Jerzy Edigey: Wycieczka ze Sztokholmu

Здесь есть возможность читать онлайн «Jerzy Edigey: Wycieczka ze Sztokholmu» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию). В некоторых случаях присутствует краткое содержание. категория: Детектив / на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале. Библиотека «Либ Кат» — LibCat.ru создана для любителей полистать хорошую книжку и предлагает широкий выбор жанров:

любовные романы фантастика и фэнтези приключения детективы и триллеры эротика документальные научные юмористические анекдоты о бизнесе проза детские сказки о религиии новинки православные старинные про компьютеры программирование на английском домоводство поэзия

Выбрав категорию по душе Вы сможете найти действительно стоящие книги и насладиться погружением в мир воображения, прочувствовать переживания героев или узнать для себя что-то новое, совершить внутреннее открытие. Подробная информация для ознакомления по текущему запросу представлена ниже:

Jerzy Edigey Wycieczka ze Sztokholmu
  • Название:
    Wycieczka ze Sztokholmu
  • Автор:
  • Жанр:
    Детектив / на польском языке
  • Язык:
    Польский
  • Рейтинг книги:
    5 / 5
  • Ваша оценка:
    • 100
    • 1
    • 2
    • 3
    • 4
    • 5
  • Избранное:
    Добавить книгу в закладки

Wycieczka ze Sztokholmu: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wycieczka ze Sztokholmu»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Cudzoziemski trup na naszym terenie "Paskudna sprawa – stwierdził zwierzchnik – morderstwo cudzoziemki. Musimy jak najszybciej znaleźć przestępcę". Wycieczka ze Sztokholmu Jerzego Edigeya jest najlepszą powieścią milicyjną z jaką miałam do tej pory do czynienia. Niewątpliwie największym walorem jest ciekawa intryga. Rozwiązanie zagadki nie jest wcale oczywiste po przeczytaniu kilkunastu stron, książka Edigeya do samego końca trzyma w napięciu. Spełnia więc oczekiwania czytelnika w stosunku do kryminału, na pewno jest jedną z tych, które czyta się jednym tchem, w jeden wieczór. Kolejnym godnym pochwały elementem są ciekawie skonstruowane postacie, Edigey udowadnia, że poza smykałką do wymyślania skomplikowanych zagadek i lekkim piórem autor kryminałów powinien być dobrym psychologiem. Dzięki temu postacie z Wycieczki ze Sztokholmu stają się wielowymiarowe, mogą zaintrygować czytelnika w równym stopniu, co fabuła. Akcja książki toczy się w Zakopanem. Autor nie poskąpił nam w związku z tym ani ciekawego opisu tatrzańskich szlaków, ani równie interesujących informacji na temat miejscowych lokali rozrywkowo-gastronomicznych. W jednym z nich, w restauracji hotelu Nosal, zostaje popełnione morderstwo. Ofiarą jest Szwedka, żona bogatego przemysłowca, Rolfa Perssona. W dodatku zostaje zrabowana należąca do zamordowanej warta tysiące dolarów, złota bransoleta. Zbrodnię bada milicjant z zakopiańskiej komendy, porucznik Stanisław Motyka z pomocą "asa nad asami" przysłanego z Warszawy, podpułkownika Janusza Kaczanowskiego. Sprawa jest skomplikowana, o tym jak potoczy się śledztwo czytelnik powinien się jednak (do czego szczerze zachęcam) przekonać sam. Należy przy tym podkreślić, że Wycieczka ze Sztokholmu jest godną polecenia skarbnicą wiedzy o tamtych czasach. Edigey ze sporą dokładnością ukazuje tło obyczajowe akcji. Dowiemy się co nieco o tym, co się jadło i piło, na co wydawało się pieniądze i jak się je zdobywało. Przeczytamy też sporo o Szwedach, uczestnikach tytułowej wycieczki. Trafimy na przykład na informacje, że "Polacy w oczach Szwedów mają opinię, że im się żadna dziewczyna nie oprze", że "Szwedzi, nawet najbogatsi, liczą się z każdym groszem", czy że Szwedzi "potrafią dobrze łgać". Poznamy również tajniki pracy drobnego handlarza walutą, Franka Karate i przewodnika tatrzańskiego, Andrzeja Szaflara. W książce nie zabraknie nawet wątku romansowego czy krytyki zachodniego kapitalizmu, pod koniec będziemy natomiast mieli do czynienia z wygłoszoną przez podpułkownika Kaczanowskiego płomienną przemową w stylu Herkulesa Poirot. As polskiej milicji jest w ogóle ogromnym spryciarzem, rozwiązanie zagadki zawdzięczamy głównie jemu, a nie, jak to ma miejsce w niektórych (mniej udanych) powieściach milicyjnych, przypadkowemu pojawieniu się pod koniec książki dowodów czy świadków zbrodni. Podsumowując: każdy znajdzie u Edigeya coś dla siebie. Zarówno wielbiciele dobrego kryminału, jak i tropiciele obyczajowości PRL. Jedyne czego zabrakło, to odrobiny więcej poczucia humoru, zabawniejszych dialogów. W tej dziedzinie Edigey ustępuje niestety innym pisarzom, chociażby Zeydlerowi-Zborowskiemu. Poza tym szczegółem udowadnia jednak, że popularność jego powieści milicyjnych jest jak najbardziej uzasadniona.

Jerzy Edigey: другие книги автора


Кто написал Wycieczka ze Sztokholmu? Узнайте фамилию, как зовут автора книги и список всех его произведений по сериям.

Wycieczka ze Sztokholmu — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система автоматического сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wycieczka ze Sztokholmu», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Не бойтесь закрыть страницу, как только Вы зайдёте на неё снова — увидите то же место, на котором закончили чтение.

Jerzy Edigey


Wycieczka ze Sztokholmu

Rozdział I

Tragedia na dansingu

Orkiestra przestała grać. Nie pomogły gorące brawa i okrzyki „mało, jeszcze”. Muzykanci demonstracyjnie składali instrumenty i podnosili się ze swoich miejsc. Wiadomo, dla orkiestry najważniejszym momentem w jej występie jest kolacja. A właśnie przed chwilą, kiedy artyści kończyli grać starego walczyka, kelner, pan Miecio, dał im znak ręką, że już przygotował dla nich jedzenie na stoliku znajdującym się w głębi sali. Nic też dziwnego, że muzykanci wcale nie zamierzali nadal się „męczyć”. Przecież „góralskie tańce” zaczynają się dopiero po godzinie dwunastej w nocy. Teraz dochodziła dziesiąta.

Zresztą na „górala” a właściwie na „Kościuszkę”, bo pięćsetzłotówki z „góralem” zostały przed kilkunastu laty wymienione na nowe banknoty z portretem Tadeusza Kościuszki – nie było co w dzisiejszy wieczór liczyć. Towarzystwo przedstawia się nie nadzwyczajnie. Saksofonista i zarazem dyrygent orkiestry tanecznej miał pod tym względem dobre, zawodowe oko. Dzisiaj przyszli sami wczasowicze, bo akurat w środy w „Harnasiu” nie ma muzyki i dansingu. A wiadomo, taki wczasowicz z „Polany” czy „Sienkiewiczówki” długo się będzie namyślał, zanim wyciągnie z portfela te marne pięć stówek, aby swojej dziewczynie zafundować ekstra taniec i to z wymienieniem dla kogo i kto płaci.


Niestety, nie w sezonie wszystkich „lepszych gości” zagarnia „Kasprowy”. Dla „Nosala” pozostają jedynie pospolici wczasowicze i wycieczkowicze prócz Szwedów, którzy od przeszło tygodnia nie opuszczają ani jednego dnia w „Nosalu”. Kierownik orkiestry nie mógł tego zrozumieć. Mają forsy jak lodu. Co wieczór zostawiają w restauracji po kilka tysiączków. Nie kosztuje ich to tak drogo, bo saksofonista widział nieraz, jak przy tym wysokim, grubym Szwedzisku kręcił się Franek Karate. Na pewno więc cudzoziemcy nie wymieniali wszystkich swoich dolarów czy też szwedzkich koron w kasie walutowej „Orbisu”, lecz właśnie u Franka po trzy razy lepszym kursie. Ten Franek musiał zdrowo zarobić na Szwedach. A swoją drogą dziwni ludzie. Mają pieniądze, nie żałują ich przy wydawaniu, mieszkają w „Kasprowym” i co wieczór zjeżdżają na dół do „Nosala”. A „Kasprowy”, sam kierownik szczerze przyznaje, to zupełnie inna klasa niż stary „Nosal”.

Ale… Cała orkiestra dobrze widziała, że przy tej wysokiej przystojnej blondynce, żonie tego grubego, mocno się kręcił Jędrek Szaflar, przewodnik z Domu Nauczyciela. Cały czas tańczył wyłącznie z nią, chociaż w tym szwedzkim towarzystwie były jeszcze dwie inne panie, może nawet bardziej warte grzechu. Bo co tu gadać, ta babka z imponującą złotą bransoletką na prawej ręce, na upartego mogłaby być mamusią Jędrka. No, może nie mamusią, ale o jakieś piętnaście lat starszą siostrą. Zaś tamte dwie – nie miały jeszcze trzydziestki. Mąż tej Szwedki ciągle się uśmiechał, patrząc na zaloty młodzika. Nic, a nic nie był zazdrosny. Przeciwnie, chyba wyraźnie się cieszył, kiedy widział tę parę na parkiecie. A że przed okiem bystrego muzykanta nic się na dansingu nie ukryje, saksofonista widział, jak tymczasem ten gruby dyrektor holował do barku tę młodą, rudą. A raczej zrobioną na rudą.

Jeden ze Szwedów dobrze mówił po polsku. On też zawsze regulował rachunki. Naturalnie nie z własnej kieszeni, lecz z pieniędzy swojego dyrektora. On także zamawiał taksówki, żeby całe towarzystwo mogło około północy wrócić do „Kasprowego”. Ten młody, wołali na niego Marek, czasami, ale bardzo rzadko, tańczył z „rudą”. Zwykle jednak bawił trzecią ze szwedzkich pań. Miłą szatynkę o sympatycznym uśmiechu. Tę, która przed trzema dniami przysłała orkiestrze butelkę francuskiego koniaku za to, że zagrali stare tango „Bolero”. Saksofonista uważa, że to był piękny i bardzo rzadko już w „Nosalu” spotykany gest. Tak piękny, że orkiestra nie odesłała tego koniaku bufetowej, pani Marii, lecz wypiła go tego wieczora do ostatniej kropli, co naturalnie było ze strony muzykantów objawem skrajnej lekkomyślności. Bufetowa dałaby im za ten koniak najmniej tysiąc złotych i jeszcze by drugie tyle na nim zarobiła. Oczywiście „na lewo”.

Pary taneczne ciasno zbite na malutkim kwadracie parkietu widząc zdecydowaną postawę orkiestry wreszcie zrezygnowały z bicia brawa i powoli zaczęły się przepychać wąskimi przejściami w stronę swoich stolików. Dwie panie skierowały się w stronę schodów.

Sala restauracyjna hotelu „Nosal” mieści się na piętrze. Stąd szerokimi schodami można zejść na półpiętro. Tutaj, na wprost tych schodów, znajduje się kawiarnia wyłożona czarną boazerią z porcelanowymi lampami z daleka do złudzenia przypominającymi czaszki ludzkie. Kto nie zna tej kawiarni i pierwszy raz się w niej znajdzie, ma wrażenie, że wszedł do domu przedpogrzebowego.

Schody skręcają pod kątem prostym i prowadzą do obszernego holu, gdzie w dużej niszy znajduje się szatnia. Za nią na wprost drzwi wejściowych, jest jeszcze trzecia, mniejsza salka. Nosi ona nazwę: „Zbójecka Piwnica”. Tutaj także jest dansing, ale nie codziennie i w bardziej kameralnym nastroju. Po prawej stronie szatni wąskie schody prowadzą do suteren, gdzie się znajdują toalety.

Tam właśnie skierowały się dwie panie, które przed chwilą opuściły restaurację. Zeszły schodami na dół i za chwilę szatniarz, pan Józef, usłyszał przeraźliwy krzyk jednej z kobiet. Szatniarz wiedział, że tego dnia babka klozetowa, czyli jak ją bardziej elegancko tutaj nazywali „pisuardessa”, już o dziewiątej poszła do domu skarżąc się na ból głowy. Pan Józef, domyślając się, że zdarzył się jakiś wypadek, szybko pośpieszył na dół.

Obie panie blade jak trup stały w drzwiach prowadzących do damskiej części toalety. Drzwi do niej były otwarte, a na kafelkowej posadzce, pomiędzy umywalniami i kabinami, leżała w dziwnie skurczonej pozycji jakaś kobieta.

Szatniarz poznał ją natychmiast. To była – jedna z tych Szwedek. Te nieliczne „dewizówki”, które jeszcze się nie przeniosły do „Kasprowego”, przezwały ją „bransoleta”.

Pan Józef nachylił się nad leżącą. Wziął ją za rękę. Stary szatniarz nie był lekarzem i niało się znał na medycynie, jednakże w okresie wojny i okupacji, już nie mówiąc o dwóch latach spędzonych w partyzantce, widział niejednego zabitego. Teraz nie miał najmniejszych wątpliwości. Ta kobieta nie żyła. Nie można jej było już pomóc.

Są w pracy szatniarza godziny, a w lecie całe dnie, kiedy nie ma prawie żadnej roboty. Od czasu do czasu ktoś podejdzie, żeby kupić paczkę papierosów lub też pudełko zapałek. Nikt nie nosi płaszcza i nikt go nie oddaje szatniarzowi. Wtedy pan Józef przeglądał tygodniki i dzienniki. Chętnie zwłaszcza studiował sprawozdania sądowe. A gdy udało mu się kupić spod lady jakiś kryminał, to czas dyżuru w szatni przebiegał znacznie szybciej.


Pan Józef wiedział dobrze, co ma zrobić. Grzecznie ale energicznie wyprowadził obie przerażone niewiasty na górę. Wejście do toalet zostało zastawione dwoma masywnymi fotelami stojącymi w głębi holu. Szatniarz nie zadzwonił do komendy miejskiej MO, lecz wywoła ze „Zbójeckiej Piwnicy” Kazia, młodego kelnera, i polecił mu:

– Biegnij szybko na milicję. W szatni zamordowano kobietę. Szwedkę.

– Co pan mówi? – chłopak w pierwszej chwili pomyśiał, że stary szatniarz żartuje z niego.

Читать дальше

Похожие книги на «Wycieczka ze Sztokholmu»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wycieczka ze Sztokholmu» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё не прочитанные произведения.


Dorota Terakowska: Ono
Ono
Dorota Terakowska
Colleen McCullough: Czas Miłości
Czas Miłości
Colleen McCullough
Graham Masterton: Strach
Strach
Graham Masterton
Edigey Jerzy: Król Babilonu
Król Babilonu
Edigey Jerzy
Barbara Cartland: Córka Pirata
Córka Pirata
Barbara Cartland
Отзывы о книге «Wycieczka ze Sztokholmu»

Обсуждение, отзывы о книге «Wycieczka ze Sztokholmu» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.