O: W chwili mego aresztowania pewna dziewczyna, niejaka mademoiselle Etienne, otrzymała przepustkę uprawniającą ją do odwiedzania mnie w ściśle określonych porach. Twierdzi pan, że dotrzymujecie słowa, ale ani razu jej do mnie nie przyprowadziliście.
P: Ponieważ się nie zgłosiła.
O: Jest pan tego pewien?
P: Tak! Naprawdę pan nie rozumie? To właśnie nasza tajemnica: prawda. Powiada pan, że dano jej przepustkę, co zresztą czyni się rutynowo w takich okolicznościach. Dzięki temu wiem, że skoro od tej pory jej pan nie widział, to znaczy, że nie przyszła pana odwiedzić. Naturalnie zdaje pan sobie sprawę, że jak tylko uświadomiliśmy sobie wagę ciążących na panu zarzutów oraz zapoznaliśmy się z pańskim niewzruszonym uporem, ostrzegliśmy ją o nieprzyjemnych konsekwencjach, jakie mogłaby spowodować jej wizyta. Niemniej jednak gdyby przyszła, na pewno by trafiła do pana.
Jesteśmy jedynym rządem na świecie, któremu każdy obywatel może wierzyć bez zastrzeżeń, i dlatego wymagamy w zamian całkowitego zaufania, pełnego posłuszeństwa i głębokiego szacunku. Jeżeli ktoś usłyszy od nas: „Zrób to i to, a spotka cię taka a taka nagroda”, nie zwątpi nawet przez ułamek sekundy, że istotnie zostanie nagrodzony. Jeżeli ogłosimy, że wioski, których mieszkańcy nie stosują się do jakichś rozporządzeń, zostaną doszczętnie spalone, nikt nie wątpi, że tak właśnie się stanie. Mówimy niewiele, lecz każde nasze słowo ma wagę…
— Co się stało? — zapytała dziewczyna.
— Taśma się zerwała — odparł oficer. — Nic nie szkodzi, założę następną. Pamiętaj tylko, co kazałem ci robić.
— Tak, maitre.
P: Proszę siadać. Pan jest doktor Marsch?
O: Tak.
P: Ja nazywam się Constant. Jeśli się nie mylę, całkiem niedawno przybył pan z naszej kolebki, zatrzymując się po drodze na Sainte Anne?
O: Przyleciałem z Sainte Anne rok i kilka miesięcy temu.
P: Otóż to.
O: Czy mogę wiedzieć, dlaczego zostałem aresztowany?
P: Jeszcze nie przyszła na to pora. Jak na razie ustaliliśmy tylko pańskie nazwisko, a przynajmniej to, pod jakim pan podróżował. Gdzie pan się urodził, doktorze?
O: Na Ziemi, w Nowym Jorku.
P: Potrafi pan to udowodnić?
O: Zabraliście mi wszystkie dokumenty.
P: A więc nie może pan.
O: Dowodem są moje dokumenty. Tutejszy uniwersytet może potwierdzić moją tożsamość.
P: Już się z nim kontaktowaliśmy. Niestety, nie wolno mi udzielać informacji dotyczących równolegle prowadzonych śledztw. Powiem panu tylko tyle, doktorze, że nie powinien pan oczekiwać pomocy większej niż ta, jaką otrzymał pan do tej pory. Rozmawialiśmy z władzami uniwersytetu, a mimo to jest pan nadal tam, gdzie był do tej pory. Jak dawno temu opuścił pan Ziemię?
O: Według czasu newtonowskiego?
P: Zapytam inaczej: ile czasu upłynęło od chwili, kiedy — zgodnie z tym, co pan twierdzi — przybył pan na Sainte Anne?
O: Około pięciu lat.
P: Lat Sainte Croix?
O: Lat Sainte Anne.
P: To praktycznie bez różnicy, ale żeby uniknąć nieporozumień, od tej pory będziemy się posługiwać latami Sainte Croix. Proszę opisać, co pan robił bezpośrednio po dotarciu na Sainte Anne.
O: Wodowaliśmy w Roncevaux, a ściśle biorąc na morzu, w odległości około pięćdziesięciu kilometrów od Roncevaux. Następnie przyholowano nas do portu, gdzie przeszedłem odprawę celną.
P: Proszę mówić dalej.
O: Zaraz po odprawie zostałem przesłuchany przez żandarmerię. Była to zwykła formalność i o ile pamiętam, trwała najwyżej dziesięć minut. Jak tylko wręczono mi kartę gościa, zameldowałem się w hotelu…
P: Nazwa.
O: Niech się zastanowię… Już wiem: Splendide.
P: Proszę mówić dalej.
O: Potem odwiedziłem uniwersytet i sąsiadujące z nim muzeum. Na tamtejszym uniwersytecie nie ma wydziału antropologii; ten brak usiłuje nadrobić wydział historii naturalnej, ale bez większego powodzenia. Jeśli natomiast chodzi o antropologiczną ekspozycję w muzeum, to choć są z niej bardzo dumni, stanowi przedziwną mieszaninę autentycznych informacji, falsyfikatów oraz wyobraźni. Rzecz jasna starałem się zachowywać jak najuprzejmiej, bo przecież zależało mi na ich współpracy. Czy mogę spytać, dlaczego ten człowiek wyszedł z pokoju?
P: Ponieważ jest idiotą. Potem opuścił pan Roncevaux?
O: Tak.
P: W jaki sposób?
O: Pociągiem. Pojechałem do Lądowiska Francuzów, które leży również na wybrzeżu, około pięciuset kilometrów na północny zachód od Roncevaux. Równie łatwo, a nawet łatwiej dostałbym się tam statkiem, chciałem jednak obejrzeć kraj, a poza tym niekiedy dokucza mi choroba morska. Swoje badania rozpocząłem od Lądowiska Francuzów dlatego, że choć tak niewiele wiemy o tubylcach z Sainte Anne, to jednak wszystko wskazuje na to, iż właśnie tam, na łąkomorzach żyło ich najwięcej.
P: Słyszałem, że to miasto otoczone ze wszystkich stron bagnami.
O: Doprawdy, trudno nawet nazwać je miastem. Dopiero jakieś dwadzieścia kilometrów na południe teren wznosi się na tyle, że można by było uprawiać ziemię. Lądowisko Francuzów istnieje wyłącznie dzięki portowi, z którego korzystają farmerzy i hodowcy bydła.
P: Czy dużo czasu spędził pan w tamtej okolicy?
O: Nie, wyruszyłem w górę rzeki. Chociaż tam też jest wysoko, nie ma tak wielu osadników.
P: To dość dziwne, bo przecież mogliby spławiać towary rzeką.
O: Dopóki rzeka płynie przez łąkomorze, jest płytka i aż roi się na niej od mielizn. Pogłębiony kanał doprowadzono od strony morza tylko do Lądowiska Francuzów. Z kolei w górnym biegu prąd wody jest wyjątkowo silny i pełno tam wodospadów.
P: Ma pan znakomitą pamięć topograficzną, doktorze. Między innymi to właśnie chciałem sprawdzić, zadając panu te pytania. Z pewnością równie dużo mógłby mi pan opowiedzieć o Port-Mimizon.
O: Dla antropologa najistotniejsza jest wiedza o tym, w jaki sposób dana społeczność utrzymuje się przy życiu. Na przykład kultura rybacka będzie zupełnie inna od myśliwskiej, obie zaś będą się znacznie różniły od rolniczej. Po pewnym czasie człowiek odruchowo zaczyna zwracać uwagę na te sprawy.
P: To z pewnością bardzo użyteczny odruch; mądry generał nie zawahałby się wysłać pana w charakterze zwiadowcy. A teraz niech mi…
P: Proszę.
P: Ach! Czy wie pan, doktorze, co właśnie przyniósł mój kolega?
O: Nie, bo i skąd?
P: Materiały dotyczące hotelu Splendide. Chciał, żebym pana dokładnie przepytał, ponieważ nie przyszło mu do głowy, że wszelkie niedokładności i luki w pańskiej pamięci da się wytłumaczyć upływem czasu, i że mógł tam mieszkać zarówno szpieg, jak i uczony. Niech mu jednak będzie: zabawimy się przez chwilę. Czy pamięta pan na przykład, jak miał na imię chłopiec hotelowy?
O: Nie, ale zapamiętałem coś innego.
P: Mianowicie?
O: Ze był wolny. Zwróciło to moją uwagę, ponieważ tutaj większość służących to niewolnicy.
P: A więc nie jest pan zwykłym szpiegiem, lecz szpiegiem umotywowanym ideologicznie! Zgadza się, doktorze?
O: Oczywiście, że nie jestem szpiegiem, lecz pochodzę z Ziemi. Jeśli w ogóle jestem umotywowany przez jakąkolwiek ideologię, to właśnie przez ziemską.
P: Doktorze, nieprzypadkowo Sainte Croix i Sainte Anne nazywa się planetami bliźniaczymi. Określenie to oznacza dużo więcej niż tylko to, że obracają się wokół tego samego punktu. Obie pozostawały nieodkryte przez wiele dziesięcioleci, podczas których kolonizowano światy położone znacznie dalej od Ziemi. Obie odkryli i zasiedlili Francuzi…
Читать дальше