Stephen Baxter - Statki czasu

Здесь есть возможность читать онлайн «Stephen Baxter - Statki czasu» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1996, ISBN: 1996, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Statki czasu: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Statki czasu»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja
Herberta George’a Wellsa.

Statki czasu — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Statki czasu», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Obudził mnie powolny grzechot kropli deszczu padających na nasz prowizoryczny dach z liści palmowych. Słyszałem deszcz, który padał w lesie za nami — wodne kule uderzające w liście — i bił w piasek na plaży. Nie słyszałem i nie widziałem Nebogipfela. To była najciemniejsza część nocy.

A potem zerwała się burza.

To było tak, jakby otwarto jakąś pokrywę w niebie. Spadły galony deszczowej wody i po chwili nasz dach z liści palmowych się zawalił. Szczątki naszej lichej chaty runęły wokół mnie i przemokłem do suchej nitki. Nadal leżałem na plecach i patrzyłem na proste trajektorie kropli deszczu, które ginęły w otchłani przesłoniętego przez chmury nieba.

Usiłowałem wstać, ale przeszkadzały mi przesiąknięte wodą liście z dachu. Mój siennik przemienił się w zabłoconą maź. Wkrótce pokryła mnie warstwa błota i brudu. Woda waliła mnie w głowę i spływała mi do oczu, przez co byłem prawie ślepy.

Kiedy zdołałem wreszcie wstać, przeraziła mnie łatwość, z jaką nasze schronienie się zapadało. Wszystkie rozporki pospadały lub szaleńczo się przechylały. Dostrzegłem pudełkowaty kształt zrekonstruowanej przez Nebogipfela machiny czasu, ale w tej chwili była już ona prawie pogrzebana wśród szczątków chaty.

Odgarniając liście i kawałki płótna, sprawdziłem wnętrze tego przemoczonego, śliskiego wraka. Znalazłem Nebogipfela. Z włosami przyklejonymi do ciała i kolanami przyciągniętymi do klatki piersiowej wyglądał jak gigantyczny szczur. Zgubił gogle i drżał, był całkiem bezradny. Odczułem ulgę, że tak łatwo go znalazłem, gdyż zwykle to właśnie w nocy funkcjonował i mógł być dosłownie wszędzie w promieniu mniej więcej mili od chaty.

Pochyliłem się, żeby go wziąć na ręce, ale odwrócił się do mnie twarzą, ukazując ciemny oczodół po utraconym oku.

— Samochód czasu! Musimy ratować samochód czasu!

W hałasie burzy jego płynny głos był prawie niesłyszalny. Znów wyciągnąłem do niego ręce, ale odsunął się ode mnie resztkami sił.

Czując grad kropli deszczu na głowie, warknąłem na znak protestu, ale ochoczo przebrnąłem przez szczątki naszego domu do konstrukcji Nebogipfela. Usunąłem z niej mnóstwo liści i stwierdziłem, że rama pogrąża się w błocie, wraz z ubraniem, filiżankami i resztkami naszych prowizorycznych mebli. Chwyciłem pionowe elementy ramy i spróbowałem wyciągnąć machinę z błota, ale udało mi się tylko powykrzywiać ramę, a potem poodrywać jej narożniki.

Wyprostowałem się i rozejrzałem. Chata była już niemal doszczętnie zdemolowana. Zobaczyłem, że woda zaczyna wypływać z lasu, zalewając piasek i podążając ku oceanowi. Nawet nasz przyjazny strumień ze świeżą wodą robił się coraz szerszy, bardziej gniewny i groził, że wystąpi ze swoich płytkich brzegów i nas zaleje.

Zostawiłem samochód czasu i podszedłem do Nebogipfela.

— To już koniec — krzyknąłem do niego. — Musimy stąd uciekać.

— Ale machina czasu...

— Musimy ją zostawić! Nie rozumiesz? Jeśli pójdzie tak dalej, zostaniemy zepchnięci do morza!

Usiłował wstać. Kosmyki jego włosów zwisały jak kawałki przemoczonej tkaniny. Chciałem go chwycić, a on próbował wyrwać się z mojego uścisku. Gdyby był zdrowy, być może zdołałby mi uciec, ale przeszkadzała mu chora noga i bez trudu złapałem go.

— Nie mogę jej uratować! — krzyknąłem mu w twarz. — Będziemy mieli szczęście, jeśli zdołamy ujść z tego z życiem!

Po tych słowach przerzuciłem go sobie przez ramię i wyszedłem z chaty, zmierzając do lasu. Od razu zobaczyłem, że brnę przez kilkunastocentymetrową warstwę zimnej, bagnistej wody. Wiele razy poślizgnąłem się na grząskim piasku, ale bez przerwy trzymałem jedną ręką wijące się ciało Morloka.

Dotarłem do skraju lasu. Pod osłoną baldachimu liści deszcz nie zacinał już tak mocno. Nadal otaczała mnie czerń i musiałem posuwać się w ciemności, potykając się o korzenie i zderzając z pniami. Ziemia pod moimi stopami była rozmokła i zdradliwa. Nebogipfel przestał się szamotać i leżał spokojnie na moim ramieniu.

Wreszcie dotarłem do drzewa, które wydało mi się znajome: grube i stare, z nisko zwieszonymi bocznymi gałęziami, które wyrastały z pnia na wysokości nieco powyżej głowy. Przerzuciłem Morloka przez gałąź. Zwisał z niej jak przemoczony płaszcz. Następnie sam podciągnąłem się z ziemi — z pewnym wysiłkiem, bo wieki minęły od czasu, kiedy ostatni raz wspinałem się na drzewa — i usadowiłem na gałęzi, opierając plecy o pień.

Pozostaliśmy tam aż do końca burzy. Trzymałem rękę na plecach Morloka, żeby mieć pewność, że nie spadnie lub nie spróbuje wrócić do chaty. Musiałem znieść strumienie wody, które spływały po pniu drzewa i zalewały mi plecy oraz ramiona.

Świt uwydatnił dziwne piękno tego lasu. Spoglądając do góry na baldachim, dostrzegłem, jak deszcz ścieka po liściach, a następnie po pniach ku ziemi. Nie jestem botanikiem, ale teraz zobaczyłem, że las przypomina wielką maszynę, którą zaprojektowano tak, aby przetrwała ataki takiej burzy znacznie lepiej niż prymitywne konstrukcje człowieka.

Gdy napłynęło światło, oddarłem pasek z resztek moich spodni — nie miałem na sobie koszuli — i obwiązałem nim twarz Nebogipfela, żeby ochronić jego oczy. Nie poruszył się.

Deszcz ustał w południe i zdecydowałem, że można zejść. Zdjąłem Nebogipfela na ziemię. Mógł chodzić, ale musiałem go prowadzić za rękę, gdyż bez gogli był ślepy.

Po wyjściu z dżungli zobaczyłem, że dzień jest pogodny, a powietrze orzeźwiające. Od morza wiał przyjemny wietrzyk, a po prawie angielskim niebie szybowały lekkie obłoki. Wyglądało to tak, jakby świat narodził się na nowo; po wczorajszej ciężkiej atmosferze nie było śladu.

Trochę niechętnie zbliżyłem się do szczątków chaty. Kawałki rozbitej konstrukcji, dziwaczny puchar ze skorupy orzecha kokosowego i pozostałe przedmioty zagrzebane były do połowy w wilgotnym piasku. Pośrodku tego wszystkiego zobaczyłem małą diatrymę, która niezdarnie dziobała resztki. Krzyknąłem: „A sio!” i pobiegłem naprzód, klaszcząc w dłonie nad głową. Ptasia bestia uciekła. Fałdy jej obwisłego, żółtego ciała kołysały się przy tym na boki.

Pogrzebałem w gruzach. Większość naszego dobytku przepadła — została zmyta. To prawda, że nasze schronienie było nędzne, a przedmioty, które uważaliśmy za swój majątek, sklecone bądź naprawione na poczekaniu, ale był to nasz dom. Naruszenie naszej prywatności wstrząsnęło mną.

— Co z machiną? — zapytał mnie Nebogipfel, obracając obwiązaną twarz w różne strony. — Co z samochodem czasu?

Pogrzebałem trochę w ziemi i znalazłem kilka rozporek, rurek oraz płytek, kawałki pogruchotanego spiżu armatniego, które były jeszcze bardziej zniszczone niż przedtem. Jednak kadłub samochodu został zmyty do morza. Z zamkniętymi oczami Nebogipfel pomacał palcami szczątki.

— No cóż — stwierdził — będzie musiało wystarczyć to co zostało.

Usiadł na piasku, poszukał po omacku kawałków płótna i pnączy, po czym jeszcze raz zaczął cierpliwie budować machinę czasu.

6. SERCE I CIAŁO

Po burzy nie udało nam się nigdy odzyskać gogli Nebogipfela i okazało się to dużym utrudnieniem dla Morloka. Ale nie narzekał. Tak jak dotychczas, za dnia nie oddalał się od cienia, a jeśli musiał wychodzić przed nastaniem zmierzchu lub o świcie, zakładał kapelusz z szerokim rondem i ukrywał oczy pod maską ze szparami, którą zrobiłem mu ze zwierzęcej skóry, aby mógł cokolwiek widzieć.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Statki czasu»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Statki czasu» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Stephen Baxter - The Martian in the Wood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Project Hades
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Evolution
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Bronze Summer
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Iron Winter
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Flood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Firma Szklana Ziemia
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Les vaisseaux du temps
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Moonseed
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Exultant
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Coalescent
Stephen Baxter
libcat.ru: книга без обложки
Stephen Baxter
Отзывы о книге «Statki czasu»

Обсуждение, отзывы о книге «Statki czasu» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.