Wszyscy witali ją radosną piosenką.
— Cześć, ziemski potworze! Ciągle się trzymasz, jak widzę.
— Och, zobacz, idzie ten dwunożny dziwoląg. Chodź i zjedz z nami, Szi-ro-ko.
— Wybaczcie, ludzie — zaśpiewała. — Mam ważne sprawy. Nie widzieliście czasem Mistrza Śpiewu w C-dur?
Bawiło ją takie tłumaczenie ich śpiewu, chociaż w ich języku zarówno potwór, jak i dziwoląg nie brzmiały obraźliwie.
Zaproszeniu na biesiadę trudno było się jednak oprzeć. Po dwóch miesiącach odżywiania się surowym mięsem i miękkimi owocami jedzenie przyrządzane przez Tytanie smakowało zbyt dobrze, aby mogło być prawdziwe. Sztuka kulinarna była dziedziną, w której miały największe osiągnięcia, a — z nielicznymi wyjątkami — ludzie mogli jeść wszystko.
Odnalazła budynek, który nazwała Ratuszem, raczej dzięki szczęściu niż logice, zatrzymując się często i pytając o drogę. (Pierwsza w lewo, druga w prawo, później koło… nie, ta została zablokowana w ostatnim kiloobrocie, prawda?) Tytanie rozumiały układ miasta, ale nie sądziła, żeby kiedykolwiek jej samej udała się ta sztuka.
Budynek był Ratuszem po prostu dlatego, że mieszkał w nim Mistrz Śpiewu, który najbardziej przypominał przywódcę. Właśnie on był głównodowodzącym na wypadek wojny, ale nawet w tym przypadku jego władza była ograniczona. To on przyprowadził posiłki w dzień bitwy z aniołami. Od tego czasu zachowywał się jak zwyczajny członek tytańskiej społeczności.
Cirocco chciała spytać przywódcę, czy nie wie, gdzie można znaleźć Gene’a. Okazało się to jednak niepotrzebne, ponieważ Gene właśnie tam był.
— Rocky, tak mi miło, że mogłaś wpaść po drodze — powiedział podnosząc się i obejmując ją ramieniem. Pocałował ją lekko w policzek, co jakoś wydało jej się denerwujące.
— Właśnie mówiliśmy z Mistrzem o pewnych rzeczach, które mogą zainteresować również i ciebie.
— Mówiłeś… możesz z nimi rozmawiać?
— Jego wymowa jest okropna — zaśpiewał Mistrz w trudnej, eolicznej tonacji. — Przypomina wymowę ludzi z Crian. Jego głos nie układa się przyzwoicie, a ucho bardziej jest dostosowane do… nazwijmy to niemodulowanych słów waszych piszczałek. Od biedy jednak możemy śpiewać razem.
— Trochę zrozumiałem — zaśpiewał Gene, śmiejąc się. — Rzeczy, które sylabizują mi nad głową, jak dziecku.
— Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym przedtem, Gene? — spytała, szukając jego wzroku.
— Nie myślałem, że to takie ważne — powiedział, bagatelizując całą sprawę machnięciem ręki. — Dostałem trochę tego, co i ty, ale nie przyjęło się tak dobrze jak u ciebie.
— Chciałabym po prostu, żebyś mi o takich rzeczach mówił, to wszystko.
— Przepraszam, w porządku? — Wydawał się poirytowany, a ona zastanawiała się, czy rzeczywiście chciał, żeby wiedziała. Na pewno uznał, że nie może już tego dłużej ukrywać.
— Gene mówił o wielu interesujących sprawach — zaśpiewał Mistrz. — Porysował mi cały stół, ale wszystkie te linie są dla mnie mało zrozumiałe. Chciałbym wszystko zrozumieć i mam nadzieję, że twój znakomity śpiew rozwieje ciemności.
— Tak, Rocky, spróbuj. Nie mogę tego jakoś wytłumaczyć temu durnemu oślemu synowi.
Cirocco rzuciła mu ostre spojrzenie, odprężając się, kiedy przypomniała sobie, że Mistrz Śpiewu nie zna angielskiego. Nadal jednak uważała, że takie zachowanie jest niegrzeczne i dziecinne. Tytanie na pewno nie były głupie.
Mistrz klęczał przy jednym z charakterystycznych niskich stołów Tytanii. Miał kilkucentymetrowe, brudnopomarańczowe futro. Tylko twarz pozbawiona była owłosienia, a skóra miała kolor czekoladowobrązowy. Miał jasnoszare oczy. Jego twarz na początku wydawała się identyczna z twarzami innych Tytanii, ale nabrała indywidualności, od kiedy Cirocco przekonała się, że oblicze centaurów jest przynajmniej tak samo zmienne jak ludzkie. Mogła teraz odróżniać poszczególne osobniki nie tylko na podstawie ubarwienia.
Każda twarz miała jednak jakiś kobiecy charakter. Nie mogła się pozbyć tej naleciałości kulturowej, pomimo tego, że penis świadczył o czymś innym.
Gene wykorzystał farbę do malowania skóry dla wyrysowania mapy na stoliku Mistrza. Dwie równoległe linie przebiegały ze wschodu na zachód, a inne linie dzieliły całą przestrzeń na prostokąty. Był to wewnętrzny pierścień Gai, rozrysowany i widziany z góry.
— Tutaj jest Hyperion — powiedział, dźgając usmarowanym czerwoną farbą palcem. — Na zachodzie Okeanos, na wschodzie… jak to nazwaliście?
— Rea.
— Właśnie. Potem idzie Krios. Kable podtrzymujące biegną tędy, tędy i tędy. Tytanie zamieszkują wschodni Hyperion i zachodni Krios. Na Rei nie ma aniołów. A wiesz dlaczego, Rocky? Ponieważ mieszkają w szprychach.
— Wszystko jedno. Jakie to ma znaczenie?
— Zaufaj mi przez chwilę i postaraj się to przetłumaczyć, dobrze?
Zrobiła, co mogła. Po kilku próbach zainteresował się i położył palec zakończony pomarańczowym paznokciem w pobliżu punktu w zachodnim Hyperionie.
— To zatem miałyby być wielkie schody do nieba, w pobliżu tej wioski?
— Tak, a Titantown sąsiaduje z nią.
Mistrz zmarszczył brwi.
— Dlaczego więc ich nie widzę?
— Zrozumiałem to — powiedział Gene po angielsku… — Ponieważ tego nie narysowałem — zaśpiewał, po czym z okrągłym gestem postawił kropkę w pobliżu tej większej.
— W jaki sposób te linie zabiją wszystkie anioły? — zapytał Mistrz.
Gene obrócił się do Cirocco.
— Czy on pyta, dlaczego ja to wszystko rysuję?
— Nie, on spytał, jak to się ma do sprawy zabijania aniołów, a ja chętnie dorzuciłabym pytanie od siebie, które brzmi: cóż ty, do diabła, właściwie robisz? Zabraniam ci kontynuować tę dyskusję. Nie możemy pomagać żadnej z walczących stron konfliktu. Nie czytałeś Genewskich Protokołów dotyczących kontaktu?
Gene przez chwilę milczał, patrząc w bok. Kiedy spojrzał na nią ponownie, spokojnie podjął:
— Nie pamiętasz tej rzezi, czy też rzeczywiście umknęło to twojej uwadze? Starli ich na proszek, Rocky. Wyskoczyło piętnaście tych bałwanów. Zginęły wszystkie prócz jednego, tak samo jak dwójka, która była z tobą. Anioły straciły dwóch, plus jednego rannego.
— Trzech. Nie widziałeś, co stało się z trzecim. — Na samo wspomnienie jeszcze robiło się jej niedobrze.
— Wszystko jedno. Rzecz w tym, że to była nowa taktyka. Anioły zabrały się na miękkolocie. Z początku sądziliśmy, że anioły zawarły z nimi przymierze, ale okazuje się, że miękkoloty są również przygnębione całą sprawą. Są z natury neutralne. Anioły wsiadły w czasie burzy, a miękkolot pomyślał, że dodatkowe obciążenie to po prostu woda. W czasie deszczu nabierają po kilka ton.
— Co to znaczy „my”? Czy ty należysz do sojuszu? Nie masz takich uprawnień. Mam je tylko ja, jako kapitan statku.
— Może powinienem zwrócić ci uwagę na drobny fakt, że nie ma już statku.
Jeśli chciał ją dotknąć, nie mógł trafić lepiej. Odchrząknęła i ciągnęła dalej:
— Gene, nie jesteśmy tu w roli doradców wojskowych.
— Do licha, po prostu pomyślałem, że pokażę im kilka rzeczy. Na przykład mapę. Nie można planować strategii bez mapy. Będą również potrzebowały nowej taktyki, ale…
Mistrz wydał wysoki gwizd, który był czymś w rodzaju chrząknięcia. Cirocco przypomniała sobie o jego obecności.
— Przepraszam — zaśpiewał. — Ten rysunek jest rzeczywiście bardzo dobry. Każę go sobie wymalować na piersi w czasie najbliższego festiwalu trójmiejskiego. Ale mówiliśmy o sposobach zabijania aniołów. Chętnie usłyszałbym coś więcej o szarym proszku przemocy, o którym mówiłeś wcześniej.
Читать дальше