Stephen Baxter - Statki czasu

Здесь есть возможность читать онлайн «Stephen Baxter - Statki czasu» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1996, ISBN: 1996, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Statki czasu: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Statki czasu»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja
Herberta George’a Wellsa.

Statki czasu — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Statki czasu», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Proszę spojrzeć — powiedziała Hilary, pokazując ręką. — Tam, w oddali. Widzi pan?

Spojrzałem we wskazanym kierunku i dostrzegłem jakiś niewyraźny kształt, który wisiał nad morzem daleko na wschodzie. Była to plama rodem z innego świata — tarcza nie większa od księżyca w pełni, krąg załamanego światła, które błyszczało i zabarwione było na zielono.

Potem odniosłem wrażenie, że w środku znajduje się jakiś obiekt, który przemienia się w ciało stałe i wiruje. Na koniec wyłonił się wyraźny, ciemny, podobny do krzyża kształt, który pędził coraz niżej po niebie. Nadlatywał ze wschodu, z rejonu, w którym kiedyś miały powstać Niemcy. Brzęczenie stało się znacznie głośniejsze.

— Mój Boże — odezwała się Hilary Bond. — To messerschmitt Typ „Orzeł”. Wygląda na model Bf 109F...

— Messerschmitt... To niemiecka nazwa — powiedziałem idiotycznie.

Spojrzała na mnie.

— Oczywiście, że niemiecka. Czy pan wciąż nie rozumie?

— Co takiego?

— To niemiecki samolot. To die Zeitmaschine, która przyleciała, żeby nas wytropić!

Gdy samolot zbliżył się do brzegu, przechylił się lekko w powietrzu jak mewa na wietrze i zaczął lecieć równolegle do krawędzi morza. Z głośnym warkotem i tak dużą prędkością, że Hilary i ja musieliśmy obrócić się na pięcie, by śledzić lot maszyny, samolot przeleciał nad naszymi głowami na wysokości niespełna stu stóp.

Maszyna miała jakieś trzydzieści stóp długości i być może trochę większą rozpiętość skrzydeł. Na jej czubie wirowało śmigło, którego łopaty były rozmazane wskutek szybkich obrotów. Spód samolotu pomalowano na kolor niebieskoszary, a górne części w brązowo-zielone cętki. Czarne krzyże na kadłubie i skrzydłach wskazywały kraj pochodzenia samolotu, a na pomalowanym poszyciu widniały inne, bardziej krzykliwe symbole wojskowe: głowa orła, uniesiony miecz i tak dalej. Spód maszyny był dość gładki, z wyjątkiem pojedynczego ładunku: metalowego przedmiotu w kształcie łzy o długości mniej więcej sześciu stóp, który pomalowano na wszechobecny kolor niebieski.

Przez pewien czas Bond i ja staliśmy w bezruchu, oszołomieni tym nagłym pojawieniem się samolotu, jakbyśmy byli świadkami zstąpienia istoty nadprzyrodzonej.

Łatwo ekscytujący się, młody człowiek pogrzebany gdzieś głęboko w mojej duszy — cień biednego, zmarłego Mosesa — doznał dreszczyku emocji na widok tej eleganckiej maszyny. Cóż to za przygoda dla pilota! Cóż za wspaniały widok! I jakiej niezwykłej odwagi wymagało poderwanie tej maszyny w czarne od dymu powietrze Niemiec roku 1944 — wzniesienie samolotu na tak dużą wysokość, że krajobraz środkowej Europy musiał się zmniejszyć do rozmiarów mapy, urozmaiconego blatu pokrytego piaskiem, wodami mórz, lasami i maleńkimi ludźmi przypominającymi lalki — a potem zamknięcie obwodu i wyruszenie w czas. Wyobraziłem sobie, jak Słońce biegnie po łuku nad samolotem niczym meteoryt, podczas gdy pod dziobem krajobraz, uplastyczniony przez czas, przepływa i ulega deformacji...

Lśniące skrzydła znów się przechyliły i ogłuszył nas warkot silnika. Samolot wzbił się wysoko i poleciał nad lasem w kierunku oddziału ekspedycyjnego.

Hilary ruszyła pędem przez plażę, pozostawiając za sobą wskutek kuśtykania asymetryczne wgłębienia w piasku.

— Dokąd pani idzie?

Sięgnęła po buty i zaczęła je pospiesznie zakładać, nie dbając o skarpety.

— Oczywiście do obozu.

— Ale... — Spojrzałem na naszą małą, żałosną kupkę małży. — Przecież nie prześcignie pani messerschmitta. Co pani zrobi?

Podniosła pistolet i wyprostowała się. Zamiast odpowiedzieć, spojrzała na mnie oczami bez wyrazu, a następnie odwróciła się i przedarła przez pas palm, które stanowiły skraj lasu, po czym zniknęła w cieniu drzew dipterocarps.

Hałas silnika messerschmitta przycichł, wytłumiony przez leśny baldachim. Zostałem sam na plaży, z małżami i pluskiem fal uderzających o brzeg.

To wszystko wydawało się zupełnie nierealne: wojna przeniesiona do tej paleoceńskiej idylli? Nie czułem strachu, doznawałem jedynie uczucia dziwacznej dyslokacji.

Otrząsnąłem się i przygotowałem, by ruszyć w ślad za Bond do lasu.

Nie zdążyłem dotrzeć do butów, kiedy dotarł do mnie płynny głos:

— Nie!... Idź do wody... Nie!...

To Nebogipfel szedł utykając przez plażę w moim kierunku. Jego sklecona na poczekaniu kula pozostawiła ciąg głębokich, wąskich dołków. Zobaczyłem, że luźny skraj jego maski trzepocze, kiedy Morlok podążał chwiejnym krokiem naprzód.

— O co chodzi? Czy nie widzisz, co się dzieje? Die Zeitmaschine...

— Do wody. — Wsparł się na kuli, wątły jak szmaciana lalka, a jego ciałem wstrząsały gwałtowne oddechy. Sapał tak mocno, że ledwie mogłem rozróżnić, co mówi. — Woda... Musimy wejść do...

— Nie czas na pływanie, chłopie! — ryknąłem z oburzeniem. — Czy nie widzisz...

— Nie rozumiesz — wysapał. — Ty... ty nie... Chodź...

Odwróciłem się z roztargnieniem i spojrzałem ponad lasem. Dostrzegłem znikający kształt die Zeitmaschine, kiedy przelatywała nisko nad drzewami, jej zielone i niebieskie plamy farby odbijały się wyraźnie na tle listowia. Maszyna leciała z nadzwyczajną prędkością, a jej odległy warkot przypominał brzęczenie rozgniewanego owada.

Potem usłyszałem stukot dział artyleryjskich i świst pocisków.

— Bronią się — powiedziałem do Nebogipfela, podekscytowany działaniami wojennymi. — Widzisz? Latająca maszyna najwidoczniej odkryła oddział ekspedycyjny, ale oni strzelają do niej z dział...

— Morze — powiedział Nebogipfel.

Chwycił moje ramię palcami słabymi jak u dziecka i zrobił to tak ponaglająco, tak błagalnie, że musiałem oderwać wzrok od walki powietrznej. Ubrudzona maska ukazywała jedynie szpary oczu Morloka, a jego usta były szeroko otwarte i drżały.

— To jedyne schronienie w pobliżu — ciągnął. — Może wystarczy...

— Schronienie? Walka toczy się dwie mile stąd. Jaka może nam się stać krzywda, kiedy stoimy na tej pustej plaży?

— Bomba... Czy nie zauważyłeś bomby, którą Niemcy ze sobą przywieźli? — Włosy Nebogipfela były proste i przylegały gładko do jego głowy. — Bomby z tej historii wprawdzie nie są wyrafinowane, to zwykłe grudy karolinu... ale mimo to są dość skuteczne. Nie jesteś w stanie w żaden sposób pomóc ekspedycji! Nie teraz... Musimy zaczekać, aż walka dobiegnie końca.

Podniósł na mnie wzrok.

— Rozumiesz? Chodź — powiedział i znów mnie pociągnął. Upuścił kulę i wsparł się na moim ramieniu.

Jak dziecko pozwoliłem się zaprowadzić do wody.

Wkrótce dotarliśmy na głębokość co najmniej czterech stóp. Woda sięgała Morlokowi do ramion. Kazał mi przykucnąć, więc ja też byłem prawie cały zanurzony w słonej wodzie.

Nad lasem messerschmitt przechylił się i zawrócił, pikując jak jakiś drapieżny ptak z metalu. Działa artyleryjskie wystrzeliły w kierunku die Zeitmaschine i pociski rozerwały się, tworząc kłęby dymu, które rozpłynęły się w paleoceńskim powietrzu.

Przyznaję, że ta walka powietrzna — pierwsza, jaką kiedykolwiek widziałem — przyprawiła mnie o dreszczyk. W moim umyśle tłoczyły się wizje długich potyczek w powietrzu, które musiały odbywać się na niebie nad Europą w roku 1944. Wyobraziłem sobie lotników, którzy unosili się na wietrze, zabijali i spadali jak anioły Miliona. Pomyślałem, że to apoteoza wojny. Czymże był brud okopów w porównaniu z tym wzniosłym triumfem, tym śmiałym lotem ku chwale lub śmierci?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Statki czasu»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Statki czasu» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Stephen Baxter - The Martian in the Wood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Project Hades
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Evolution
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Bronze Summer
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Iron Winter
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Flood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Firma Szklana Ziemia
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Les vaisseaux du temps
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Moonseed
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Exultant
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Coalescent
Stephen Baxter
libcat.ru: книга без обложки
Stephen Baxter
Отзывы о книге «Statki czasu»

Обсуждение, отзывы о книге «Statki czasu» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.