Martwa Jakee, której obcięto ręce, martwa Lanni, Chloe, Sharkhe.
Annamea. Żywa! Podskoczył do leżącej na plecach dziewczyny. Obiema rękami trzymała się za lewą stronę twarzy.
– Pani pułkownik!
Pierwsza Nałożnica Cesarstwa spojrzała na niego zdrowym okiem.
– Odejdź.
– Pani pułkownik!
– Oszpecili mnie. Wybili mi oko… – usiłowała unieść się na łokciu, ale jej nie wyszło. – Nie chcę żyć oszpecona, bez oka, z blizną na twarzy.
Wszyscy wokół widzieli łzy płynące po prawym policzku i krew sączącą się spod dłoni przyłożonych do lewego.
– Medyk! Medyk!!!
– Nie chcę być brzydka!
Zanim Biafra zdążył ją powstrzymać, sięgnęła do małej skrytki umieszczonej w pasku na nadgarstku, wyjęła z niej malutką buteleczkę. Co najmniej dwóch żołnierzy rzuciło się, żeby ją powstrzymać, ale Annamea nie zamierzała wyciągać korka. Włożyła całą buteleczkę do ust i zgryzła szkło. Wszyscy wokół zamarli. Ranna jakimś cudem obróciła się na bok. Wypluła szkło pomieszane z krwią.
– Pani pułkownik!!! – wył Biafra. – Pani była naszym najlepszym agentem. Pani uratowała Królestwo Arkach…
– Żegnaj Achaja – szepnęła niewyraźnie Annamea. – Umieram.
Jeden z ostatnich żołnierzy Ciężkiego Dahmeryjskiego Korpusu Szturmowego podszedł do Biafry. Miał jeszcze ranną w udo koleżankę i, zgodnie z tradycją, całą kasę oddziału. Wielka, dobrze okuta skrzynia stała na wózku przygotowanym już do podróży w kierunku Dahmerii.
– Nie umiera pani – powiedział chłopak.
– Co??? – podskoczył Biafra.
Chłopak w pokrwawionym, dahmeryjskim mundurze wzruszył ramionami.
– Nic jej nie będzie.
– To trucizna! Najgorsza, jaka jest! – jęknęła Annamea i tym razem udało jej się podnieść na łokciu.
– Wie pani – wyjaśniał chłopak. – Bo myśmy się wszyscy w pani kochali. Cała męska połowa korpusu, a nawet trochę naszych bab. Mieliśmy warty w pałacu i wręcz ciągnęliśmy losy, kto będzie stał przy drzwiach pani sypialni. Ja wygrałem aż sześć razy. Wszyscyśmy się w pani kochali. Najpiękniejsza kobieta świata…
– Do rzeczy, człowieku – przerwał mu Biafra.
– No mówię… Wszyscyśmy się w pani kochali. Wszyscy chłopacy i jeszcze trochę dziewczyn nawet. A warty w pałacu to nasze zadanie było, nie? No i… Jak kazali rozdać notablom truciznę, jak już walki uliczne były, tośmy z chłopakami se jasno powiedzieli…
– Co?
– No, że nie damy najpiękniejszej kobiety świata na zatracenie. Nie ma mowy.
– Bogowie – Annamea aż usiadła. Jakieś straszne podejrzenie przywróciło jej siły. – I co?
– W pani butelce była woda z solą – wyjaśnił chłopak. – Woda z solą i już. Ni chuja żadnej trucizny nie pozwoliliśmy pani mieć.
Achaja otworzyła usta. Biafra zaczął się śmiać.
– No i coście narobili?!!! – Annamea mimo szarpiącego bólu zdołała nawet wstać. – Jestem zeszpecona, bez oka. Nie chcę żyć!
– No bo myśmy jeszcze coś ustalili ostatniego dnia.
– Co? – tym razem zainteresował się Biafra. Wodził wzrokiem, niezbyt przytomnie, od jednego do drugiego.
– No… ustaliliśmy jeszcze, że ten, kto przeżyje ostatnią walkę, to oprócz kasy oddziału będzie miał… będzie miał panią. Najpiękniejszą kobietę na świecie, o której wszędzie krążą legendy.
Annamea znowu wypluła krew. Spojrzała na niego swoim jedynym okiem.
– Ocipiałeś? – wrzasnęła i skurczyła się z bólu. – Jestem zeszpecona, bez oka. Jestem potworem, bo odkleja mi się pół twarzy!
Chłopak tylko się uśmiechnął.
– Jest takie miejsce na świecie, gdzie blizny nie szpecą, a przeciwnie, dodają uroku, godności i wagi. Jest takie miejsce, gdzie ran ludzie się nie wstydzą, a przeciwnie, pokazują je. Jest takie miejsce, gdzie żołnierze nareszcie czują się jak w domu – westchnął. – To królestwo Dahmerii. Kraj wojowników.
– O czym ty pieprzysz?
– W ostatnią noc, kiedy już było jasne, co będzie z Cesarstwem… Poszliśmy wszyscy do parku. Zerwać kwiaty dla pani.
– Szlag! – syknął Biafra. – A wywiad cały czas się zastanawiał, jaki w tym ukryto plan, że jednej nocy zniknęły wszystkie kwiaty i do czego mają być użyte…
Chłopak niezrażony wyjął z sakiewki małe zawiniątko. Rozsupłał skrawek papieru i wyjął z niego mały, śliczny kwiatek.
– Ten jest mój – klęknął przed Annameą. – Chciałem go pani ofiarować. I prosić panią… Prosić cię o rękę.
Achaja potrząsnęła głową.
– Czy to znaczy, że oni wszyscy – wskazała na ciała zabitych Dahmeryjczyków z Korpusu Szturmowego – mają takie kwiatki???
– Tak. Wszyscy.
Biafra zainterweniował błyskawicznie.
– Pani pułkownik, proszę się nie wygłupiać. Teraz do najlepszego medyka. Opieka. Załatwimy najlepszą ochronę. Potem transport do Arkach. Będzie pani miała własny dwór, na pewno tytuł księżniczki, własne wsie i folwarki. Gwarantuję! Najlepsza opieka, najsławniejsi medycy, pieniądze, godności, zaszczyty. Nasz najlepszy, legendarny agent… Nikt takiego nie miał w historii świata!
Annamea uklękła przed chłopcem.
– Przyjmuję – powiedziała cicho. Krew ciekła jej po brodzie.
Wzięła od niego malutki kwiatek. Chłopak lekko pocałował ją w zdrowy policzek. Potem wstał i pomógł się podnieść narzeczonej.
– Nie wygłupiaj się!!! – wrzasnął Biafra. – Pani pułkownik! Stolica Arkach, pałac, wsie, folwarki, zaszczyty, bale na dworze…
– Twarz mi się odkleja – szepnęła Annamea.
– Zaraz się zrobi – chłopak wyrwał kilka swoich długich włosów i skręcił je w nitkę. Podskoczył do rannej koleżanki po igłę i wrócił błyskawicznie. – Nic nie będzie boleć. Rana głęboka i przecięły się te no… jak medycy mówią? Te… nerwy, czy jak. Nic nie będzie boleć, kochanie.
Oderwał jej rękę od straszliwej rany i sprawnie zaczął szyć na okrętkę.
– Pani pułkownik! Najlepsi medycy w kraju. Opieka. Bogactwo. Honory – krzyczał Biafra.
– Panie generale – chłopak w dahmeryjskim mundurze oderwał na chwilę oczy od igły. – Na mocy wojennego prawa zwracam się do pana wedle starego zwyczaju. Wokół nie ma odpowiednich kapłanów, a pan jest tu najwyższy rangą. Zwyczaj mówi: ma pan prawo udzielić nam ślubu, bo ona jest ranna. Proszę o to! Dowódca najwyższy rangą może udzielić ślubu w warunkach bojowych, jeśli w zasięgu wzroku nie ma odpowiednich kapłanów. Proszę to zrobić.
– Annamea!!! – Biafra odchodził od zmysłów. – Najlepsi medycy na świecie! Najlepsza opieka! Bogactwo, władza! Opamiętaj się!
– Udziel nam ślubu – powiedziała cicho. Szycie rzeczywiście ją nie bolało. – On ma rację. W warunkach bojowych najwyższy rangą musi to zrobić według prawa zwyczajowego. A ja jestem ranna. Może nie przeżyję.
– Jesteś pewna???
– Tak. Pospiesz się.
Biafra wpieniony aż zacisnął pięści.
– Dobrze – warknął. – Udzielam wam ślubu. Jesteście teraz mężem i żoną.
Achaja uśmiechnęła się lekko.
– Masz rację siostro. Ja też bym tak zrobiła – nachyliła się i pocałowała ją w zakrwawione czoło. – Wszystkiego najlepszego z okazji ślubu.
– Dzięki!
– Powodzenia!
– Nie bój się. Teraz już zamierzam przeżyć.
– Fajnego masz chłopaka. To znaczy… męża.
– No. Też mi się podoba.
Chłopak spokojnie kończył przyszywanie połowy twarzy. Chciał jakiejś szmaty, ale ranna Dahmeryjka na wózku miała tylko niezbyt czyste onuce. Trudno. Zaczął robić opatrunek z tego, co miał pod ręką, dodając trochę suszonych ziół i jakiejś papki, którą wyciskał ze skórzanego woreczka. Przez cały czas mówił do siebie.
Читать дальше