Teraz, późnym popołudniem ósmego dnia ich podróży, patrzyli na HMS Terror . Nawet Asiajuk wydawał się onieśmielony i niespokojny.
Opisując położenie statku Puhtoorak twierdził, że dom-z-trzema-kijami „stoi zamarznięty w lodzie obok wyspy około pięciu mil na zachód” od pewnego cypla i że Crozier oraz jego ludzie „muszą potem przejść jakieś trzy mile na północ, po gładkim lodzie, minąwszy przedtem kilka wysp dzielących ich od statku. Zobaczą go z urwiska położonego na północnym krańcu dużej wyspy”.
Oczywiście Puhtoorak nie używał określeń takich jak „mile”, „statek” czy nawet „cypel”. Starzec mówił, że drewniany dom kabloona z kadłubem umiak znajduje się w odległości kilku godzin marszu na zachód od tikerqat , co oznacza „Dwa Palce” – Prawdziwi Ludzie określali tą nazwą dwa wąskie cyple położone w tej części wybrzeża Utjulik – niedaleko północnego krańca dużej wyspy.
Crozier i jego dziesięcioosobowa grupa – myśliwy z południa, Inupijuk, towarzyszył im do samego końca – przeszli po lodzie w pobliżu Dwóch Palców, minęli dwie mniejsze wysepki i dotarli do dużej wyspy. Na jej północnym krańcu znaleźli wysokie na sto stóp urwisko, opadające pionowo ku zamarzniętemu morzu.
Dwie lub trzy mile dalej widać było maszty HMS Terror mierzące prosto w zachmurzone niebo.
Crozier żałował, że nie ma swojej starej lunety, choć z drugiej strony wcale jej nie potrzebował, by rozpoznać maszty okrętu, którym dowodził przez długie lata.
Puhtoorak miał rację – lód między brzegiem dużej wyspy i statkiem był znacznie gładszy niż pak między kontynentem i wyspami. Komandorskie oko Croziera szybko dostrzegło przyczynę takiego stanu rzeczy: na północy i wschodzie ciągnęło się pasmo małych wysp, które tworzyły naturalny wał chroniący ten obszar morza przed nieustającym wiatrem z północnego zachodu.
Jednak nawet Crozier nie potrafił sobie wyobrazić, jak jego okręt trafił w te okolice, niemal dwieście mil od miejsca, gdzie przez trzy lata tkwił uwięziony w lodzie obok siostrzanej jednostki, Erebusa
Wkrótce miał znaleźć odpowiedź na to pytanie.
Prawdziwi Ludzie, nawet Ludzie Chodzący z Bogiem, którzy nieustannie żyli w cieniu potwora, zbliżali się do statku z zabobonnym lękiem. Opowieści Puhtooraka o duchach i upiorach zamieszkujących dom-z-trzema-kijami najwyraźniej zrobiły na nich wrażenie – nawet na Asiajuku, Nauii i myśliwych, którzy nie rozmawiali z nim osobiście. Kiedy szli przez lód, Asiajuk bez ustanku mamrotał pod nosem jakieś zaklęcia i modlitwy, które miały chronić ich przed złymi duchami, co wcale nie dodawało odwagi pozostałym uczestnikom wyprawy. Crozier wiedział, że kiedy szaman robi się nerwowy, denerwują się wszyscy.
Jedyną osobą, która szła na czele pochodu obok Croziera, była Cisza, niosąca na rękach oboje ich dzieci.
Terror stał przechylony o jakieś dwadzieścia stopni na lewą burtę, z dziobem skierowanym na północny wschód. Prawa część kadłuba była wysunięta o kilka stóp za wysoko nad powierzchnię lodu. Crozier stwierdził ze zdumieniem, że jedna z kotwic – po lewej burcie – została spuszczona do wody. Było to o tyle zaskakujące, że zdaniem Croziera morze miało tu co najmniej dwadzieścia sążni głębokości, a wzdłuż północnych wybrzeży wysp za jego plecami znajdowało się mnóstwo małych zatoczek. Roztropny komandor, szukający bezpiecznej przystani, zawinąłby do którejś z nich albo przynajmniej wpłynął w cieśninę po wschodniej stronie dużej wyspy, z której właśnie zeszli, i zakotwiczył między tą wyspą – jej urwiska osłaniałyby statek przed wiatrem – i trzema mniejszymi wysepkami, odległymi nie więcej niż dwie mile od tego miejsca.
Terror stał jednak tutaj, około dwóch i pół mili od północnego wybrzeża dużej wyspy, wystawiony na wściekłe ataki sztormów i burz nadciągających z południowego wschodu.
Krótki spacer wokół statku i oględziny przechylonego pokładu od północno-zachodniej strony wyjaśniły, dlaczego ludzie z grupy Puhtooraka musieli wyrąbać dziurę w kadłubie statku, by dostać się do jego wnętrza; wszystkie włazy na górnym pokładzie były zamknięte i obite listwami.
Crozier wrócił do otworu, który Eskimosi wybili w poszyciu Terroru . Przypomniał sobie, jak Puhtoorak mówił, że jego młodzi pobratymcy musieli użyć do tego swych siekier z gwiezdnego gówna, i mimo bolesnych uczuć, które przenikały teraz jego duszę, uśmiechnął się do siebie.
Prawdziwi Ludzie nazywali „gwiezdnym gównem” spadające gwiazdy i metal z tych gwiazd, które znajdowali na lodzie. Crozier słyszał kiedyś opowieść Asiajuka o uluriak anoktok – „gównie gwiazd spadającym z nieba”.
Crozier żałował, że nie ma teraz przy sobie siekiery albo innego narzędzia z ostrzem z gwiezdnego gówna, uzbrojony był bowiem jedynie w zwykły nóż z ostrzem z kła morsa. Na saniach leżały harpuny, nie należały jednak one do niego – jego narzędzia i broń zostały w kajaku – a nie chciał pożyczać cudzej broni tylko po to, by wejść z nią do statku.
Czterdzieści stóp za nim, przy saniach, qimmiq – duże psy o niezwykłych, żółto-niebieskich oczach i duszach, które dzieliły ze swymi panami – szczekały, warczały, wyły i rzucały się na siebie nawzajem oraz na każdego, kto się do nich zbliżył. Nie podobało im się to miejsce.
Crozier zwrócił się do Ciszy. Spytaj Asiajuka, czy ktoś chce wejść ze mną do środka.
Cisza błyskawicznie wykonała jego polecenie, używając do tego wyłącznie palców, bez sznurka. Stary szaman zawsze rozumiał jej gesty o wiele szybciej niż niezdarne znaki Croziera.
Żaden z Prawdziwych Ludzi nie chciał wejść do wnętrza statku.
Zobaczymy się za kilka minut, przekazał Crozier Ciszy.
Cisza uśmiechnęła się w odpowiedzi.
Nie bądź głupi, przekazała. Idziemy z tobą, ja i twoje dzieci.
Crozier przecisnął się przez wąski otwór w poszyciu. Cisza szła tuż za nim, niosąc Kruka na rękach, a Kanneyuk w nosidełku z miękkiej skóry, zawieszonym na jej ramionach. Dzieci spały.
***
W środku było bardzo ciemno.
Crozier uświadomił sobie, że młodzi myśliwi Puhtooraka wyrąbali dziurę na wysokości najniższego pokładu. Mieli szczęście, gdyby bowiem próbowali zrobić to samo nieco niżej, trafiliby na żelazne pojemniki na wodę i nigdy nie zdołaliby przebić się do środka, nawet siekierami o ostrzach z gwiezdnego gówna.
Zaledwie kilka kroków od wejścia było już całkiem ciemno, Crozier szedł więc na pamięć, trzymając Ciszę za rękę i zmierzając w dół przekrzywionego pokładu.
Po jakimś czasie jego oczy przywykły do ciemności na tyle, że dostrzegał ściany i zarysy przedmiotów. Dzięki temu zauważył, że zamknięte na ciężkie kłódki drzwi do magazynu rumu i do magazynu amunicji zostały wyważone. Nie sądził, by dokonali tego ludzie Puhtooraka. Drzwi te nie bez powodu zostały starannie zamknięte, nim cała załoga opuściła statek, blokowały bowiem wejście do pomieszczeń, do których każdy biały człowiek wracający na Terror chciałby dostać się w pierwszej kolejności.
Beczki na rum – kiedy wyruszali na lód, mieli jeszcze tyle rumu, że część musieli zostawić na statku – były puste. Beczki z prochem stały jednak na swoim miejscu, nienaruszone, podobnie jak skrzynki i beczki z nabojami, torby ze śrutem, prawie dwa rzędy muszkietów – nie mogli zabrać wszystkich ze sobą – i dwie setki bagnetów zawieszonych pod belkami.
Metal zamknięty w tym jednym pomieszczeniu uczyniłby z grupy Asiajuka najbogatszych ludzi w ich świecie.
Читать дальше