Stephen Baxter - Statki czasu

Здесь есть возможность читать онлайн «Stephen Baxter - Statki czasu» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1996, ISBN: 1996, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Statki czasu: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Statki czasu»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja
Herberta George’a Wellsa.

Statki czasu — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Statki czasu», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Założył okulary.

— Widzimy trzy szerokie zakresy zastosowania. Po pierwsze, dostarczanie energii z małego źródła: wyobrażamy sobie, że mając taki reaktor na pokładzie, podwodne molochy mogłyby spędzać wiele miesięcy pod powierzchnią oceanu, bez potrzeby uzupełniania paliwa, lub moglibyśmy zbudować bombowce, które mogłyby latać na dużej wysokości i okrążać Ziemię kilkadziesiąt razy, nim musiałyby wylądować. I tak dalej. Po drugie, wykorzystujemy reaktor do napromieniowania różnych materiałów. Możemy wykorzystać produkty uboczne rozszczepiania uranu do transmutacji innych materiałów. Prawdę mówiąc, w tej chwili odbywają się próby wielu związków, które służą jakimś tajemniczym eksperymentom profesora Gödela. Oczywiście, nie można ich zobaczyć, bo buteleczki z próbkami znajdują się wewnątrz reaktora...

— A trzecie zastosowanie?

— Ach... — odezwał się i jego oczy znów nabrały obcego, zamyślonego spojrzenia.

— Już wiem — powiedziałem ponuro. — Ta energia jądrowa świetnie się nadaje do stworzenia bomby.

— Naturalnie, trzeba rozwiązać tylko kilka praktycznych problemów — odrzekł. — Produkcja właściwych izotopów w wystarczających ilościach... Synchronizacja wstępnych eksplozji... Ale tak. Wygląda na to, że istnieje możliwość zbudowania bomby dostatecznie potężnej, by zrównała całe miasto z powierzchnią ziemi — wraz z kopułą i wszystkimi innymi zabezpieczeniami, bomby tak niewielkiej, by zmieściła się w walizce.

10. PROFESOR GÖDEL

Przemierzyliśmy kolejne wąskie, betonowe korytarze, wynurzając się wreszcie w głównym biurowcu College’u. Dotarliśmy do korytarza wyłożonego pluszową wykładziną, z portretami wybitnych osobistości z przeszłości na ścianach. Na pewno wyobrażacie sobie takie miejsce: mauzoleum martwych naukowców! Otaczali nas żołnierze, ale zachowywali się dyskretnie.

To właśnie tutaj przydzielono Kurtowi Gödelowi biuro.

Wallis przedstawił mi życie Gödela zwięźle i treściwie. Profesor urodził się w Austrii i uzyskał stopień naukowy z dziedziny matematyki w Wiedniu. Pod wpływem tamtejszych pozytywistów logicznych (sam nigdy nie miałem zbyt wiele czasu na filozofowanie) Gödel zainteresował się logiką i podstawami matematyki.

W roku 1931 — miał wtedy zaledwie dwadzieścia pięć lat — Gödel opublikował swoją zaskakującą rozprawę na temat nieskończoności matematyki.

Później zainteresował się nowo powstałą dziedziną badań nad czasem i przestrzenią i przedstawił w artykułach swoje spekulacje na temat podróżowania w czasie. (Pomyślałem, że to musiały być reopublikowane prace, do których odwoływał się Nebogipfel.) Niebawem, pod naciskiem Rzeszy, przeniesiono go do Berlina, gdzie rozpoczął prace nad wykorzystaniem podróży w czasie dla celów wojskowych.

Dotarliśmy do drzwi, na których umieszczono mosiężną tabliczkę z nazwiskiem Gödela — chyba zupełnie niedawno, bo na dywanie dostrzegłem wiórki drewna po wierceniu.

Wallis ostrzegł mnie, że będę miał tylko kilka minut. Zapukał do drzwi.

— Wejść! — odezwał się cienki, wysoki głos.

Weszliśmy do przestronnego biura o wysokim sklepieniu, z ładnym dywanem i bogato zdobioną tapetą oraz biurkiem, które pokryte było zieloną skórą. Uświadomiłem sobie, że kiedyś ten pokój musiał być bardzo jasny, gdyż szerokie okna — teraz zasłonięte — wychodziły na zachód, dokładnie w kierunku Terrace, gdzie mnie zakwaterowano.

Kiedy weszliśmy, człowiek przy biurku nadal pisał. Zasłaniał ręką kartkę, najwidoczniej po to, żebyśmy jej nie widzieli. Był niskim, chudym, niezdrowo wyglądającym człowiekiem, z wysokim, delikatnym czołem. Miał na sobie wełniany, pognieciony garnitur. Oceniłem, że jest po trzydziestce.

Wallis spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami.

— To dziwny facet — szepnął — ale niezwykły umysł.

Wokół pokoju biegły regały, choć w tej chwili były puste. Na dywanie stały stosy skrzyń, a książki i czasopisma — przeważnie w języku niemieckim — rozsypywały się na boki. W jednej skrzyni dostrzegłem naukowe wyposażenie oraz rozmaite buteleczki z próbkami i w jednej z tych skrzyń zobaczyłem coś, od czego mocniej zabiło mi serce!

Odwróciłem się gwałtownie od skrzyni i próbowałem ukryć podniecenie.

W końcu człowiek przy biurku odrzucił z rozdrażnieniem pióro, które uderzyło z trzaskiem w ścianę, i zmiął w ręku zapisane kartki, nim wyrzucił je — wszystko, co napisał — do kosza!

Podniósł wzrok, jakby dopiero teraz dostrzegł, że tu jesteśmy.

— Ach — powiedział. — Wallis.

Schował ręce za biurkiem i wydawało się, że skurczył się w sobie.

— Profesorze Gödel, to miło, że zechciał się pan z nami zobaczyć. To jest... — Przedstawił mnie.

— Ach — powtórzył Gödel i uśmiechnął się szeroko, ukazując nierówne zęby. — Oczywiście.

Wstał niezgrabnie, obszedł biurko i wyciągnął rękę. Chwyciłem ją; była chuda, koścista i zimna.

— Miło mi — powiedział. — Spodziewam się, że przeprowadzimy wiele interesujących rozmów.

Mówił dobrze po angielsku, z lekkim niemieckim akcentem.

Wallis przejął inicjatywę i wskazał nam fotele przy oknie.

— Mam nadzieję, że znajdzie pan dla siebie miejsce w tym nowym wieku — powiedział do mnie szczerze Gödel. — Pewnie jest to świat trochę dzikszy od tego, który pan pamięta, ale być może tak jak ja, będzie pan tolerowany jako pożyteczny ekscentryk. Czyż nie?

Wallis wtrącił hałaśliwie:

— Niech pan da spokój, profesorze...

— Ekscentryk — warknął. — Ekkentros... Poza centrum. — Spojrzał na mnie. — Podejrzewam, że to właśnie tacy obaj jesteśmy. Trochę poza środkiem spraw. Słuchaj, Wallis, wiem, że wy, solidni Brytyjczycy, uważacie mnie za dziwaka.

— No cóż...

— Biedny Wallis nie może się przyzwyczaić do tego, że w nieskończoność przepisuję swoje notatki — powiedział do mnie Gödel. — Czasami robię to kilkanaście razy... a potem i tak w końcu wyrzucam swoją twórczość do kosza, tak jak pan to widział! Czyż to nie dziwne? No cóż. Niech tak będzie!

— Musi pan trochę żałować, że opuścił pan swój dom, profesorze — powiedziałem.

— Wcale nie. Musiałem uciec z Europy — odrzekł niskim, konspiracyjnym głosem.

— Dlaczego?

— Oczywiście z powodu kajzera.

Barnes Wallis rzucił mi ostrzegawcze spojrzenie.

— Wie pan, mam dowody — powiedział z zapałem Gödel. — Proszę wziąć dwie fotografie, powiedzmy jedną z 1915 i jedną z bieżącego roku, człowieka, który podaje się za kajzera Wilhelma. Jeśli zmierzy pan długość nosa i weźmie jej stosunek do odległości od czubka nosa do skraju podbródka, stwierdzi pan, że jest inny!

— Ja... ach... na wielkiego Scotta!

— W rzeczy samej. I z takim substytutem kajzera przy sterze władzy, któż wie, dokąd zmierzają Niemcy?

— Właśnie — wtrącił pospiesznie Wallis. — W każdym razie bez względu na pańskie pobudki cieszymy się, że przyjął pan zaproponowaną przez nas profesurę w tym college’u, i że wybrał pan Brytanię na swój nowy dom.

— Tak — potwierdziłem. — Czy nie mógł pan znaleźć sobie miejsca w Ameryce? Może w Princeton lub...

Wyglądał na zszokowanego.

— Z pewnością mogłem. Ale to było całkowicie niemożliwe. Całkowicie.

— Dlaczego?

— Oczywiście z powodu konstytucji!

Po czym ten niezwykły człowiek wdał się w długi i obszerny wywód o tym, jak odkrył w amerykańskiej konstytucji lukę umożliwiającą legalne wprowadzenie dyktatury!

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Statki czasu»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Statki czasu» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Stephen Baxter - The Martian in the Wood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Project Hades
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Evolution
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Bronze Summer
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Iron Winter
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Flood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Firma Szklana Ziemia
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Les vaisseaux du temps
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Moonseed
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Exultant
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Coalescent
Stephen Baxter
libcat.ru: книга без обложки
Stephen Baxter
Отзывы о книге «Statki czasu»

Обсуждение, отзывы о книге «Statki czasu» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.