Andrzej Drzewiński - Zabawa W Strzelanego
Здесь есть возможность читать онлайн «Andrzej Drzewiński - Zabawa W Strzelanego» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Zabawa W Strzelanego
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Zabawa W Strzelanego: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zabawa W Strzelanego»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
1. Człowiekiem jestem
2. Ocalenie
3. Zapomniany przez ludzi
4. Zabawa w strzelanego
5. Samodzielna decyzja
6. Epidemia
7. Ich dwudziestu
8. W próżni nie słychać twego krzyku
9. Nieśmiertelny
Zabawa W Strzelanego — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zabawa W Strzelanego», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
On jak tamten też leciał i tylko kwadraty bruku były coraz bliższe.
ZAPOMNIANY PRZEZ LUDZI
Przez opary snu dotarł do mego jakiś dźwięk, który z każdą chwilą zdawał się być coraz gwałtowniejszy. Miał zamiar go zignorować i spać dalej, gdy nagle uświadomił sobie jego pochodzenie. Był to budzik. Otworzył oczy i mógł stwierdzić, że się nie omylił. Jasny cyferblat szczerzył wskazówki, sugerując godzinę siódmą. Musiał wstawać. Aby jak najszybciej wygonić resztki snu, energicznie odrzucił kołdrę i podbiegł do okna. Parkiet chłodził rozgrzane stopy. Na dworze na szczęście nie padało; powietrze było wilgotne i pachniało lipą. Wychylił się dalej i mógł dostrzec dwa kundle szaleńczo biegnące wukół kubłów na śmieci. Za nim w pokoju trzasnęły drzwi. Uniósł głowę, w dalszym ciągu przechylając się za parapet Ujrzał twarz matki; miała dziwny wyraz.
– Co pan tu robi? – usłyszał. Głos był na pozór stanowczy, ale, znając matkę, wyczuł strach.
– Patrzę przez okno, proszę pani – odparł, w miarę beztroskim tonem.
– Proszę odpowiedzieć! – krzyknęła histerycznie. Bo zawołam policję!
Wyprostował się zdziwiony.
– O co ci chodzi, mamo? – mówiąc to, zro-bil krok w jej stronę.
– Proszę się nie zbliżać! Nie jestem żadną pańską mamą! – krzyknęła znowu. – Jeszcze raz pytaiń, kim pan jest?!
– Mamo, zwariowałaś? – teraz i w jego głosie zabrzmiała histeria.
Kobieta znów podskoczyła na dźwięk słów „mama", coraz bardziej czerwieniejąc na twarzy.
– A więc nie chce pan powiedzieć, co robi tutaj o siódmej rano i to w pidżamie! – zawołała zatrzaskując drzwi.
Usłyszał odgłos przekręcanego klucza w zamku. Przez moment, na tyle długi, że zdążyły umilknąć kroki, stał niezdecydowany pośrodku pokoju, aby później gwałtownie skoczyć do drzwi. Uderzył w nie kilkakrotnie pięścią.
– Mamo, otwórz! – wołał. – O co ci chodzi?
Zza drzwi odpowiedziały jakieś dalekie szmery i nic więcej. Otarł kułak ze złuszczonego lakieru, aby później wolnym ruchem sięgnąć do kieszeni. Miękkość materiału uprzytomniła mu fakt, że jest w pidżamie. Usiadł na łóżku, zdjął ze stoliczka paczkę papierosów i stukając palcami w denko, ustami wyjął jeden z nich. Właśnie miał potrzeć łepek zapałki, gdy usłyszał odgłos kroków z korytarza. Odruchowo wstał. W uchylonych drzwiach ukazała się głowa Scotta; sąsiada z góry, dobrodusznego ojca rodziny. Robert mimochodem zauważył pod jego nosem resztki piany po goleniu. Matka najwyraźniej zastała go przy porannej toalecie.
– No… – zaczął groźnie Scott.
– Panie Scott – wszedł mu w słowa Robert – dobrze, że pan przyszedł. Nie wiem, co się dziś dzieje z moją mamą. Wygląda jakby mnie nie poznawała. Może pan jej…
– Zamknij się pan! – przerwał Scott. – Skąd tu się wziąłeś? Tylko szybko, bo jestem nerwowy! Według mnie to zwykły złodziej, pani Holmitz – dodał zwracając się do matki Roberta.
Ten stał z wytrzeszczonymi oczyma i czuł, jak coraz bardziej robi mu się gorąco.
– Czyście powariowali? – wyszeptał. – Przecież ja mieszkam w tym domu od urodzenia, już dwadzieścia lat. A to jest moja matka, przecież wiem, do cholery, jak ona wygląda. Pan też mnie zna od urodzenia. Przestańcie robić głupie kawały, gdyż to wcale nie jest dowcipne.
Tamci wyglądali, jakby patrzyli na groźnego, lecz oryginalnego wariata.
– Zresztą, co ja wygaduję. Rozejrzyjcie się po pokoju. Może to was otrzeźwi – tłumaczył nie dając za wygraną. – Czyje to są rzeczy, jak nie moje? Te książki, zdjęcia, koszule, skarpetki… – miotał się po pokoju wyciągając coraz to nowe przedmioty. – Więc powiedzcie mi, skąd to się tutaj wzięło, co?
Umilkł mając nadzieję, że usłyszy zaraz słowa: „nie gniewaj się synku, to tylko żart". Niestety, usłyszał coś zupełnie przeciwnego.
– Nie wiern skąd to się wzięło. Sądzę, że pan to przyniósł w nocy. Ten pokój był zawsze… – tu jakby na moment się zawahała, aby dokończyć – pusty.
Kiedy to mówiła, jednocześnie wycofywała się za plecy Scotta.
– Niech pan tu zostanie i popilnuje tego człowieka – poprosiła. – Ja wezwę policję.
– Oczywiście pani Holmitz – odpowiedział sąsiad, pozersko opierając się o futrynę.
Matka wyszła, a skołowany Robert usiadł na krześle. Po głowie zaczęła mu chodzić jedna myśl, jak uchronić matkę od zakładu dla psychicznie chorych, gdy przyjdzie policja.
– Radzę panu przestać udawać idiotę – przerwał jego rozmyślania głos Scotta.
Robert rzucił mu niechętnie spojrzenie, lecz tamten, niezrażony, ciągnął dalej:
– Panią Holmitz znam prawie dwadzieścia lat i mogę pana zapewnić, że nigdy nie miała ona syna. Jedyne dziecko, jakie miała to córeczka, która zmarła w kilka dni po urodzeniu.
– Wiem – wtrącił Robert – miałem wtedy dziesięć lat. To była moja siostrzyczka.
– Panie – ciągnął dalej Scott – to nie ma sensu, że pan podaje się za jej syna. A poza tym, co ja tu będę z panem dyskutował.
Do momentu przyjazdu policji siedzieli nie odzywając się do siebie, tylko Robert nerwowo palił papierosa za papierosem.
Obydwaj policjanci byli grubi, nadęci i mieli miny władców, jeśli nie świata, to przynajmniej tej dzielnicy. Jeden z nich pociągał nosem, jakby miał katar.
– To właśnie ten człowiek – powiedziała matka.
– Dokumenty – warknął wyższy kładąc znacząco rękę na pasie.
Kiedy Robert mu je podawał, dodał:
– Proszę się ubierać. Pójdzie pan z nami!
Robert zignorował te słowa, pokazując palcem dane w dowodzie.
– Przykro mi panowie, że musieliście się trudzić – mówił – ale tu jest wyraźnie napisane, że ja tu mieszkam i jestem synem tej pani.
Grubas jeszcze przez chwilę studiował dokumenty naradzając się ze swoim kolegą. Potem znów pociągając nosem zwrócił się do pani Holmitz:
– Z dokumentów wynika, że ten człowiek rzeczywiście jest pani synem.
– Nonsens – odparła.
Scott również coś tam zabulgotał. Robert powoli odzyskiwał zdolność myślenia. „Biedna mama” – przeszło mu przez głowę, jednak musiał zacząć działać.
– Może panowie pójdą po dozorcę i spytają się o mnie. To powinno wyjaśnić tę niezręczną sytuację.
Policjant spojrzał niechętnie; widocznie nie lubił, gdy ktoś był mądrzejszy od niego, ale kiwnął głową na drugiego. Kiedy czekali na jego powrót, Robert z wyrzutem popatrzył na matkę. Ta uniosła z dumą głowę i patrzyła w jakiś wybrany punkt na ścianie. Wtem Robertowi przyszło do głowy, że głupio stać w pidżamie wobec obcych ludzi. Poszedł za kotarę, gdzie leżało ubranie, ułożone jeszcze przed snem. Właśnie zapinał pasek, gdy wszedł wysłany policjant. Na twarzy miał rozlany uśmiech satysfakcji.
– Dozorca przysięga na wszystko, że pani Holmitz zawsze mieszkała sama i nigdy nie słyszał, aby miała syna – wyrecytował.
Wyższy słysząc to, znów pociągnął nosem.
– A więc fałszywe dokumenty – stwierdził. – Proszę z nami.
Odsunął się ukazując drzwi. Robert chciał krzyknąć, zaprotestować, ale nie potrafił swych myśli złożyć w sensowne zdanie. Rozejrzał się jeszcze po pokoju, obcym teraz i nieprzyjaznym, i wyszedł. Gdy schodził z policjantami słyszał cichnący głos Scotta, który uspokajał jego matkę.
– Proszę tu podpisać – powiedział komisarz, kładąc mu przed nosem maszynopis zeznań. Robert starał się go przeczytać, ale piekielny ból głowy zlewał tekst w monotonny deseń. Z rezygnacją złożył u dołu dwa słowa: imię i nazwisko, których za żadną cenę nie miał zamiaru się wyrzekać. Pióro drżało mu w palcach.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Zabawa W Strzelanego»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zabawa W Strzelanego» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Zabawa W Strzelanego» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.