David Brin - Listonosz

Здесь есть возможность читать онлайн «David Brin - Listonosz» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1996, ISBN: 1996, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Listonosz: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Listonosz»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Był ocalałym z katastrofy wędrowcem, który wymieniał opowieści na prowiant i schronienie w okrutnym świecie po straszliwej wojnie. Pewnego mrocznego dnia dotknęło go zrządzenie losu. Pożyczył sobie kurtkę dawno zmarłego pocztowca, by schronić sie przed zimnem. Stary, wytarty strój nadal miał moc jako symbol nadziei. Przyodziany w tę kurtkę zaczął snuć swą najwspanialszą opowieść o odradzającej się ojczyźnie.
Powieść Davida Brina jest historią o kłamstwie, które stało się najpotężniejszą prawdą, jest dramatyczną sagą o człowieku, który przebudził ducha Ameryki, posiłkując się moca marzenia.
Opowieść otrzymala nagrody Campbella i Locusa w 1986.
Nominowana do nagrod Nebula w 1985 i Hugo w 1986.

Listonosz — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Listonosz», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Skupiły się w środku czółna. Gordon i Johnny chwycili za wiosła i zaczęli walkę o zapanowanie nad nie znaną im łodzią. Księżyc nieustannie chował się za chmurami i wynurzał zza nich, gdy szarpali wiosła, rozbryzgując wodę i usiłując jednocześnie złapać właściwy rytm.

Nie dotarli daleko, nim po raz pierwszy natknęli się na wartki nurt nad płycizną. Po chwili czas na praktykowanie się skończył. Pomknęli na łeb na szyję przez spienione bystrza, ledwie omijając połyskujące, wyniosłe głazy, które często dostrzegali dopiero w ostatniej chwili.

Rzeka była szalona. Napędzały ją roztopy. Jej gniewny ryk wypełniał powietrze. W pianie wodnej uginały się promienie księżyca. Nie sposób było walczyć z nurtem. Można było jedynie przymilać się mu, przekonywać go i odwracać jego uwagę. W ten sposób przeprowadzali kruchy stateczek przez ledwie dostrzegalne niebezpieczeństwa.

Na pierwszym spokojnym odcinku Gordon nakierował ich na wir. Obaj z Johnnym wsparli się o wiosła, popatrzyli na siebie i jednocześnie wybuchnęli śmiechem. Marcie i Heather gapiły się na obu mężczyzn, którzy chichotali bez opamiętania pod wpływem adrenaliny oraz poszumu wolności we krwi. Johnny krzyknął głośno i uderzył w wodę wiosłem.

— No jazda, Gordon. To było fajne! Płyniemy dalej.

Gordon wstrzymał oddech. Otarł sobie z oczu wodną pianę.

— Dobra. — Potrząsnął głową. — Ale ostrożnie, zgoda?

Uderzyli jednocześnie wiosłami. Przechylili się mocno, gdy ponownie schwytał ich prąd.

— Cholera jasna — zaklął Johnny. — Myślałem, że poprzednim…

Jego słowa zagłuszył huk wody, lecz Gordon dokończył myśl.

“Myślałem, że poprzednim razem było kiepsko!”

Prześwity między skałami były wąskimi, śmiercionośnymi gardłami. Czółno zgrzytnęło straszliwie, przepływając przez pierwsze z nich, po czym wystrzeliło do przodu, przechylając się ostro.

— Schylcie się mocno! — krzyknął Gordon. Nie śmiał się już teraz, lecz walczył o życie.

“Trzeba było iść piechotą… trzeba było iść piechotą… trzeba było iść piechotą…”

Nieuniknione wydarzyło się jednak szybciej, niż się tego spodziewał — niecałe trzy mile w dół rzeki. Zatopione drzewo — kłoda ukryta tuż za twardą, skalną powierzchnią zakrętu ściany kanionu — smuga falującej wody ukryta w ciemności, nim stało się za późno, żeby Gordon mógł zrobić coś więcej niż zakląć i wbić wiosło w dno, by spróbować zmienić kierunek.

Aluminiowe czółno mogłoby wytrzymać takie zderzenie, lecz po latach wojny nie było już ani jednego. Wykonany z drewna i kory produkt domowej roboty pękł z udręczonym trzaskiem. Rozległy się krzyki kobiet, gdy wszyscy wpadli do lodowatej wody.

Nagły chłód spowodował szok. Gordon pochwycił haust powietrza i przytrzymał jedną ręką przewrócone do góry dnem czółno. Drugą wyciągnął przed siebie i złapał ciemne włosy Heather, akurat na czas, by nie pozwolić, aby porwał ją prąd. Starał się uniknąć jej rozpaczliwych objęć i utrzymać głowę nad wodą… usiłując jednocześnie zaczerpnąć tchu we wzburzonej pianie wodnej.

Na koniec poczuł pod stopami piasek. Musiał wytężać wszystkie siły, by walczyć z prądem i wciągającym stopy błotem. Wreszcie wywlókł na brzeg swój zdyszany ciężar i runął na matę gnijącej roślinności, pokrywającą stromy brzeg.

Heather kasłała i łkała tuż u jego boku. Usłyszał Johnny’ego i Marcie, którzy nieopodal parskali i pluli. Oznaczało to, że im również się udało. Nie została mu jednak ani iskierka energii, by mógł się ucieszyć. Leżał, oddychając ciężko, niezdolny się poruszyć. Miał wrażenie, że minęło wiele godzin.

Wreszcie odezwał się Johnny.

— Nie mieliśmy właściwie żadnego ekwipunku, który moglibyśmy utracić. Ale moja amunicja chyba zamokła. Zgubiłeś karabin, Gordon?

— Aha.

Usiadł z jękiem, dotykając rany na czole, którą miał od uderzenia rozpadającego się czółna.

Wydawało się, że nie odniósł żadnych poważniejszych obrażeń, choć kaszel zmienił się w trudny do opanowania dygot. Pożyczone przez Marcie ubranie przylegało do ciała jasnowłosej konkubiny w sposób, który mógłby mu się wydać interesujący, gdyby Gordon nie czuł się tak nieszczęśliwy.

— C… co zrobimy teraz? — zapytała.

Gordon wzruszył ramionami.

— Na początek wrócimy, żeby poszukać wraka i pozbyć się go.

Spojrzeli na niego, wytrzeszczając oczy.

— Jeśli go nie znajdą, uznają zapewne, że dotarliśmy dziś w nocy znacznie dalej — wyjaśnił. — Może się okazać, że to jedyna rzecz działająca na naszą korzyść. Potem, kiedy już to zrobimy, ruszymy dalej lądem.

— Nigdy nie byłem w Kalifornii… — powiedział Johnny.

Gordon musiał się uśmiechnąć. Od chwili gdy odkryli, że holniści mają jeszcze jednego wroga, chłopak niemal nie mówił o niczym innym.

Pomysł był kuszący. Ścigający z całą pewnością nie będą się spodziewać, że uciekli na południe.

Oznaczałoby to jednak, że musieliby sforsować rzekę. Ponadto, jeśli Gordon dobrze pamiętał, Salmon River leżała dość daleko na południe. Nawet gdyby istniały szanse, by przemknąć się przez kilkaset mil surwiwalistycznych baronii, po prostu nie mieli na to czasu. Nastała wiosna i bardziej niż kiedykolwiek konieczne było, by wrócili do domu.

— Ukryjemy się wśród tych wzgórz, dopóki pościg nas nie minie — zdecydował. — Później możemy równie dobrze ruszyć w stronę Coquille.

Johnny, wiecznie radosny i pełen dobrej woli, nie pozwolił, by ich marne szanse go przygnębiły. Wzruszył ramionami.

— No to wracajmy po czółno.

Wskoczył do lodowatej wody, sięgającej do pasa. Gordon wybrał mocny kawał wyrzuconego przez prąd drewna, by użyć go jako oszczepu, po czym podążył za chłopakiem, lecz nieco ostrożniej. Za drugim razem zimno było tak samo przenikliwe. Palce u nóg zaczynały mu drętwieć.

Dotarli już niemal obaj do przewróconego do góry dnem czółna, gdy Johnny wskazując palcem, krzyknął głośno:

— Poczta!

Na krawędzi wiru, w którym się znajdowali, widać było owinięty w nieprzemakalną tkaninę pakunek, oddalający się ku bystremu prądowi na środku rzeki.

— Nie! — krzyknął Gordon. — Zostaw ją!

Johnny jednak skoczył już głową naprzód w wartkie wody. Płynął z wysiłkiem ku oddalającej się paczce, choć Gordon wrzeszczał do niego:

— Wracaj, Johnny, ty durniu! To nic niewarte! Johnny!

Przyglądał się bezsilnie, jak zawiniątko wraz ze ścigającym je chłopakiem zniknęło za zakrętem rzeki. Tylko odrobinę dalej słychać było ciężki, bezlitosny łoskot bystrz.

Z przekleństwem na ustach Gordon rzucił się w lodowaty prąd. Płynął ze wszystkich sił, by doścignąć Johnny’ego. Serce mu waliło. Z każdym rozpaczliwym oddechem wciągał do płuc lodowatą wodę. Omal nie zniosło go w ślad za chłopakiem za zakręt, lecz w ostatniej chwili złapał za zwisającą nad rzeką gałąź i przytrzymał się jej… akurat na czas.

Przez zasłonę piany dostrzegł, jak jego młody przyjaciel runął w ślad za czarnym pakunkiem w najgorszą z dotychczasowych kaskad, straszliwy chaos hebanowych zębów i piany wodnej.

— Nie — wyszeptał ochryple. Patrzył, jak Johnny’ego i paczkę zniosło razem za występ. Zniknął w czeluści.

Nie przestawał się gapić, choć włosy przesłaniały mu oczy i lepiły się do skóry, a piekące kropelki oślepiały go, mijały jednak minuty i nic nie wyłaniało się ze straszliwego wiru.

Wreszcie gałąź zaczęła mu się wyślizgiwać z dłoni i Gordon musiał się wycofać. Przesuwał się, ręka za ręką, wzdłuż chwiejnego konaru, dopóki nie dotarł na płytką, wolno płynącą wodę u brzegu. Potem, mechanicznie, zmusił swe stopy, by poniosły go w górę rzeki. Przelazł obok wytrzeszczających oczy kobiet i podszedł do zniszczonego czółna z kory.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Listonosz»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Listonosz» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Listonosz»

Обсуждение, отзывы о книге «Listonosz» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.