Zdanie Izabelli o Tilneyach nie zmieniło opinii przyjaciółki. Katarzyna była pewna, że w zachowaniu i siostry, i brata nie było śladu wyniosłości czy lekceważenia, nie dawała też wiary, że noszą dumę w sercach. Wieczór nagrodził jej ufność. Obydwoje powitali ją bardzo mile, z równie uprzedzającą jak dotychczas grzecznością. Panna Tilney bardzo się starała trzymać blisko Katarzyny, a Henry poprosił ją do tańca.
Ponieważ słyszała poprzedniego dnia na Milsom Street, że niemal z godziny na godzinę oczekują przyjazdu najstarszego ich brata, kapitana Tilneya, nie potrzebowała zgadywać nazwiska młodego, bardzo eleganckiego i przystojnego człowieka, którego nigdy dotąd nie widziała, a który najwidoczniej należał do ich towarzystwa. Przyglądała mu się z uznaniem i nawet dopuszczała możliwość, że niektórzy mogą go uważać za przystojniejszego od brata, chociaż sprawiał wrażenie o wiele bardziej zarozumiałego, a obejście miał o wiele mniej ujmujące. Smak jego i maniery niewątpliwie pozostawiały wiele do życzenia, znajdując się bowiem w zasięgu jej słuchu, nie tylko stanowczo zaprotestował przeciwko pomysłowi, by mógł w ogóle zatańczyć, ale nawet śmiał się otwarcie z Henry'ego, który uważał to za prawdopodobne. Można z tego wnosić, że bez względu na opinię, jaką miała o nim nasza heroina, jego uwielbienie dla niej nie należało do gatunku niebezpiecznych i zapewne nie wywoła animozji między braćmi ani nie sprowadzi nieszczęść na damę. Z jego poduszczenia nie porwie jej trzech konnych zbirów w pelerynach, przymuszając ją siłą, by wsiadła do podróżnej karocy zaprzężonej w czwórkę koni, która uwięzie ją cwałem. Tymczasem Katarzyna, której spokoju nie zakłócały myśli o podobnej tragedii czy też jakiejkolwiek tragedii w ogóle, z wyjątkiem tego, że mają już przed sobą niewiele figur kontredansowych do odtańczenia, pławiła się jak zwykle w szczęściu przy boku Henry Tilneya słuchając z błyszczącym wzrokiem każdego jego słowa i stwierdzając, że niepodobna mu się oprzeć, przez co sama nabierała nieodpartego uroku.
Kiedy skończył się pierwszy taniec, kapitan Tilney znowu podszedł do nich i ku wielkiemu niezadowoleniu Katarzyny odciągnął jej partnera na bok. Coś tam ze sobą szeptali, a choć przewrażliwienie młodej panny nie kazało jej natychmiast przypuścić – z najwyższym przerażeniem – że kapitan Tilney na pewno posłyszał jakąś nieprzychylną a fałszywą o niej wiadomość i teraz spiesznie przekazuje ją swemu bratu, w nadziei, że ich rozłączy na zawsze – jednak kiedy partner zniknął jej z oczu, odczuwała pewien niepokój. Przez pełnych pięć minut trwała w niepewności i właśnie zaczynała myśleć, jak bardzo jej się ten kwadrans dłuży, kiedy obaj panowie wrócili. Otrzymała wyjaśnienie w formie pytania Henry'ego, czy sądzi, że panna Thorpe będzie miała obiekcje przeciwko temu, by tańczyć, ponieważ jego brat byłby bardzo szczęśliwy mogąc jej zostać przedstawionym. Katarzyna odpowiedziała bez wahania, że jest pewna, iż panna Thorpe w ogóle nie myśli tańczyć. Okrutna ta odpowiedź została przekazana starszemu bratu, który natychmiast się oddalił.
– Pański brat nie będzie miał tego za złe, na pewno – mówiła Katarzyna – bom słyszała, jak uprzednio powiadał, że nie cierpi tańcować, ale jak to zacnie z jego strony, że o tym pomyślał. Pewno widział, że Izabella siedzi, i wyobraził sobie, że może chciałaby znaleźć partnera, ale bardzo się myli, bo ona za żadne skarby nie będzie tańczyć.
Henry powiedział z uśmiechem:
– Jakże niewiele ma pani kłopotu ze zrozumieniem motywów cudzego postępowania.
– Czemu to? Co pan chce przez to powiedzieć?
– Bo pani nie myśli, w jaki sposób można by kogoś do czegoś nakłonić. Jaka pokusa może być najsilniejsza dla tej osoby, biorąc pod uwagę jej wiek, pozycję i przypuszczalne obyczaje. Pani myśli: jak by można było mnie nakłonić? Co by mnie skusiło do takiego a takiego postępku?
– Ja pana nie rozumiem.
– Wobec tego jesteśmy na nierównych prawach, bo ja panią rozumiem doskonale.
– Mnie? O, na pewno. Nie potrafię tak dobrze mówić, żeby mnie nie można było zrozumieć.
– Brawo! Cóż za wspaniała satyra na dzisiejszy język.
– Ale proszę mi powiedzieć, co pan miał na myśli.
– Naprawdę mam powiedzieć? Naprawdę chce tego pani? Nie, pani nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji. Wprawi to panią w okropne zaambarasowanie i z pewnością doprowadzi między nami do różnicy zdań.
– Och, nie, jeśli o mnie idzie, to jedno i drugie jest niemożliwe. Nie boję się.
– No więc, miałem tylko to na myśli, że przypisując zacności mojego brata chęć zatańczenia z panną Thorpe upewniła mnie pani w mniemaniu, iż zacność pani nie ma sobie równej na całym świecie.
Katarzyna zaprzeczyła mu oblewając się pąsem, tak więc sprawdziła się przepowiednia młodego człowieka. W jego słowach jednak było coś, co opłaciło sowicie przykrość zakłopotania, i to coś tak bardzo pochłonęło jej myśli, że na pewien czas wycofała się z rozmowy zapominając o mówieniu i słuchaniu, niemal zapominając, gdzie się znajduje, aż przywołał ją do przytomności głos Izabelli. Podniosła wówczas oczy i zobaczyła, że jej przyjaciółka i kapitan Tilney szykują się do skrzyżowania z nimi rąk. Izabella wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się – nie mogła w tej chwili dawać innych wyjaśnień tej niezwykłej odmiany, ale że Katarzyna nic z tego nie zrozumiała, powiedziała otwarcie swemu partnerowi, jak bardzo się dziwi.
– Nie pojmuję, jak to mogło się stać. Izabella tak kategorycznie obstawała przy tym, że nie będzie tańczyć.
– A czy Izabella nigdy jeszcze nie zmieniła zdania?
– Och, ale to przez… i pański brat. Po tym, co pan mu ode mnie powiedział, jakże mogło mu w głowie postać, żeby iść i prosić ją do tańca.
– To nie budzi mojego zdumienia. Każe mi pani, abym był zdziwiony postępowaniem jej przyjaciółki, wobec czego jestem zdziwiony, jeśli jednak idzie o mojego brata, muszę przyznać, że jego zachowanie w tej sprawie bynajmniej mnie nie zaskakuje. Uroda przyjaciółki pani była jawną pokusą, jej nieustępliwość znała jedynie pani.
– Śmieje się pan, ale zaręczam, że Izabella jest na ogół bardzo nieustępliwa.
– Tak właśnie powinno być. Zawsze okazywać nieustępliwość – to znaczy często okazywać upór. Decyzja, kiedy należy ustąpić, jest sprawą rozsądku. Doprawdy, nie mówiąc już o moim bracie, uważam, że panna Thorpe nie zrobiła złego wyboru decydując się ustąpić teraz właśnie.
Dopóki nie skończyły się tańce, przyjaciółki nie mogły porozmawiać ze sobą w cztery oczy, kiedy jednak orkiestra przestała grać, spacerowały po sali wziąwszy się pod ręce.
– Nie dziwię się twojemu zdumieniu – powiedziała Izabella – i doprawdy, śmiertelnie jestem zmęczona. Cóż z niego za gaduła! Owszem, byłby zabawny, gdybym nie miała myśli zaprzątniętych czym innym, ale doprawdy, wszystko bym dała, by siedzieć spokojnie.
– Więc czemu nie siedziałaś?
– Och, moja droga, to by tak dziwacznie wyglądało, a sama wiesz, jak ja nie znoszę takich sytuacji. Odmawiałam mu, jak długo mogłam, ale on nie chciał się z tym pogodzić. Nie masz pojęcia, jak ten człowiek mnie męczył. Mówiłam, że bardzo mi przykro, ale musi sobie poszukać innej partnerki, ale on nie z takich! Od chwili kiedy zamarzył o tańcu ze mną, nie mógł znieść myśli o jakiejkolwiek innej pannie na sali – i nawet nie to, że chciał ze mną tańczyć, on chciał ze mną być! Och, plótł takie tam niedorzeczności. Powiedziałam mu, że wybrał najfatalniejszy sposób, by mnie zjednać, ponieważ z wszystkiego na świecie najbardziej nie znoszę pięknych słów i komplementów, no i tak… no i tak doszłam wreszcie do wniosku, że nie zaznam spokoju, jeśli z nim nie pójdę tańczyć. Poza tym sądziłam, że pani Hughes, która nas przedstawiła, będzie mi miała za. złe, jeśli nie zatańczę, no i pewna jestem, że twojemu kochanemu bratu byłoby okropnie przykro, gdybym tak siedziała przez cały wieczór. Takam rada, że już po wszystkim! Tak mi humor odszedł od słuchania tych jego andronów. Bardzo elegancki młody człowiek i widziałam, że wszyscy się nam przyglądali.
Читать дальше