Robert Silverberg - Tom O'Bedlam

Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Silverberg - Tom O'Bedlam» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, ISBN: 1994, Издательство: Krajowa Agencja Wydawnicza, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Tom O'Bedlam: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Tom O'Bedlam»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Robert Silverberg, znakomity twórca ściance fiction, znany jest polskiemu czytelnikowi z wielu powieści, z których najbardziej cenione to „Człowiek z labiryntu” i „Rodząc się umieramy”.
Jego kolejna książka opowiada o chylącej się ku upadkowi cywilizacji Ziemi początku XXII wieku. Przemoc i gwałt stały się codziennością. Rozkwitają fanatyczne sekty, świat został pozbawiony nadziei. I wtedy pojawia się tytułowy bohater — zdolny do nawiązania telepatycznego kontaktu z obcymi cywilizacjami.
Czy jego dar jest wybawieniem dla ludzkości, czy też narzędziem jej ostatecznej zagłady?

Tom O'Bedlam — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Tom O'Bedlam», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Kolorowe wzorki kłębiły się w południowej części stanu.

— Spójrz na to — powiedziała Elszabet. — Muszę do niego zadzwonić. Muszę dowiedzieć się szczegółów. Popatrz: duża koncentracja snów w rejonie San Diego, widzisz? Trochę w Los Angeles. I tu, wyżej. Co to jest? Seattle? Vancouver? O Chryste, Bill, zobacz! Wszędzie! To epidemia!

— W Denver też — wskazał palcem Waldstein.

— Tak, to Denver. Dalej na wschód nie mamy łączności ani nie działa regularna komunikacja, ale kto wie, co dzieje się za Górami Skalistymi? Tak, Bill, nie ty jeden. Już prawie wszyscy mają te przeklęte sny.

— Jakoś mało mnie to pociesza — powiedział Waldstein.

4

— Wiesz, co chcę zrobić? — powiedział Ferguson do Allelui. — Zerwać się stąd tak szybko, jak się da, i zacząć zgarniać forsę na tym całym obłędzie.

— W jaki sposób? — spytała.

— Do diabła, to żaden problem. Po tamtej stronie centrum jest brama, a tutaj tylko las. Można wymknąć się po obiedzie i iść przed siebie pamiętając, żeby słońce mieć po południu z tyłu, a rano przed sobą. Za dwa, najwyżej trzy dni, jeśli zachować ostrożność, dojdzie się do starej autostrady i dalej do Ukiah, powiedzmy…

— Pytałam, jak chcesz zrobić na tym pieniądze.

Ferguson uśmiechnął się. Leżeli na porośniętej mchem polanie, dwadzieścia minut na wschód od centrum, wśród sekwoi i paproci nad strumykiem. Trudno było w to miejsce trafić za sprawą pofałdowania terenu. To była jego ulubiona polana. Skrupulatnie zapisał na rekorderze, jak do niej dojść, by nie miał kłopotów z jej odnalezieniem, gdyby się zdarzyło, że skasują mu ją z pamięci. Niektóre rzeczy się pamięta, innych nie; nigdy nie ma się pewności.

— Te sny mają nie tylko pacjenci. Wiem to na pewno — rzekł.

— Naprawdę?

— Słucham, co ludzie mówią. Znasz technika Lansforda? Miał wizje może dwa albo trzy razy. Słyszałem, jak rozmawiali: Waldstein, Robinson, Elszabet Lewis. Wydaje mi się, że ten mały hinduski lekarz też ma te sny. Myślę, że nawet Waldstein. Ale wizje zdarzały się również poza centrum.

— Skąd wiesz?

— Mam powód, żeby tak sądzić. — Ferguson przesunął dłonią po udzie Allelui zatrzymując się niedaleko krocza. Skórę miała gładką jak jedwab, a może jeszcze gładszą. Minęło już pół godziny, odkąd to robili, a on wciąż był spocony, podczas gdy Alleluja wcale. Takie były syntetyczne kobiety — doskonałe — nawet prawie się nie pociły. Mówił dalej: — Mam przyjaciółkę w San Francisco. Parę tygodni temu opowiedziała mi o śnie. Takim samym, jak ty kiedyś miałaś, pamiętasz? Stwór z rogami, płyta z białego kamienia, dwa słońca…

— Myślałam, że to ty miałeś ten sen.

— Ja? Skąd! To byłaś ty. Ja jeszcze nigdy nie miałem żadnej wizji. Ani jednej. Wtedy gdy ci o tym opowiadałem, mówiłem, że to sen mojej przyjaciółki, tej z San Francisco. Jeśli więc wizje są tu i tam, to założę się, że są wszędzie.

— I co?

Położył na piersi jej rękę. Wyprężyła się i przylgnęła do niego. Lubił to. Był już prawie gotów zacząć od nowa. Jak dziecko — pomyślał. — Zawsze gotowa na bis, nawet teraz.

— Wiesz, za co mnie tu posadzili? — zapytał.

— Mówiłeś mi, ale się skasowało.

— Za oszustwo. Oferowałem ludziom podróże na obce planety, na których mogliby się osiedlić i zacząć od nowa wyrwawszy się z tego bagna na Ziemi. Rozumiesz? Dajcie mi parę tysięcy dolców, a będziecie mogli, gdy tylko udoskonalimy proces…

— Pamiętasz to wszystko? — spytała Alleluja.

— Jakoś kasowanie tego nie wymazuje.

— I chcesz zacząć to na nowo, czy tak?

— Jak mógłbym zaprzepaścić taką szansę? Wszyscy się wtedy pozapisywali. A te wizje to jak reklamy planet, które oferuję. Mamy świat czerwonego i niebieskiego słońca, planetę o zielonym niebie, planetę z dziewięcioma słońcami; widzisz, znam je wszystkie. Mam swoje sposoby, Allie. Jest ich siedem, siedem planet. Proszę się zdecydować, zapłacić, a ja wszystkim się zajmę, dopilnuję, by przewieziono państwa w wybrane miejsce. Te sny to reklamówki nadawane z obcych planet, mające pokazać ludziom, jak tam jest wspaniale. To się musi udać, mała. Mówię ci, to się musi udać.

— Znowu cię złapią — powiedziała. — Złapali cię raz, złapią i drugi. Ale tym razem nie skończy się na Centrum Nepenthe.

— Nic z tych rzeczy, nie złapią mnie.

— Nie?

— Nigdy. Po pierwsze, wydostanę się poza zasięg tutejszej jurysdykcji. Pojadę na północ: Oregon, Waszyngton. Potem stworzę fikcyjną firmę, rozumiesz? A za nią jeszcze jedną i jeszcze jedną; całą serię osłon, a wszystko poprzez przedstawicieli. Założę skrytkę pocztową w Portland albo w Spokane i…

— Ed?

— Co?

— Gówno mnie to obchodzi, Ed, wiesz?

— Wiem. Wszystko cię gówno obchodzi, co?

— Oprócz jednej rzeczy.

— Tak, oprócz jednej rzeczy i dzięki Bogu za to. Nie rozumiem tylko, po co syntetykom popęd płciowy. My to mamy, żeby się rozmnażać, ale przecież wy się nie rozmnażacie. Nie przez seks. Zgadza się?

— Jest jeden powód — powiedziała.

— Jaki?

— Żebyśmy uważali się za ludzi — odparła Alleluja. — Żebyśmy umieli przystosować się do życia tutaj, żebyśmy nie byli nieszczęśliwi, bo wtedy moglibyśmy zechcieć zawładnąć światem. Wiesz, że moglibyśmy. Przewyższamy was we wszystkim. Cokolwiek potraficie robić, my umiemy to pięćdziesiąt razy lepiej. Gdyby nie interesował nas seks, moglibyśmy uważać się za jeszcze bardziej różnych od was, za gatunek nadludzi. Ale dano nam seks i to nie daje rozwinąć się agresywności, trzyma nas na swoim miejscu.

— Tak — powiedział — rozumiem to — Ferguson pochylił się, pocałował ją delikatnie w koniuszki obu piersi i w usta. — To sensowne wytłumaczenie — dodał.

Jeszcze nigdy nie spędził tyle czasu z syntetykiem. Wiele się od niej dowiedział. Jak większość społeczeństwa starał się zachowywać dystans, uważając sztucznych ludzi za niesympatycznych dziwaków. Nie było ich zresztą tak dużo; może pół miliona, może nawet mniej. Pamiętał, jak rozpoczynano ich produkcję około trzydziestu lat temu. Oczywiście dla wojska. Doskonałe istoty do prowadzenia doskonałej wojny. Nie dokończony eksperyment ze starych, dobrych czasów. Nie były one jednak zupełnie doskonałe. Miały mnóstwo typowo ludzkich wad. Były na tyle podobne do ludzi, że mogły skończyć, tak jak ta, w szpitalu dla wariatów. No i na tyle ludzkie, że też kochały poruchać. Cóż, trzeba brać plusy razem z minusami i mieć nadzieję na to, co najlepsze. Nakrył dłońmi jej piersi i powiedział miękko:

— Gdy wyrwę się stąd, pojedziesz ze mną, dobrze? Pokażę ci wszystkie moje sztuczki.

— A ja pokażę ci kilka moich…

5

Droga wiła się nad wodą jak wielki szary wąż. Wznosiła się wysoko, potem biegła poziomo, przechodziła przez tunel, a dalej wiodła przez dwa olbrzymie mosty wiszące. Na końcu widać było lśniącą w popołudniowym słońcu biel San Francisco, wciśniętego w swój skrawek przestrzeni na planecie. Chłodne, orzeźwiające powietrze wdzierało się przez otwarte okna ciężarówki.

— Ten most jest bardzo stary — powiedział Charley. — Zbudowano go chyba w średniowieczu i wciąż się trzyma. Przetrwał wszystkie trzęsienia ziemi i kto wie co jeszcze, i ciągle się trzyma.

— Most Złotej Bramy — powiedział Buffalo — nie do wiary!

— Nie, nie Złotej Bramy — sprostował Charley. — Most Złotej Bramy jest tam, z boku, bardziej na północ. To jest Most Zatokowy. Zgadza się, Tom?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Tom O'Bedlam»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Tom O'Bedlam» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Robert Silverberg - He aquí el camino
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Rządy terroru
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Poznając smoka
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Old Man
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Nature of the Place
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Reality Trip
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Songs of Summer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Secret Sharer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Good News from the Vatican
Robert Silverberg
Отзывы о книге «Tom O'Bedlam»

Обсуждение, отзывы о книге «Tom O'Bedlam» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.