Debren przeszedł brzegiem stawu pod wiatrak i stanął w otwartych drzwiach, tych samych, które zdaniem Kipancha kończyły od dołu plecy potwora i mogły zamienić się w śmiertelną pułapkę. Wewnątrz paliła się nieduża pochodnia i cicho postukiwał owinięty gałganami młotek. Klęczący obok kolumienki pompy Def Groot delikatnie wybijał nim mocujące obudowę kliny, uderzając w przyłożony do nich stalowy pręt. Pręt przytrzymywała jasnowłosa żona pompiarza.

– Szukacie tam duszy, panie duszysto? – zapytał półgłosem Debren. Chyba mimo wszystko szedł tu dość ostrożnie, bo oboje dali się zaskoczyć. Rudowłosy machnął młotkiem ciut za nisko, kobieta poderwała w popłochu rękę i w efekcie oberwała po palcach. Zassała głośno powietrze, ale nie krzyknęła.

Def Groot sięgnął do pasa. Szybko. Ale zdążył przedtem spojrzeć w stronę drzwi. A światła nie było wcale tak mało. Noża wprawdzie nie wyjął, Debren odnotował jednak tę znamienną kolejność.

– Debren! Nastraszyłeś nas. – Def Groot zdjął dłoń z rękojeści, podniósł się. Kobieta stanęła obok, ssąc stłuczony palec. – A ty czego szukasz?

– Odpowiedzi na parę pytań. Na przykład: kto i po co zakrada się w środku nocy do popsutego wiatraka?

– Zadaj takie pytanie w karczmie – poradził bez uśmiechu duszysta – i dodaj, że w grę wchodzą dwie osoby, jedna w portkach, druga w spódnicy. Odpowiedzi zadziwią cię swą zgodnością. Nie musisz nawet wspominać, że w pobliżu nie ma stodoły i męża niewiasty, a jej dom jest ciasną budą, ledwie co od psiej większą, i śpi tam dziecko.

– Romantyczna schadzka w tajemniczych czeluściach machiny? – błysnął zębami Debren. – Prawie wierzę. Tylko nie wiem, jak to chcieliście robić za pomocą młotka i łomu. Nam, prostakom z Zachodu, takie rekwizyty miłosne całkiem się nie mieszczą. W głowach, rzecz jasna.

Kobieta zapytała o coś cicho, niepewnie. Była całkiem atrakcyjna i Debren pewnie uwierzyłby w najprostsze z nasuwających się wyjaśnień. Gdyby nie narzędzia.

– Mógłbyś przetłumaczyć – zwrócił się do Def Groota.

– To nie dotyczyło ciebie.

– Nie jestem telepatą – powiedział magun z lekką pogróżką w głosie – ale znam prosty czar, który potrafi wykryć łgarstwo. Więc uważaj, co mówisz.

– Mieszasz się w całkiem nie swoje sprawy. – Głos duszysty brzmiał ostrzegawczo. – Całkiem. W dodatku mocno cię przerastające.

– Chcieliście rozmontować pompę. – Debren podszedł bliżej, postukał w skomplikowany mechanizm trybów i dźwigni. – Ciekawe po co.

– Ciekawość zabija, magunie. Niekiedy bardzo szybko.

– Podobnie jak brak ciekawości. Jak ją namówiłeś? – wskazał żonę właściciela. – Bo do czego, możesz nie mówić. Chcieliście zdjąć to z góry i zatkać rurę przepływową. Jedynym odgłosem wydawanym wówczas przez wiatrak byłby świst wiatru w szczelinach, a tego nawet wariat Kipancho nie uzna za oznakę życia. Potwór umrze i będzie można odjechać na poszukiwanie następnego. Płacą ci od sztuki, mistrzu?

– Idź spać. Bo zaśpisz i rano nie zdążysz na barkę.

– Powiedziałeś jej, co się stanie, jak Kipancho stwierdzi zgon przeciwnika?

– Nie. Bo nie wiem, co się stanie. To zależy od ciebie.

– Kręcisz, Def Groot. Obaj dobrze wiemy, co będzie dalej. Przyjedzie Vanringer i urządzi pogrzeb. Spali wiatrak i domek pompiarza przy okazji. Ci ludzie staną się żebrakami. A jeżeli budowali z kredytów, to gospodarz trafi do lochu. Wiesz, ilu osadzonych wychodzi z lochu? Niewielu. A ilu żebraków zdycha w przydrożnym rowie? Cholernie wielu.

– Nie zmienimy porządku świata. Ale tych akurat ludzi możesz ocalić. Wystarczy, byś wytłumaczył panu Kipancho, że z tego akurat wiatraka udało ci się potwora czarami wygnać. Samego wiatraka nie zabijając. Żywego wiatraka Kipancho nie pozwoli spalić. On nie uznaje niepotrzebnego zadawania bólu komukolwiek.

– Kipancho to szaleniec. Nie mam zamiaru utwierdzać go w jego szaleństwie. Ktoś mu musi w końcu wyjaśnić, że wiatrak to tylko kupa zbitych przemyślnie desek.

– Leczenie choroby psychicznej metodą wyjaśnień? – zakpił Def Groot. – Interesujący pomysł. Proszę, próbuj. Rób, co chcesz, eksperymentuj, ostatecznie magun jesteś, nowych metod badacz i odkrywca. Tylko nie wbijaj klina między mnie a mojego pacjenta. I nie odzywaj się, kiedy będę go zapewniał w imieniu nas obu, że wiatrak nie żyje. Och, przepraszam… Czarownik. Potwór, co się wcielił w kupę zbitych przemyślnie desek. Stój cicho z boku, a potem bierz zapłatę i maszeruj na tę swoją barkę.

– Nie rozumiem, czego się boisz. Jeśli od umysłu tego nieszczęśnika logiczne wyjaśnienia odbijają się równie uparcie jak młoty bojowe, to cóż ci szkodzi moje gadanie? Powiem, co myślę, i wyjadę. Kipancho, możesz mi wierzyć, głupszy od tego nie będzie.

– Zakłócisz mi rytm kuracji – warknął Def Groot. – Dusza ludzka to delikatna materia.

– To odłóż ten młotek – poradził Debren. – Delikatnej materii nie naprawia się młotkiem. Nawet owiniętym w szmaty.

Duszysta nie odłożył młotka. Za to zrobił krok do przodu. Nie zbliżyli się zanadto, bo magun był czujny i prawie równocześnie odskoczył lekko ku drzwiom.

– Spokojnie – uśmiechnął się z przymusem Def Groot. – Coś taki nerwowy? Przecież nie będziemy się bić. Nie o jakieś… To śmieszne.

– Nie, nie będziemy. Mam dość na dzisiaj. Więc zrób jeszcze jeden gwałtowny ruch, tylko jeden, a tak ci przypieprzę, że do rana nie wstaniesz.

Rudzielec, cokolwiek by o nim nie mówić, w swoim fachu był dobry. Wiedział, kiedy i do jakiego stopnia ludzie mówią prawdę. Cofnął się więc powoli i odłożył młotek.

– Jak ją namówiłeś? – powtórzył pytanie Debren.

– A uwierzysz, jak powiem, że zaapelowałem do jej patriotyzmu?

– Nie.

– Obiecałem zbadać dziewczynkę – mruknął Def Groot. – Do pewnego stopnia jestem medykiem. A ona ma gorączkę. Pewnie dlatego dała się tak łatwo ściągnąć z dachu.

Debren bez słowa wyjął z uchwytu pochodnię, a potem skinął na stojącą z boku gospodynię.

* * *

– Myślałem, żeś uciekł.

Debren obrócił się na stołku, choć nie musiał. Tylko jedna osoba mogła przecisnąć się przez wąskie drzwi z takim chrzęstem.

– Dzień dobry, panie Kipancho – powiedział cicho. – Nie uciekłem. Nie było powodu.

– Znalazłby się – rycerz zniżył głos. – Niektórzy boją się przebywać w moim towarzystwie, bo uważają, że postradałem zmysły i zagrażam otoczeniu. Inni sądzą, że otoczenie zagraża mnie, a przy okazji i tym, co jadą obok i śpią za blisko. Trochę racji w tym jest. Bywało, że ostrzeliwano nas z daleka, a i napad na biwak się przydarzył. Parę postronnych osób ucierpiało, więc nie mam pretensji. Do niej przyszedłeś?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Smoczy Pazur»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Smoczy Pazur» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Smoczy Pazur»

Обсуждение, отзывы о книге «Smoczy Pazur» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x