Nienawidziła wojny, Napoleona i jego Wielkiej Armii, bezsensownej śmierci i zniszczeń. Nienawi¬dziła Francuzów i nie zamierzała pozwolić, by jej mąż pomagał im zabijać kolejnych niewinnych młodzieńców z Brytanii.
Wytarła oczy w ozdobioną koronkami poszewkę poduszki. Nie dopuści, by mu się udało. Bez wzglę¬du na konsekwencje powstrzyma Damiena, to za¬leży tylko od niej. Lecz jak tego dokonać?
Przygryzła wargę. Rayne będzie wiedział, co ro¬bić, przecież jest pułkownikiem. Lecz teraz jest za granicą. Kiedy otrzymała od niego list, w któ¬rym zapowiadał swój i Jocelyn wyjazd do Mahoga¬ny Yale na Jamajce, ten fakt wydawał się mało ważny. Wtedy myślami i sercem była przy Damie¬nie, który swoją miłością budził w niej nowo odkry¬tą potrzebę cielesnych rozkoszy.
Damien. Mężczyzna, jej mąż, który zdradził wszystko, co było jej drogie. Znowu ją oszukał, okłamał, wyprowadził w pole. Odebrał jej niewin¬ność i zwabił w swoją sieć niczym śmiertelnie jado¬wity pająk. To on rozdawał karty, od samego początku nie miała co do tego żadnych wątpliwości.
Spojrzała na ciężki, niebieski baldachim. Da¬mi en działał bezbłędnie. Walcząc z cisnącymi się do oczu łzami, przypomniała sobie z goryczą ich wspólnie spędzone chwile. Każdego dnia darzyła go coraz większym uczuciem. Nawet teraz tęskniła za nim, za ich świetlaną przyszłością, w którą zaczy¬nała już wierzyć. Poczuła ogromny ciężar w sercu.
Damien Falon – mąż, kochanek, szpieg. Jego ro¬le były tak samo różnorodne jak kolekcja pięknych ptaków. To aktor największego kalibru. Aby go pokonać, teraz sama będzie musiała zdobyć się na doskonałe aKtorstwo.
Znieruchomiała. Robił z niej głupią od samego początku. Przechytrzył ją, wyrwał jej serce i pode¬ptał buciorami. Jak dotąd wygrał wszystkie rozda¬nia, lecz gra nie była jeszcze skończona.
Wstała z łóżka i niepewnym krokiem podeszła do okna. Chociaż na zewnątrz panowały ciemno¬ści, mgła już się uniosła. Gdzieś na klifach po¬nad morskim brzegiem zauważyła poruszające się postacie. Mężczyźni wracali ku plaży, ku łodziom, którymi zapewne tu przypłynęli. Wśród nich roz¬poznała wysoką sylwetkę Damiena.
Zamknęła oczy, dźgnięta nfl:głym bólem, który ją poraził na widok męża wśród Francuzów. Bez wzglę¬du na wszystko, tej jednej gry nie mogła przegrać.
* * *
Damien szczelniej owinął się płaszczem. Wraz z przypływem pojawił się dokuczliwy wiatr i teraz ta sama ostra bryza zabierze Lafona i jego ludzi z powrotem do Francji.
Nie oczekiwał tego spotkania i miał cichą na¬dzieję, że ten dzień nigdy nie nadejdzie, że woj¬na się skończy, a jego życie potoczy się dalej, tak jak toczyło się od dnia ślubu. Jednak w głębi serca wiedział, że prędzej czy później oni ponownie zgłoszą się do niego po pomoc.
A teraz… wszystko będzie takie jak kiedyś, zaś idylla z Aleksą dobiegnie końca.
Westchnął, zawracając do domu. Monty będzie czekał, jak zawsze niespokojny o jego bezpieczeń¬stwo – lojalny, zaufany towarzysz bez względu na życiowe okoliczności. J edna~ to nie stary przy¬jaciel zajmował myśli Damiena, lecz Aleksa. Zno¬wu będzie musiał ją okłamać. Nienawidził tego, lecz nie miał innego wyboru.
Może tak będzie lepiej. Kłamstwa stwarzały między nimi pewien dystans, którego teraz potrze¬bował. 'Poza tym nie był pewien, czy podobają mu się te nowe dziwne uczucia, które w nim wzbudza¬ła. Delikatność i troska rzadko gościły w jego ży¬ciu, zresztą podobnie jak sumienie i współczucie. To były te łagodniejsze cechy jego natury, wydoby¬wały zeń dawne tęsknoty, przez co coraz bardziej pragnął rzeczy po prostu niemożliwych.
Lafon i jego ludzie sprawili, że musiał o tym za¬pomnieć. Miał do wykonania zadanie, przy którym nie było miejsca na wyrzuty sumienia. Delikatność i troska mogły go jedynie doprowadzić do przed¬wczesnej śmierci.
W holu porozmawiał z Montym, dziękując mu za dyskrecję, za to, że go obudził i zajął się gośćmi. Kiedy wrócił na górę, zobaczył Aleksę, która spała zwinięta w kłębek na jego łóżku. Nie położył się obok niej. Dorzucił do ognia, rozdmuchał mie¬chem żarzące się węgle, z których znowu wyrosły płomienie, wreszcie usiadł w głębokim fotelu prze.d kominkiem, aby się ogrzać. Popatrzył na śpiącą Aleksę, ciesząc się tymi ostatnimi chwi¬lami, zanim będzie musiał ją opuścić.
Ciekawe, czy za nim zatęskni, czy będzie spała sama w jego wielkim łożu…
* * *
– Muszę pojechać do miasta. – Damien pociągnął łyk mocnej czarnej kawy. Piękna chińska porcela¬na zadźwięczała, gdy stawiał filiżankę na spodku. – Wrócę, gdy tylko będę mógł. – Siedzieli w małym salonie na tyłach domu, skąd mogli spoglądać na morze.
Uśmiechnęła się, opanowując wezbraną złość, która w pewnym stopniu pomagała pokonać ból.
– Oczywiście zabierzesz mnie ze sobą. – Gra już się rozpoczęła, przed kilkoma godzinami, kiedy le¬żała w szerokim małżeńskim łożu i udawała, że śpi, podczas gdy on ją obserwował. Układała sobie wszystko, o czym się dowiedziała, planowała, co ma zrobić dalej. – Wiesz, jak bardzo uwielbiam miasto.
Pokręcił głową.
– Wybacz, kochanie, ale nie tym razem. – Spojrzał przez okno, jakby myślami był. już gdzieś daleko. Pod płaskimi, szarymi chmurami krążyły mewy, wiatr smagał rosnące na klifach zarośla. – Przez większość czasu będę bardzo zajęty, a gdybym nawet nie był, skandal jeszcze nie ucichł. Nie chcę, żebyś cierpiała z powodu plotek i niewyparzonych języków.
– No a ty? Przecież też będziesz tematem plo¬tek, tak samo jak ja. A może nawet bardziej.
– Jestem do tego przyzwyczajony. Poza tym nie mam wyboru.
– A co takiego masz do zrobienia?
– Muszę rozmówić się z zarządcą majątku. Nie było mnie dość długo. – Wcześniej powiedział jej, że bawił w Italii, aby załatwić pewne sprawy swojej matki. Teraz wątpiła w prawdziwość tamtej wersji. – Sprawy nie wróciły jeszcze do normy.
Westchnęła.
– Pewnie masz rację – poddała się z właściwą, w swoim mniemaniu, dozą niechęci. – W takim ra¬zie najlepiej będzie, jeśli tu zostanę. Będę za tobą bardzo tęskniła. – Nachylił się i pocałował ją.
– A ja za tobą.
Przeniknęła ją kolejna fala złości i bólu. Poczu¬cie zdrady było tak silne, że z trudem powstrzymy¬wała się od płaczu. Ciekawe, czy będziesz za mnq tęsknił? – pomyślała, zastanawiając się, jak daleko sięgają jego kłamstwa. Z obrzydzeniem uświado¬miła sobie, jak płytkie są jego uczucia, walczyła z podejrzeniem, że może spędzić następne noce w łóżku innej kobiety. Będzie tęsknił? Mało praw¬dopodobne. Lecz nawet po tym wszystkim, co od¬kryła, nie umiała zabić w sobie pragnienia, by to była prawda.
– Kiedy wyjeżdżasz? – Miała nadzieję, że Da¬mien nie zauważy jej przyspieszonego pulsu. Tak od świtu pulsowała jej głowa.
– Jeszcze dziś rano. Jestem już spakowany. Mon¬ty szykuje dla mnie powóz.
Kiwnęła głową. Miała ściśnięte gardło, była bli¬ska płaczu. Boże, jakie to trudne, tysiąc razy trud¬niejsze, niż myślała. Lecz gdy wstał gotowy do dro¬gi, pozwoliła mu odprowadzić się do drzwi.
– Uważaj na siebie. – Zmusiła się do pełnego trwogi uśmiechu.
– Ty też – odparł lekko ochrypłym głosem. Zatrzymawszy się w wejściu, odchyliła głowę do tyłu, czekając, aż ją pocałuje. Zamiast zdawko¬wego pożegnania, jakiego się spodziewała, pocało¬wał ją gorąco i namiętnie, zostawiając bez tchu, przepełnioną smutkiem i tęsknotą.
Читать дальше