Roman Jonasz - Byłem Księdzem

Здесь есть возможность читать онлайн «Roman Jonasz - Byłem Księdzem» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Byłem Księdzem: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Byłem Księdzem»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Najbardziej wstrząsająca, bardzo pouczająca i rozbijająca mity książka, w której były ksiądz-Roman Jonasz, na kanwie własnych przeżyć, opisuje prozę kapłańskiego życia- pełnego intryg, skandali, ludzkich słabości i upadków. Nie księża są tu jednak piętnowani, ale błędny system który ich deprawuje.

Byłem Księdzem — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Byłem Księdzem», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Kiedy człowiekowi wydaje się, że pokarał go los i sprzysięgły się przeciwko niemu wszystkie siły na ziemi, a niebo pozostaje głuche na jego wołanie – warto czasami spojrzeć na prawdziwe cierpienia innych ludzi Nie każdy potrafi wznieść się ponad własne sprawy i problemy, aby tak jak mówił Jezus – „śmiać się z tymi, którzy się śmieją i płakać z tymi, którzy płaczą”. Człowiek, który żyje dla siebie i z myślą o sobie nigdy nie będzie człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu. Zwykle tragedie innych ludzi uczą nas pokory i dystansu wobec naszych własnych rozterek, kompleksów czy niezaspokojonych ambicji. Po wypadku i jego przykrych następstwach wpadłem w pewnego rodzaju depresję. Jako kierowca byłem odpowiedzialny za to co się stało. Sam byłem potłuczony, bez samochodu i pieniędzy; skazany niesłusznie przez sąd. Nie mogłem nawet z nikim podzielić się swoim bólem. Nie mając wody w mieszkaniu musiałem, kulejąc, nosić ją wiadrami z plebanii proboszcza.

Niedługo po tych wszystkich wydarzeniach, kiedy wróciłem już do normalnych zajęć, byłem świadkiem tak wielkich cierpień ludzkich, że zawstydziłem się na myśl o tym, jak bardzo przeżywałem swoje własne kłopoty. Były to dwa pogrzeby, które wstrząsnęły całą parafią.

Pierwszą tragedią była śmierć młodej kobiety, matki dwójki małych dzieci. Dziewczyna zmarła po paru latach chorowania na białaczkę. Była jedną z najbardziej lubianych istot w całej okolicy – bardzo serdeczna i wesoła. Niedługo przed śmiercią, jej mąż ukończył budowę ich nowego domu. Była szansa aby ją uratować. Potrzebne było bardzo drogie lekarstwo, na które nie było stać jej, i tak już zadłużonej, rodziny. Zwrócono się o pożyczkę do proboszcza, który jednak odmówił. Nigdy wcześniej, na żadnym pogrzebie nie widziałem tak wielkiego żalu i rozpaczy. Stojąc nad grobem, obok małych sierot i klęczącego na ziemi ich samotnego ojca – nie wytrzymałem i sam zaniosłem się płaczem. Po raz pierwszy w życiu płakałem na pogrzebie, choć żegnałem już wcześniej swoich dziadków.

Następnym, wyjątkowo tragicznym wydarzeniem była śmierć 30-letniego mężczyzny – męża i ojca dwóch kilkuletnich chłopców. Był on jedynym synem najbardziej zamożnego człowieka we wsi. Parę m-cy przed śmiercią, ojciec przekazał mu cały majątek – cegielnię, szwalnię i tartak, obok którego młode małżeństwo zamieszkało w pięknym, nowym domu. Krytycznego dnia rano, ojciec odnalazł ciało syna w tartaku, przygniecione małym ciągnikiem do betonowego filaru. Chłopak, ze zmiażdżoną klatką piersiową, skonał ojcu na rękach. Zagadka tej dziwnej śmierci do dzisiaj jest nierozwikłana. Najbliżsi zmarłego wpadli w obłęd rozpaczy. Jego matka dostała pomieszania zmysłów – wchodziła do otwartej trumny syna, lizała go po twarzy i rękach prosząc aby wstał.

Wspomniałem już wcześniej, jak bardzo doskwierało mi ciągłe kontrolowanie każdego mojego kroku. Miało to miejsce jeszcze w rodzinnej parafii, kiedy przyjeżdżałem na wolne dni z seminarium. Trzeba jednak oddać Ruścowi, iż zainteresowanie wokół mojej skromnej osoby przybierało tam formy obsesyjne. Wiąże się to oczywiście z ciągłym postrzeganiem każdego księdza jako nad-człowieka albo ufoludka, któremu obce powinny być normalne ludzkie zachowania i przypadłości. Niewielu jest kapłanów, których nie męczy życie „na ławie oskarżonych”. Małe, wiejskie środowisko naturalnie sprzyja powstawaniu i rozchodzeniu się wszelkich sensacji na temat „czarnych”. Zbliżały się moje pierwsze imieniny w kapłaństwie. Oczekiwałem wielu gości – oprócz rodziców mieli przyjechać koledzy neoprezbitarzy, znajomi księża (m.in. ks. Wiesiu z Łodzi) i przyjaciele. Najważniejszym gościem miał być oczywiście mój proboszcz. Wiedziałem, że większość zaproszonych nie była abstynentami, a lekkie mszalne wino nie było najbardziej pożądanym alkoholem. W kulturalnym domu powinny być różne trunki, chociażby z uwagi na różne upodobania ewentualnych gości Musiałem więc jakoś zaopatrzyć się w kilka butelek. Starym, księżowskim sposobem, powinienem zrobić to przynajmniej w sąsiedniej parafii, a najlepiej jeszcze dalej. Był jednak poważny szkopuł – nie miałem samochodu, a w Ruścu nie było taksówek. Postanowiłem więc dokonać zakupu na własnym terenie, ale tak, by wtajemniczyć to tylko (znajomą zresztą) sprzedawczynię. Około godziny zabrała mi obserwacja sklepu; jednak zawsze była w nim przynajmniej jedna osoba. Dwukrotnie wchodziłem do środka, ale zawsze osoba kupująca przede mną czekała wytrwale aby sprawdzić – co też kupi ksiądz? Przy trzecim razie nie wytrzymałem; stanąłem w kolejce jako drugi i nie wyszedłem mimo, iż zaraz za mną weszła druga kobieta, która widziała już moje wcześniejsze podchody przed sklepem. Kobieta przede mną zrobiła swoje zakupy i czekała z ciekawością na moje. Drżącym głosem poprosiłem czekoladę, ciastka, wino i…pół litra wódki Kątem oka zobaczyłem, że niewiasty, które w międzyczasie zaczęły już symulować rozmowę – zaniemówiły, a jedna z nich chwyciła się za serce. Tego było mi już za wiele. Zawrzało we mnie, a po chwili zapytałem głośno i pewnie: „pani Marysiu, czy to prawda, że wódka ma zdrożeć?” Pani Marysia zdumiona skinęła głową. „To niech mi pani da jeszcze dwie butelki” powiedziałem i tryumfalnie uśmiechnąłem się do przerażonych kobiet Wkrótce jednak pożałowałem tego wybryku. Nie minął nawet jeden dzień, a cała parafia miała mnie za alkoholika. A może jednak ksiądz musi żyć jak trędowaty wśród swoich parafian?

Po srogiej zimie zawitała do Ruśca gorąca wiosna – z bujną zielenią lasów, łąk i ogromnych przykościelnych lip. Bardzo lubiłem wiosenne spacery uroczymi, wiejskimi drogami. Przydrożne ogródki przynosiły zapachy pierwszych kwiatów, a ptaki prześcigały się w śpiewie. Dzięki kilku przemiłym parafianom, którzy pożyczali mi swoje samochody – mogłem parę razy odwiedzić rodziców mieszkających prawie 200 km od Ruśca. Cudowna wiosna na wsi tak mnie rozanieliła, iż nie doskwierał mi tak bardzo, ani brak swojego auta, ani fochy proboszcza. Katecheza z dziećmi, zwłaszcza w małej wiosce (gdzie teraz dojeżdżałem rowerem) dawała mi dużo radości i satysfakcji. Z ministrantami grałem zacięte mecze piłkarskie, a w ciepłe popołudnia paliliśmy ogniska w pobliskim lesie. Moje studentki odwiedzały mnie od czasu do czasu, ale samotne wieczory przed telewizorem zaczęły mi coraz bardziej doskwierać. Brewiarz i inne modlitwy wypełniały wielką pustkę i samotność, ale nie do końca. Chyba po raz pierwszy pomyślałem, że mógłbym żyć inaczej – zasypiać i budzić się przy ukochanej kobiecie; patrzeć na uśmiechnięte buzie dzieci – moich własnych dzieci Czasami odwiedzali mnie koledzy księża z pobliskich parafii Niekiedy przyjechała z Łodzi p. Halinka – moja dojeżdżająca gospodyni, aby upiec dla mnie moje ulubione rogaliki z marmoladą. Mimo to jednak, tamtej wiosny poczułem po raz pierwszy, że brakuje mi kogoś bliskiego, kto byłby zawsze obok mnie – cieszył się i smucił razem ze mną.

Obok potrzeb cielesnych każdy człowiek ma potrzeby duchowe, które częściowo (na płaszczyźnie transcendentalnej) zaspokaja poprzez ciągły kontakt z Bogiem. Istnieje jednak w każdym z nas pragnienie oddania się, z całym zaufaniem, innemu człowiekowi i czerpania z innego człowieka. Żyje w nas potrzeba zawierzenia komuś bezgranicznie i do końca. Tak zostaliśmy wszyscy stworzeni, wszyscy – także księża.

W miarę jak zbliżało się lato, coraz częściej myślałem o zmianie parafii. Nie miałem najmniejszych wątpliwości, że to nastąpi Byłem pewien, że proboszcz wystąpi do arcybiskupa o moje przeniesienie i będzie czekał z nadzieją na nowego „chłopca”. Ja również zawczasu, dla pewności, zgłosiłem chęć zmiany u ks. dziekana w Szczercowie. Przyjął moją rezygnację ze zrozumieniem. Przez pięć lat, co roku na wiosnę przyjeżdżali do niego wikariusze rusieccy w tej samej sprawie. Od kiedy nie miałem samochodu – ks. Jan uznał, iż nie jestem mu już przydatny. Doczepiał się do mnie przy byle okazji.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Byłem Księdzem»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Byłem Księdzem» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Byłem Księdzem»

Обсуждение, отзывы о книге «Byłem Księdzem» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.