Stephen Baxter - Statki czasu

Здесь есть возможность читать онлайн «Stephen Baxter - Statki czasu» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1996, ISBN: 1996, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Statki czasu: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Statki czasu»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja
Herberta George’a Wellsa.

Statki czasu — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Statki czasu», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Zaledwie kilka minut zabrało mi sklecenie na poczekaniu wędki, którą zrobiłem z długiego, prostego, młodego drzewka. Przyczepiłem do niej linkę i na haczyk z metalowej części samochodu czasu nadziałem robaka.

Po kilku minutach nagrodzony zostałem energicznymi pociągnięciami linki. Uśmiechnąłem się szeroko na myśl o zazdrości niektórych moich przyjaciół-wędkarzy — na przykład kochanego, starego Filby’ego — że odkryłem tę nie odłowioną oazę.

Wieczorem rozpaliłem ognisko i nieźle się posiliłem smażoną rybą i bulwami.

Krótko przed świtem obudziło mnie dziwne pohukiwanie. Usiadłem i rozejrzałem się dokoła. Ogień prawie zgasł. Słońce jeszcze nie wstało, a niebo miało ten nieziemski, szaroniebieski odcień, który zwiastuje nowy dzień. Nie było wiatru i nie poruszał się żaden liść. Ciężka mgła wisiała nieruchomo nad wodą.

Po chwili rozpoznałem grupę ptaków, które obsiadły jezioro w odległości stu jardów ode mnie. Ich pióra były ciemnobrązowe i każdy z nich miał takie długie nogi jak flaming. Stąpały w wodzie przy brzegu jeziora lub stały nieruchomo na jednej nodze jak rzeźby. Miały głowy takie jak kaczki z moich czasów i zanurzały te znajomo wyglądające dzioby pod pobłyskującą powierzchnią oraz przesuwały je w wodzie, najwidoczniej poszukując jedzenia.

Mgła nieco ustąpiła i moim oczom ukazał się większy obszar jeziora. Zobaczyłem teraz wielkie stado tych stworzeń (które Nebogipfel później zidentyfikował jako Presbyornis) — tysiące ptaków wchodzących w skład wielkiej, niepoliczalnej kolonii. W podobnej do pary mgiełce poruszały się jak duchy.

Powiedziałem sobie, że ten krajobraz wcale nie jest bardziej egzotyczny od skrzyżowania Gunnersbury Avenue i Chiswick High Road, a jednak trudno było sobie wyobrazić widok bardziej niepodobny do Anglii!

Kiedy dni upływały w tamtej pełnej życia duchocie, moje wspomnienia Anglii roku 1891 wydawały się coraz bardziej odległe i nieistotne. Największe zadowolenie znajdowałem w budowaniu, polowaniu i zbieractwie. Wszechogarniające ciepło słońca i świeżość morza dawały mi poczucie zdrowia, siły i zatraconej w młodości bezpośredniości zmysłowych doznań. Postanowiłem, że kończę z myśleniem. W tym złożonym, paleoceńskim świecie były tylko dwa świadome umysły i doszedłem do wniosku, że od teraz mój nie przyniesie mi wiele dobrego, z wyjątkiem utrzymywania mnie przy życiu jeszcze przez jakiś czas.

Nadeszła pora, by do głosu doszło serce i ciało. I wraz z upływem dni stawałem się coraz bardziej świadomy wielkości świata, ogromu czasu i małości własnej osoby oraz moich trosk na tle tej wielorakiej panoramy historii. Nie byłem już ważny, nawet dla siebie. Zrozumienie tego przypominało wyzwolenie duszy.

Po pewnym czasie nawet śmierć Mosesa przestała mnie nękać.

7. PRISTICHAMPUS

Nagle zbudził mnie wrzask Nebogipfela. Podniesiony głos Morloka przypomina bulgot, dziwny i dość przerażający.

Usiadłem w chłodnej ciemności i przez chwilę wyobrażałem sobie, że jestem w łóżku we własnym domu na Petersham Road, ale poczułem zapachy i usłyszałem odgłosy paleoceńskiej nocy.

Wygramoliłem się z siennika i zeskoczyłem z podłogi na piasek. Noc była bezksiężycowa, a ostatnie gwiazdy bladły na niebie, zapowiadając wschód słońca. Morze falowało łagodnie, a ściana lasu była czarna i nieruchoma.

W tym zimnym, przesiąkniętym błękitem spokoju Morlok utykał w moim kierunku, przesuwając się wzdłuż plaży. Zgubił kulę i wydawało mi się, że z ledwością może ustać, nie mówiąc już o biegu. Miał zmierzwione, rozwiane włosy i zgubił maskę. Jeszcze kiedy biegł, dostrzegłem, że musi unosić ręce, by osłonić swoje olbrzymie, wrażliwe oczy.

A za nim, w pościgu...

Miał jakieś dziesięć stóp długości i w sumie przypominał krokodyla, ale jego nogi były długie i gibkie, dzięki czemu poruszał się jak galopujący koń, całkiem niepodobnie do krokodyli z moich czasów — pościg i bieg najwyraźniej były dla tego stwora rzeczą zupełnie naturalną. Jego wąskie oczy utkwione były w Morloku i kiedy potwór otworzył usta, zobaczyłem rzędy ostrych jak piła zębów.

Koszmarna zjawa znajdowała się zaledwie kilka jardów od Nebogipfela!

Wrzasnąłem i ruszyłem do akcji, machając rękoma, ale już w chwili, kiedy to robiłem, wiedziałem, że Nebogipfel zginie. Bolałem nad Morlokiem, ale — ze wstydem to odnotowuję — pomyślałem najpierw o sobie, gdyż po jego śmierci zostałbym sam w tym bezmyślnym paleocenie...

I to właśnie w tamtej chwili, z zaskakującą wyrazistością, rozległ się strzał ze skraju lasu.

Wydaje mi się, że pierwsza kula nie trafiła bestii, ale spowodowała, że potwór odwrócił wielki łeb i przestał tak szybko przebierać potężnymi nogami.

Morlok upadł jak długi na piasku, ale wsparł się na łokciach i zaczął czołgać na brzuchu.

Padł drugi, a potem trzeci strzał. Krokodyl wzdrygnął się, kiedy kule uderzyły w jego cielsko. Spojrzał buntowniczo na las, rozwarł szczęki najeżone ostrymi zębami i wydał ryk, który niczym grzmot odbił się echem od drzew. Następnie stwór ruszył z determinacją w kierunku źródła tych niespodziewanych ciosów.

Z lasu wynurzył się niski, krępy mężczyzna w szarym mundurze. Ponownie uniósł karabin, wycelował w krokodyla i czekał spokojnie na zbliżającą się bestię.

Dotarłem do Nebogipfela i postawiłem go na nogi. Drżał. Staliśmy na piasku i czekaliśmy, aż dramatyczna scena dobiegnie końca.

Krokodyl był nie dalej niż dziesięć jardów od żołnierza, kiedy padł kolejny strzał. Krokodyl potknął się — dostrzegłem krew spływającą z jego pyska — ale natychmiast energicznie się podniósł. Huknęły kolejne strzały i kule po kolei wbijały się w olbrzymie cielsko.

Wreszcie w odległości mniejszej niż dziesięć jardów stwór runął na ziemię, kłapiąc wielką paszczą, a żołnierz — spokojny, jak gdyby nigdy nic — odsunął się na bok, robiąc bestii miejsce.

Odnalazłem maskę Nebogipfela, po czym obaj ruszyliśmy szlakiem krokodyla w górę plaży. Potwór rozrył piasek pazurami, kilka ostatnich śladów poznaczonych było śliną, śluzem i parującą krwią. Z bliska krokodyl wyglądał jeszcze bardziej przerażająco. Oczy i paszczę miał szeroko rozwarte. Kiedy dogorywał, olbrzymie mięśnie jego tylnych nóg drgały, a kopyta waliły o piasek.

Morlok obejrzał dokładnie gorące cielsko.

Pristichampus — stwierdził niskim głosem podobnym do bulgotu.

Nasz zbawca stał z nogą wspartą na drgających zwłokach bestii. Miał mniej więcej dwadzieścia pięć lat, wyraźnie zarysowane szczęki i szczere spojrzenie. Mimo że otarł się o śmierć, wyglądał na całkiem spokojnego. Uśmiechnął się do nas ujmująco i zobaczyłem, że jest szczerbaty. Jego mundur składał się z brązowych spodni, ciężkich butów i bluzy w kolorze khaki, a na głowie miał zawadiacko nasunięty niebieski beret. Przypuszczałem, że może pochodzić z każdej epoki czy wersji historii, ale wcale mnie nie zdziwiło, kiedy młodzieniec odezwał się potocznym angielskim bez naleciałości obcego akcentu:

— Cholernie paskudny stwór, nieprawdaż? Twarda sztuka. Czy zauważyliście, że musiałem mu strzelić w pysk, zanim padł? A nawet jeszcze wtedy parł do przodu. Trzeba mu oddać sprawiedliwość: był niezgorszym przeciwnikiem!

W obliczu jego spokoju i oficerskich manier poczułem się niezręcznie i dość głupkowato w moim odzieniu ze skóry i z nie ogoloną twarzą. Wyciągnąłem rękę.

— Chyba zawdzięczam panu życie mojego towarzysza.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Statki czasu»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Statki czasu» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Stephen Baxter - The Martian in the Wood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Project Hades
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Evolution
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Bronze Summer
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Iron Winter
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Flood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Firma Szklana Ziemia
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Les vaisseaux du temps
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Moonseed
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Exultant
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Coalescent
Stephen Baxter
libcat.ru: книга без обложки
Stephen Baxter
Отзывы о книге «Statki czasu»

Обсуждение, отзывы о книге «Statki czasu» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.