– Tak, po ponad miesiącu to się robi trochę uciążliwe, prawda?
Odwróciłam się do niej. Niska i tęga, miała na sobie świąteczną bluzę z reniferem i zielone spodnie. Jej buty należały do kategorii „obuwie o podwyższonym komforcie chodzenia”. Uśmiechnęła się do mnie. Podobnie jak ja była sama i miała więcej przemyśleń, którymi chciała się podzielić.
– Tak wcześnie zaczynają teraz świąteczną sprzedaż, a dekoracje to wieszają, ledwo zdążą posprzątać te z Halloween! To całkiem zabija nastrój!
– Taaak – potwierdziłam.
Odwróciłam się, żeby zerknąć na swoje odbicie w witrynie… i zdobyć pewność. Tak, byłam Lily, jej nowszą wersją, z krótkimi blond włosami i mięśniami jak sprężyny, czujną i energiczną. Obcy ludzie zagadywali mnie niezwykle rzadko.
– Naprawdę szkoda świąt – powiedziałam do starszej pani i odeszłam.
Z portmonetki wyciągnęłam listę. Nie skróci się, dopóki czegoś z niej nie wykreślę po dokonaniu zakupu. Moja matka starannie spisała wszystkie spotkania towarzyskie poprzedzające ślub Vareny i opatrzyła gwiazdkami te, na których bezwzględnie musiałam się pojawić. Dołączyła też notatki, w co się powinnam ubrać, na wypadek gdybym zapomniała, jak się odnaleźć w towarzystwie z Bartley.
Chociaż w liście nic o tym nie wspomniała, między wierszami wyczytałam prośbę, żebym przez wzgląd na siostrę prezentowała się odpowiednio i starała zachowywać „towarzysko”.
Jestem dorosłą, trzydziestojednoletnią kobietą. Nie jestem ani tak dziecinna, ani tak pomylona, żeby sprawić swoim bliskim przykrość niestosownym zachowaniem czy ubiorem.
Ale kiedy weszłam do najlepszego butiku w mieście i spojrzałam na te wszystkie rzędy wieszaków z ubraniami, poczułam się kompletnie bezradna. Dla kobiety, która maksymalnie uprościła sobie życie, wybór był stanowczo za duży. Sprzedawczyni zapytała, czy może mi pomóc; pokręciłam głową.
Mój stupor był upokarzający. Zwymyślałam się w duchu. Dam radę. Muszę tylko…
– Lily! – odezwał się ciepły, dźwięczny głos. Obróciłam się w jego stronę i zobaczyłam mojego przyjaciela Bobo Winthropa. Jego twarz straciła dawną rozczulającą chłopięcą miękkość. Bobo był dziewiętnastoletnim mężczyzną.
Uściskałam go bez zastanowienia. Kiedy się ostatnio widzieliśmy, Bobo był zamieszany w rodzinną tragedię, która podzieliła klan Winthropów. Przeniósł się do college'u gdzieś na Florydzie. Przeprowadzka wyraźnie mu posłużyła: był opalony i chyba trochę schudł.
Bobo ochoczo odwzajemnił mój uścisk. Gdy się odsunęłam, żeby przyjrzeć mu się jeszcze raz, pocałował mnie, ale na szczęście wiedział, kiedy przestać.
– Przyjechałeś na ferie świąteczne? – zapytałam.
– Tak, a po nich wrócę na studia tutaj.
Uniwersytet Arkansas ma w Montrose spory kampus, chociaż wielu nastolatków z Shakespeare woli większą filię w Fayetteville albo tę w Little Rock.
Popatrzyliśmy na siebie, zawierając milczącą umowę, że nie będziemy rozmawiać o powodach, dla których Bobo wyjechał z Arkansas.
– Co tutaj robisz, Lily? Nie jesteś w pracy?
– Nie – odparłam krótko.
Miałam nadzieję, że Bobo nie będzie drążył tematu i nie będę musiała mu powiedzieć, że jego matka zrezygnowała z moich usług i w efekcie straciłam jeszcze kilku innych klientów.
Obrzucił mnie spojrzeniem, które określiłabym jako taksujące.
– I przyjechałaś na zakupy?
– Moja siostra wychodzi za mąż. Muszę pojechać do domu na jej ślub i imprezy przedślubne.
– Czyli szukasz czegoś do ubrania – Bobo nadal nie spuszczał ze mnie wzroku. – I wcale nie masz na to ochoty.
– Właśnie – przytaknęłam smętnie.
– Idziesz na wieczór panieński?
– Mam cały spis imprez – powiedziałam, świadoma, że w moim głosie nie ma cienia entuzjazmu.
– Pozwól, że rzucę okiem. Wręczyłam mu wykaz.
– Babskie przyjęcie na cześć Vareny… Nawet dwa. Uroczysta kolacja. Próbne przyjęcie ślubne. Wesele. Będziesz druhną?
Pokiwałam głową.
– Ale tą suknią zajmie się Varena? Znowu przytaknęłam.
– To co ci jest potrzebne?
– Mam niezły czarny garnitur – oświadczyłam. Bobo spojrzał na mnie wyczekująco. – I to by było na tyle.
– No, Lily – powiedział tonem, który nagle zdradził jego wiek – to niezłe zakupy przed tobą!
Wieczorem rozłożyłam na łóżku wszystkie nowe nabytki. Musiałam użyć karty kredytowej, ale wszystkim zakupom wróżyłam długą przyszłość.
Dobrze skrojone czarne wizytowe spodnie. Na jedną babską imprezę włożę je z jedwabną bluzką w kolorze złamanej bieli i złotą kamizelką, na drugą – z lazurowym jedwabnym topem bez rękawów i czarną marynarką. Do tego pantofle od czarnego garnituru albo niebieskie skórzane czółenka, które akurat były przecenione. W czarnym garniturze wystąpię na próbnym przyjęciu ślubnym. A na uroczystą kolację ubiorę się w białą sukienkę na szerokich ramiączkach, którą zimą będę mogła nosić z czarną marynarką, a latem bez niczego. Do każdego z tych zestawów dobrałam odpowiednią bieliznę, a poza tym kupiłam sobie złote kolczyki-obręcze i dużą złotą broszę o nieregularnym kształcie. Brylantowe kolczyki i szpilkę z brylantem już mam, odziedziczyłam je po babci.
Wszystkie zakupy zawdzięczałam poradom Bobo.
– Chyba się naczytałeś magazynów Amber-Jean – oskarżyłam go. Bobo ma młodszą siostrę.
– Skąd. Po prostu przy zakupach kieruję się jedną zasadą: wszystko musi pasować do wszystkiego. Nauczyłem się tego chyba od mamy. Ma całe kolekcje ubrań, które można ze sobą dowolnie łączyć.
Powinnam była o tym pamiętać. Garderobę Beanie Winthrop porządkowałam dwa razy do roku.
– Zamieszkałeś z powrotem w domu? – zapytałam Bobo, zanim się rozstaliśmy.
Było mi trochę niezręcznie wypytywać go o sprawy dotyczące jego bardzo napiętej sytuacji rodzinnej.
– Nie. Mam tu mieszkanie przy Chert Avenue. Właśnie się wprowadziłem, żeby się przygotować do wiosennego semestru – Bobo się zarumienił; po raz pierwszy wyglądał na zakłopotanego. – Staram się spędzać trochę czasu w domu, tak żeby moi rodzice nie czuli się tacy… porzuceni. – Przeciągnął palcami po miękkich, jasnych włosach. – A co u ciebie? Nadal się spotykasz z tym prywatnym detektywem?
– Tak.
– I ciągle tyle ćwiczysz? – dodał szybko, żeby zagadać niebezpieczny temat.
Pokiwałam głową.
Bobo uściskał mnie jeszcze raz i poszedł w swoją stronę, zostawiając mnie ze sprzedawczynią o imieniu Marianna. Wzięła nas na cel, kiedy tylko Bobo się przy mnie pojawił, a teraz, po jego odejściu, była skazana na mnie.
Kiedy już wyszłam z cenowego szoku, świadomość, że mam nowe ubrania, okazała się nawet całkiem miła. Odcięłam metki i powiesiłam wszystkie nowe rzeczy w szafie w pokoju gościnnym, zachowując odstępy między wieszakami, tak żeby nic się nie wygniotło. Parę dni później przyłapałam się na sprawdzaniu, czy jeszcze tam wiszą, tak jakby mogły same wrócić do sklepu. Zaglądałam do nich od czasu do czasu.
Zawsze przykładałam dużą wagę do starannego makijażu i uczesania; nogi mam ogolone gładko jako pupa niemowlęcia. Lubię wiedzieć, jak wyglądam; lubię mieć nad tym kontrolę. Ale nie chcę, żeby ludzie oglądali się za mną na ulicy, nie chcę, żeby zwracali na mnie uwagę. Dżinsy i dresy, które noszę przy sprzątaniu domów, kąpaniu psów, robieniu dla kogoś sprawunków, są moim kamuflażem. Praktycznym, tanim kamuflażem.
Читать дальше