– Słyszałam, że w najbliższym czasie pojawi się w Londynie coś niesłychanie wstrząsającego.
Panna Tilney, do której przede wszystkim była zwrócona ta uwaga, aż drgnęła i szybko spytała:
– Doprawdy? Jakiego rodzaju?
– Tego mi nie wiadomo, jak również nie wiem, czyje to dzieło. Słyszałam tylko, że będzie o wiele straszniejsze niż wszystko, z czym dotychczas miałyśmy do czynienia.
– Wielkie nieba! Gdzie też słyszałaś, pani, takie rzeczy?
– Moja bliska przyjaciółka dostała o tym wiadomość wczoraj w liście z Londynu. To ma być coś okropnie strasznego. Można się spodziewać morderstwa i różnych innych rzeczy.
– Mówisz, pani, ze zdumiewającym spokojem. Mam jednak nadzieję, że to. co ci powtarzała przyjaciółka, zostało nieco przesadzone. Jeśli takie plany są z góry znane, z pewnością rząd podejmie odpowiednie kroki, by nie dopuścić do ich realizacji.
– Rząd – powiedział Henry starając się powstrzymać śmiech – ani nie pragnie, ani się nie ośmieli wtrącać w tego rodzaju sprawy. Muszą być morderstwa, a ich ilość jest rządowi obojętna.
Damy wpatrywały się w niego ze zdumieniem. Roześmiał się i dodał:
– No, moje panie, czy mam wam pomóc w zrozumieniu się nawzajem, czy też zostawić, każdej z osobna, rozwiązanie tej zagadki? Nie, postąpię szlachetnie. Nie tylko moja wielkoduszność, ale również jasność umysłu udowodni wam, żem mężczyzna. Nie cierpię tych przedstawicieli mojej płci, co to gardzą zniżaniem się od czasu do czasu do poziomu waszego rozumowania. Może kobieta nie jest ani szczególnie rozsądna, ani przenikliwa, ani pomysłowa, ani bystra. Może kobietom brak jest spostrzegawczości, trafności sądu, wnikliwości, ognia, talentu i dowcipu.
– Panno Morland, proszę nie zwracać uwagi na te, co on mówi, ale niech pani będzie łaskawa zaspokoić moją ciekawość co do tych strasznych zamieszek.
– Zamieszek? Jakich zamieszek?
– Moja droga Eleonoro, zamieszki istnieją tylko w twojej głowie. Powstało tam skandaliczne zamieszanie. Panna Morland nie mówiła o niczym straszniejszym jak tylko o nowej publikacji, która ma się wkrótce ukazać, w trzech woluminach duodecimo, dwieście siedemdziesiąt sześć stron każdy, opatrzonej frontispisem w pierwszym tomie, z rysunkiem dwóch grobów i latarni, czy rozumiesz? Jeśli idzie o panią, panno Morland, moja głupiutka siostra nie zrozumiała najjaśniejszych wyrażeń, jakich pani użyła. Mówiła pani o spodziewanych w Londynie potwornościach, a ona zamiast zrozumieć natychmiast, jak każda rozsądna istota, że te słowa mogą odnosić się jedynie do książki z wypożyczalni, wyobraziła sobie natychmiast trzytysięczny tłum zebrany na St. George's Field, napad na bank, oblężenie Tower, ulice Londynu spływające krwią, oddział 12 Pułku Lekkich Dragonów (nadzieja naszej ojczyzny) odwołany z Northampton, by stłumić, powstanie, oraz szarmanckiego kapitana Fryderyka Tilneya, który w momencie szarży na czele oddziału zostaje zwalony z konia kawałkiem cegły rzuconej z okna na piętrze. Niech jej pani wybaczy tę głupotę. Siostrzane obawy powiększyły tylko kobiece słabości, ale ogólnie biorąc, ona nie jest głuptasek. Katarzyna miała bardzo poważny wyraz twarzy.
– A teraz, Henry – zwróciła się do niego siostra – kiedy pozwoliłeś nam zrozumieć się nawzajem, może byłbyś łaskaw sprawić, żeby panna Morland zrozumiała również i ciebie, chyba że chcesz, aby cię uważała za grubianina – sądząc po stosunku do własnej siostry, i gbura – sądząc po twych opiniach o kobietach w ogólności. Panna Morland nie przywykła do twoich dziwactw.
– Będę niezmiernie szczęśliwy mogąc ją z nimi bliżej zapoznać.
– Nie wątpię, ale to nie jest wytłumaczenie w tej chwili.
– Co mam uczynić?
– Wiesz, co powinieneś zrobić. Oczyścić się jak należy w jej oczach. Powiedz jej, że masz bardzo wysokie mniemanie o rozumie kobiecym.
– Panno Morland, mam bardzo wysokie mniemanie o rozumie wszystkich kobiet na świecie, zwłaszcza zaś tych – bez względu na to, kim są – w których towarzystwie akurat się znajduję.
– To nie wystarczy. Bądź poważniejszy.
– Panno Morland, nikt nie może mieć wyższego mniemania o rozumie kobiet niż ja. W moim przekonaniu natura obdarzyła je tak bogato, że wystarczy im korzystać z połowy tych bogactw.
– Nic lepszego nie wydobędziemy dziś z niego, panno Morland. Jest w niepoważnym nastroju. Ale zapewniam panią, że ktoś, kto by, sądząc po pozorach, przypuścił, iż mój brat może powiedzieć coś niesprawiedliwego o jakiejkolwiek kobiecie, czy też coś niedobrego o mnie, popełniłby ogromną pomyłkę.
Nie trzeba było wielkiego wysiłku ze strony Katarzyny, by uwierzyć, iż Henry Tilney nie może zrobić nic złego. Jego obejście może być zaskakujące, może czasem zdumiewać, ale w gruncie rzeczy to , co robi, jest zawsze słuszne. Gotowa była zachwycać się w równym stopniu tym, czego nie rozumiała, jak tym, co rozumiała. Cały spacer był cudowny i chociaż trwał zbyt krótko, zakończył się równie cudownie. Rodzeństwo odprowadziło ją do domu, a panna Tilney przed rozstaniem zwróciła się z szacunkiem do pani Allen i Katarzyny, prosząc, by mogła mieć przyjemność goszczenia młodej panny na obiedzie pojutrze. Pani Allen nie robiła żadnych trudności, jeśli zaś idzie o Katarzynę, jedyną trudność miała z ukryciem nadmiernego zadowolenia.
Przedpołudnie upłynęło tak rozkosznie, że zabrakło w nim miejsca na przyjaźń czy miłość rodzinną: na spacerze Katarzyna ani razu nie pomyślała o Izabelli czy Jamesie. Po odejściu Tilneyów znowu wróciła jej życzliwość dla tamtych, ale z początku niewielki był tego skutek. Pani Allen nie miała do powiedzenia nic, co by mogło ją uspokoić – nic bowiem nie słyszała o całym towarzystwie. Jeszcze przed wieczorem Katarzyna, przy okazji zakupu niezbędnego kawałka wstążki, który musiała natychmiast zdobyć, wyszła do miasta i tam, na Bond Street, dogoniła drugą w kolejności wieku pannę Thorpe idącą ospale ku Edgar's Buildings w towarzystwie dwóch najmilszych młodych panien na świecie, które przez całe przedpołudnie były jej najdroższymi przyjaciółkami. Dowiedziała się od niej zaraz, że towarzystwo pojechało do Clifton.
– Wyruszyli rano o ósmej – mówiła panna Anna – i słowo daję, nie zazdroszczę im tej jazdy. Myślę, że nam dwom bardzo się udało, że uniknęłyśmy tego kłopotu. To musi być najnudniejsza wycieczka pod słońcem, bo przecież o tej porze roku nie ma w Clifton żywej duszy. Bella pojechała z pani bratem, a John zabrał Marię.
Katarzyna wyraziła szczerą radość usłyszawszy tę część sprawozdania.
– Tak – ciągnęła Anna – Maria pojechała. Strasznie chciała jechać. Wyobrażała sobie, że to będzie coś niebywałego. Nie mogę powiedzieć, bym miała podobne gusta. Jeśli o mnie idzie, od początku byłam zdecydowana nie jechać, nawet gdyby bardzo nalegali.
Katarzyna, która żywiła w tym względzie pewne wątpliwości, nie mogła powstrzymać słów:
– Rada bym była, żebyś i ty mogła pojechać. Szkoda,.te nie mogłyście jechać wszystkie.
– Bardzo jesteś uprzejma, ale dla mnie to doprawdy sprawa zupełnie obojętna. Nie pojechałabym z nimi za nic w świecie, właśnie to mówiłam Emilii i Zofii, kiedy nas dogoniłaś.
Nie przekonała tym Katarzyny, która rada jednak była, że Anna ma na pociechę przyjaźń jakiejś tam Emilii i jakiejś tam Zofii. Pożegnała się z nimi beztrosko i wróciła do domu, zadowolona, że jej odmowa nie uniemożliwiła wycieczki. Życzyła też sobie z całego serca, żeby owa wycieczka okazała się tak miła, by ani Izabella, ani James nie mieli już do niej pretensji za postawiony opór.
Читать дальше