John Varley - Tytan

Здесь есть возможность читать онлайн «John Varley - Tytan» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1992, ISBN: 1992, Издательство: Rebis, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Tytan: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Tytan»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Bliżej nieokreslona przyszłość. Kilkuosobowa załoga statku badawczego dryfującego w pobliżu Saturna zauważa tajemniczy obiekt. Wzięty z początku za naturalnego satelitę, okazuje się on machiną skonstruowaną przez inteligentną formę życia. Niezwykłość ciała polega na tym, iż jest ono okrągłe, wydrążone w środku, a siłę grawitacji zastępuje siła odśrodkowa ruchu obrotowego. Zamieszkiwane jest wnętrze konstrukcji, a nie jej powierzchnia. W czasie przelotu obiekt „ożywa”, wchłaniając statek wraz z załogą. Po jakimś czasie ludzie budzą się nadzy, w nieznanym świecie, pośród obcych, nie zawsze przyjaznych istot i podejmują próbę wydostania się z niego.

Tytan — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Tytan», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Z miejsca, w którym stały, ukośny kabel wyglądał jak jakaś absurdalna góra. Biegł łukiem mniej więcej przez pięćdziesiąt kilometrów i niknął na granicy z ciemnością pokrywającą Reę. Na przestrzeni trzech kilometrów był całkowicie pozbawiony roślinności, pokrywał go czekoladowobrązowy pył i szara skała. Dalszy, mniej więcej równy odcinek pokrywały bezlistne, poskręcane drzewa. W oddali widać było splątany gąszcz jakichś innych roślin. Bujna przyroda Gai wszędzie znajdowała jakieś oparcie. Nie była w stanie dojrzeć, czy to trawa czy las, ale kabel mający w przekroju pięć kilometrów nieco przypominał skorodowany, obrośnięty łańcuch kotwiczny morskiego statku.

Zieleń rozciągała się aż po strefę mroku. Nie było tam żadnej wyraźnej granicy pomiędzy strefami, po prostu zieleń stopniowo rozmywała się w ciemności. Najpierw przechodziła w brąz, potem w kolor ciemnozłoty, krwistą czerwień i srebro, a wreszcie w kolor chmur prześwietlonych księżycem. Sam kabel był jednak ciągle widoczny. Nieprawdopodobna krzywizna zmniejszała się do grubości sznura, sznurka, nitki wreszcie, by ostatecznie połączyć się z ciemnością ogromnej powały i zniknąć w otworze szprychy. Widać było, że sama szprycha robi się stopniowo coraz cieńsza, ale było zbyt ciemno, by głębiej sięgnąć wzrokiem.

— To się da zrobić — powiedziała do Gaby. — Przynajmniej na dach. Miałam nadzieję, że będzie tu coś w rodzaju mechanicznej windy. Myślę, że w dalszym ciągu nie możemy tego wykluczyć, ale jeżeli będziemy szukać tylko tego… — Machnęła ręką w stronę pofałdowanego terenu. — Może nam to zająć całe miesiące.

Gaby uważnie studiowała nachylenie kabla, potem westchnęła i powoli pokręciła głową.

— Pójdę tam, gdzie i ty pójdziesz, ale chyba zdajesz sobie sprawę, że jesteś stuknięta? Nigdy nie dostaniemy się na dach. Spójrz na to. Począwszy od tamtego miejsca będziemy musieli wspinać się po ścianie o nachyleniu 45 stopni.

— Alpiniści stale tak robią. Ty też to robiłaś w czasie szkolenia.

— Jasne. Mniej więcej dziesięć metrów. A tu musielibyśmy się tak wspinać jakieś pięćdziesiąt kilometrów. A potem — to dobra nowina — potem musimy jeszcze trochę przejść prosto do góry. Jakieś czterysta kilometrów.

— To nie będzie łatwe, ale musimy spróbować.

— Matko Boska. — Gaby chwyciła się za głowę i wywróciła oczy.

Piszczałka śledziła gestykulację Cirocco, gdy ta tłumaczyła problem. Teraz zaśpiewała głośno:

— Chcesz wspiąć się na wielkie schody?

— Muszę.

Piszczałka kiwnęła głową, a potem pochyliła się i pocałowała Cirocco w czoło.

— Dobrze byłoby, ludzie, gdybyście się tego oduczyli — powiedziała Cirocco po angielsku.

— Po co ona to zrobiła? — spytała Gaby.

— Mniejsza z tym. Wracajmy do miasta.

Zatrzymały się po opuszczeniu strefy wiatru. Piszczałka rozłożyła plandekę i usiadły, by się posilić. Jedzenie było gorące, bo przechowywano je w termosach zrobionych z łupiny orzecha. Cirocco i Gaby zjadły razem może jedną dziesiątą, a Tytanie pożarły resztę.

Były wciąż pięć kilometrów od Titantown, gdy Piszczałka spojrzała przez ramię, a wyraz jej twarzy stanowił przedziwną mieszaninę smutku i oczekiwania. Rzuciła okiem na ciemny strop.

— Gaja dyszy — zaśpiewała ze smutkiem.

— Co? Jesteś pewna? Myślałam, że będzie wtedy bardzo głośno i że będziemy miały masę czasu, by… Czy to oznacza, że pojawią się anioły?

— Hałas jest wtedy, gdy tchnienie dobiega z zachodu — poprawiła ją Piszczałka. — Tchnienie Gai dochodzące ze wschodu jest prawie bezdźwięczne. Myślę, że już je słyszę. — Zgubiła krok, niemal zrzucając Cirocco z grzbietu.

— No to pospiesz się, do licha. Jeżeli zaskoczą cię tu samą, nie będziesz miała najmniejszej szansy.

— Już za późno — zaśpiewała Piszczałka, jej oczy zalśniły dziko, a wargi cofnęły się obnażając zęby.

— Rusz się! — Cirocco wyćwiczyła ten rozkazujący ton przez długie lata praktyki i jakoś udało jej się wyrazić go w śpiewnym języku Tytanii. Piszczałka ruszyła galopem, a Fletnia Pana mknął tuż za nią.

Wkrótce również Cirocco usłyszała zawodzenie aniołów. Piszczałka zachwiała się, myląc krok. Strasznie chciała się odwrócić i podjąć walkę.

Zbliżały się do samotnego drzewa. Cirocco podjęła błyskawiczną decyzję.

— Zatrzymaj się. Prędko, nie ma czasu do stracenia.

Stanęły pod rozłożystymi konarami i Cirocco zeskoczyła.

Piszczałka próbowała się wymknąć, ale Cirocco uderzyła ją w twarz, otrzeźwiając na moment.

— Gaby, odetnij te juki. Fletnio! Przestań! Wracaj tu zaraz.

Lawendowy centaur sprawiał wrażenie niezdecydowanego, ale wrócił. Gaby i Cirocco pracowały jak szalone, drąc swoją odzież na pasy, z których skręciły sześć mocnych lin.

— Przyjaciele — zaśpiewała Cirocco, kiedy pęta były już gotowe. — Nie ma czasu na wyjaśnienia. Proszę, żebyście mi zawierzyli i robili to, co mówię. — Włożyła w swoją pieśń całą swą determinację, modulując głos tak, jak mawiali starzy i mądrzy do młodych i głupich. Zadziałało, ale słabo. Obie Tytanie nadal spoglądały na wschód.

Kazała im położyć się na boku.

— To boli — narzekała Piszczałka, gdy Cirocco wiązała jej tylne nogi.

— Wybacz. To dla twojego dobra. — Szybko związała jej przednie nogi i ramiona, a potem cisnęła Gaby bukłak. — Wlej mu tyle, ile tylko zdołasz. Chcę, żeby był zbyt zalany, by ruszyć choćby palcem.

— Robi się.

— Mój drogi, chcę żebyś to wypił — zaśpiewała. — Ty również. Napij się porządnie. — Wetknęła dziubek do ust Piszczałki. Odgłos zbliżających się aniołów był coraz głośniejszy. Piszczałka gwałtownie zastrzygła uszami.

— Wata, wata — zamruczała Cirocco. Porwała kawałki ze swojej i tak już wystrzępionej tuniki i zwinęła je w twarde kulki. — Udało się Odyseuszowi, może uda się i mnie. Gaby, uszy. Zatkaj mu uszy.

— To boli! — zawyła Piszczałka. — Pozwól mi się podnieść, ty ziemski potworze. Nie podoba mi się ta zabawa. — Zaczęła jęczeć i tylko od czasu do czasu przez ten jęk przebijały się słowa pełne nienawiści.

— Łyknij sobie jeszcze wina — pocieszyła ją Cirocco. Tytania zakrztusiła się, kiedy Cirocco lała jej wino do gardła. Krzyki aniołów stały się teraz bardzo głośne. Piszczałka zawyła w odpowiedzi. Cirocco chwyciła uszy Tytanii i przycisnęła je, a potem objęła dużą głowę, przyciskając do piersi. Przyłożyła usta do ucha centaura i zaczęła śpiewać miejscową kołysankę.

— Rocky, pomocy! — wrzasnęła Gaby. — Nie znam żadnych tutejszych pieśni. Śpiewaj głośniej! — Fletnia wyrywał się, wrzeszcząc, kiedy Gaby próbowała przytrzymać go za uszy. Młócił na oślep związanymi rękami, odrzucając ją od siebie.

— Trzymaj go! Nie daj mu się wyrwać!

— Robię, co mogę. — Obiegła centaura dookoła i spróbowała przycisnąć go do ziemi, ale był od niej znacznie silniejszy. Odrzucił ją ponownie. Podniosła się z czołem rozciętym nad prawym okiem.

Fletnia Pana kąsał pęta wiążące przeguby. Materiał pękł, a centaur szarpał teraz paznokciami uszy.

— Co robić, Rocky? — zawołała w rozpaczy Gaby.

— Chodź tu i pomóż mi — powiedziała. — Zabije cię, jeśli staniesz mu na drodze. — Było za późno, żeby powstrzymać Fletnię Pana. Uwolnił już przednie nogi i wił się niczym wąż, usiłując wyzwolić tylne.

Nawet nie spojrzawszy na kobiety i Piszczałkę, ruszył w stronę Titantown. Niebawem zniknął za zboczem wzgórza.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Tytan»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Tytan» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


libcat.ru: книга без обложки
John Varley
John Varley - Opzioni
John Varley
libcat.ru: книга без обложки
John Varley
libcat.ru: книга без обложки
John Varley
John Varley - Czarodziejka
John Varley
John Varley - Titano
John Varley
John Varley - Naciśnij Enter
John Varley
libcat.ru: книга без обложки
John Varley
libcat.ru: книга без обложки
John Varley
libcat.ru: книга без обложки
John Varley
Отзывы о книге «Tytan»

Обсуждение, отзывы о книге «Tytan» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.