Ben Bova - Wędrowcy

Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Albo jesteśmy sami we wszechświecie albo nie jesteśmy;każda z tych możliwości jest zaskoczeniem dla umysłu.
Lee Dubridge

Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Czy mogłabym panu w czymś pomóc? Potrząsnął lekko głową.

— Właśnie wyszedłem z cotygodniowej narady z profesorem McDermottem i zbieram siły, zanim odważę się znowu wyjść na słońce.

— Tu wewnątrz jest znacznie przyjemniej — zgodziła się.

— Nie znoszę upału. Wydaje mi się, że wpływa bardzo niekorzystnie na moje zdrowie.

— A czy pana biuro jest klimatyzowane?

— Och, tak. Dostałem bardzo przytulny pokoik w ośrodku elektronicznym. W oknie jest nowiutki klimatyzator. Zamraża mi herbatę na stole, gdy go włączę na cały regulator. Ale bardzo mnie męczy droga do biura.

Muszę dwukrotnie w ciągu dnia przemierzać pół mili w takim słońcu…

Twarz Jo ożywiła się.

— A czy nie mógłby pan popracować sobie w moim biurze przez następną godzinę lub coś w tym rodzaju? — spytała. — Aż słońce zejdzie niżej i popołudniowa bryza złagodzi upał?

— W pani biurze? Och, nie mógłbym. Wszystkie moje papiery i rzeczy…

Jo wzięła go pod ramię i poprowadziła schodami w górę.

— Dane, z których pan korzysta, są w pamięci głównego komputera, nieprawdaż? Może pan korzystać z mojego wyjścia komputerowego i klawiatury, równie dobrze, jak ze swojego.

— Nigdy o tym nie pomyślałem.

Uśmiechnęła się do niego.

— Pan jest przyzwyczajony do papierkowej roboty — rzekła — a moje pokolenie używa już tylko komputerów. Wszystko, czego pan potrzebuje, może pan uzyskać na ekranie monitora komputerowego.

— Tak, ale w ten sposób wywłaszczę panią z pani biura.

— Ja mogę pracować wszędzie — zapewniła go Jo, gdy już byli na górze. — Proszę się tym nie martwić. U mnie będzie panu znacznie wygodniej.

— To jest niezwykle miłe z pani strony.

Gdy weszli do jej pracowni, Jo posadziła starego naukowca za swoim biurkiem i pokazała mu, jak przywołać na ekran wszystko, co mu jest potrzebne.

— To jest wspaniałe — powiedział zachwycony.

— Mam tu nawet czajnik i mogę zaparzyć panu amerykańskiej herbaty o ile, oczywiście, nie ma pan nic przeciwko temu.

— Ma pani na myśli te woreczki? — Jego uśmiech nieco zbladł.

Skinęła głową.

— Jeśli będzie panu czegoś potrzeba, będę w holu głównym na dole. My to nazywamy „jamą”.

— A jest tu też wahadło? — spytał Cavendish z zagadkowym uśmiechem.

— Wahadło? Jak w zegarze?

— Jak w opowiadaniu „Jama i wahadło” Edgara Allana Poe’a.

Jo potrząsnęła głową.

— Nie sądzę… och, zaraz. Czy Vincent Price nie nakręcił filmu o takim tytule?

„Amerykańskie wykształcenie” — pomyślał Cavendish ze smutkiem.

Wymienili jeszcze kilka zdań, po czym Jo zostawiła go samego, a sama zeszła na dół, czując się, jak dobra córka. Cavendish bawił się przez kilka minut komputerem z dużym zadowoleniem, lecz zaraz dostał tak silnego bólu głowy, że omal nie zemdlał przy jej biurku.

W Waszyngtonie była niemal północ, ale okna Zachodniego Skrzydła Białego Domu były wciąż oświetlone. Dyskretnie podświetlone pomniki przywódców narodu jarzyły się w ciemności nocy, choć ulice centrum były zupełnie wyludnione. Ostrzeżeni zawczasu turyści woleli pozostać w swych hotelach do wschodu słońca i nie narażać się na napady nocnych rabusiów.

Jednakże smukły, nowoczesny gmach NASA był niemal zupełnie ciemny. Paliły się jedynie światła w kilku biurach. Jedno z nich należało do zastępcy dyrektora kosmicznych lotów załogowych, doktora Kennetna Burghara.

Jerry White bez pukania pchnął lekko drzwi i uśmiechnął się do swego szefa, ledwie widocznego zza stosu papierów.

— Jezu Chryste, myślałem, że jestem jedynym nocnym Markiem — rzekł wesoło.

— Cięcia budżetowe — mruknął Burghar. — OBM chce obciąć następnych dwadzieścia milionów z naszego budżetu.

Uśmiech White’a przygasł.

— Wybacz, że podaję ci lewą rękę — rzekł. — Potrzebuję prawej, żeby podpisywać czeki dla bezrobotnych astronautów.

— To nie jest wcale śmieszne, Jerry.

— Chciałbym, na Boga, żeby tak było — wyrzucił z siebie White.

Burghar odsunął nieco swe krzesło od biurka, przechylił się do tyłu i przetarł oczy. Był bez krawata, a rękawy jego koszuli były podwinięte. Brzeg jego stołu ozdabiały — niby swoista, martwa natura — nie dojedzony kawałek pizzy i na wpół pusty, papierowy kubeczek czarnej kawy.

— Co ty tu robisz tak późno w nocy? — spytał White’a.

— To samo co ty — odparł zapytany i ciężko usiadł na plastikowej kozetce pod ścianą. — Próbuję odwalać robotę facetów, którzy już zostali wylani.

— Czasem zastanawiam się, czy gra jest warta świeczki. Skoro oni w Senacie i w Izbie mają to wszystko w nosie, jaki jest sens, żebyśmy się zaharowywali na śmierć?

— Bo my się lubimy poświęcać dla sprawy.

— Ale nie dla byle czego.

— Może masz rację — odparł White, wzruszając ramionami — Chyba nie przyszedłeś tutaj, aby dyskutować o polityce finansowej?

— Nie. — White wyciągnął z kieszeni marynarki jednostronicowe memorandum i wręczył je szefowi.

— Co to jest?

— Z Biura do Spraw Nauki i Techniki. Sally Ellington i ci geniusze z Zachodniego Skrzydła muszą znów ćpać marihuanę.

Burghar przebiegł szybko wzrokiem memorandum.

— Misja załogowa na odległość cztery razy większą niż do Księżyca? — Pytał wytrzeszczając oczy. — Czy oni powariowali?

— Nic o tym nie wiem. Biały Dom nalega, aby szybko zbadać i zaopiniować tę sprawę.

— Dobrze, że nie chcą, żeby od razu przygotować sprzęt — rzekł gniewnie Burghar. — To zajęłoby z dziesięć lat.

— Ken, ja nawet nie mam ludzi, żeby to zbadać na papierze. Gdzie znaleźć siłę roboczą do takiego…?

— Przede wszystkim nie siłę roboczą, ale personel. A ponadto trzeba mieć pozytywne nastawienie. Pamiętasz, czego się uczyłeś, zanim tu przyszedłeś? A skoro memorandum przychodzi aż z Białego Domu, znajdziesz odpowiednich pracowników.

— Ale co to ma być za lot? Napisali tylko, że jakieś rendez-vous z bliżej nieokreślonym obiektem.

Burghar wzruszył ramionami.

— Chcą to utrzymać w tajemnicy. Pewnie to jakaś operacja wojskowa.

— Założę się, że ta nasza opinia trafi u nich do najgłębszej szuflady i pokryje się kurzem. Tak jak inne. Po co sobie tym zawracać głowę?

— Cóż mogę powiedzieć?

White nachylił się w stronę swego szefa i nieco zniżył glos.

— Ken… jest pewna sprawa — rzekł. — Chodzą słuchy o jakimś obcym statku, odkrytym daleko w przestrzeni. Czy to mogłobyłoby być to?

Burghar przeczesał palcami swe przerzedzające się włosy.

— Idź i zapytaj o to w OSTP. Oni mi nic nie powiedzą, ale ciebie lubią bardziej, bo lepiej grasz w tenisa.

— Czemu nie? A Sally Ellington bez przerwy ciągnie mnie do łóżka. — White powiedział to w zamyśleniu, bez cienia uśmiechu. — Ale na poważnie, Ken — odezwał się po chwili milczenia. — Jak ja im zaopiniuję taką cholerną sprawę bez całego sztabu ludzi? I jaki jest tego sens? Przecież nie mamy sprzętu, żeby wysłać ludzi na odległość cztery razy większą niż do Księżyca!

— Jasne, że nie mamy. Dlatego zrób jakąś głupawą analizę i przekaż opinię, skoro tego chcą. Nie podniecaj się tym za bardzo.

— Ale to nie jest chyba statek pozaziemski?

— No, coś takiego! — jęknął Burghar. — Uważaj, żebyś jutro nie zobaczył latającego talerza przed swoim domem.

— W porządku… W takim razie odłożę na później zapotrzebowanie Sally na dziecko.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wędrowcy»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Wędrowcy»

Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.