– Donaldzie Trump, musisz ustąpić pierwszeństwa – zażartowała Heather, kiedy ojciec pokazał jej model budynku. – Może nazwiesz ten lokal „U Heather” i będę w nim występowała? Zrezygnuję z innych propozycji. Co ty na to, baba?
Tego pełnego czułości zdrobnienia od słowa „tata” nauczyła się we Włoszech, kiedy miała dziesięć lat. Od tego czasu nigdy nie nazywała go po prostu tatą.
Jimmy pamiętał, co jej wtedy odpowiedział.
– Wiesz, że opłacałbym cię jak gwiazdę pierwszej wielkości, ale musisz najpierw porozmawiać ze Steve’em. On też włożył sporo pieniędzy w Atlantic City. Coraz więcej decyzji oddaję w jego ręce. A może byś tak zrezygnowała z kariery, wyszła za mąż i urodziła mi wnuki?
Heather roześmiała się.
– Och, baba daj mi jeszcze kilka lat. Tak dobrze się bawię.
Westchnął; wspominając jej śmiech. Nie będę miał wnuków – pomyślał. – Nie będzie dziewczynki ze złotobrązowymi włosami i piwnymi oczami ani chłopca, który pewnego dnia mógłby zająć moje miejsce.
Pukanie do drzwi sprowadziło go do rzeczywistości.
– Wejdź, Steve – powiedział.
Dzięki Bogu, że mam Steve’a Abbotta – pomyślał. Dwadzieścia pięć lat temu przystojny blondyn rzucił szkołę i zapukał do drzwi restauracji Jimmy’ego jeszcze przed jej otwarciem.
– Chcę u pana pracować, panie Landi – oświadczył. – Od pana nauczę się więcej niż w najlepszej szkole.
Jimmy był zarazem rozbawiony i zirytowany. Spojrzał uważnie na młodego człowieka. Świeże, pewne siebie dziecko – pomyślał.
– Chcesz u mnie pracować? – spytał i pokazał dłonią na kuchnię. – Ja też tam zaczynałem.
To był mój szczęśliwy dzień – myślał Jimmy. – Steve wyglądał na zepsutego smarkacza, ale był z pochodzenia Irlandczykiem. Jego matka pracowała jako kelnerka, żeby zapewnić mu byt. Steve był pełen determinacji jak ona. Myślałem, że źle zrobił, rezygnując ze szkoły, ale się myliłem. Ma wszystko, czego w tym fachu potrzeba.
Steve Abbott otworzył drzwi, wszedł do gabinetu i zapalił światło.
– Dlaczego tak tu ciemno? Wywoływałeś duchy, Jimmy?
Landi spojrzał na niego i uśmiechnął się krzywo. W oczach młodego człowieka malowało się współczucie.
– Śmietanka zaczęła się już zbierać?
– Przed chwilą przyszedł burmistrz z trójką gości.
Jimmy odsunął krzesło i wstał.
– Nikt mi nie mówił, że burmistrz zarezerwował na dzisiaj stolik.
– Bo nie rezerwował. Zdaje się, że naszedł go nagły apetyt na nasze hot dogi. – Abbott przeszedł przez pokój wyciągniętym krokiem i położył dłoń na ramieniu Landiego. – Widzę, że miałeś dzisiaj ciężki dzień.
– Rzeczywiście – przyznał Jimmy. – Rano dzwoniła Izabella. Powiedziała, że była u niej pośredniczka w sprawie sprzedaży mieszkania Heather. Podobno zapewniła ją, że to nie potrwa długo. Izabella zawsze, kiedy do mnie dzwoni, zaczyna wszystko od początku. Mówi, że nie wierzy, żeby Heather wsiadła do samochodu i wyruszyła w drogę nocą, kiedy drogi były oblodzone. Nie wierzy, że to był wypadek. Nie daje mi spokoju. Ja przez nią zwariuję. – Landi wbił wzrok w jakiś punkt gdzieś nad głową Abbotta. – Kiedy ją poznałem, jej uroda zapierała dech w piersiach. Została nawet Miss Cleveland. Była zaręczona i miała wkrótce wyjść za mąż. Ściągnąłem jej z palca pierścionek od tamtego faceta i wyrzuciłem przez okno samochodu – zachichotał. – Wziąłem pożyczkę, żeby zwrócić facetowi pieniądze za pierścionek, ale dziewczyna była moja. Izabella wyszła za mnie.
Abbott znał tę historię i rozumiał, dlaczego Jimmy ją wspomina.
– Wasze małżeństwo wprawdzie nie trwało długo, ale to Izabella dała ci Heather.
– Przepraszam, Steve. Czasem czuję się już bardzo stary. Powtarzam wkoło te same historie. Już to słyszałeś. Izabella nigdy nie polubiła Nowego Jorku ani życia, jakie tu prowadziliśmy., Nie powinna wcale wyjeżdżać z Cleveland.
– Ale wyjechała i poznała ciebie. Chodźmy, Jimmy, burmistrz czeka.
W ciągu kilku tygodni Lacey pokazała mieszkanie ośmiu osobom. Dwie z nich w ogóle nie miały zamiaru nic kupować. Należały do grona hobbistów, uwielbiających marnować czas pośredników handlu nieruchomościami.
– Chociaż tak naprawdę, to nigdy nie można mieć pewności – powiedziała pewnego popołudnia Rickowi Parkerowi, który zatrzymał się przy jej biurku, kiedy szykowała się do wyjścia z pracy. – Oprowadzasz kogoś przez rok i prawie chcesz się zabić, kiedy po raz kolejny słyszysz, że ma ochotę zobaczyć coś nowego, i wiesz, co się dzieje? Ten, z kogo chciałam już zrezygnować, wypisuje czek na mieszkanie warte milion dolarów.
– Jesteś bardziej cierpliwa niż, ja stwierdził Rick. Na jego twarzy, podobnej do arystokratycznych przodków, malowała się pogarda. – Nie znoszę ludzi, którzy nie szanują mojego czasu. R.J.P. chce wiedzieć, czy znalazłaś kogoś poważnie zainteresowanego mieszkaniem Waring.
Rick nazywał swojego ojca R.J.P.
– Chyba jeszcze nie, ale jestem umówiona z kolejną osobą. Jutro też jest dzień.
– Dziękuję ci, Scarlett O’Hara. Powtórzę mu to. Do zobaczenia!
Lacey wykrzywiła się za jego plecami. Rick był tego dnia rozdrażniony i sarkastyczny. Ciekawe, co mu tak dopiekło? – zastanawiała się Lacey. – I dlaczego interesuje się mieszkaniem pani Waring w tych gorących dniach, gdy jego ojciec prowadzi rozmowy w sprawie sprzedaży hotelu „Plaża”. Dałby mi święty spokój.
Zamknęła szufladę biurka na klucz i potarła obolałe czoło. Nagle poczuła się bardzo zmęczona. Od powrotu z urlopu biegała jak w kołowrocie: odnawiała służbowe kontakty, zabiegała o nowe zlecenia, wydzwaniała po znajomych, zaprosiła dzieci Kit na sobotę i niedzielę… i poświęciła mnóstwo czasu Izabelli Waring.
Starsza pani miała w zwyczaju dzwonić do niej codziennie. Często zapraszała Lacey do siebie.
– Lacey, musisz zjeść ze mną drugie śniadanie. Przecież i tak będziesz coś jadła, prawda? – pytała.
Albo mówiła:
– Lacey, może byś wpadła do mnie po drodze z pracy? Wypijemy po lampce wina. Osadnicy z Nowej Anglii nazywali zmierzch trzeźwym światłem. O tej porze dnia człowiek czuje się najbardziej samotny.
Lacey wyjrzała za okno. Aleję Madison przecinały długie cienie; świadczy to o tym, że dni stają się coraz krótsze. Rzeczywiście, o tej porze dnia człowiek czuje się bardzo samotny – pomyślała Lacey. – Izabella jest bardzo smutną osobą. Zmusza się do porządkowania mieszkania i przeglądania osobistych rzeczy Heather. Ma z tym mnóstwo pracy. Zdaje się, że Heather niczego nie lubiła wyrzucać.
Wymagania Izabelli nie są wygórowane. Oczekuje tylko, że poświęcę jej trochę czasu i wysłucham, co ma do powiedzenia. Nie mam nic przeciwko temu. Prawdę mówiąc, bardzo ją lubię. Zaprzyjaźniłam się z nią. Chociaż – przyznała przed sobą Lacey – wspierając w cierpieniu Izabeli, odświeżam w sercu ból po śmierci taty.
Lacey wstała. Idę do domu i kładę się do łóżka – postanowiła. – Bardzo tego potrzebuję.
Dwie godziny później, około dziewiątej, Lacey wyszła z wanny wyposażonej w jacuzzi i przygotowała sobie kanapkę z bekonem, pomidorem i sałatą. Tata bardzo lubił takie kanapki. Nazywał je „czymś naprawdę konkretnym z nowojorskiego szynkwasu”.
Zadzwonił telefon. Lacey poczekała, aż włączy się automatyczna sekretarka. Usłyszała głos Izabelli Waring. Nie odbiorę – zdecydowała. – Nie mam już ochoty na dwudziestominutową rozmowę.
Читать дальше