Nagle Martinet nie wytrzymał.
– Macie tu jakiś alkohol? – przerwał obcesowo. Czuł się coraz słabszy.
– Nie używamy takich napoi – odparł chłopiec spoglądając na niego zimno, prawie pogardliwie.
Skrzypnęły drzwi kubryka i do kabiny wszedł Czciciel Słowa. Postawił na stole butelkę z kolorową etykietką.
– Zdaje się, że o to ci chodzi.
– Zostaw nas samych – rzekł do chłopca, który skłoniwszy się posłusznie opuścił kabinę. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć, choć mógłby czuć się urażony takim traktowaniem.
Martinet odrzucił konwenanse i nie zwlekając odkorkował butelkę, po czym rozlał wódkę do szklanek. Wypił sam, gdyż Czciciel Słowa odsunął szklankę, daleko od siebie.
– Myślałem, że pan nie żyje – rzekł Martinet, gdy przyjemne ciepło rozeszło mu się po żołądku.
– To jest niemożliwe – odparł mistrz – znam Słowo, które uczyniło mnie nieśmiertelnym.
W oczach Martineta błysnął strach. Chwycił za szklankę i zauważył, że drży mu ręka.
– Nie wierzę.
– Nie szkodzi – mistrz przymknął powieki. – Nie to jest ważne.
– Więc co?
– Tijana potrzebuje twojej pomocy. Przypilnuję, byś jej udzielił czy chcesz tego, czy nie.
– Nie znam Tijany!
– Znasz. Twoja podświadomość zna ją tak dobrze, że zdolna jest nawiązać z nią kontakt. Wykorzystamy to i odnajdziemy moją córkę.
– Nie domyślam się nawet gdzie mogę jej szukać! – zaoponował Martinet.
– Tijana przebywa poza światem materialnym.
– To żart?
– Znalazła się tam za przyczyną Słowa, którego użyła chcąc wrócić do domu. Ale użyła go nieprecyzyjnie i opuściwszy jeden punkt czasoprzestrzeni nie pojawiła się w drugim. Utkwiła gdzieś między bytem a niebytem, między życiem a śmiercią, pozbawiona ciała i własnej woli. Zdołała uciec od ciebie, od koszmarnego świata pijanego eks-boksera, lecz świat, w którym żyła, nagle stał się nieosiągalny. Wiedza o Słowach bywa niebezpieczna. Przed kilku laty Tijana również błędnie użyła pewnego Słowa. Wtedy na jej plecach pojawił się okropny tatuaż przedstawiający głowę węża. Mimo wielu starań nie zdołała się go pozbyć. Jednak tym razem sprawa wygląda o wiele poważniej, na szczęście mam dowód, że moja córka żyje, świadczą o tym słowa wypowiedziane przez ciebie w letargu. Płyniemy teraz na Wyspę, tam nauczę cię wiedzy o Słowach i razem odnajdziemy Tijanę. Musisz mi pomóc udostępniając swoją podświadomość, gdyż dla mojej córki jest to jedyna droga powrotu.
Martinet słuchał jak we śnie. Jego podświadomość. A cóż to jest? Dlaczego właśnie jego? Sięgnął po butelkę, lecz ruch był zbyt gwałtowny – butelka zakołysała się i zsunęła ze stołu, i wtedy czas zwariował. Martinet poczuł, że ogarnia go uczucie dziwnej rozkoszy; z jego umysłem, ciałem, wszechświatem stało się coś, czego niezdolny był pojąć. Mijały sekundy, minuty, a butelka wciąż spadała. Jej bezwładny lot zdawał się ignorować upływ czasu.
Wreszcie jednak rozbiła się o podłogę. Prysnęły odłamki szkła.
– Odnajdę Tijanę – stwierdził Eric Martinet.
Powietrze skaziła ostra woń parującego alkoholu – niczym opary siarki po szatanie, który zapadł się pod ziemię.
Półtora roku później córka Czciciela Słowa powróciła do świata. Słowo, które ją sprowadziło było bardzo trudne, a wypowiedział je Eric Martinet, gdy zrozumiał swoją podświadomość:
– Kocham cię.