Brian Aldiss - Wiosna Helikonii

Здесь есть возможность читать онлайн «Brian Aldiss - Wiosna Helikonii» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1989, ISBN: 1989, Издательство: Iskry, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wiosna Helikonii: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wiosna Helikonii»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Dwa tysiące pięćset ziemskich lat liczy helikoński rok. Zima to żywioł fagorów, lato to czas ludzi. Wiosna to wojna. Wiosna to gorączka kości.

Wiosna Helikonii — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wiosna Helikonii», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Brzegi Vakku spinał most, a za mostem Rynek kończył się stromizną z mnóstwem schodów i szerokim balkonem na ich szczycie, gdzie zasiadł olbrzymi, ciosany w skale Akha. Tę figurę, jej wynurzające się z mroku ramiona, widać było nawet z drugiego końca Rynku. Akha w wyciągniętych dłoniach trzymał najprawdziwszy ogień, regularnie podsycany przez kapłana, który wychodził przez drzwiczki w brzuchu posągu.

Lud Akhy gorliwie bił czołem u stóp swego boga, składając mu w ofierze wszelkiego rodzaju dary, odbierane przez kapłanów, prawie niewidocznych pod szatami w czarne i białe pasy. Wierni leżeli twarzami do ziemi, a nowicjusz zamiatał posadzkę miotełką z piór i dopiero gdy skończył, podnosili pełne nadziei spojrzenie na oczy z czarnego kamienia hen ponad nimi, w pajęczynie cieni, i wracali na mniej święty grunt.

Te obrzędy były dla Juliego tajemnicą. Zapytał o nie Kyala i otrzymał wykład, po którym czuł się jeszcze głupszy. Nikt nie objaśni swojej religii obcemu. Mimo to Juli nabrał przeświadczenia, że owa przedstawiona w kamieniu pradawna istota odpiera moce szalejące w świecie zewnętrznym, zwłaszcza władcę nieba Wutrę i wszelkie złe siły sprzymierzone z niebiosami. Akha niezbyt interesował się ludźmi, drobiazg ludzki uchodził jego uwagi. Pragnął od nich jedynie regularnych ofiar, żeby mieć siłę do walki z Wutrą, zaś potężny kler akhański czuwał nad zaspokajaniem boskich pragnień, żeby na ludzi nie spadło nieszczęście.

Pannowalem rządzili kapłani w sojuszu z milicją; nie było tu absolutnego władcy, chyba żeby za takiego uznać Akhę we własnej osobie, który wedle powszechnego mniemania grasował z niebiańską maczugą po górach, szukając Wutry i jego straszliwych wspólników, takich jak wij.

Juli był zaskoczony. Znał Wutrę. Do wielkiego ducha Wutry Alechaw i Onesa, rodzice Juliego, wznosili modły w godzinie trwogi. Wutra jawił im się jako dobroczyńca, dawca światła. I przenigdy, jak sięgał pamięcią, nie wspomnieli o Akhce.

Rynek i sąsiednie komory łączyły się systemem korytarzy pokrętnych jak stanowione przez kapłanów prawa. Do jednych komór wstęp był wolny, do innych wzbroniony zwykłym śmiertelnikom. O zakazanych rejonach mieszkańcy woleli nie rozmawiać. Juli sam wkrótce zauważył, jak wloką grzeszników z rękami skrępowanymi na plecach, jak wiodą ich mrocznymi schodami wśród monumentalnych cieni, jednych do Ziemi Świętej, innych do karnego gospodarstwa za Rynkiem, zwanego Oborą. Z biegiem czasu Juli zaczął chadzać wąskim, najeżonym schodami korytarzem prowadzącym do wielkiej, równej jak stół jaskini noszącej nazwę

Stodoły. Stodoła również miała swój ogromny posąg Akhy w łańcuchu z podobizną jakiegoś zwierzaka zawieszonym na szyi bóstwa patronującego tutaj sportom; w Stodole odbywały się pozorowane walki, pokazy, zawody atletów i pojedynki gladiatorów. Ściany pomalowano w spiralne desenie o barwach od karmazynu do amarantu. Na ogół Stodoła była niemal wyludniona i w jej pustych przestrzeniach dudniły głucho głosy; zachodzili tam wówczas co pobożniejsi pannowalczycy, wznosząc błagalne mogły pod kopułą ciemności. Za to z okazji zawodów Stodoła jarzyła się światłem i rozbrzmiewała muzyką, a tłum wypełniał ją po brzegi.

Z Rynku prowadziły wejścia do dalszych ważnych grot. Od wschodniej strony, przez szereg maleńkich tarasów czy też dużych podestów połączonych schodami z solidną balustradą, wchodziło się do rozległej mieszkalnej groty zwanej Vakk, od strumienia, który stąd wypływał, szemrząc na dnie głębokiego wąwozu. Ponad ogromnym portalem Vakku znajdowała się niezwykle kunsztowna płaskorzeźba, przedstawiająca dziwne, obłe kształty pośród fal i gwiazd, prawie zniszczona w jakimś dawnym zawale. Vakk była najstarszą po Rynku jaskinią, w całości zajętą przez „kwatery”, jak je nazywano, jeszcze sprzed wielu stuleci. Przybyszowi z zewnętrznego świata, gdy stanął w progu i oglądał czy raczej odgadywał spiętrzone tarasy ulatujące w mrok, ledwo rozjaśniony Vakk zdawał się nocną marą, gdzie ciała nie sposób oddzielić od cienia, toteż serce dziecięcia Barier zatrzepotało płochliwie. Zaiste trzeba było mocy Akhy, żeby zbawić tego, czyja noga stanęła w tej zatłoczonej nekropolii.

Ale Juli przystosował się z właściwą młodym łatwością. Zaczął patrzeć na Vakk jak na marnotrawne miasto. W gronie rówieśników, uczniów gildii, wałęsał się po labiryncie skupionych na wielu poziomach kwater, często ze sobą połączonych. Bez końca piętrzyły się jedna na drugiej izby z wyrosłymi z nich meblami, które wyciosano w tej samej skale co podłogi i ściany, w jednym nieprzerwanym ciągu linii i powierzchni. Równie złożona była struktura praw własności publicznej i prywatnej w tym pełnym ładu mrowisku, zawsze jednak wiązało się to z gildyjską organizacją Vakku i zawsze przypadki sporne rozsądzał kapłan.

W jednej z takich kwater Tuska, łagodna małżonka Kyala, znalazła Juliemu mieszkanie, zaledwie o trzy kwatery od własnej. W okrągłej izbie bez sufitu czuł się jak wewnątrz kamiennego kwiatu. Vakk wznosił się stromo, rozjaśniony mętnym światłem naturalnym, mętniejszym niż w Rynku. Powietrze było gęste od kopcia łojowych lamp, chociaż wcale nimi nie szafowano — na glinianej podstawie każdej lampy został odciśnięty numer i kler pobierał od niej podatek. Tajemnicze mgły trapiące Rynek nie miały takiej władzy nad Vakkiem. Stąd wiodła galeria bezpośrednio do Stodoły. Pod nie wygładzonym sklepieniem na niższym poziomie przechodziło się do wysokiej jaskini zwanej Groblą, z czystym, świeżym powietrzem. Mieszkańcy Vakku uważali jednak tych z Grobli za barbarzyńców, głównie dlatego, że należeli oni do niższych gildii, jak rzeźników, garbarzy, kopaczy nertu, gliny i skamieniałego drewna. W skalnym plastrze miodu przyległym do Grobli i Stodoły znajdowała się jeszcze jedna wielka jaskinia, pełna siedzib ludzi i bydła. Była to Turma, przez obcych omijana z daleka. Juli zawędrował tam akurat wtedy, gdy pełną parą szły roboty gildii skalników nad poszerzaniem jaskini. Turma zbierała z pozostałych rejonów wszelkie nieczystości karmiąc nimi świnie i ciemnolubne, rosnące w cieple płody rolne. Niektórzy chłopi z Turmy hodowali dodatkowo rają, ptaka o świecących oczach i luminescencyjnych plamach na skrzydłach. Raje trzymane w klatkach rozjaśniały nieco kwatery Vakku i Grobli, chociaż i od nich kapłani Akhy ściągali podatek.

„W Grobli gbury, w Turmie chłopy jak tury” — głosiło miejscowe porzekadło. Tymczasem Juli zauważył, że ludzie są tu wszędzie otępiali i ożywiają się tylko na igrzyskach, z wyjątkiem garstki handlarzy i traperów zamieszkujących tarasy swojej gildii w Rynku, i z błogosławieństwem Akhy regularnie wyprawianych w interesach na świat zewnętrzny, jak owi dwaj znajomi mu panowie. Ze wszystkich jaskiń większych i mniejszych biegły w głąb litej skały chodniki i tunele, jedne do góry, inne w dół. Pannowal był pełen legend o czarodziejskich potworach przybywających z ciemności pierwotnej skały lub o ludziach mocą czarów porwanych w samo serce góry. Lepiej więc siedzieć na tyłku w Pannowalu, pod opiekuńczym ślepym okiem Akhy, niż szukać gdzieś guza. Lepszy też Pannowal i podatki niż uściski mrozu na zewnątrz. Owe legendy ożywiała gildia bajarzy, której członkowie obstawiali schody lub czyhali na tarasach, snując swoje fantastyczne opowieści. W tym świecie mglistej pomroki słowa były jak latarnie.

Do jednej z dzielnic Pannowalu wymienianej przez ludzi najczęściej szeptem Juli miał wstęp wzbroniony. Była to Ziemia Święta. Szło się tam galerią lub z Rynku schodami, lecz wejść strzegła milicja, a ludzie omijali je z powodu złej sławy. Nikt z własnej nieprzymuszonej woli nie przemierzył krętych dróg do Ziemi Świętej. Mieszkała w niej milicja, zawsze na straży prawa Pannowalu, oraz kapłani, zawsze na straży pannowalskiego ducha.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wiosna Helikonii»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wiosna Helikonii» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Brian Aldiss - Helliconia
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Non-Stop
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Helliconia Summer
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Helliconia Winter
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Helliconia Spring
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Frankenstein Unbound
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Forgotten Life
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Dracula Unbound
Brian Aldiss
Отзывы о книге «Wiosna Helikonii»

Обсуждение, отзывы о книге «Wiosna Helikonii» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x