Panował tam straszliwy chaos. Reanimowano właśnie pacjenta na łóżku numer 2. Sądząc po podniesionych głosach i liczbie personelu zgromadzonego przy łóżku chorego, reanimacja nie dawała spodziewanych efektów. Nikt nawet nie spojrzał w kierunku Abby, kiedy mijała punkt monitorowania.
Zatrzymała się przy sali z łóżkiem numer 8. Spojrzała przez okno, żeby upewnić się, że to rzeczywiście Nina Voss leżała w łóżku. Potem weszła do środka. Drzwi zamknęły się za nią, odcinając harmider głosów. Abby zasłoniła okno na korytarz, żeby nikt nie mógł zajrzeć do sali i odwróciła się w stronę łóżka. Nina spała nieświadoma tego, co działo się za drzwiami jej pokoju. Abby miała wrażenie, że od czasu, kiedy ostatnio spotkały się w limuzynie, Nina Voss stała się jeszcze drobniejsza. Pod wpływem choroby kurczyła się jak świeca wypalana stopniowo przez płomień. Wyglądała jak mała dziewczynka.
Abby wzięła kartę wiszącą na poręczy łóżka. Przejrzała wszystkie rejestrowane wyniki badań. Rosnące ciśnienie w tętnicy płucnej. Malejąca aktywność serca. Zwiększano dawki dobutaminy w celu poprawienia wydolności serca.
Odwiesiła kartę na miejsce. Kiedy się wyprostowała, zobaczyła, że Nina patrzy prosto na nią.
– Witam, pani Voss – powiedziała Abby.
Nina uśmiechnęła się i szepnęła.
– Czy to pani doktor, która zawsze mówi prawdę?
– Jak się pani czuje?
– Dobrze. – Nina westchnęła. – Jestem zadowolona.
Abby przysunęła się bliżej jej łóżka. Patrzyły na siebie i przez chwilę nic nie mówiły.
Potem odezwała się Nina.
– Nie musi mi pani nic mówić. Ja już wszystko wiem.
– Co pani wie, pani Voss?
– Że to już prawie koniec. – Nina zamknęła oczy i odetchnęła głęboko. Abby wzięła ją za rękę.
– Nie miałam jeszcze okazji podziękować pani za to, że próbowała mi pani pomóc.
– Ja próbowałam pomóc Wiktorowi.
– Nie rozumiem.
– On jest jak ten człowiek z greckiego mitu. Ten, który wybrał się do Hadesu, żeby odzyskać swoją żonę.
– Orfeusz.
– Tak. Wiktor jest jak Orfeusz. On chce mnie sprowadzić z powrotem. Nieważne, co będzie musiał zrobić i ile to będzie kosztowało. – Otworzyła oczy. – W końcu – szepnęła – będzie go to kosztowało zbyt wiele. – Nie mówiła o pieniądzach. Abby zrozumiała to od razu. Mówiła o duszy.
Drzwi sali otworzyły się nagle. Abby odwróciła się i zobaczyła pielęgniarkę.
– Och! Doktor DiMatteo, co pani… – Spojrzała na zasłonięte okno, potem szybko przebiegła wzrokiem po monitorach i kroplówkach. Sprawdzała, czy Abby nic nie uszkodziła.
– Niczego nie dotykałam – zapewniła Abby.
– Czy mogłaby pani stąd wyjść?
– Chciałam tylko odwiedzić panią Voss. Słyszałam, że znowu jest w szpitalu.
– Pani Voss potrzebny jest wypoczynek. – Pielęgniarka otworzyła drzwi i wyprosiła Abby z sali. – Nie widziała pani znaku „zakaz wizyt”? Dzisiaj ma zostać poddana operacji. Nie można jej przeszkadzać.
– Jakiej operacji?
– Retransplantacji. Znaleźli dawcę.
Abby spojrzała na zamknięte drzwi pokoju numer 8. Spytała cicho: -.Czy pani Voss o tym wie?
– Jak to?
– Czy podpisała zgodę na operację?
– Jej mąż już za nią wszystko podpisał. Teraz proszę, niech pani natychmiast opuści oddział.
Abby bez słowa odwróciła się i wyszła. Nie wiedziała, czy ktoś już zauważył jej nieobecność. Korytarzem doszła aż do wind. Otworzyły się drzwi. W windzie było pełno ludzi. Weszła do środka i szybko odwróciła się plecami do innych pasażerów.
Znaleźli dawcę – myślała, jadąc w dół. W jakiś sposób zdołali znaleźć dawcę? Dzisiaj Nina Voss otrzyma nowe serce.
Zanim winda zdążyła zjechać na parter, Abby rozważała, jak wszystko miało odbyć się tej nocy. Czytała rejestry z innych transplantacji przeprowadzanych w Bayside. Wiedziała, co się stanie. Na salę operacyjną kilka minut po północy zostanie przewieziona Nina Voss, gdzie zespół Archera zacznie przygotowywać ją do transplantacji. Tam wszyscy będą czekali na telefon. Jakiś inny zespół chirurgów gdzieś na innej sali operacyjnej w tym samym czasie będzie kroił innego pacjenta. Skalpele rozetną skórę i mięśnie. Rozpiłują kości i podniosą żebra, odsłaniając żywe, bijące serce. Operacja pobrania przebiegać będzie szybko i bez komplikacji.
Dziś w nocy wszystko będzie tak, jak wiele razy przedtem – pomyślała Abby.
Drzwi windy otworzyły się. Wysiadła, pochylając głowę i patrząc w dół. Wyszła ze szpitala na zimny i porywisty wiatr. Dwie przecznice dalej, zziębnięta weszła do budki telefonicznej. Wzięła kilka monet, które znalazła w swojej torebce i zadzwoniła na numer Katzki.
Nie było go przy biurku. Policjant, który odebrał telefon, zaproponował, żeby zostawiła wiadomość.
– Mówi Abby DiMatteo – powiedziała. – Muszę natychmiast skontaktować się z nim! Czy on nie ma pagera lub czegoś takiego?
– Przełączę panią na centralę. Usłyszała głos telefonistki.
– Zawiadomię go przez radio – powiedziała. W chwilę później Abby znowu usłyszała jej głos.
– Przykro mi, ciągle jeszcze czekamy, aż detektyw Katzka zgłosi się. Czy można zadzwonić na pani numer?
– Tak. To znaczy nie wiem. Spróbuję zadzwonić do niego później. – Abby odwiesiła słuchawkę. Nie miała już monet, a więc nie mogła do nikogo zadzwonić.
Odwróciła się i wyjrzała z budki telefonicznej. Skrawki jakichś gazet tańczyły po chodniku. Nie miała ochoty wychodzić znowu na zimny wiatr, ale nie wiedziała, co innego mogłaby zrobić.
Była jeszcze jedna osoba, do której mogła zadzwonić. W budce było tylko pół książki telefonicznej, druga połowa została oderwana. Bez wiary w powodzenie, zaczęła przerzucać białe strony. Była zdumiona, kiedy znalazła to, czego szukała: I. Tarasoff. Drżącymi palcami wystukiwała numer. Zadzwoniła na koszt abonenta. Proszę porozmawiaj ze mną. Proszę odbierz mój telefon.
Po czterech dzwonkach usłyszała ciche:
– Halo? – Wydawało jej się, że w tle słyszy brzęk filiżanek, ktoś nakrywał do stołu, grała muzyka. Potem Tarasoff powiedział: – Tak, przyjmę rozmowę. – Odetchnęła z ulgą. Słowa popłynęły same.
– Nie miałam już do kogo zadzwonić! Vivian nie odpowiada, a nikt inny mnie nie wysłucha. Pan musi zawiadomić policję. Pana posłuchają!
– Uspokój się, Abby. Powiedz mi, co się stało.
Odetchnęła głęboko. Czuła potrzebę podzielenia się z kimś swoim ciężarem.
– Nina Voss otrzyma dzisiaj drugie serce – powiedziała. – Doktorze Tarasoff, sądzę, że odkryłam, jak to wszystko działa. Organy nie są transportowane samolotem. Pobranie odbywa się tutaj, w Bostonie.
– Gdzie? W którym szpitalu?
Nagle zauważyła samochód wolno jadący ulicą. Wstrzymała oddech do momentu, kiedy zniknął za rogiem.
– Abby?
– Tak. Jestem.
– Teraz Abby posłuchaj mnie. Od Jeremiaha Parra dowiedziałem się, że żyłaś ostatnio w dużym napięciu. Możliwe, że…
– Proszę mnie wysłuchać! – Zamknęła oczy, zmuszając się do zachowania spokoju. Chciała, żeby to zabrzmiało rozsądnie. On nie może mieć żadnych wątpliwości co do tego, że była przy zdrowych zmysłach. – Vivian zadzwoniła do mnie z Burlington. Sprawdziła, że to nie stamtąd przysyłano organy. Nie pobierano ich w Vermont.
– W takim razie gdzie?
– Nie jestem pewna. Może robili to w budynku w Roxbury. Hurtownia sprzętu medycznego „Amity”. Policja musi tam trafić przed północą. Zanim zaczną operację.
Читать дальше