Stephen Baxter - Statki czasu

Здесь есть возможность читать онлайн «Stephen Baxter - Statki czasu» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1996, ISBN: 1996, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Statki czasu: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Statki czasu»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja
Herberta George’a Wellsa.

Statki czasu — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Statki czasu», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Nebogipfelu!

— To diatryma — wysapał. — Diatryma gigantica. Ja... och!

— Mniejsza o jej filogenezę — zawołałem — Uciekaj od niej!

— Obawiam się... że nie mam jak... Och!

Ponownie jego głos przeszedł we wrzask wyrażający udrękę. Teraz stwór kiwał łbem z boku na bok. Domyśliłem się, że stara się rozbić czaszkę Morloka o pień drzewa. Miał to być niewątpliwie wstęp do uczty złożonej z bladego ciała Nebogipfela!

Potrzebowałem jakiejś broni i przyszedł mi na myśl jedynie klucz Mosesa. Wstałem i wgramoliłem się do wraka naszego samochodu czasu. Wszędzie wokół leżało mnóstwo rozporek, płyt i drutów, a stal i polerowane drewno z roku 1938 wyglądało dziwnie nie na miejscu w tym antycznym lesie. Nie dostrzegłem klucza! Aż po same łokcie zanurzyłem ręce w gnijącym runie leśnym. Poszukiwania trwały wiele dręczących sekund, a przez cały ten czas diatryma odciągała swoją zdobycz w las.

I wtedy znalazłem! Wyciągnąłem prawe ramię z tej mazi, ściskając w ręku uchwyt klucza.

Z rykiem uniosłem klucz na wysokość ramienia i zacząłem się przedzierać przez bagnistą ściółkę. Paciorkowate ślepia diatrymy śledziły, jak się zbliżam. Bestia przestała potrząsać głową, ale nie puściła nogi Nebogipfela. Oczywiście nigdy przedtem nie widziała człowieka. Wątpiłem, czy rozumie, że mogę stanowić dla niej zagrożenie. Nacierałem dalej, próbując nie zważać na straszną, łuskowatą skórę wokół pazurów przy stopach, wielkie rozmiary dzioba i odór gnijącego mięsa, który unosił się w pobliżu stwora.

W sposób typowy dla uderzenia w krykiecie machnąłem prowizoryczną maczugą, trafiając w łeb diatrymy. Siła ciosu została złagodzona przez pióra i warstwę ciała, ale poczułem, że metal skutecznie zderzył się z kością.

Ptaszysko otworzyło dziób, upuszczając Morloka, i wydało skrzek, który przypominał odgłos rozpruwania blachy. Teraz ten olbrzymi dziób zawisł nade mną i instynkt podpowiadał mi, żebym uciekał, ale wiedziałem, że jeśli to uczynię, obaj przepadniemy. Ponownie uniosłem klucz nad głową i machnąłem nim w kierunku czubka czaszki diatrymy. Tym razem bestia zrobiła unik i ledwie ją musnąłem, więc w następnej chwili uniosłem klucz i uderzyłem w spodnią część dzioba.

Rozległ się potworny chrzęst i łeb diatrymy odskoczył do tyłu. Bestia zatoczyła się, po czym obrzuciła mnie taksującym spojrzeniem. Wydała skrzekliwy głos, który był tak niski, że przypominał bardziej warknięcie.

A potem, całkiem nagle, stwór nastroszył czarne pióra, odwrócił się i odszedł utykającym krokiem w las.

Wsunąłem klucz za pas i uklęknąłem przy Morloku. Był nieprzytomny. Jego noga była zmiażdżona i zakrwawiona, a włosy na plecach przesiąknięte lepką śliną ptasiego potwora.

— No cóż, mój towarzyszu w czasie — szepnąłem. — Są sytuacje, kiedy warto mieć obok siebie antycznego dzikusa!

Znalazłem jego gogle w mazistej ściółce, wytarłem je o rękaw i założyłem Nebogipfelowi na oczy.

Spojrzałem w ciemny las, zastanawiając się, co powinienem teraz zrobić. Chociaż podróżowałem w czasie i przemierzyłem wielką przestrzeń w drodze do Sfery Morloków, to we własnym stuleciu nigdy nie byłem w żadnym kraju tropikalnym. W walce o przetrwanie mogłem się teraz kierować tylko mglistymi wspomnieniami opowieści podróżników i innych popularnych źródeł.

Pocieszałem się jednak, że przyszłe wyzwania będą stosunkowo łatwe! Nie będę musiał stanąć oko w oko z moim młodszym odpowiednikiem ani — ponieważ samochód czasu był zniszczony — borykać się z moralnymi i filozoficznymi dwuznacznościami wielorakich historii. Musiałem raczej poszukać jedzenia i schronienia przed deszczem oraz zabezpieczyć nas przed zwierzętami i ptakami tych zamierzchłych czasów.

Zdecydowałem, że moim pierwszym zadaniem będzie znalezienie świeżej wody. Nawet pomijając potrzeby Morloka, moje pragnienie było ogromne, gdyż po raz ostatni piłem jeszcze przed bombardowaniem Londynu.

Ułożyłem Morloka we wraku samochodu czasu, w pobliżu pnia drzewa. Uznałem, że jest to miejsce równie bezpieczne od ataków potworów tej epoki jak każde inne. Zdjąłem marynarkę i położyłem ją pod plecami Nebogipfela, by ochronić go przed wilgocią mazistej ściółki, a także wszystkimi pełzającymi i drapieżnymi stworzeniami, które mogły tam żyć! Po krótkim wahaniu wyciągnąłem klucz zza pasa i położyłem go na Morloku, zaciskając palce Nebogipfela wokół trzonka.

Nie chcąc zostawać bez broni, rozejrzałem się po wraku samochodu, aż znalazłem krótki, gruby kawałek żelaznego żebra. Zgiąłem go w bok, aż oderwał się od ramy. Zważyłem go w ręku. Nie był taki solidny jak klucz, ale lepsze to niż nic.

Postanowiłem, że pójdę tam, skąd dochodził odgłos wody. Wydawało mi się, że muszę iść w kierunku przeciwnym do słońca. Oparłem drąg na ramieniu i ruszyłem przez las.

2. PALEOCEŃSKIE MORZE

Łatwo mi się szło, gdyż drzewa wyrastały z luźnych, mieszanych kęp, między którymi leżały duże połacie równej ziemi. Gęsty, równomiernie rozłożony baldachim liści i gałęzi nie dopuszczał światła do ziemi i powstrzymywał rozwój roślinności.

Baldachim aż roił się od pełnych witalności form życia. Porosła — orchidee i pnącza — trzymały się kurczowo kory drzew, a liany zwisały z konarów. Było tam wiele gatunków ptaków i kolonii stworzeń żyjących na gałęziach: małp lub jakichś innych naczelnych (tak mi się wydawało na pierwszy rzut oka). Dostrzegłem stworzenie podobne do kuny, o długości mniej więcej ośmiu cali, z giętkimi ramionami i stawami oraz bujnym, krzaczastym ogonem, które śmignęło i przeskoczyło z gałęzi na gałąź, wydając krzyk przypominający kasłanie. Inne zwierzę było dość duże — o długości około jarda — i miało pazurki oraz chwytny ogon. To stworzenie nie uciekło, gdy się zbliżałem. Raczej przywarło do spodniej powierzchni gałęzi i obrzuciło mnie badawczym spojrzeniem, które odebrało mi odwagę.

Poszedłem dalej. Miejscowe zwierzęta nie znały człowieka, ale najwidoczniej z powodu obecności diatrymy i bez wątpienia innych drapieżników wykształciły u siebie silny instynkt samozachowawczy i będą uważać na moje próby ich upolowania.

Gdy mój wzrok przyzwyczaił się do panującego w lesie półmroku, dostrzegłem, że wszędzie widać dowody kamuflażu i oszustwa. Oto na przykład zobaczyłem gnijący liść, który przywarł do pnia drzewa — a przynajmniej tak mi się wydawało, dopóki ten „liść”, kiedy się zbliżyłem, nie wysunął owadzich nóżek, po czym podobne do świerszcza stworzenie uciekło w podskokach. Oto na głazie dostrzegłem coś, co wyglądało jak rozrzucone krople deszczu, które w świetle przefiltrowanym przez baldachim pobłyskiwały niczym klejnociki. Kiedy się jednak pochyliłem, by je obejrzeć, okazały się gromadą chrząszczy z przezroczystymi skorupami. Ujrzałem też czarno-białą plamę guano na pniu drzewa — nie zdziwiło mnie, kiedy zobaczyłem, jak ospale wysuwają się z niej pajęcze nogi.

Mniej więcej pół mili dalej drzewa się przerzedziły. Przeszedłem przez pas drzew palmowych i wynurzyłem się w oślepiającym świetle słonecznym. Gruby, biały piasek chrzęścił pod moimi nogami. Znalazłem się na plaży. Za pasem wybrzeża rozciągała się tafla błyszczącej wody, tak szeroka, że nie widziałem przeciwległego brzegu. Słońce stało nisko na niebie za moimi plecami, ale dość mocno grzało. Czułem jego ciepło na karku i głowie.

Na długim, prostym odcinku plaży w oddali dostrzegłem rodzinę ptaków diatryma. Dwoje dorosłych muskało sobie pióra, oplatając się nawzajem szyjami, natomiast trójka młodych brodziła na swoich niezgrabnych nogach, pluskając się i pohukując, albo siedziała w wodzie i nawilżała swoje tłuste pióra. Z czarnym upierzeniem, pokraczną budową ciała i małymi skrzydłami cała gromadka wyglądała komicznie, ale bacznie obserwowałem ich ruchy, kiedy tam byłem, gdyż nawet najmniejsze młode miały trzy lub cztery stopy wzrostu i były dość muskularne.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Statki czasu»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Statki czasu» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Stephen Baxter - The Martian in the Wood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Project Hades
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Evolution
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Bronze Summer
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Iron Winter
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Flood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Firma Szklana Ziemia
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Les vaisseaux du temps
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Moonseed
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Exultant
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Coalescent
Stephen Baxter
libcat.ru: книга без обложки
Stephen Baxter
Отзывы о книге «Statki czasu»

Обсуждение, отзывы о книге «Statki czasu» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.