Anna Brzezińska - Zbójecki Gościniec

Здесь есть возможность читать онлайн «Anna Brzezińska - Zbójecki Gościniec» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Zbójecki Gościniec: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zbójecki Gościniec»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Więżniów trzymano pod niższą Świątynią, w żelaznych klatkach wpuszczonych w kanały ściekowe. Strażnicy ich nie torturowali, co to, to nie. Po prostu pozwalali im tkwić całymi dniami w kanale, rozmyślać i przyglądać się wielkim jaszczurom, od których roiło się w ściekowisku. Zbójcę otoczyły trzy pokażne, wygłodzone sztuki. I tak siedzieli po przeciwnych stronach żelaznej kraty, trzy bestie i Twardokęsek, dzień za dniem gapiąc się na siebie bezsilnie. Gdy więc pojawił się pierwszy strażnik, zbójca ochoczo wyśpiewał swoją historię… – by po latach zapisać ją mogła Anna Brzezińska, specjalistka od staropolskich obyczajów i magii na królewskich dworach.

Zbójecki Gościniec — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zbójecki Gościniec», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Kiedy zniknął pomiędzy drzewami, z rozmachem uderzyła pięścią w jadeitową krawędź sadzawki.

– Plugastwo. – Słowa nie były potrzebne, ale przywykła przywoływać je głosem. – Wytłumacz mi. Zrób to naprawdę szybko.

Z góry, spoza wierzchołków świerków i migdałowców napłynęła fala złości i przestrachu. Jadziołek pozwalał się unosić fali ciepłego powietrza ku portowej dzielnicy i w głębi jego małego, plugawego umysłu Szarka nie znalazła żadnej odpowiedzi.

* * *

– …jakby wszystko zło zleciało się tamtej nocy na Tragankę – dokończył ciężko zbójca. – Rudowłosa dziewka ubiła dri deonema i powędrowała na górę bogini, ale szczęśliwie nie przypadły sobie do smaku. Za to spotkanie z owym żalnickim wywołańcem, z Koźlarzem, długo mieliśmy potem opłakiwać.

– Czego ty chcesz, Twardokęsek? – zarechotał Mroczek. – Spotkali się i rozmiłowali w sobie okrutnie, jako to w bajkach bywa. Zda nam się teraz wszystkim czekać, by książę władztwo niecnie zagrabione odzyskał. I by w szczęśliwości po kres wieków żyli…

– A może i na ciebie, Twardokęsek, gdzieś władztwo rozległe czeka… – podjął szyderczo. – Bo to widzisz, nim w bajce czas na świętowanie przyjdzie, księżniczka musi się pierwej okrutnie namordować. Pół świata o kiju przejść, upokorzeń i poniewierki zakosztować, z głodu o chleb suchy prosić i słonymi łzami go okraszać – zaśmiał się urągliwie. – Za to kiedy ona na dziedzinie swojej osiądzie, to tak wyszlachetnieje, że ledwo ją będą rozpoznawać. Bo nie będzie już szlachcianką wyniosłą i okrutną, jeno panią dobrą a miłosierną, pospolitakom przychylną. I wtedy każdemu sprawiedliwość będzie czynić, dobrami wielkimi wynagrodzi tych, co jej w niedoli pomocą służyli. Znaczy się, ciebie, Twardokęsek. Musi tylko księżniczka zdążyć, nim cię powroźnicy na dobre uwędzą. Ale może i tobie panowanie przeznaczone.

– Nie przeznaczone – cicho powiedziała wiedźma. – Ni jemu, ni mnie, ni tobie. Bo my są jeno te plewy, co je wicher po gościńcu pędzi. Prosto w ogień.

Mroczek podszedł do niej, z rozmachem trzasnął ją w gębę.

– Nie kracz, wiedźmo! – syknął.

ROZDZIAŁ DRUGI

Dobrze przed świtaniem, nim jeszcze dzwon począł zwoływać kapłanów na poranne modły, do pałacu przygnała gromada żaków i tak długo wrzeszczeli na dziedzińcu, aż dopuszczono ich do Szarki.

Żacy byli, są i będą zakałą Traganki. Zawsze gnieździło się ich w mieście kilka setek, wszyscy biedni, wygłodzeni i kłótliwi. Wymuszali haracz od przekupek na targowisku, złorzeczyli kapłanom i odcinali sakiewki pijanym marynarzom. Nikt nie ośmielił się im narazić, a i tak w pobliżu uniwersytetu raz po raz wybuchały zamieszki. Szczególnie odkąd otworzono fakultet teologii. Pozostali studenci, dotychczas skłóceni, zaczęli zasadzać się na przyszłe sługi bogini. Nocami po mieście pałętały się bandy podpitego tałatajstwa, wlokąc po bruku potężne morgensterny i zardzewiałe szarszuny, a rozsądni obywatele pospiesznie schodzili im z drogi. Nie tyle z obawy przed żelastwem, bo żacy nie bardzo wiedzieli, co z nim zrobić, ale ze strachu przez wyzwiskami i nieczystościami, którymi hojnie mieszczan obrzucali.

Rejwach szybko poderwał Twardokęska z wyra. W pałacu roiło się od obdartych, wygłodzonych łotrzyków, którzy rozbiegli się na wszystkie strony, usiłując coś zwędzić i napchać brzuchy. Twardokęsek widział, jak zgorszeni akolici wywlekają jednego z krypty z relikwiami pierwszego dri deonema. Szkolarz miał na grzbiecie kolorowy, połatany chałat i przytroczony do pasa pokaźny, juchtowy worek. Wyrywał się akolitom i wrzeszczał:

– No idę, przecież idę! Toż piwniczki szukałem, a Kretka pies lizał!

Żacy zawsze w gębie mocni, bo jakby którego za bluźnierstwo kapłani zamknęli, to reszta taki tumult w mieście uczyni, że wnet go wypuszczą, pomyślał z zazdrością Twardokęsek. Tego ranka zbójca sprzyjał szkolarzom mniej niż kiedykolwiek. Zrozumiawszy bowiem, że ćwiartowanie się odwlecze, postanowił wypróbować swą nową pozycję. Słowem, zażądał od strażników piwnej polewki, zrazików i kaczki z truflami. Kaczki nie było. Ani piwnej polewki. Znalazła się za to micha flaków z majerankiem i pokaźny bukłaczek jałowcówki, który pospołu z dwoma pachołkami opróżnił przed świtaniem.

Nie, tego ranka Twardokęsek nie sprzyjał nikomu, kto po podwórcu wrzeszczał.

Kiedy zaprowadzono go do Szarki, pora wciąż była wczesna i w komnacie panował przyjemny chłód. Dziewczyna siedziała na wykładanym czarnym aksamitem karle i karmiła jadziołka surowym mięsem, a jej ręki nie chroniło nic prócz miękkich rękawic z jeleniej skóry. Kropelki jadu obeschły już na piórach złego, lecz skoro je Twardokęsek ujrzał, kapłan musiał go przemocą wepchnąć do środka.

Wiele gadek o południowych potworach powtarzali po Krainach Wewnętrznego Morza. O wilkołkach, co się dzionkiem ludzką skórą okręcają, a po nocach z wilczą sforą ludzi ścigają. O odszczepieńczych norhemnach, którzy parzą się z własnymi krowami i płodzą rogate monstra. O skrzydlatych potworach morskich, niewieścim głosem wabiących żeglarzy na podwodne skały. I o bestii zagnieżdżonej pod urwiskiem krańca ziemi, która każdego zmierzchu próbuje połknąć słonko. Twardokęsek zawżdy przysłuchiwał się owym gadkom ciekawie. Raz nawet kazał wędrownego grajka żywcem z Przełęczy Zdechłej Krowy puścić, tak udatnie rozprawiał. Ale żeby miał kiedy w biały dzionek jadziołkowi się przyglądać, to mu ani we łbie postało.

Jadziołki rzadko się widywało w Górach Żmijowych. Raz tylko zbójca słyszał, że się jakiś po okolicy pałętał.

Zdarzyło się to w czas najazdu norhemnów i widno złe z południa za barbarzyńcami lazło, niezgorzej po drodze na ścierwie, co nim pochód znaczyli, popasając. Wioskowa wiedźma próbowała odpędzić je od niemowlęcia. Była to prawdziwie prawowierna wiedźma, wyjątkowo głupia, choć pełna dobrych chęci. Kiedy jadowite pióro uderzyło ją w twarz, własnoręcznie wydrapała sobie oczy. Potem, wyjąc jak wściekły pies, rzuciła się na ciągnące gościńcem stado baranów. Powiadają bowiem, że najgorsze jest nie samo od jadu zdychanie, ale szaleństwo, które pierwej człeka rozbiera.

Żeby tak dziewce na ręce siedziało, jako kura na grzędzie, pomyślał zbójca, ukradkiem kreśląc znak odpędzający złe. Toż ono plugastwo jest przebrzydłe, bogom i ludziom obmierzłe, ono nie samą krwią się pasie, ale i duszę żywą z żywego wysysa.

A potem przypomniał sobie, co mu muzykant na Przełęczy Zdechłej Krowy gadał. Że czasem norhemne żywego jadziołka własną krwią przywabi i na sługę obróci. I potem ni na krok owego człeka złe nie odstąpi. Tyle tylko, że już go jako swego pilnować będzie, we sny się zakradać, dech z wolna wysysać, duszę kazić.

Na nowo nakreślił znak chroniący od złego.

Plugastwo posłało Twardokęskowi nienawistne spojrzenie żółtych, wąskich oczu, nastroszyło oliwkowe pióra na szyi i zbójca zląkł się, że zaraz skoczy mu do gardła.

Szarka wypowiedziała kilka przyciszonych słów w języku, którego nie umiał rozpoznać i złe spokorniało odrobinę. Jednak nadal syczało i póki nie skończyła go karmić, przezornie trzymał się z daleka.

– Siadaj, Twardokęsek – obojętnie wskazała półmiski, po czym zabrała się za stos pism, które zawalały jej koniec stołu.

Czytała, a on pochłaniał plastry wędzonej świniny, goryczkę po wczorajszym pijaństwie piwem spłukiwał, i ukradkiem przypatrywał się dziewczynie. Co prawda niewiele widział, bo znów okręciła twarz zawojem, ale i tak było mu jakoś niesporo. Nie podobała mu się gładko kuta obręcz na jej głowie. Nie podobało mu się, że milczy i ani na niego nie spojrzy. Nie podobali mu się też sinoborscy łucznicy, którzy z kolei przypatrywali mu się nader czujnie.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Zbójecki Gościniec»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zbójecki Gościniec» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Zbójecki Gościniec»

Обсуждение, отзывы о книге «Zbójecki Gościniec» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x