A na ławie pod oknem już się dymiło jadło; od ogromnego tygla z kapustą rozchodził się zapach słoniny, jak i od jajecznicy, której niezgorsza miseczka stała obok.
– Gdzie Witek pasł krowy? – zapytał, krając potężny glon chleba z bochna, jak przetak 23 23 przetak – rodzaj sita. [przypis edytorski]
wielkiego.
– Na dworskich zagajach i borowy go stamtąd wygonił.
– Ścierwy, zmarnowali mi bydlę.
– Przeciech, tylo krowa, to się zlachała w tym gonieniu, że się w niej cosik zapaliło.
– Dziadaki, psiekrwie. Paśniki są nasze, w tabeli stoi kiej wół, a one cięgiem wyganiają i pedają, co 24 24 pedają, co – powiadają, że. [przypis edytorski]
ich.
– Drugich też powyganiali, a chłopaka Walkowego tak zbił, tak zbił…
– Ha! do sądu trza abo i do komisarza. Trzysta złotych warta, jak nic.
– Pewnie, pewnie – przytakiwała rada niezmiernie, że ociec się udobruchali.
– Powiedzcie Antkowi, że skoro ziemniaki zwiezą, to niech się wezmą do krowy, trza ją obłupić i poćwiertować. Przyndę od wójta, to wama pomogę. W sąsieku 25 25 sąsiek – wydzielona część spichlerza, w której składowano w skrzyniach ziarno. [przypis edytorski]
u belki ją powiesić – będzie przespiecznie 26 26 przespiecznie – bezpiecznie. [przypis edytorski]
ode psów lebo jenszej gadziny…
Skończył wrychle 27 27 wrychle – szybko. [przypis edytorski]
jeść i wstał, bych się nieco przyogarnąć, ale takie ociążenie poczuł w sobie, takie ciągotki w kościach, taką senność, że jak stał, rzucił się na łóżko, by się z pacierz 28 28 pacierz – tu: miara czasu (tyle, ile potrzeba na odmówienie pacierza). [przypis edytorski]
przedrzymać.
Hanka poszła na swoją stronę i krzątała się po izbie, i coraz to wychylała się przez okno spojrzeć na Antka, który pożywiał się na ganku, przed domem; odsadził się od miski obyczajnie i z wolna ciągnął łyżkę za łyżką, skrzybiąc mocno o wręby i spozierając czasami przed się na staw – bo zachód już był i na wodzie czyniły się złotopurpurowe tęcze i płomienne koliska, przez które niby białe chmurki przepływały z gęgotem gęsi, rozlewając dziobami sznury krwawych pereł.
Wieś zaczynała się mrowić i wrzeć ruchem; na drodze, z obu stron stawu, ciągle podnosiły się kurzawy i turkoty wozów, i porykiwania krów, które wchodziły do stawu po kolana, piły wolno i podnosiły ciężkie łby, aż cienkie strugi wody, niby bicze opali, opadały im z szerokich gębul.
Gdzieś, od drugiego końca stawu, słychać było trzask kijanek 29 29 trzask kijanek – kijanka był to przyrząd drewniany, za pomocą którego kobiety prały bieliznę i ubrania w rzece, uderzając kijanką materiał zanurzony w wodzie. [przypis edytorski]
bab piorących i głuchy, monotonny łopot cepów 30 30 cep – proste narzędzie służące do młócenia zboża, zbudowane z dwóch połączonych ze sobą rzemieniem lub łańcuchem kijów, z których dłuższy (dzierżak) służył jako uchwyt, a krótszy (bijak) do uderzania w zboże, ułożone na twardym podłożu; dzięki umiejętnemu uderzaniu (bijak powinien spadać płasko, a nie na sztorc) oddziela się ziarno od plew i słomy. [przypis edytorski]
w jakiejś stodole.
– Antek, urąb no pieńków, bo sama nie poradzę – prosiła nieśmiało i z obawą, bo nic to nie było u niego skląć abo i zbić z leda powodu.
Nie odrzekł nawet, jakby nie słyszał, że ona nie śmiała powtórzyć i już sama poszła udziabywać trzaski z pni – i milczał zły, zmęczony całodzienną pracą srodze, i patrzył teraz na staw, na drugą stronę, w duży dom, świecący białymi ścianami i szybami okien, bo zachód bił w niego. Pęki czerwonych georginii wychylały się zza kamiennego płotu i paliły jaskrawo na tle ścian, a przed chałupą, w sadzie, to między opłotkami uwijała się wysoka postać, ale twarzy rozeznać nie można było, bo co chwila ginęła w sieni, to pod drzewami.
– Śpią se kiej dziedzic, a ty, parobku, rób – mruknął ze złością, bo ojcowe chrapanie rozlegało się aż na ganku.
Poszedł na podwórze i raz jeszcze przyjrzał się krowie.
– Juścik, ojcowa krowa, ale i nasza strata – rzekł do żony, która, że to Kuba przywiózł ziemniaki z pola, rzuciła łupanie drzewa i szła do woza.
– Doły jeszcze nie wyporządzone, to trza zesuć 31 31 zesuć – zsunąć. [przypis edytorski]
na klepisko.
– Kiej ociec mówili, żebyś na klepisku krowę z Kubą obdarł i wyporządził.
– Zmieści się i krowa, zmieszczą się i ziemniaki – szeptał Kuba, otwierając wierzeje stodoły na roścież.
– Ja ta nie jestem drzyk, cobym krowę obłupiał ze skóry – rzucił Antek.
I już nie mówili, słychać było tylko grochot zsypywanych na klepisko ziemniaków.
Słońce zgasło, wieczór się robił, świeciły jeszcze zorze łunami zakrzepłej krwi i ostygłego złota i posypywały na staw jakby pyłem miedzianym, że wody ciche drgały rdzawą łuską i szmerem sennym.
Wieś zapadała w mrokach i w głęboką, martwą ciszę jesiennego wieczora. Chałupy malały, jakby się przypłaszczały do ziemi, jakby się tuliły do drzew sennie pochylonych, do płotów szarych.
Antek z Kubą zwozili ziemniaki, a Hanka z Józią uwijały się koło gospodarstwa, bo gęsi trza było zagnać na noc, to świnie nakarmić, bo z kwikiem cisnęły się do sieni i wsadzały żarłoczne ryje do cebratek 32 32 cebratka – wiaderko (zdrobn. od cebro). [przypis edytorski]
, gdzie stało picie dla bydląt, to krowy wydoić, bo właśnie Witek przygnał resztę z pastwiska i zakładał im za drabiny po garści siana, żeby spokojniej stały przy dojeniu.
Jakoż Józia zabrała się doić pierwszą z brzegu, gdy Witek wylazł od żłobów i spytał cicho, trwożnie:
– Józia, a gospodarz źli?…
– O Jezu, spiera cię, chudziaku, spiera… tak pomstowali – odpowiedziała, wytykając ku światłu głowę i osłaniając ręką twarz, bo krowa chlastała ogonem, oganiając się od much.
– Ale… bom to winowaty… ale… borowy mię wygnał i jeszcze chciał kijem sprać, inom uciekł… a granula zarno 33 33 zarno – zaraz, od razu. [przypis edytorski]
się jęła pokładać, a porykiwać, a stękać, żem do chałupy przygnał…
Zamilkł, ale słychać było ciche, bolesne chlipanie i siurkanie nosem.
– Witek… a nie bucz kiej ciele, bo ci to pierwszyzna, że cię ociec spiera?…
– Juści, że nie pierwszyzna, ale zawdy tak się bojam… bo nijakiej wytrzymałości na bicie nie mam…
– Głupiś, parobek tyli, a boja się… już ja przełożę tatusiowi…
– Przełożysz, Józia? – zawołał radośnie – bo to borowy mię wygnał z krowami, bo…
– Przełożę, Witek, ino się już nie bojaj!…
– Kiej tak… to naści tego ptaka! – szepnął z radością i wyjął z zanadrza drewniane cudło. – Obacz ino, jak się sam rucha.
Postawił go na progu obory, nakręcił, i ptak zaczął się kiwać, podnosić nogi długie i spacerować…
– Bociek, Jezu a dyć się rucha kiej żywy! – zawołała zdumiona, odstawiła szkopek 34 34 szkopek lub: skopek – naczynie, kubek, kubełek. [przypis edytorski]
, przykucnęła przed progiem i z najżywszą radością i zdumieniem patrzyła.
– Jezu! to z ciebie mechanik! I to się sam tak rucha, co?
– A sam, Józia, ino go kołeczkiem nakręcę, to już se spaceruje kiej dziedzic po obiedzie – o… – odwrócił go, i ptak poważnie a śmiesznie zarazem podnosił długą szyję, podnosił nogi i szedł.
Читать дальше