Bobo doznało ciężkiego uczucia, podobnego do tych, gdy w śnie zmorowym 9 9 sen zmorowy – sen przykry i dręczący. [przypis edytorski]
nagle jęczeć poczynasz; budzi cię mąż, matka lub żona i zapytuje: „czemu jęczałeś?” – a ty odpowiadasz: „nie jęczałem wcale” lub: „nie pamiętam, nie wiem”.
Gdy człowieka wśród czarnej nocy obca ręka chwyci za gardło, w obłędzie zduszenia nie ma obrazu pod powiekami, jest tylko czarny zdławiony krzyk w piersi.
Takim jest pierwszy oddech boba, taką jest ta jedna chwila – jedna, jak śmierć. Kapłan-ból poślubia małą istotę ludzką z życiem.
Bobo chwyciło płucami zimne powietrze i drżąc, poczyna żyć samodzielnie, na własną odpowiedzialność. Połóż palec na ustach i milcz, bo widzisz cud. Staraj się czynić jak najmniej, bo nie wiesz, bo nie rozumiesz – rzucisz w myśl swą jedną wątpliwość, a wyrośnie gęsty las pytań bez odpowiedzi i zagadnień. Bobowi zimno, bobowi straszno, źle…
Już gotują rumianki, już niosą z apteki proszek troisty 10 10 proszek troisty (med.) – preparat sporządzany według kodeksu aptecznego ( Farmakopei ) wykazujący łagodne działanie przeczyszczające, stosowany na problemy trawienne i kolki głównie u dzieci. [przypis edytorski]
, a ciocia pyta się przez telefon:
– Chłopiec czy dziewczynka?…
*
Bobo ma dwa sny: jeden czarny i martwy, gdy nie dzieje się nic, drugi brunatny i cichy, gdy dzieje się coś…
Noc głęboka, daleko do świtu. Leżysz z otwartymi oczami i patrzysz. W sypialni twej są wszystkie przedmioty, ale do świtu, gdy wynurzać się poczną z topieli mroków, daleko…
Stoisz nad świeżo obsianą skibą. Jeszcze łuska ziarna nie nabrzmiała, ale i w ziarnie, i w ziemi stało się wiele cudów, i wiele ich jeszcze będzie, zanim pierwszy zielony haczyk kiełka się pokaże…
Bobo ma pod czaszką, w mózgu, dziwne motyle utkane z misternej przędzy, po której sunąć będą barwne obrazy, przenosząc się od stacji do stacji, splatając w rodziny i narody obrazów – myśli. Jeszcze przy przewodnikach i łącznikach nie ma kierowników – bobo koi rany walki o życie w godzinie urodzenia, i śpiąc, gotuje się do długiej, zaciętej walki o rozwiązanie otaczających je tajemnic, skąd płynie dobro i zło.
Brunatny sen bobowego czuwania jest dwojaki: jeden, gdy dzieje się coś brutalnie i źle, drugi – gdy łagodnie i mile. I bobo leży cicho lub krzyczy. Nie płacze, bo nie ma jeszcze łez.
*
Matka nachyliła się nad poduszką boba, już szuka w nim myśli rozumnej.
– Spójrz bobuś na matkę.
Bobo zwraca łysy łeb w stronę ust matki i poczyna ssać, szukając wargami piersi. – Bobo poczuło ciepło mowy matczynej, chce pić ustami miłość macierzyńską.
Innym razem, później nieco, padł na poduszkę ciepły strumień promieni słońca. Bobo poczęło szukać go i poruszać wargami, chciało pochwycić pierś słońca, chciało pić słońce.
Innym razem, znacznie później, gdy piastunka zanuciła kołysankę, bobo chciało ssać pieśń.
A matka już dziś szuka w nim myśli rozumnej…
Bobo nic jeszcze nie umie, nawet ssać nie umie: to śpieszy się, to ssie leniwie i sennie; zrobi pauzę długą, to poruszy głową niezgrabnie i pierś zgubi, i gniewa się, i boleje.
Tak niewprawnemu rzemieślnikowi wypadają z ręki narzędzia pracy, tak młodzian na pierwszym balu niezręcznie wymija pary, tak wreszcie niedoświadczony poeta z mozołem rymy dobiera.
Bobo ręką poruszyło, wyprężyło się, drgnęło – ma zdolność ruchów, nie ma w nich myśli.
Ale umie bobo trawić spożyty pokarm, wzrastać jego ceną, umie więcej niż najmisterniejsza maszyna, cud ręką ludzką stworzony, i mniej znacznie niż pisklę, które, ledwo wykluwszy się z jajka, biegnie za matką i już dziobie ziarno; mniej niż drobny owad, sunący rozważnie po listku leśnej rośliny.
*
Bobo leży w swym wózku syte, suche, zadowolone – ogarnia je cicha drzemota 11 11 drzemota (daw.) – chęć snu. [przypis edytorski]
. Bobo mruży powieki, unosi je z mozołem, marszcząc czoło i krzywiąc usta. Oczy boba zwracają się bezładnie w różne strony, nie umie patrzeć.
Bobo zwalcza ogarniającą je senność, jak przewodniczący nudnego zebrania, które się nad miarę przeciąga. A dokoła szmery, tony, szepty, dźwięki; a dokoła blaski, cienie, błyski, plamy, mgła dźwięków i mgła barw.
I stała się nagle rzecz nadzwyczajna. Gałki oczne boba tak się przypadkowo ustawiły, że bobo przejrzało.
Widzi.
Szary świt narysował pierwsze niejasne kreski pysznego obrazu. Bobo zdziwiło się, ucieszyło, spłoszyło i zapragnęło wiedzieć.
Niegdyś, dawno bardzo, człowiek przez pierwszy niezgrabnie zbudowany teleskop posłał pytań pełne, a już dumne, już mniej korne spojrzenie ku gwiazdom. Przeżył chwilę ekstazy i wieki zawodów, walk, goryczy.
Pierwsze świadome: pragnę wiedzieć, pierwsze rozumne spojrzenie, pierwszy ból z powodu utraty tego, co posiadało, co nie było pokarmem, a jednak potrzebne, by żyć.
Bobo znów nie widzi, znów noc. I płakać zaczęło; a matka przywołała piastunkę, bo sądziła, że głodne.
Omyliła się: był to pierwszy płacz boba, nie że głodne, nie że pielucha zwinęła się w fałdę, a że utraciło nieznany świat, krzyk niecierpliwości, upadku po momencie dumnego wzlotu. Było piękne, a znikło – i nie ma. Krzyk, protest przeciw niemocy ducha.
Ale bobo poczęło ssać chciwie, głusząc ból duchowy, żal serdeczny po utraconym wątku cennej idei, popełniło tę samą omyłkę, co matka.
*
Nachyliła się ciocia nad wózkiem, wzrok jej spotkał się z poważnym, badawczym spojrzeniem boba.
– Śliczna dziecina – mówi ciocia do matki – krój ust ma twój, a oczy twojego męża.
Nachyliła się bardziej jeszcze, pocałowała bobo.
A ono drgnęło przestraszone.
Ciocia zawstydziła się pocałunku i strachu bobowego.
– Biedne maleństwo – mówi ciocia – twój umysł śpi jeszcze.
Umysł boba śpi?
Ależ żaden umysł ludzki w żadnym życia okresie nie czuwa tak czujnie, jak umysł bobowy. Gdyby umysł ludzki zawsze tak spał, miałby myśl niebosiężną, wszechświat zbladłby o swe tajemnice.
Umysł boba pracuje w ciszy o strasznej sile; a dziś niepodobne w nim do dnia wczorajszego.
Gdy staniesz w budynku maszyn na wszechświatowej wystawie, drżenie, huk i zawrotny bieg kół dech ci zapiera w piersi; a czymże to w porównaniu z pracą milionów motorów, kół i transmisji mózgu bobowego!
Bobo patrzy i myśli, myśli najbardziej tajemniczą i najżywszą mową, bez wyrazów – mową obrazów i ułamków obrazów, wspólną dla wszystkich bobów całego świata i wszystkich tworów żywych. Ono gromadzi i szereguje obrazy, zaludnia stacje duchowego telegrafu, tworzy materiał do pysznej budowli symbolicznej mowy ludzkiej, w której każdy obraz ma swój własny dźwięk i swą własną duszę, dobrą lub złą, ukochaną lub nienawistną.
Bobo smuci się, cieszy, dziwi, lęka, pyta i pragnie. Bobo wiąże już nikłe wspomnienia sprzed godziny ze snem dnia wczorajszego i splata ich tkaninę z nocą, gdy Bóg zwieszał gwiazdy na firmamencie. Bobo błyskawicą przebiega stulecia i tysiąclecia rozwoju myśli ludzkiej. Niezadługo prześcignie najzmyślniejsze zwierzę i chwiejne fizycznie, bezradne życiowo, umysłem bratać się pocznie z geniuszem rodu ludzkiego.
*
Porozmawiamy, bobo.
Słońce pada na twą głowinę drobną, wdzięczną.
Wzrok twój mówi, że jesteś już człowiekiem.
Читать дальше