John Grisham - Raport “Pelikana”

Здесь есть возможность читать онлайн «John Grisham - Raport “Pelikana”» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Детектив, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Raport “Pelikana”: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Raport “Pelikana”»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.

Raport “Pelikana” — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Raport “Pelikana”», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

– A co z tymi terrorystami z Puerto Rico? – zapytał Runyan, nie podnosząc głowy.

– Mięczaki. Nie ma się czym przejmować – rzucił od niechcenia K.O. Lewis. – Grożą już od dwudziestu lat.

– Więc może powinniśmy wziąć się do roboty. Mamy odpowiedni klimat, nie sądzi pan?

– Nie ma się co przejmować tymi z Puerto Rico, prezesie. – Runyan lubił, gdy zwracano się do niego “prezesie”. Nie “panie sędzio” czy “panie prezesie”, lecz właśnie “prezesie”. – Grożą tak jak wszyscy.

– Bardzo zabawne – odparł Runyan z kamienną twarzą. – Bardzo zabawne. Mam nadzieję, że nie pominęliśmy żadnej organizacji. – Rzucił raport na biurko i potarł czoło. – Porozmawiajmy o bezpieczeństwie. – Zamknął oczy.

K.O. Lewis odłożył swój egzemplarz raportu na biurko sędziego.

– No cóż, dyrektor uważa, że powinniśmy przydzielić po czterech agentów każdemu z członków Sądu. Przynajmniej na najbliższe dziewięćdziesiąt dni. Do pracy i z pracy sędziowie będą jeździć limuzynami z eskortą. Policja będzie strzegła także budynku Sądu.

– A co z podróżami?

– Trzeba będzie z nich zrezygnować, przynajmniej na jakiś czas. Dyrektor uważa, że sędziowie nie powinni opuszczać dystryktu Kolumbii aż do końca roku.

– Oszalał pan? A może oszalał pański zwierzchnik? Jeśli polecę moim szanownym kolegom zastosowanie się do tego wymogu, jeszcze dziś wyjadą z miasta i nie wrócą przez najbliższy miesiąc. To absurd! – Runyan zmarszczył czoło i spojrzał na swych asystentów, którzy pokręcili głowami, nie kryjąc oburzenia.

Na Lewisie nie zrobiło to żadnego wrażenia. Spodziewał się takiej reakcji.

– Decyzja należy do pana. Ze strony dyrektora tylko sugestia.

– Idiotyczna sugestia!

– Dyrektor nie liczy na pańską zgodę. Liczy natomiast, że zechce pan odpowiednio wcześnie poinformować go o planowanych podróżach. W przeciwnym razie nie bierzemy odpowiedzialności za bezpieczeństwo sędziów.

– Chce pan powiedzieć, że macie zamiar eskortować każdego sędziego za każdym razem, gdy wyjeżdża z miasta?

– Tak, prezesie. Mamy taki plan.

– Nic z tego. Ci ludzie nie są przyzwyczajeni do niańczenia.

– Tak jest. Nie nawykli również do aniołów stróżów. Proszę jednak nie zapominać, że naszym zadaniem jest chronić pana i pańskich szanownych kolegów, sir. Oczywiście nie musimy tego robić. Ale wydaje mi się, sir, że to wy nas wezwaliście. Lecz jeśli taka jest wasza wola, możemy was zostawić w spokoju.

Runyan nerwowo poprawił się w fotelu.

– A co z budynkiem?

Lewis uśmiechnął się lekko.

– Nie martwimy się o gmach, prezesie. Łatwo go zabezpieczyć. Z tym nie powinno być żadnych problemów.

– Więc o co chodzi?

– Ulice pełne są idiotów, pomyleńców i nawiedzonych. – Lewis kiwnął głową w stronę okna.

– I wszyscy nas nienawidzą.

– Na to wygląda. Niech pan posłucha, prezesie, bardzo martwi nas sędzia Rosenberg. Nie chce wpuścić naszych ludzi do swojego domu; każe im warować przez całą noc na ulicy. Tylko swojemu ulubionemu policjantowi z Sądu… jakże on się nazywa? Ferguson… zezwolił na wartę przy tylnym wyjściu, i to jedynie od dziesiątej wieczorem do szóstej rano. W domu jest tylko sędzia i jego pielęgniarz. To miejsce nie należy do bezpiecznych.

Runyan zaczął czyścić paznokcie spinaczem i uśmiechnął się pod nosem. Śmierć Rosenberga – naturalna czy nie – przyniosłaby wszystkim ulgę. Mało tego, byłby to powód do święta. Prezes włożyłby czarny garnitur i wygłosił mowę pogrzebową, a potem za zamkniętymi drzwiami, w towarzystwie asystentów, zacierałby ręce z radości. Spodobała mu się ta myśl.

– Co pan proponuje? – spytał.

– Może mógłby pan z nim porozmawiać?

– Próbowałem. Wyjaśniłem mu, że wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi jest najbardziej znienawidzonym człowiekiem w Ameryce, że przeklinają go miliony ludzi i że większość z nich nie może doczekać się jego śmierci. Że pod jego adresem nadchodzi cztery razy więcej listów z pogróżkami niż do nas wszystkich razem wziętych i że stanowi idealny i łatwy cel dla zabójcy.

– I co on na to? – zapytał Lewis po chwili.

– Kazał mi się pocałować w dupę, a potem usnął.

Asystenci zachichotali. Agenci FBI, zdawszy sobie sprawę, że wolno się śmiać, zarechotali zgodnie.

– Więc co mamy robić? – spytał poważnie Lewis.

– Chrońcie go najlepiej, jak potraficie, sporządzajcie raporty i nie zawracajcie sobie nim głowy. On się nie boi niczego, nawet śmierci, a skoro piekło go nie przeraża, to nie wasz interes.

– Owszem, nasz. Interes dyrektora i mój, prezesie. Sprawa jest prosta: jeśli komuś coś się stanie, Biuro wpadnie w tarapaty.

Prezes zakołysał się w fotelu. Jazgot dobiegający z ulicy irytował go coraz bardziej, a spotkanie trwało już zbyt długo.

– Nie zawracajcie sobie głowy Rosenbergiem. Może umrze we śnie. Bardziej martwi mnie Jensen.

– Tak, on też stwarza problemy – rzucił Lewis, kartkując notatnik.

– Wiem, że stwarza problemy – wycedził przez zęby Runyan. – Przynosi nam wstyd. Zdaje się, że obecnie jest liberałem. W połowie przypadków głosuje tak jak Rosenberg. W przyszłym miesiącu zostanie zapewne zwolennikiem supremacji białych i opowie się za segregacją w szkołach. Za pół roku zakocha się w Indianach i zechce oddać im Montanę. Zachowuje się jak dziecko opóźnione w rozwoju.

– Wie pan, on poddaje się kuracji antydepresyjnej…

– Wiem, wiem. Powiedział mi o tym. Traktuje mnie jak ojca. Jaki lek mu podają?

– Prozac.

– A co z tą instruktorką aerobiku, z którą się spotykał? Wciąż ją widuje? – Prezes ponownie zajął się paznokciami.

– Raczej nie, prezesie. Sądzę, że Jensen nie interesuje się kobietami – stwierdził enigmatycznie Lewis. Wiedział jednak więcej, niż chciał powiedzieć. Spojrzał porozumiewawczo na jednego z agentów.

Runyan nie zwrócił na to uwagi.

– Współpracuje z wami? – indagował, nie przerywając czyszczenia paznokci.

– Oczywiście, że nie. Pod wieloma względami jest gorszy od Rosenberga. Pozwala nam eskortować się tylko pod dom, a potem każe tkwić przez całą noc na parkingu. Nie możemy siedzieć nawet w korytarzu. Twierdzi, że niepokoilibyśmy sąsiadów. Proszę pamiętać, że on mieszka na szóstym piętrze, a do budynku można się dostać na dziesięć różnych sposobów. Bawi się z nami w kotka i myszkę. Wymyka się o różnych porach i nigdy nie wiemy, czy jest u siebie, czy też nie. Rosenberg przynajmniej przez całą noc siedzi w domu. Jensen jest wprost niemożliwy.

– Wspaniale! Jeśli wy nie potraficie go wyśledzić, potencjalny morderca nie ma żadnych szans.

Lewis nie pomyślał o tym. I wcale go to nie rozbawiło.

– Dyrektor bardzo martwi się bezpieczeństwem sędziego Jensena.

– Pod jego adresem nie nadchodzi wiele gróźb.

– Jest szósty na liście, zaraz za panem, panie sędzio.

– Och, a więc ja jestem na piątym miejscu.

– Owszem. Tuż za sędzią Manningiem. Nawiasem mówiąc, współpraca z nim układa się doskonale.

– Manning boi się własnego cienia – orzekł prezes, a potem zreflektował się. – Nie powinienem był tego mówić. Wybaczcie, panowie.

Lewis nie zwrócił uwagi na słowa Runyana.

– Ogólnie rzecz biorąc, współpraca sędziów z nami układa się dobrze, wyjąwszy oczywiście Rosenberga i Jensena. Sędzia Stone klnie na czym świat stoi, ale stosuje się do naszych poleceń.

– Stone klnie na wszystko i wszystkich, więc nie bierzcie tego do siebie. Jak pan sądzi, dokąd wymyka się Jensen?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Raport “Pelikana”»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Raport “Pelikana”» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


John Grisham - Camino Island
John Grisham
John Grisham - The Client
John Grisham
John Grisham - The Whistler
John Grisham
John Grisham - Partners
John Grisham
John Grisham - The Last Juror
John Grisham
John Grisham - The Broker
John Grisham
John Grisham - The Activist
John Grisham
John Grisham - The Racketeer
John Grisham
libcat.ru: книга без обложки
John Grisham
libcat.ru: книга без обложки
John Grisham
John Grisham - El profesional
John Grisham
John Grisham - The Brethren
John Grisham
Отзывы о книге «Raport “Pelikana”»

Обсуждение, отзывы о книге «Raport “Pelikana”» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x