Hodell skinął głową. Mocniej ujął skalpel i miał właśnie wykonać kolejne cięcie, kiedy nagle zamarł w bezruchu. Tarasoff usłyszał za sobą jakiś hałas – skrzypnięcie zamykających się drzwi. Mark patrząc przed siebie, uniósł skalpel. Strzał trafił go prosto w twarz. Głowa Hodella odchyliła się do tyłu. Krew i fragmenty kości rozprysnęły się po stole. Tarasoff odwrócił się w kierunku drzwi i zauważył blond włosy i bladą twarz chłopca.
Pistolet wystrzelił raz jeszcze.
Kula trafiła w szklane drzwiczki szafki z narzędziami chirurgicznymi. Rozbite szkło posypało się na podłogę. Anestezjolog schował się za respiratorem.
Tarasoff cofnął się, nie spuszczając wzroku z broni. Był to pistolet Gregora, wystarczająco lekki i mały, aby nawet dziecko mogło się nim posłużyć. Ale ręka, która go teraz trzymała za bardzo się trzęsła, aby strzały trafiały do celu. To tylko chłopiec – pomyślał Tarasoff. Przerażony Jakow niepewnie machał bronią pomiędzy anestezjologiem i Tarasoffem.
Tarasoff spojrzał w bok, na tacę z przyborami. Leżała na niej strzykawka z sukcynylocholiną. Z powodzeniem wystarczyłoby tego, żeby unieruchomić dziecko. Powoli zaczął się przesuwać w kierunku tacy. Przeszedł ponad ciałem Hodella przez powiększającą się kałużę krwi. Kiedy broń znowu została wycelowana w niego, zamarł.
Chłopiec płakał, jego oddech raz po raz przerywał szloch.
– Wszystko będzie dobrze – powiedział łagodnie Tarasoff. Uśmiechnął się. – Nie bój się. Ja tylko chcę pomóc twojej przyjaciółce. Chcę, żeby znowu była zdrowa. Bo teraz jest bardzo chora. Nie wiesz o tym? Potrzebuje lekarza.
Chłopiec spojrzał na stół. Na leżącą na nim kobietę. Zrobił krok do przodu i jeszcze jeden. Nagle wydał z siebie wysoki żałosny jęk. Nie słyszał nawet kiedy anestezjolog przemknął obok niego i uciekł z sali. Wydawało się również, że nie słyszy warkotu helikoptera, który przygotowywał się do lądowania i odbioru kolejnej przesyłki.
Tarasoff wziął strzykawkę z tacy. Cicho przysunął się bliżej do stołu.
Chłopiec podniósł głowę i jego płacz niespodziewanie przeszedł w przeraźliwy krzyk.
Tarasoff uniósł strzykawkę i w tej samej chwili spojrzał na chłopca. Na jego twarzy nie było już widać strachu. W oczach Jakowa błyszczał gniew. Wycelował i strzelił po raz ostatni.
Rozdział dwudziesty szósty
Chłopiec nie odchodził od jej łóżka. Od chwili, kiedy pielęgniarki wywiozły ją z sali pooperacyjnej na oddział intensywnej terapii, mały siedział obok niej, jak towarzyszący jej blady duch. Dwa razy pielęgniarki wyprowadzały go za rękę z sali i chłopak dwa razy sam znalazł drogę powrotną. Stał teraz, zaciskając dłoń na poręczy łóżka. W jego wzroku czaiła się niema prośba, żeby się obudziła. Przynajmniej przestał histeryzować tak jak wtedy na statku, kiedy Katzka znalazł go pochylonego nad pokrojonym ciałem Abby, szlochającego i błagającego ją, żeby ożyła. Katzka nie rozumiał ani słowa z tego, co chłopak mówił. Pojmował jedynie jego panikę i rozpacz.
Rozległo się stukanie w szybę oddzielającą salę od korytarza. Katzka odwrócił się i zobaczył, że Vivian Chao gestem prosi go, żeby wyszedł. Otworzył drzwi i dołączył do niej.
– Dzieciak nie może zostać tutaj przez całą noc – powiedziała Vivian. – Włazi im w drogę. Poza tym nie wygląda na zbyt czystego.
– Za każdym razem, kiedy próbują go zabrać, zaczyna krzyczeć.
– Nie możesz z nim porozmawiać?
– Nie znam rosyjskiego. Może ty to zrobisz?
– Ciągle jeszcze czekamy na naszego tłumacza. Dlaczego nie wykorzystasz swego męskiego autorytetu? Po prostu wyciągnij go stamtąd.
– Dajcie chłopcu trochę czasu, dobrze? – Katzka odwrócił się i spojrzał przez szybę na łóżko. Nagle uświadomił sobie, że znowu ma przed oczami ten straszny obraz. Obawiał się, że do końca życia będzie się pojawiał w jego koszmarach: Abby leżała na stole operacyjnym z rozciętym brzuchem, jej wnętrzności połyskiwały w świetle lamp ponad stołem. Chłopak płakał, tuląc jej twarz. Na podłodze w kałużach własnej krwi leżeli dwaj mężczyźni: Hodell już martwy i Tarasoff ciągle jeszcze żywy, ale nieprzytomny. Aresztowano go podobnie jak resztę ludzi znajdujących się na pokładzie frachtowca.
Wkrótce aresztowanych miało być więcej. Dochodzenie dopiero się zaczynało. Władze federalne otoczyły Sigajew Company. Sądząc po tym, co mówili członkowie załogi frachtowca, zakres handlu organami był o wiele większy i bardziej przerażający, niż Katzka potrafił sobie wyobrazić.
Zamrugał powiekami, starając się wrócić do teraźniejszości: po drugiej stronie szyby leżała Abby. Jej pierś wolno podnosiła się i opadała. Monitor wyświetlał spokojny rytm bicia jej serca. Przez moment Katzka poczuł taki sam paniczny strach, jaki odczuwał na statku, kiedy bicie serca Abby zaczęło wykreślać na ekranie nieregularne zygzaki. Myślał wtedy, że ją straci. Helikopter z Vivian i Wettigiem był jeszcze daleko. Dotknął zimnej powierzchni szkła i zamrugał raz jeszcze.
Vivian powiedziała cicho:
– Katzka, nic jej nie będzie. Generał i ja jesteśmy specami w tej dziedzinie.
Katzka skinął głową. Bez słowa wsunął się z powrotem do kabiny. Chłopiec spojrzał na niego. Jego oczy były tak samo wilgotne, jak oczy Katzki.
– Aa-bi – szepnął.
– Tak, dzieciaku. To jej imię – Katzka uśmiechnął się.
Chłopak odwrócił głowę w stronę łóżka. Wydawało się, że minęły całe wieki. Ciszę przerywał tylko delikatny i spokojny dźwięk monitora rejestrującego pracę serca. Stali obok siebie jak na wspólnej warcie. Czuwali przy kobiecie, której żaden z nich właściwie dobrze nie znał, ale na której każdemu z nich tak bardzo zależało.
Wreszcie Katzka wyciągnął rękę.
– Chodź. Musisz odpocząć, synu. Ona też.
Chłopiec zawahał się. Przez chwilę przyglądał się Katzce. Potem niechętnie ujął wyciągniętą dłoń. Razem szli przez korytarz oddziału. Plastikowe pokrowce na buty chłopca szurały po linoleum. Nagle mały zwolnił.
– O co chodzi? – spytał Katzka.
Chłopiec zatrzymał się przy innej sali. Katzka również zajrzał do środka przez szybę.
Za oknem siwowłosy mężczyzna siedział na krześle przy łóżku. Głowę trzymał ukrytą w rękach. Jego ciało wstrząsał tłumiony płacz. Są rzeczy, których nawet Wiktor Voss nie może kupić – pomyślał Katzka. Jest o krok od utraty wszystkiego. Swojej żony, wolności. Detektyw spojrzał na leżącą w łóżku kobietę. Jej twarz była biała i delikatna jak porcelana. Jej lekko przymknięte oczy miały dziwny wyraz nadchodzącej nieuchronnie śmierci.
Chłopiec przysunął się bliżej szyby. Kiedy spojrzał na Ninę Voss, ona zdążyła dojrzeć w oczach chłopca prawdziwą iskrę życia. Na jej ustach pojawił się spokojny uśmiech. Potem zamknęła oczy.
– Chodźmy już – powiedział Katzka.
Chłopiec spojrzał na niego. Ruchem głowy odmówił. Katzka patrzył, jak mały odwraca się i idzie z powrotem do pokoju Abby. Nagle ogarnęło go straszliwe zmęczenie. Spojrzał na Wiktora Vossa, zrujnowanego człowieka któremu teraz pozostała jedynie rozpacz. Spojrzał na kobietę leżącą w łóżku Widać było, nawet przez tę krótką chwilę, kiedy na nią patrzył, że jej życie uciekało. Tak mało czasu, pomyślał. Tak mało czasu jest nam dane przeżyć na tej ziemi u boku tych, których kochamy. Westchnął. Potem on również odwrócił się i poszedł do sali Abby. I zajął miejsce obok chłopca.
Читать дальше