— O Jezu, Gene! — Nie wytrzymała Cirocco, a później opanowała się na tyle, by kontrolować głos. — Mistrzu, mój przyjaciel, który kiepsko opanował waszą śpiewną mowę, musiał się źle wyrazić. Nic mu nie wiadomo o takim proszku.
Oczy Mistrza wpatrywały się uparcie.
— Jeśli nie szary proszek, to może opowiesz mi o urządzeniu do miotania grotów w powietrze dalej, niż może tego dokonać siła rąk.
— Nie, musiałeś źle zrozumieć. Zaufaj mi jeszcze na chwilę, proszę. — Odwróciła się do Gene’a, próbując zachować zewnętrzny spokój. — Gene, wyjdź. Pomówię z tobą później.
— Rocky, ja tylko chciałem…
— To rozkaz, Gene.
Zawahał się. Była wyćwiczona w walce wręcz i miała dłuższe ręce, ale on też był kiedyś szkolony i był oczywiście silniejszy. Nie była wcale pewna, że może go pokonać, ale była gotowa spróbować.
Chwila konfrontacji minęła. Gene odprężył się, a potem uderzył dłonią w stół i wyszedł. Mistrz śledził go czujnym spojrzeniem, któremu nie mógł umknąć najmniejszy szczegół.
— Przepraszam, jeśli sprawiłem, że pomiędzy tobą i twoim przyjacielem przepłynęły złe uczucia — zaśpiewała Tytania.
— To nie twoja wina. — Jej ręce były teraz zimne. Na szczęście starcie się zakończyło. — Ja… popatrz tu, Mistrzu — zaśpiewała. — Komu wierzysz: mnie czy Gene’owi?
— Bądźmy szczerzy, Rak-ki, wyglądasz, jakbyś coś ukrywała.
Cirocco zagryzła palce, zastanawiając się, co robić. Tytania była pewna, że Cirocco kłamie, ale ile faktycznie już wiedziała?
— Masz rację — zaśpiewała w końcu. — Mamy proszek przemocy na tyle silny, by zniszczyć całe to miasto. Znamy tajniki zniszczenia, o których nawet wstyd mi wspominać, rzeczy, które mogą wybić siłą wybuchu dziurę w waszym świecie i spowodować, że całe powietrze, którym oddychacie, uleci w zimny kosmos.
— Niczego takiego nie potrzebujemy — zaśpiewał Mistrz, patrząc z zainteresowaniem. — Proszek w zupełności wystarczy.
— Nie mogę ci go dać. Nie przywieźliśmy go z sobą.
Mistrz najwyraźniej dobrze rozważył jej pieśń, zanim się odezwał:
— Twój przyjaciel Gene uważa, że można to zrobić. Mamy dobrze opanowaną technologię drewna i chemię organiczną.
Cirocco westchnęła.
— Prawdopodobnie ma rację. Nie możemy wam jednak przekazać tych tajemnic.
Mistrz nie odzywał się.
— Moje własne, prywatne odczucia nie mają z tym nic do czynienia — wyjaśniła. — Moi zwierzchnicy, mędrcy należący do mojego rodzaju tak zdecydowali.
Mistrz wzruszył ramionami.
— Jeśli władają tym starsi, nie macie wielkiego wyboru.
— Cieszę się, że widzisz to w ten sposób.
— Tak — przerwał, starannie przygotowując pieśń. — Twój przyjaciel Gene nie ma takiego szacunku dla swoich starszych. Jeżeli ponownie go poproszę, być może powie mi to, czego potrzebuję, by odnieść zwycięstwo.
Serce załomotało jej w piersi, spróbowała jednak tego nie okazać.
— Gene się zapomniał. W czasie podróży przeżył trudne chwile, jego myśli wędrowały, ale teraz przypomniałam mu o jego obowiązkach.
— Rozumiem. — Znowu się zawahał i poczęstował ją szklanką wina, którą z wdzięcznością wypiła.
— Jestem przekonany, że sam mógłbym zbudować miotacz grotów. Elastyczny drąg, dwa końce związane rzemieniem.
— Szczerze mówiąc dziwię się, że jeszcze go nie macie. Macie rzeczy znacznie bardziej złożone.
— Mamy coś podobnego i dzieci używają tego do zabawy.
— Istota waszej wojny z aniołami jest dla mnie zagadką. Dlaczego ze sobą walczycie?
Mistrz zmarszczył brwi.
— Dlatego, że to są anioły.
— Nie ma jakiegoś innego powodu? Zawsze podziwiałam waszą tolerancję dla innych ras. Nie odczuwacie wrogości do mnie i moich przyjaciół, ani też do miękkolotów, a także do yeti w Oceanosie.
— One są aniołami — powtórzył.
— Nie chcecie żyć w tym samym kraju?
— Anioły mogą wykarmić swoje młode przy piersi Gai, jeśli opuszczą wielkie wieże. A my nie możemy żyć uczepieni ścian.
— A więc nie rywalizujecie o teren lub pożywienie. A może przyczyny walki tkwią w sferze religii? Czy one czczą innego Boga?
Roześmiał się.
— Czczą? Dziwnie układasz swoje piosenki. Jest tylko jedna Bogini, nawet dla aniołów. Gea jest znana wszystkim rasom.
— Jeśli tak, to po prostu nie rozumiem. Możesz mi to wyjaśnić? O co walczycie? Dlaczego?
Mistrz myślał dłuższą chwilę. Wreszcie zaśpiewał w iście minorowej, żałosnej tonacji:
— Spośród wszystkich rzeczy w tym życiu to jest właśnie ta, o którą najbardziej pragnąłbym spytać Gaję. Nie napawa mnie goryczą ani nie budzi sprzeciwu fakt, że wszyscy musimy umrzeć i wrócić do ziemi. Rozumiem też, że świat jest kolisty, a wiatr wieje wtedy, gdy Gaja dyszy. Przyjmuję też jako fakt, na który niewiele mogę poradzić, że od czasu do czasu bywamy głodni, kiedy potężny Ophion ginie gdzieś w głębokich piaskach, albo kiedy dygocemy w podmuchach zimnego wiatru z Zachodu. Gaja musi opiekować się wieloma krajami i od czasu do czasu musi kierować wzrok gdzie indziej.
— Nie skarżą się również, kiedy pękają wielkie filary na niebie, tak że cała ziemia drży i dręczy nas strach, że swat rozpadnie się, wyrzucając nas w pustkę.
— Ale kiedy Gaja oddycha, gdy ogarnia mnie nienawiść, przestaję myśleć rozsądnie. Prowadzę swoich ludzi do walki, zapominając, że u mojego boku może paść własna córka. Zapomniałem wtedy o tym. Stała się dla mnie obca, ponieważ na niebie było pełno aniołów i nastał czas walki. Dopiero później, kiedy nienawiść wyparowuje z nas, liczymy straty. Dopiero wtedy matka znajduje swoje dziecko, które padło w polu. Dopiero wtedy znalazłem córkę ranioną przez anioła i stratowaną stopami naszych ludzi.
— To było pięć oddechów temu. Moje serce krwawi od tego czasu i obawiam się, że ten ból nigdy nie ustanie.
Cirocco nie odważyła się przerwać ciszy, kiedy Mistrz odwrócił się od niej. Wstał i podszedł ku drzwiom patrząc w ciemność, a ona wlepiła oczy w pełgającą na stole świecę. Dobiegły ją odgłosy, które z pewnością oznaczały szloch, chociaż nie brzmiały jak ludzkie łkanie. Po chwili wrócił do stołu i usiadł z wyrazem ogromnego zmęczenia.
— Walczymy, kiedy ogarnia nas furia. Nie możemy się oderwać od walki, póki wszystkie anioły nie zostaną zabite albo nie odlecą od swoich siedzib.
— Mówisz o tchnieniu Gai. Dla mnie to coś nowego.
— Słyszałaś, jak zawodzi. To jest doprowadzający do furii powiew z niebiańskich wieżyc, zimny, gdy wieje z zachodu i gorący, gdy leci od wschodu.
— Czy kiedykolwiek próbowaliście rozmawiać z aniołami? Czy nie chcą słuchać waszej pieśni?
Znowu wzruszył ramionami.
— Kto umie śpiewać aniołom i jaki anioł zechciałby słuchać?
— Ale nadal męczy mnie fakt, że nikt nigdy nie próbował… negocjować z nimi. — Słowo to przysparzało niejakich trudności. Zdecydowała się wreszcie na „wyrzeczenie się” albo „przeobrażenie” w sensie dosłownym. — Gdybyście usiedli i posłuchali nawzajem swoich pieśni, być może moglibyście uzyskać pokój. Zmarszczył brwi.
— Jak uczucie harmonii może panować wśród krewnych, kiedy są aniołami? — Użył tego samego słowa, które wybrała Cirocco dla określenia negocjacji pokojowych. Pokój wśród Tytanii był powszechnym warunkiem, niewartym wzmianki. W odniesieniu do wzajemnych stosunków Tytanii i aniołów był pojęciem, które ich język przyswajał z ogromnym trudem.
Читать дальше