Nie bądź niemądra, odezwał się wewnętrzny głos. Nie masz wyboru i dobrze o tym wiesz.
– Mówi pan, że przychodzi pan z polecenia członków mojego rządu. Czy generał Wilcox lub ktoś inny kiedykolwiek wsgominał o moim mężu? – W jakim kontekście? – Spojrzał na nią badaw¬czo.
– Czy to możliwe…czy istnieje najmniejsza choćby szansa, że nie zdraqził Anglii? Ze pracuje dla swojej ojczyzny?
St. Owen złagodniał.
– Je suis de sol, cherie. Przykro mi to mówić, ale obawiam się, że pani mąż jest człowiekiem, które¬go lojalność sięga bardzo płytko. W pewien sposób właśnie dzięki temu okazał się dla nas tak cen¬ny. I dlatego jest bacznie obserwowany.
– Rozumiem, że wasz rząd dobrze mu płaci. Ale może Anglicy zaproponowali mu jeszcze wyższą sumę?
– Nie sądzę. Z tego, co się dowiedziałem, pracu¬je dla nas już od dość dawna.
– Ale pewności pan nie ma.
– Mogę powiedzieć tylko to, co myślę, co powiedział mi generał Wilcox, że pani mąż jest francu¬skim szpiegiem.
Coś ścisnęło ją za gardło. Jeśli robiłby to nie tyl¬ko dla pieniędzy, jeśli jego lojalność dla Francuzów wynikałaby z pobudek ideowych, to chyba byłaby w stanie mu wybaczyć. Popatrzyła na Sto Owe¬na i chciała dodać coś jeszcze, lecz rozmowę prze¬Iwał im jakiś hałas dochodzący od strony drzwi.
– Niedługo znowu się z panią skontaktuję – po¬wiedział cicho Jules. – Odwrócił się i ruszył wą¬skim przejściem do drzwi, gdy ciszę rozdarł głębo¬ki głos Damiena.
– Ona tu jest, tak?
– Mais oui, wpadliśmy na siebie przypadkowo i chwilę rozmawialiśmy.
– Powinienem cię wyzwać na pojedynek.
– Nie przyjąłbym wyzwania, majorze Falon, gdyż jak pan sam widzi, nie ma pan najmniej szych po¬wodów do niepokoju. – Aleksa wyszła z cienia. – Niech pan nie obraża swojej pięknej żony bez¬podstawnymi oskarżeniami.
Był zadowolony, że wyglądała nieskazitelnie – każdy kosmyk włosów na swoim miejscu, policz¬ki blade, z wyjątkiem odrobiny różu, który nałoży¬la jeszcze w pokoju, usta tak samo nienaruszone jak w chwili, gdy Damien ją zostawił.
– Byłam zmęczona – powiedziała. – Chodziłam, stukając spokojnego miejsca, żeby odpocząć od tego tłumu. Monsieur Sto Owen wszedł, by poszukać cze¬goś do czytania. – Sama była zaskoczona, gdy uniósł trzymaną w dłoni książkę w czerwonej okładce.
– Les Dangereuses – powiedział Sto Owen. – Zapewniam pana, że to jedyna zdobycz, jakiej szukałem.
Damien skłonił się kurtuazyjnie.
– W tej sytuacji proszę o wybaczenie was oboje. Zaczekał, aż Sto Owen wyszedł, po czym zamknął za nim drzwi na klucz, który głośno zazgrzytał w zamku. Zwilżyła usta, gdy zbliżał się do niej kocim chodem, świadczącym o niezbyt przyjaznych inten¬cjach.
– To oczywiste, że cię nie tknął. Ale pozostaje pytanie: czy chciałaś, żeby to zrobił?
Potrząsnęła głową.
– Nie – odparła z przekonaniem. – Nie chcia¬łam.
– A może jednak… – Z każdego słowa emano¬wała lodowata samokontrola. Zrozumiała, że jest bardzo rozgniewany. – Może tęskniłaś za dotykiem tego mężczyzny, tak jak niegdyś tęskniłaś za moim?
– Damien, proszę cię…
– Może potrzebowałaś właśnie tego. – Ujął w dłonie jej twarz, wsuwając kciuki pod podbró¬dek, aby odchyliła głowę do tyłu. Wtedy pochylił się i pocałował ją dziko w u.sta. Bezlitośnie, brutal¬nie, jakby wymierzał karę. Lecz pod tą gwałtowno¬ścią kryło się coś znacznie bardziej naglącego. Wsunął w jej usta język, czyniąc to w intymnie za¬borczy sposób, który mówił, że ona należy do nie¬go. Dłonie Damiena drżały na jej policzkach. Roz¬broiła ją tęsknota, jaką dojrzała w jego oczach, po¬żądanie wstrząsające całym jego ciałem.
– Damien… – Oboje ogarniała coraz silniejsza żądza, pragnienie, która pulsowało niczym ra¬na w jej sercu. Już po chwili wsuwała palce w jego włosy, przyciskała nabrzmiałe piersi do jego ciała. Chciała pozrywać guziki z jego koszuli, rozsunąć ją i położyć ręce na jego muskularnym torsie. Chcia¬ła, żeby pochylił się nad nią nagi i przycisnął ją swoim ciężarem do dywanu.
Chyba czytał w jej myślach, bo podprowadził ją do ściany, aż oparła się pośladkami o oprawione w skórę woluminy. Chwyciwszy rąbek spódnicy, pociągnął ją w górę wzdłuż j~j ud, a po chwili uniósł też cienką halkę.
Kolejny dziki pocałunek, którym wdarł się w jej usta, bezlitośnie drażniąc ją językiem. – Rozchyl nogi – rozkazał.
– Damien, na Boga…
– Zrób to. Przecież wiesz, że sama tego pragniesz!
Ledwo stała na trzęsących się nogach. Rozsunꬳa je, otworzyła dla niego, a on przyklęknął, opie¬rając dłonie o ścianę po obu bokach Aleksy. W pięściach zaciskał rąbek jej sukni. Pocałował płaski brzuch pod jej pępkiem, obwiódł go języ¬kiem, potem pochylił się jeszcze niżej, by przy¬wrzeć ustami do wewnętrznej strony jej ud. Pozo¬stawiał na nich wilgotny, gorący ślad.
Ogarnęły ją płomienie, które podgrzały i tak już rozpaloną krew, zmiękczyły jej nogi, wywołały jeszcze większą wrażliwość piersi, które też wyraź¬nie stwardniały. Drażnił ustami płatki jej łona, smakował je, zniewalając ją ponad granicę wszel¬kich oczekiwań. Rozchyliwszy językiem miękkie wargi, złożył gorący pocałunek na ukrytym między nimi małym koraliku.
Jęknęła, gdy wsunął język, zadrżała, czując jego usta na tej najbardziej intymnej części ciała. Czuła również ciepło jego oddechu. Sztylety ognia prze¬niknęły ją na wskroś.
– Damien – wyszeptała z trudem, podnieco¬na do granic świadomości. – O Boże… – Bezwied¬nie sięgnęła do jego włosów, wbijając palce drugiej ręki w jego ramię.
Miała wrażenie, że całą jej skórę zajęły płomie¬nie, których rozgrzane do białości języki wydosta¬wały się z jej wnętrza. Była bliska obłędu. Tymcza¬sem on delikatnie ssał nabrzmiały koralik i znowu wniknął językiem do jej wnętrza.
Krzyknęła, gdy jej ciało nagle zesztywniało, wzbijając się dziką spiralą ku szczytowi. Doznała kilku spazmatycznych wstrząsów, przestała cokol¬wiek widzieć, by po chwili oprzeć się o Damie¬na całym ciężarem i na koniec znieruchomieć w to¬talnej niemocy.
Kiedy otworzyła oczy, Damien rozpinał spodnie.
– Powiedz, że mnie pragniesz.
Nie wahała się ani sekundy.
– Pragnę cię.
Wziął ją brutalnie, tam, gdzie stała oparta o ścianę. Wszedł między jej rozchylone nogi swo¬im nabrzmiałym fallusem, rytmicznie wbijając się w nią coraz głębiej i głębiej. Pochwycił wargami usta Aleksy, ponownie.rozpalając w niej pr?ygasły ogień, wiodąc ją na próg otchłani rozkoszy. Przyci¬snęła dłonie do jego piersi, poczuła, jak pracują je¬go wspaniałe mięśnie, zafascynowana męską siłą.
Po raz kolejny wzbiła się w przestworza nieziem¬skiej rozkoszy ogarnięta pulsującym, przenikają¬cym każdą cząstkę ciała żarem. Poczuła się jak kwiat uniesiony niewidzialnym wiatrem, którego płatki rozsypały się na piasku. Damien poszedł jej śladem. Wyprężywszy ciało, poruszał się coraz szybciej i szybciej, w końcu napięty do granic wytrzymałości, wstrząsany niekontrolowanym drże¬Iliem, doszedł do spełnienia. Pochylił głowę i przez chwilę odpoczywał na jej ramieniu, wreszcie puścił I rzymane w dłoniach fałdy sukni, które spłynęły aż do kostek po drżących nogach Aleksy.
– Czy naprawdę uważasz, że St. Owen mógłby ci zapewnić takie doznania? – spytał, powoli wysuwa¬jc!C się z jej wnętrza. Poprawił ubranie na sobie i swojej żonie i zapiął spodnie, ani na chwilę nie spuszczając wzroku z jej twarzy. – Nie sądzę, żeby hył w stanie to zrobić.
Читать дальше