Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
— Sztoner! Dostałem parametry nowego toru. Wysyłają nam nowy tankowiec. Żeby się z nim spotkać, musimy odpalić rakiety hamujące za jedenaście minut.
— Za jedenaście minut?! — Dech zamarł Stonerowi w piersiach, a jego głos załamał się.
— Dokładnie dziesięć minut i czterdzieści osiem sekund.
Stoner rzucił pośpieszne spojrzenie na leżącą na marach postać. „On poświęcił tysiące lat, aby tu dotrzeć, a ja muszę stąd wyjść za jedenaście pieprzonych minut” — pomyślał zrozpaczony.
— Nie zdążę — zaprotestował. — Potrzebujemy więcej czasu. Nie możemy…
— Nie ma więcej czasu — powiedział Fiodorenko. — Wracaj zaraz do Sojuza. Nie ma innej rady.
— Nikołaju! Nie mogę! Jeszcze nie mogę!
— Szykuj się, Sztoner! Spojrzał poprzez przeźroczysty kadłub sarkofagu na odległe gwiazdy. Potem przeniósł wzrok na maleńką już Ziemię i w końcu odważył się zerknąć na pękatą sylwetkę Sojuza.
— Nikołaju! Proszę…
— Musimy wracać, Sztoner. Inaczej tu umrzemy.
Jego wargi były suche i popękane. Czuł blisko siebie oddech śmierci i jeszcze raz odwrócił się, by spojrzeć na przybysza z gwiazd. „Z tak daleka przybyłeś, by oddać nam swe ciało, swoją wiedzę, wszystko, co posiadasz i co reprezentujesz. Możemy się tyle od ciebie dowiedzieć…”
— Sztoner!
— Nic z tego, Nikołaju — odparł spokojnie. — Nie wracam do ciebie.
— Sztoner!!!
— Zostaję tutaj, razem z nim. Może za parę milionów lat znajdzie nas jakaś inna cywilizacja.
Stoner wyłączył swój radiotelefon.
ROZDZIAŁ LXV
Kwajalein
Było południe. Wyludniona ulica prażyła się w słonecznym skwarze. W klimatyzowanych biurach, bungalowach, przyczepach kempingowych ludzie nie odrywali wzroku od odbiorników telewizyjnych. Na wszystkich ekranach było widać ten sam obraz: unoszący się w przestrzeni statek z gwiazd. Głos, który mu towarzyszył, był głosem Stonera.
— Nic z tego, Nikołaju. Nie wracam do ciebie.
W rojnym ośrodku łączności zapanowała grobowa cisza. Mężczyźni i kobiety zamarli przy pulpitach, wpatrzeni w swe ekrany. Zareagował jedynie Reynaud.
— Nie! On nie może tego zrobić! Nie może! To nie jest konieczne!
— Z zaczerwienioną z emocji twarzą, kosmolog pobiegł do Tuttle’a.
— Proszę mi pozwolić z nim pomówić! — wykrzyknął. — Gdzie jest jakieś łącze? Na litość boską, pozwólcie mi z nim pomówić!
Wszyscy oderwali wzrok od ekranów łączności i spojrzeli na skrzeczącego człowieczka. Tuttle — jakby obawiając się, czy nie ma do czynienia z szaleńcem — wyciągnął przed siebie obie ręce.
— Chce pan rozmawiać ze Stonerem?
— Tak! I to już! Zanim będzie za późno! Mogę go uratować! Wiem to na pewno!
Stoner czuł jakiś przedziwny spokój. Wszystkie węzłowe decyzje miał już za sobą. Nie było już potrzeby o nic walczyć. Nie było trzeba się martwić. Zdał sobie sprawę, że całe jego życie zmierzało właśnie do takiego finału. Zakończy je samotnie, nie dotykany przez nikogo, z dala od wszystkich, zagubiony na gwiezdnych bezdrożach z tym przedstawicielem innej cywilizacji.
„Drugi samotnik — pomyślał, wpatrując się w dziwną, nieruchomą postać kosmity. — Czy tak wyglądałeś za życia? Czy dlatego wybrałeś ten sposób spędzenia wieczności?”
W Nowym Jorku inspektor Komisji Radia i Telewizji krzyczał : „Zdjąć go z anteny!” — podczas gdy wiceprezes sieci ABC, chwyciwszy go za ramię, próbował odciągnąć od głównego pulpitu kontrolnego. W Moskwie radziecki cenzor, posiniały z wściekłości, uderzył całą pięścią w guzik przerywający transmisję z Sojuza na świat. Choć ekrany telewizorów na całym globie wciąż pokazywały statek z gwiazd tak, jak go filmowały kamery Sojuza, obraz był już niemy. Z przestrzeni nie dochodziły żadne głosy.
Stoner zwinął się w kłębek, na tyle, na ile pozwalał mu skafander, i powróciwszy w ten sposób niejako do pozycji przedurodzeniowej, zawisł nieważko nad podłogą kabiny kosmity. Przez przeźroczyste ściany statku wciąż mógł widzieć odległe sierpy Ziemi i Księżyca oraz unoszącego się nadal w odległości stu metrów Sojuza. Pękata konstrukcja wydawała się gromić go oczyma swych iluminatorów.
Stoner znów włączył radiotelefon.
— Musisz wrócić — wolał Fiodorenko, nie panując nad sobą. — Taki jest rozkaz! Zostało tylko siedem minut…
— Mikołaju, właśnie zdałem sobie z czegoś sprawę — odezwał się Stoner i kosmonauta natychmiast umilkł. — Ten statek, czy ten grobowiec, został zbudowany, by szukać gwiazd typu G. Mogę się o to założyć. Nasz przyjaciel przybył z planety okrążającej gwiazdę podobną do naszego Słońca.
— Nie ma czasu na filozofię, Sztoner — warknął Fiodorenko.
— Gdy natknął się na taką gwiazdę — ciągnął Stoner, nie zwracając nań uwagi — szukał planet o silnym polu magnetycznym. Tak było na pewno.
Dlatego najpierw skierował się ku Jowiszowi, który ma najsilniejszą magnetosferę w całym naszym układzie. Potem ruszył w stronę Ziemi, bo ma ona silniejsze pole magnetyczne niż inne planety wewnętrzne.
— Sześć minut trzydzieści sekund — chrypiał Fiodorenko.
— Silne pola magnetyczne interesowały go z dwóch powodów — mówił Stoner. — Po pierwsze: statek pobiera wtedy energię, aby naładować swe baterie… lub jakiś inny zbiornik energii. Po drugie — i to jest ważniejsze — istnieje duże prawdopodobieństwo, że tylko na planetach o silnym polu magnetycznym mogło rozwinąć się życie. Życie potrzebuje silnego pola magnetycznego, które mogłyby spełniać rolę parasola chroniącego powierzchnię planety przed promieniowaniem kosmicznym.
— Sztoner! Skończ z tymi bzdurami. Wracaj z powrotem!
— Czy dostałeś to wszystko, Nikołaju? Zostało przesłane na Ziemię? To ważna sprawa.
— Dostałem. A teraz wracaj.
W studiu sieci telewizyjnej CBS Walter Cronkite przechodził samego siebie. Stojąc na tle nieruchomego obrazu statku z gwiazd, wypełniał w sposób zaiste magiczny lukę w przekazie dźwiękowym coraz to nowymi przypuszczeniami, dykteryjkami, opiniami i faktami, podczas gdy jego najwytrwalsi współpracownicy gorączkowo konferowali z Waszyngtonem, aby się dowiedzieć, czy istnieje szansa wznowienia transmisji na żywo z pokładu Sojuza.
W Białym Domu prezydent USA przybył do sekcji łączności, gdzie docierała specjalnym łączem bezpośrednia transmisja z Moskwy. Wtem jeden z doradców oznajmił mu z przejęciem, że telefonuje Walter Cronkite. Prezydent niezwłocznie podszedł do aparatu i na jego twarzy pojawił się wyraz rozczarowania, gdy się zorientował, że rozmawia jedynie z producentem programu Cronkite’a, bełkoczącym coś bez związku.
Dopiero po chwili odezwał się w słuchawce głos Cronkite’a. Rozmawiali bardzo szybko i prezydent zgodził się, by jego technicy przekazywali do studia CBS prowadzone w przestrzeni rozmowy. Cronkite wahał się przez moment, po czym poprosił o wyświadczenie tej samej przysługi również innym krajowym sieciom telewizyjnym. Prezydent uśmiechnął się i przystał na jego prośbę.
— Barbara będzie cię uwielbiać, Walterze — powiedział.
Wydało się prezydentowi, że Cronkite głośno przełknął ślinę.
— Dziękuję, panie prezydencie — rzekł słynny komentator. — A teraz, pan wybaczy, ale muszę wracać przed kamery.
— Oczywiście, Walterze — powiedział prezydent. — Niech Bóg ma cię w swojej opiece.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
