Robert Silverberg - Tom O'Bedlam

Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Silverberg - Tom O'Bedlam» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, ISBN: 1994, Издательство: Krajowa Agencja Wydawnicza, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Tom O'Bedlam: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Tom O'Bedlam»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Robert Silverberg, znakomity twórca ściance fiction, znany jest polskiemu czytelnikowi z wielu powieści, z których najbardziej cenione to „Człowiek z labiryntu” i „Rodząc się umieramy”.
Jego kolejna książka opowiada o chylącej się ku upadkowi cywilizacji Ziemi początku XXII wieku. Przemoc i gwałt stały się codziennością. Rozkwitają fanatyczne sekty, świat został pozbawiony nadziei. I wtedy pojawia się tytułowy bohater — zdolny do nawiązania telepatycznego kontaktu z obcymi cywilizacjami.
Czy jego dar jest wybawieniem dla ludzkości, czy też narzędziem jej ostatecznej zagłady?

Tom O'Bedlam — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Tom O'Bedlam», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Nie wiem — odparł Tom — nigdy nie byłem w San Francisco.

Stidge zaśmiał się.

— Byłeś w Jedenastej Galaktyce Zorch, a nie byłeś we Frisco. Nieźle!

— Ja też tu jeszcze nie byłem — rzekł Buffalo. — I co z tego?

— No to teraz jesteśmy — uciął Charley. — Piękne miasto, cholernie piękne miasto. Mieszkałem tu sześć lat, gdy byłem mały. Założę się, że niewiele się zmieniło. To miejsce w ogóle się nie zmienia.

— Nawet po trzęsieniu ziemi? — zapytał Buffalo.

— Trzęsienia ziemi nie mają na nic wpływu — odparł Charley. — Rozwalają wszystko, a miasto za jakiś czas wygląda znów tak jak przedtem. Miałem dziesięć lat, gdy ostatnio leżało w gruzach. Za sześć miesięcy nie było śladu.

— Byłeś tu w czasie wielkiego? — spytał Mujer.

— Nie — odpowiedział Charley — tamto było sto lat temu, w 2006. Nazwali je Wielkie II. Wielkie I było w 1906. Pożary, wszystko spalone. A potem, sto lat później, mieli obchodzić rocznicę. Wiesz, parady, przemowy. Tymczasem pieprzone Wielkie II rozwaliło wszystko na dwa dni przed świętem. Takie to miasto.

— Nie było cię tu wtedy — powiedział Mujer.

— To było 97 lat temu — rzekł Charley. — Szkoda że tego nie widziałem. Potem mieli Wielkie Mniejsze; trzydzieści czy czterdzieści lat później, nie pamiętam. Też mnie jeszcze nie było. To, które ja widziałem, nie ma nazwy. Nie było najmocniejsze, ale dość silne. Wszystko spadało z półek, leciały szyby. Bałem się jak diabli. Miałem dziesięć lat. Dom naprzeciwko wyrwało z fundamentów, zawaliła się jedna ściana i widać było wszystkie pokoje. Jak w domku dla lalek. To było silne trzęsienie, ale wielkie było silniejsze. Takie przychodzi najwyżej raz na sto lat.

— No to chyba już pora — odezwał się Tamale z głębi ciężarówki.

— Tak — powiedział Choke. — Z tego, co słyszałem, to jutro po południu. O wpół do czwartej.

— Do cholery — rzekł Buffalo — tego by mi było trzeba na pierwszy dzień w San Francisco. Zacząć od mocnego uderzenia.

— Wiecie, co zrobimy? — wtrącił się Mujer. — Wsiądziemy do ciężarówki, zanim się zacznie. Włączymy silnik i na poduszce powietrznej zaczekamy, aż ziemia przestanie się ruszać, co? Nic nam się nie stanie. A jak już będzie po wszystkim, wysiądziemy i rozejrzymy się po zburzonych domach. Napełnimy ciężarówkę, czym się da, i pojedziemy gdzieś na północ.

— No pewnie — powiedział Charley. — Wiesz, co tu robią ze złodziejami schwytanymi w czasie trzęsień? Wieszają ich za jaja. Taki tu zwyczaj; zawsze tak było i zawsze tak będzie.

— A jeśli ktoś nie ma jaj? — zapytał Choke. — Nie wszyscy mają jaja, Charley.

— To przyprawiają je w szpitalu na oddziale zmiany płci i wtedy na nich wieszają. Oni się tu nie pieszczą ze złodziejami. Hej, Tom, widziałeś kiedyś ładniejsze miasto?

Tom wzruszył ramionami. Myślami był gdzie indziej.

— Hej, Tom, gdzie cię zaniosło?

— Do Jedenastej Galaktyki Zorch — zakpił Stidge.

— Cicho — warknął Charley i zwrócił się znów do Toma — Powiedz, co widzisz, stary.

W głowie Toma powstawały ruchome obrazy. Widział miasto zwane Meliluiilii na planecie Luiiliimeli pod gigantyczną gorącą gwiazdą znaną pod nazwą Ellullimiilu. Luiiliimeli był jednym ze światów Thikkumuuru w Dwunastej Poliarchii. Dostojni królowie rządzili tam od siedmiuset tysięcy wielkich cykli potentastium.

— Oni przez cały czas mają trzęsienia ziemi — rzekł Tom — ale wcale im to nie przeszkadza. Powierzchnia planety jest ciekła; wrze i paruje jak kocioł, a miasto unosi się nad nią.

— Gdzie to jest? — spytał Charley. — Na jakiej planecie?

— W Meliluiilii na Luiiliimeli — odpowiedział Tom. — To jedna z wielkich planet skrzydłowych, które tworzą układ. Światło słoneczne na Luiiliimeli jest tak silne, że uderza jak młot. Niebieskie światło, palący młot. Stopilibyśmy się tam w jednej chwili. Ale mieszkańcy Luiiliimeli są zupełnie inni niż my. Im to nie szkodzi. To nie jest planeta dla ludzi, to planeta dla nich. Jedyną planetą dla ludzi jest właśnie ta, na której się znajdujemy. Ludzie na Luiiliimeli wyglądają jak błyszczące duchy, a miasto jest tylko unoszącą się bańką. Niczym więcej, tylko bańką.

— Słuchajcie go — powiedział Charley. — Myślicie, że San Francisco jest ładne? Luiiliimeli wygląda jak ogromna, wspaniała bańka. Prawie widzę, jak się unosi i błyszczy, gdy słucham Toma. To fantastyczne!

— Wszystkie miasta w galaktyce są piękne. Nie ma czegoś takiego jak brzydkie miasto, nigdzie. O, a to, to jest Shaxtharx, stolica Irikiqui, w wielkim świecie w systemie Sapiil, wchodzącym w skład Imperium Dziewięciu Słońc. Wszystko tam jest zbudowane z połyskliwej, sprężynującej pajęczyny, dziesięciokrotnie mocniejszej od stali, więc gdy ziemia się trzęsie, a dzieje się to często, bardzo często, bo przyciąganie dziewięciu słońc szarpie planetę w różne strony, wtedy miasto staje się jeszcze piękniejsze, gdy się tak rusza. Prawie jak gobelin, na którym widać kolory wszystkich słońc. W czasie wstrząsów ludzie z Sapiil przyjeżdżają z różnych stron, by zobaczyć, jak Shaxtharx drży.

— Byłeś tam? — zapytał Buffalo.

— Nie, ja nie, ale widzę to, rozumiesz? Nachodzą mnie wizje. Widzę wszystkie światy. Może pewnego dnia dokonam Przejścia. — Oczy Toma błyszczały. — Nie da się przejść ciałem. Zginąłbyś jak komar w piecu na każdej z tych planet. Tutaj’ mamy jedyny świat dla ludzi. Rozumiesz, co mówię? Ale gdy nadejdzie Czas Przejścia, będziemy mogli odrzucić swoje ciała i przybrać tamte formy.

— Nieźle opowiada o tych miastach, nie? — rzekł Buffalo. — Ale nie potrafi przestać zmyślać bajek. Odrzucimy nasze ciała i przybierzemy ich ciała. Tak po prostu. Ty wiesz, Charley, o czym on mówi? Zrzucimy ciała i wejdziemy w ich ciała!

— Tak jak powiedziano w Biblii, w Liście do Koryntian. Będziemy przemienieni w mgnieniu oka. Albowiem to, co niegodziwe, musi przyoblec się w szlachetność, a to, co śmiertelne, w nieśmiertelność. To właśnie mowa o Przejściu, gdy wyruszać będziemy do innych światów. Nie do nieba, nie o to tu chodzi. Część z nas pójdzie do Luiiliimeli i przybierze tamte formy, część wyruszy do światów Sapiil, inni na Zygerone lub Poro, a niektórzy zostaną nawet Kusereenami. Rozrzuceni będziemy po całym wszechświecie; taki jest boski plan: rozproszenie Ducha.

— W porządku, Tom, na razie wystarczy — przerwał mu łagodnie Charley. — Zjeżdżamy z mostu. Jesteśmy już w San Francisco, w samym środku.

— Patrzcie, patrzcie! — krzyknął Buffalo. — Widzieliście kiedyś coś piękniejszego? Te białe budynki, te zielone drzewa. A wciągnijcie tylko powietrze w płuca. Jak wino, czujecie? Jak wino!

— Choke, mówiłeś poważnie o tym trzęsieniu ziemi? — zapytał Tamale. — Jutro o wpół do czwartej?

— Teraz już potrafią je przewidzieć — odparł Choke. — Mierzą natężenie gazu wypływającego z ziemi i wiedzą na wiele dni przed wstrząsem.

— A więc to pewne? Jutro? To co my tu jeszcze robimy?

— Gówno wiem o wstrząsie — powiedział Choke. — Tak tylko nawijałem, człowieku. Nie uważasz, że gdyby jutro miało być trzęsienie, to wszyscy byliby już dawno spakowani i nikogo już by tu nie było? Jezu Chryste, Tamale, jak możesz być taki tępy? Ja tylko tak nawijałem.

— Jasne — rzekł Tomale z wymuszonym śmiechem — jasne. Wiedziałem, wiedziałem, stary.

Tom siedział spokojnie między nimi. Piękno wizji wciąż pozostawało w jego duszy. Te cudowne pozaziemskie miasta, te dostojne istoty poruszające się po powierzchniach swych zdumiewających planet. Myślał nad tym, co przed chwilą powiedział, że nie ma żadnego brzydkiego miasta. Nigdy się nad tym nie zastanawiał, ale była to prawda dotycząca nie tylko odległych galaktyk. Piękno jest wszędzie i we wszystkim. Wszystko promieniuje cudem stworzenia. San Francisco jest piękne, pewnie, ale piękne są też te opuszczone miasteczka, które mijali w dolinie. Przeżarte rdzą, walące się domy i wszystko na świecie, bo we wszystkim jest ręka Boga. Mujer jest piękny. Stidge jest piękny. Jeśli popatrzysz na świat otwartymi oczami, wszędzie będziesz widział tylko piękno.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Tom O'Bedlam»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Tom O'Bedlam» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Robert Silverberg - He aquí el camino
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Rządy terroru
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Poznając smoka
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Old Man
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Nature of the Place
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Reality Trip
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Songs of Summer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Secret Sharer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Good News from the Vatican
Robert Silverberg
Отзывы о книге «Tom O'Bedlam»

Обсуждение, отзывы о книге «Tom O'Bedlam» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.