Istniał tu też system kredytowy, który wykorzystał w pewnej mierze Mistrz Śpiewu, próbując im pomóc, ale opierało się to przede wszystkim na arbitralnie ustalonym statusie Cirocco, która występowała jako jego duchowa zadnia córka i na twierdzeniu, że powinna być adoptowana przez społeczeństwo ze względu na charakter swojej misji.
Większość tutejszych rzemieślników kupiła ten pomysł i z niemalże krępującą ochotą zabrała się do wyposażenia całej trójki. Sporządzono plecaki z szelkami dostosowanymi do wymiarów ludzkiego ciała. Wszyscy rzucili się, by zaoferować swoje najlepsze towary.
Cirocco zdecydowała, że każde z nich powinno dźwigać około pięćdziesięciu kilo bagażu. Był to pokaźny pakunek, ale w tutejszych warunkach ważył zaledwie dwanaście kilo, a w miarę zbliżania się do piasty powinien stawać się jeszcze lżejszy. Gaby twierdziła, że grawitacja spowodowana siłą odśrodkową powinna stanowić zaledwie jedną czterdziestą siły przyciągania ziemskiego.
Podstawową sprawą była lina. Tytanie uprawiały roślinę, która wytwarzała doskonałą linę, mocną, cienką i elastyczną. Każde z nich z powodzeniem mogło zabrać stumetrowy zwój.
Tytanie dobrze się wspinały, chociaż najczęściej ograniczały się do drzew. Cirocco omówiła z kowalami sprawę haków i dostała najlepsze, jakie mogli tutaj wykuć. Niestety, Tytanie nie znały stali. Gene popatrzył na te haki i pokręcił głową.
— To jest najlepsze, co mogą zrobić — powiedziała Cirocco. — Zahartowały je zgodnie z moimi wskazówkami.
— I tak są jeszcze niedostatecznie mocne. Ale nie martw się. Cokolwiek tworzy wnętrze szprychy, na pewno nie jest to skała. Skała na pewno nie wytrzymałaby naprężeń, które występują w takim miejscu. W gruncie rzeczy nie bardzo wiem, co mogłoby być dostatecznie mocne.
— Co oznacza po prostu, że ludzie, którzy zbudowali Gaję, wiedzieli coś, czego my nie wiemy.
Cirocco nie przejmowała się tym zbytnio. Anioły żyły w szprychach. Chyba nie latały przez całe życie, a więc musiały od czasu do czasu gdzieś przysiąść. Jeżeli tak, to na pewno i ona mogłaby się tego uczepić.
Wzięli młotki do wbijania haków, najlżejsze i najmocniejsze, jakie Tytanie zdołały wykonać. Kowale przynieśli też topory i noże, a także osełki do ich ostrzenia. Zapakowali również po spadochronie — prezencie od Gwizdka.
— Odzież — powiedziała Cirocco. — Co z odzieżą?
Mistrz zrobił bezradną minę.
— Ja nie potrzebuję odzienia, jak zresztą widać — zaśpiewał. — Niektórzy nasi ludzie, mający podobnie jak wy nieowłosioną skórę, noszą odzież w czasie chłodów. Możemy zrobić, co tylko zechcecie.
W końcu zostali odziani w szyte na miarę jedwabne stroje. Właściwie to nie był jedwab, ale materiał, który bardzo go przypominał w dotyku. Na wierzch szły po dwa komplety filcowych koszul i spodni, a potem jeszcze tkane swetry i kalesony. Zrobili również futrzane płaszcze i spodnie, a także wyłożone futrem rękawice i mokasyny na grubej podeszwie. Musieli być przygotowani na wszystko, a chociaż odzież zajmowała masę miejsca, Cirocco nie narzekała. Zapakowali też jedwabne hamaki i śpiwory. Tytanie miały zapałki i lampki olejowe. Wzięli po jednej, a także niewielki zapas paliwa. Nie było szans, by zapewnić paliwo na całą drogę, ale podobnie było z żywnością i wodą.
— Woda — denerwowała się Cirocco. — To może być wielki problem.
— No cóż, jak powiedziałaś, anioły jakoś tam żyją. — Piątego dnia przygotowań Gaby pomagała w pakowaniu. — Muszą coś pić.
— Co wcale nie oznacza, że nie będzie trudności ze znalezieniem źródeł wody.
— Jeżeli masz się martwić przez cały czas, możemy równie dobrze w ogóle nie ruszać.
Zabrali bukłaki z wodą wystarczające na jakieś 9-10 dni, a także dopełnili bagaże do wyznaczonej wagi suszoną żywnością. Jeżeli będzie możliwe, planowali jeść to, co jedzą anioły.
Szóstego dnia zakończono przygotowania i pozostawała jej tylko rozmowa z Billem. Nie bardzo jej się uśmiechała perspektywa użycia swojej władzy dla ucięcia dyskusji, ale wiedziała, że jeśli zostanie zmuszona, na pewno tak zrobi.
— Wszyscy żeście powariowali — powiedział Bill, uderzając dłonią w łóżko. — Nie macie pojęcia, co was tam czeka. Czy poważnie myślicie, że zdołacie się wspiąć czterystukilometrowym kominem?
— Mamy zamiar przekonać się, czy to możliwe.
— Przecież możecie zginąć. Kiedy spadniecie, walniecie o glebę niczym odrzutowiec!
— Wyobrażam sobie, że przy tej gęstości powietrza prędkość spadania znacznie przekracza 200 km na godzinę. Bill, jeżeli chcesz mi dodać otuchy, to robisz to bardzo kiepsko. — Nigdy go takim nie widziała i zupełnie jej się to nie podobało.
— Powinniśmy się trzymać razem i ty o tym dobrze wiesz. Odbijasz sobie ciągle utratę „Ringmastera” i próbujesz odgrywać bohaterkę.
Jeżeli nawet w tym, co powiedział, nie było ani szczypty prawdy, nie mógł jej bardziej zranić. Myślała o tym godzinami, próbując zasnąć.
— A powietrze! Co będzie, jeżeli tam w górze nie ma powietrza?
— Nie mamy zamiaru popełniać samobójstwa. Jeżeli to okaże się niemożliwe, pogodzimy się z tym. Wymyślasz sztuczne argumenty.
Jego oczy błagały.
— Proszę cię, Rocky. Poczekaj na mnie. Nigdy przedtem o nic cię nie prosiłem, ale teraz naprawdę cię o to proszę!
Westchnęła i skinęła na Gaby i Gene’a, by opuścili pokój. Kiedy wyszli, usiadła na brzegu łóżka i wzięła go za rękę. Wyrwał ją. Wstała prędko, wściekła na siebie za to, że próbowała dotrzeć do niego w ten sposób i na niego za to, że ją odrzucił.
— Wydaje mi się, że cię nie znam, Bill — powiedziała spokojnie. — Myślałam kiedyś, że jest inaczej. Stanowiłeś dla mnie pocieszenie w chwilach samotności, myślałam nawet, że z czasem cię pokocham. Nie zakochuję się łatwo. Być może jestem zbyt podejrzliwa, nie wiem. Prędzej czy później każdy chce, bym była taką, jaką sobie życzy i teraz właśnie ty robisz ten sam błąd.
Nic nie odpowiedział, nawet na nią nie spojrzał.
— To, co robisz, jest tak niesprawiedliwe, że chce mi się wrzeszczeć.
— Możesz sobie wrzeszczeć.
— Dlaczego? Czy muszę się dopasować do twojego wzorca kobiety? Do cholery, kiedy mnie poznałeś, byłam kapitanem; nie myślałam, że to dla ciebie takie ważne.
— Nie wiem, o czym mówisz.
— Mówię o tym, że jeśli teraz wyruszę, między nami wszystko skończone. Nie mam zamiaru czekać na ciebie, abyś zapewnił mi bezpieczeństwo.
— Nie wiem, o czym…
I wtedy wrzasnęła i zaraz poczuła się lepiej. Kiedy było już po wszystkim, zdobyła się nawet na gorzki śmiech. To zdumiało Billa. Gaby wetknęła głowę w drzwi i natychmiast zniknęła, kiedy Cirocco nawet nie zauważyła jej obecności.
— W porządku, w porządku — powiedziała. — Mam trochę zbyt gwałtowne reakcje. To dlatego, że utraciłam statek i muszę to sobie skompensować, okrywając się chwałą. Jestem sfrustrowana, ponieważ nie udało mi się zebrać całej załogi i sprawić, by normalnie działała, nawet do tego stopnia, żeby jedyny człowiek, o którym sądziłam, że mogę się na nim oprzeć, szanował moje decyzje, zamknął się i robił, co mu każę. Wiem, że jestem dziwnym stworzeniem. Być może zbyt silnie uświadamiam sobie rzeczy, które byłyby inne, gdybym była mężczyzną. Musisz się stać o wiele wrażliwszym, kiedy na twojej drodze w górę pojawiają się ciągle te same problemy i musisz być dwa razy lepszy niż inni, by dostać taką robotę.
Читать дальше