— Jakie testy zaplanowano podczas pierwszego lotu? — zapytał.
— Program podzielono na trzy etapy… Na początku lutego odbędzie się pierwszy lot na orbitę Ziemi — odparł Romulus Fussion. — Sprawdzimy w ten sposób, czy systemy napędu działają prawidłowo. Potem zostaną przeprowadzone testy prędkości. Pod koniec lutego rozpędzimy go pełną mocą silników i odbędziemy krótką podróż do orbity Marsa. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, przeprowadzimy wielką próbę prędkości podczas kilkutygodniowego lotu — prawdopodobnie dotrzemy poza orbitę Saturna, a może osiągniemy i Plutona. Te testy powinny wystarczyć do stwierdzenia, czy statek jest gotowy do odbycia międzygwiezdnego lotu. jeśli będzie zachowywał się dobrze podczas lotu ze stałym przyspieszeniem 2,4 g aż do Plutona i z powrotem, powinien być zdolny do dalekich podróży.
— A testy systemu hibernacji?
— Testy są już zakończone, system funkcjonuje doskonale.
— A załoga?
— Mamy ósemkę Alf w trakcie szkolenia oraz szesnaście Bet. Wezmą oni udział w kolejnych lotach próbnych. Wybierzemy załogę spośród nich na podstawie wyników testów.
— Doskonale.
Wciąż płonąc żądzą czynu udał się na budowę wieży, gdzie pracowała jeszcze nocna zmiana pod kierownictwem Euclida Plannera. Od ostatniej wizyty Kruga wieża urosła o jedenaście metrów, widoczny był też postęp w instalowaniu urządzeń komunikacyjnych. Krug wcisnął się w ubranie termiczne i wjechał na szczyt wieży, co ostatnio czynił raczej rzadko. Całe zaplecze techniczne u podnóża kolosa przypominało budowlę z klocków, a pracownicy wyglądali jak drobne robaczki. Przyjemność napawania się pięknem wieży popsuł nieco wypadek Gammy, który stracił równowagę i wypadł z cylindra podnośnika, ale Krug szybko usunął tę śmierć ze swoich myśli. Wypadki śmiertelne były godne pożałowania, to pewne, ale każde wielkie przedsięwzięcie zawsze pochłaniało ofiary.
Z placu budowy Krug wyruszył na Antarktydę, do obserwatorium Vargasa. Ostatnio nie odkryto nic nowego, ale to miejsce nieustannie przyciągało Kruga — podziwiał skomplikowane instrumenty, atmosferę badań i tu czuł bezpośredni kontakt z sygnałami z NGC 7293. Sygnały te ciągle odbierano w zmodyfikowanej formie sprzed kilku miesięcy: 2-5-1, 2-3-1, 2-1. Vargas otrzymał kolejne wersje tłumaczeń sygnałów, przetransformowanych optycznie. Krug wsłuchiwał się przez długą chwilę w szum aparatury obserwatorium, a gdy odchodził, słyszał w swej głowie nieprzerwane: „blip-blip”.
Teraz udał się do Duluth, by obejrzeć nowe androidy, wychodzące z kontenera. Nolana Bompansiero jeszcze nie było, a androidami z nocnej zmiany kierowały funkcyjne Alfy, mimo to jednak Krug kazał jego zastępcy oprowadzić się po zakładzie. Produkcja osiągnęła poziom dotychczas nie notowany, choć Alfa utrzymywał, że mają opóźnienie.
Wreszcie Krug udał się do Nowego Jorku i tu, w ciszy swego biura pracował aż do nadejścia świtu, zajmując się problemami kompleksów przemysłowych na Kallisto, Ganimedzie, w Peru, na Martynice, Księżycu i na Marsie. Wschodzące słońce obudziło dzień tak piękny, że przez chwilę miał zamiar ponownie udać się na wieżę, by móc podziwiać ją lśniącą w blasku dnia. Po chwili zrezygnował z tego zamiaru i zaraz potem w biurze zaczęli pojawiać się pracownicy dyrekcji, między innymi Spaulding i Lilith Meson. Od czasu do czasu Krug spoglądał na ekran holowizora, zainstalowanego na ścianie jego biura, by napawać się obrazem wznoszonej wieży. Pogoda w Arktyce była zdecydowanie gorsza, niebo było zachmurzone i niemal ołowiane, jakby zaraz miał zacząć padać śnieg. Pomiędzy tłumem Gamma można było dostrzec Thora Watchmana, kierującego podnoszeniem potężnego urządzenia komunikacyjnego. Krug pogratulował sobie wyboru Watchmana na kierownika budowy. Czy istnieje na świecie doskonalszy android?
Około dziewiątej pięćdziesiąt na ekranie pojawiła się twarz Spauldinga.
— Przed chwilą dzwonił z Kalifornii pański syn — powiedział. — Prosił o wybaczenie, ponieważ zaspał i przybędzie na spotkanie z panem z godzinnym opóźnieniem:
— Manuel? Jakie spotkanie?
— Powinien tu być o dziesiątej piętnaście. Kilka dni temu prosił, by zarezerwował pan dla niego jakąś chwilę czasu.
Krug zapomniał o tym i to go zdziwiło, choć nie dziwił się, że Manuel się spóźni. Plan dzisiejszego dnia układał wraz ze Spauldingiem i z pewną trudnością udało się wcisnąć Manuela między jedenastą piętnaście a jedenastą dwadzieścia pięć.
Manuel przybył o jedenastej dwadzieścia trzy. Wyglądał na spiętego i zmęczonego i był — jak pomyślał na jego widok Krug — śmiesznie ubrany, nawet jak na Manuela. Zamiast swojej zwykłej tuniki miał na sobie bufiaste spodnie i koronkowy kaftan Alfy, jego długie włosy były związane z tyłu, spływając swobodnie na plecy i ramiona. Efekt tego ubioru był zadziwiający: koronkowy kaftan nie zasłaniał gęstego owłosienia torsu Manuela, praktycznie jedynego fizycznego dziedzictwa po ojcu.
— Czy to nowa moda młodych światowców? — zapytał Krug. — Moda Alfa?
— To fantazja, ojcze, nie moda — jeszcze nie…
— Manuel zmusił się do uśmiechu. — Jeżeli będę często tak się ubierał, to może stać się modą.
— Nie podoba mi się to. Czemu ma służyć to upodabnianie się do androidów?
— Ja uważam, że to piękne…
— Ja nie. Co o tym myśli Clissa?
— Ojcze, nie przybyłem tu, by dyskutować o moim ubraniu.
— A więc o co chodzi?
Manuel postawił na biurku ojca sześcian informacyjny.
— Otrzymałem ten przedmiot w Sztokholmie. Zechciej to przejrzeć.
Krug wziął sześcian, kilkakrotnie obrócił go w dłoni i uruchomił. Czytał:
— I Krug pokierował Podwojeniem, i dodał fluidów swej ręki, i dał im kształt i umysł… Niech z Kadzi wyjdą mężczyźni, powiedział Krug, i niech wyjdą kobiety, i niech żyją między nami silne i pracowite, i niech noszą imię androidów… — Krug zmarszczył brwi. — Co to jest, na Boga? Powieść? Poemat?
— To Biblia, ojcze.
— Co to za głupia religia?
— Religia androidów — odparł spokojnie Manuel.
— Otrzymałem ten sześcian w kaplicy androidów w dzielnicy Bet w Sztokholmie. Przebrałem się za Alfę i uczestniczyłem we mszy… Androidy stworzyły tę religię, bardzo złożoną, i właśnie ty, ojcze, jesteś ich bóstwem. Ponad ołtarzem zainstalowano twój hologram naturalnej wielkości…
Teraz Manuel do słów dołączył gesty.
— Oto znak: „Niech-Krug-będzie-pochwalony”… A oto znak: „Niech-Krug-nas-strzeże”… Oddają ci cześć, ojcze.
— To śmieszne! Zboczenie…
— Ta wiara rozprzestrzeniła się na cały świat.
— Ilu ma wyznawców?
— Większość populacji androidów. Krug zmarszczył brwi i zapytał:
— Jesteś tego pewny?
— Wszędzie są kaplice. Na terenie budowy wieży również, w jednej z pomocniczych kopuł. Trwa to już od dziesięciu lat, ukryta religia, nieznana ludzkości, zawierająca pragnienia i emocje androidów w takim stopniu, że aż trudno w to uwierzyć. A to ich Biblia…
Krug wzruszył ramionami.
— A więc? To zabawne, ale o co chodzi? To inteligentne istoty, mają swoją partię polityczną, swoją gwarę, obyczaje, a teraz religię. W jakim stopniu dotyczy to właśnie mnie?
— Nie wzrusza cię wiadomość, że jesteś dla nich Bogiem, ojcze?
— Doprowadza mnie to do choroby nerwowej, jeśli chcesz wiedzieć. Ja Bogiem? To pomyłka co do osoby!
— Ale oni cię wielbią! Skupili wokół ciebie całą wiarę! Przeczytaj ten sześcian, zafascynuje cię! Jesteś dla nich święty, jesteś Chrystusem, Mojżeszem i Buddą w jednej osobie, Krugiem-Stwórcą, Krugiem-Wybawcą, Krugiem-Odkupicielem!
Читать дальше