Wallis i ja siedzieliśmy w milczeniu i przetrwaliśmy to do końca.
— No i cóż pan o tym sądzi? — zapytał Gödel po wyłuszczeniu swojego wywodu.
Wallis rzucił mi kolejne srogie spojrzenie, ale postanowiłem dać szczerą odpowiedź.
— Nie mogę nic zarzucić logice pańskiego rozumowania — rzekłem — ale uważam jej zastosowanie za skrajnie dziwaczne.
Żachnął się.
— Cóż... być może! Ale tylko logika się liczy. Nie sądzi pan? W metodzie aksjomatycznej tkwi ogromna siła. — Uśmiechnął się. — Mam również ontologiczny dowód na istnienie Boga. Moim zdaniem jest niezbity i ma zaszczytnych poprzedników, których historia sięga osiem wieków wstecz, do czasów arcybiskupa Anzelma. Widzi pan...
— Może innym razem, profesorze — wtrącił Wallis.
— Ach tak. No dobrze. — Spojrzał po kolei na nas. Jego wzrok był przenikliwy, wręcz obezwładniający. — A więc porozmawiajmy o podróżowaniu w czasie. Naprawdę panu zazdroszczę.
— Podróżowania?
— Tak. Ale nie tego całego nużącego skakania po historii.
Miał załzawione oczy, które błyszczały w silnym świetle elektrycznym.
— A zatem czego?
— Oglądania innych światów, innych możliwości. Czy pan mnie rozumie?
Poczułem dreszcz. Zdolność pojmowania Gödela wydawała się nadzwyczajna, prawie telepatyczna.
— Proszę powiedzieć, co pan ma na myśli.
— Realność innych światów, które posiadają znaczenie wykraczające poza doświadczenie naszego krótkiego istnienia, jest dla mnie oczywista. Każdy, kto przeżył cud matematycznego odkrycia, musi wiedzieć, że prawdy matematyczne istnieją niezależnie od umysłów, w których tkwią, że te prawdy to okruchy myśli jakiegoś wyższego intelektu...
— Proszę posłuchać — ciągnął. — Nasze życie tutaj, na Ziemi, ma wątpliwe znaczenie. A zatem jego prawdziwy sens musi tkwić gdzieś poza tym światem. Rozumie pan? To zwykła logika. Koncepcja, że wszystko na świecie ma jakieś nadrzędne znaczenie, to dokładna analogia zasady, że wszystko ma przyczynę — zasady, na której opiera się cała nauka. Wynika z tego, że gdzieś poza naszą historią znajduje się ostateczny świat — świat, w którym wyjaśnione jest całe znaczenie.
— Już z samej swojej natury — mówił dalej — podróżowanie w czasie jest powodem zakłócenia historii, a przez to powstania lub odkrycia światów innych od naszego. Dlatego zadaniem Podróżnika w Czasie jest prowadzenie poszukiwań... nieustannych poszukiwań aż do chwili, gdy ostateczny świat zostanie znaleziony — lub zbudowany!
Po wyjściu od Gödela zagłębiłem się w myślach. Postanowiłem, że już nigdy więcej nie będę drwił z matematykow-filozofów, gdyż ten dziwny człowieczek, nie opuszczając swojego biura, zawędrował dalej w czasie, przestrzeni i rozumieniu, niż mnie się to kiedykolwiek udało w moim wehikule czasu! I wiedziałem, że wkrótce znów będę musiał odwiedzić Gödela... gdyż byłem pewien, że w jego skrzyni dostrzegłem buteleczkę z plattnerytem.
Powróciłem do naszej kwatery około szóstej. Znalazłem resztę moich towarzyszy w palarni. Morlok nadal ślęczał nad swoimi notatkami — wydawało się, że próbuje odtworzyć tę przyszłą naukę, mechanikę kwantową, z własnej, niedoskonałej pamięci. Podskoczył, gdy wszedłem.
— Znalazłeś Gödela?
— Tak. — Uśmiechnąłem się do niego. — Miałeś rację. — Zerknąłem na Filby’ego, ale biedny staruszek drzemał nad czasopismem i nas nie słyszał. — Gödel chyba ma trochę plattnerytu.
— Ach. — Twarz Morloka była jak zwykle bez wyrazu, ale wykonał zdecydowanie ludzki gest — uderzył pięścią w dłoń. — A więc jest nadzieja.
Teraz podszedł do mnie Moses. Podał mi szklankę whisky z wodą. Wypiłem drinka z wdzięcznością, gdyż przez cały dzień było tak samo gorąco jak rano.
Moses przysunął się do mnie i pochylając ku sobie głowy, we trójkę zaczęliśmy cicho rozmawiać.
— Ja też doszedłem do pewnego wniosku — zaczął Moses.
— Jakiego?
— Że faktycznie musimy się stąd wydostać, obojętne jak!
Moses opowiedział mi, czego się dowiedział. Znudzony uwięzieniem, zagaił rozmowę z młodymi żołnierzami, którzy nas strzegli. Oprócz szeregowców znajdowało się tam kilku oficerów. Wszyscy żołnierze wyznaczeni do naszej ochrony i innych obowiązków na terenie tego miasteczka uniwersyteckiego byli na ogół inteligentni i starannie wykształceni. Polubili Mosesa i zaprosili go do pobliskiego zajazdu — Queen’s Arms na Queen’s Gate Mews — a potem pojechali rykszami do West Endu. Po kilku drinkach ci młodzi ludzie ochoczo zabrali się do przekonywania obcego przybysza z przeszłości do swoich idei i koncepcji ich nowego, nowoczesnego państwa.
Ucieszyłem się, że Moses zaczął przełamywać swoją nieśmiałość i zainteresował się światem, w którym się znajdowaliśmy. Z zafascynowaniem słuchałem tego, co miał do powiedzenia.
— Ci wszyscy młodzieńcy są przesympatyczni — oznajmił Moses. — Kompetentni, praktyczni, odważni. Ale ich poglądy!
Moses dowiedział się, że wielką koncepcją przyszłości miało być planowanie. Po utworzeniu nowoczesnego państwa, kierowanego przez zwycięską Brytanię i jej sojuszników, wszystkie porty, kopalnie węgla, szyby naftowe, elektrownie i inne kopalnie znajdą się pod nadzorem działu kontroli powietrznej i morskiej. W podobny sposób dział kontroli transportowej przejmie stocznie na całym świecie i zmieni ich profil produkcji z okrętów wojennych na stalowe statki towarowe. Dział kontroli wspólnych zapasów rozwinie produkcję żelaza, stali, gumy, metali, bawełny, wełny i substancji roślinnych. A dział kontroli żywności...
— No cóż! — powiedział Moses. — Rozumie pan, o co chodzi. To koniec prywatnej własności. Wszystkie te zasoby znajdą się w posiadaniu nowego, zjednoczonego państwa — świata. Wszystkie środki zostaną połączone i docelowo wykorzystane do tego, by odbudować spustoszone przez wojnę kraje, a potem poprawić sytuację ludzkości. Wszystko będzie zaplanowane przez genialnych, wszystkowiedzących członków związku, którzy, nawiasem mówiąc, sami się wybiorą!
— Poza tym ostatnim aspektem brzmi to nie najgorzej — stwierdziłem.
— Być może, ale to planowanie ma objąć nie tylko zasoby naturalne planety, lecz również ludzi. I tu się pojawiają problemy. Przede wszystkim kwestia norm społecznych — Spojrzał na mnie znacząco. — Ci młodzieńcy nie odnoszą się przychylnie do naszych czasów. Powiedziano mi, że cierpimy na „całkowite rozprzężenie obyczajów”! To nowe społeczeństwo poszło inną drogą, w kierunku surowego trybu życia, zwłaszcza w kwestii popędu płciowego. Na porządku dziennym są przyzwoite zajęcia!
Opanowała mnie bolesna tęsknota.
— Przypuszczam, że to nie wróży nic dobrego dla przyszłości imperium, Leicester Square.
— Leicester Square już zamknięto! Zburzono! Aby zrobić miejsce dla biura planowania sieci kolejowej. I tak samo jest wszędzie. W następnej fazie będzie się wnosić jeszcze więcej zmian. Będziemy świadkami bezbolesnej eliminacji „żałosnych osób niedorozwiniętych umysłowo”. To nie moje słowa! A także sterylizacji niektórych ludzi, którzy w przeciwnym razie przekazywaliby potomkom skłonności, cytuję, Jednoznacznie niepożądane”. Wygląda na to, że w niektórych częściach Brytanii ten proces oczyszczania już się rozpoczął. Mają jakiś gaz o nazwie Kinetogens Pabsta... Widzi pan, że zaczynają sterować dziedzicznością rasową ludzkości.
— Hm... — zamyśliłem się. — Czuję głęboką nieufność do takiego procesu sprowadzania społeczeństwa do normalności. Czy to naprawdę takie pożądane, aby przyszłość gatunku ludzkiego przepuszczać przez filtr tolerancji Anglików z roku 1938? Czy to właśnie ich długi cień ma paść na przyszłe miliony lat istnienia świata?
Читать дальше