John Varley - Tytan

Здесь есть возможность читать онлайн «John Varley - Tytan» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1992, ISBN: 1992, Издательство: Rebis, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Tytan: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Tytan»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Bliżej nieokreslona przyszłość. Kilkuosobowa załoga statku badawczego dryfującego w pobliżu Saturna zauważa tajemniczy obiekt. Wzięty z początku za naturalnego satelitę, okazuje się on machiną skonstruowaną przez inteligentną formę życia. Niezwykłość ciała polega na tym, iż jest ono okrągłe, wydrążone w środku, a siłę grawitacji zastępuje siła odśrodkowa ruchu obrotowego. Zamieszkiwane jest wnętrze konstrukcji, a nie jej powierzchnia. W czasie przelotu obiekt „ożywa”, wchłaniając statek wraz z załogą. Po jakimś czasie ludzie budzą się nadzy, w nieznanym świecie, pośród obcych, nie zawsze przyjaznych istot i podejmują próbę wydostania się z niego.

Tytan — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Tytan», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Życie było tutaj łatwe. Wszystkie owoce, których próbowali, były jadalne, wydawało się również, że zaspokajają ich potrzeby odżywcze. Gdyby brakowało jakichś witamin, z pewnością zaobserwowaliby już pierwsze objawy. Niektóre owoce były słone, a inne miały posmak, który — mieli nadzieję — pochodził od witaminy C. Pełno było zwierzyny, której ubicie nie przedstawiało żadnych trudności.

Wszyscy byli nawykli do życia astronauty, ściśle wyznaczonych terminów, gdzie każde z codziennych zadań wyznaczała kontrola naziemna i gdzie główna rozrywka polegała na narzekaniu, że to niemożliwe i mimo wszystko wykonywaniu tego. Byli przygotowani do walki o przetrwanie we wrogim otoczeniu, ale Hyperion był mniej więcej tak samo wrogi, jak Zoo w San Diego. Oczekiwali Robinsona Crusoe albo przynajmniej Robinsona Szwajcarskiego, ale Hyperion okazał się łatwizną. Nie przyzwyczaili się jeszcze myśleć w kategoriach misji.

W dwa dni po odejściu Calvina i August Gaby podarowała Cirocco ubranie, które zrobiła z podartych spadochronów. Cirocco była głęboko poruszona wyrazem twarzy Gaby, gdy je przymierzała.

Ubiór składał się z togi i luźnych spodni. Materiał był cienki, ale zadziwiająco mocny. Pocięcie go na odpowiednie kawałki i zszycie igłą odłamaną z kolczastej rośliny kosztowało Gaby wiele ciężkiej pracy.

— Gdybyś zrobiła coś w rodzaju mokasynów — powiedziała Cirocco — po powrocie awansuję cię od razu o trzy stopnie.

— Właśnie nad tym pracuję.

Przez cały następny dzień chodziła rozpromieniona, brykając jak źrebak i ocierając się o Cirocco i jej piękną szatę pod najbardziej błahym pretekstem. Tak strasznie chciała jej sprawić przyjemność.

Cirocco siedziała nad brzegiem rzeki, była sama i była z tego zadowolona. Nie w smak jej było stanowić kość niezgody pomiędzy dwojgiem kochanków. Billa zaczęło irytować zachowanie Gaby i poczuł, że musi coś z tym zrobić.

Usiadła wygodnie, z długim wędziskiem w ręku i przypatrywała się spławikowi przyczepionemu do linki. Jej myśli krążyły wokół możliwości wsparcia stąd ewentualnej ekspedycji ratunkowej, gdyby w ogóle jakaś po nich przyleciała. Wiadomość, którą zdołała nadać w czasie katastrofy „Ringmastera” mówiła o wrogim działaniu i mogło to mieć olbrzymie następstwa. Z pewnością załoga mogła być uznana za poległą, ale trudno byłoby zapomnieć o Temidzie — Gai. Wkrótce powinien nadlecieć statek.

— W porządku — powiedziała do siebie. — Gaja powinna mieć gdzieś sprzęt łączności.

Prawdopodobnie znajdował się blisko osi. Nawet gdyby były tam również silniki, centralne położenie wydawało się logiczną lokalizacją centrum sterowniczego. Być może byli tam też ludzie, którzy tym kierują, ale równie dobrze mogło ich nie być. Z pewnością podróż nie wydawała się łatwa, ani kierunek bezpieczny. Być może to miejsce było starannie strzeżone przed penetracją i sabotażem.

Jeżeli jednak jest tam gdzieś radio, powinna zrobić wszystko, żeby do niego dotrzeć.

Ziewnęła, podrapała się po żebrach i leniwie pomachała nogą. Spławik podskakiwał na wodzie. Czas zdawał się idealny na drzemkę.

Nagle spławik zatańczył na wodzie i zniknął pod powierzchnią. Cirocco popatrzyła na niego przez chwilę, zanim wreszcie z lekkim zaskoczeniem zrozumiała, że coś chwyta przynętę. Wstała i zaczęła ciągnąć.

Ryba nie miała oczu, łusek ani płetw. Rocky trzymała ją w ręku i oglądała z ciekawością. To była pierwsza złowiona tu ryba.

— Co ja do cholery robię? — zapytała głośno. Wyrzuciła rybę z powrotem do wody, zwinęła wędkę i ruszyła wzdłuż rzeki do obozu.

W połowie drogi puściła się pędem.

— Przykro mi, Bill, wiem, że włożyłeś masę roboty w urządzenie tego miejsca, ale kiedy przyjadą po nas, zastaną mnie przy ciężkiej pracy na rzecz wydostania się stąd — powiedziała Cirocco.

— W zasadzie się z tobą zgadzam. Masz jakiś pomysł?

Wyjaśniła swoje domysły dotyczące piasty Temidy, przypuszczenie, że gdyby ta olbrzymia konstrukcja miała jednak jakiś centralny punkt sterowniczy, to musiałby się on znajdować właśnie tam.

— Nie wiem, co tam znajdziemy. Być może same zakurzone pajęczyny i okaże się, że wszystko tu na dole kręci się po prostu siłą inercji. Albo może kapitan i załoga tylko czekają, żeby nas rozwalić na strzępy za najazd na ich statek. Ale musimy się przekonać.

— Jak mamy się tam dostać? Co proponujesz?

— Nie mam jeszcze pewności. Zakładam, że miękkoloty nie mogą nas tam przenieść, bo gdyby mogły, na pewno mogłyby coś więcej powiedzieć o bogini, o której opowiadają. Być może nawet w szprychach nie ma już powietrza.

— To może trochę skomplikować sprawę — powiedziała Gaby.

— Nie dowiemy się tego, dopóki nie sprawdzimy. W górę szprych można się posuwać wzdłuż podtrzymujących kabli. Powinny iść aż do środka, aż na sam szczyt.

— Mój Boże — mruknęła Gaby. — Nawet te ukośne mają ze sto kilometrów długości. A to tylko wyprowadzi nas na dach. Stamtąd jeszcze dalszych pięćset kilometrów do piasty.

— Moje plecy — jęknął Bill.

— Co z tobą? — spytała Cirocco. — Nie powiedziałam wcale, że będziemy się na kable wspinać. Zdecydujemy, kiedy dobrze się im przyjrzymy. Próbuję wam tylko powiedzieć, że zupełnie nie znamy tego miejsca. Z tego, co wiem, w samym środku tego bagna tkwi ekspresowa winda, która przeniesie nas na sam szczyt. Albo mały człowieczek, sprzedający bilety na helikopter, albo latające dywany. Nigdy niczego się nie dowiemy, jeżeli nie zaczniemy się rozglądać.

— Nie podniecaj się — powiedział Bill. — Jestem z tobą.

— A ty, Gaby?

— Pójdę tam, gdzie i ty — powiedziała rzeczowo. — Wiesz o tym.

— W porządku. Powiem wam, co myślę. Na zachodzie, w stronę Okeanosa biegnie nachylony kabel. Jednak rzeka płynie w drugą stronę, więc powinniśmy ją wykorzystać jako drogę transportu. Może nawet zdołamy w ten sposób dostać się do następnego rzędu kabli szybciej niż przedzierając się przez dżunglę. Myślę, że powinniśmy kierować się na wschód, w stronę Rei.

— Calvin powiedział, że powinniśmy się od niej trzymać z daleka — przypomniał Bill.

— Nie powiedziałam, że będziemy się tam zapuszczać. Jeżeli jest coś trudniejszego do zniesienia niż to wieczne popołudnie, to tylko wieczna noc i wcale się nie palę, żeby tam iść. Ale po drodze jest szmat kraju. Możemy go sobie obejrzeć.

— Przyznaj się, Rocky. Jesteś urodzoną turystką.

Musiała się uśmiechnąć.

— To raczej poczucie winy. Przed chwilą sobie pomyślałam: oto jesteśmy w tym niewiarygodnym miejscu. Wiemy, że jest tu tuzin inteligentnych ras. I cóż robimy? Siedzimy sobie i łowimy ryby. No cóż, to nie dla mnie. Chciałabym trochę powęszyć. Za to nam przecież płacą i — do licha — właśnie to lubię. Może szukam przygód.

— Mój Boże — powiedziała Gaby z niknącym uśmiechem. — Czego ci jeszcze trzeba? Mało miałaś przygód?

— Przygody mają to do siebie, że czasami źle się kończą — powiedział Bill.

— Myślisz, że nie wiem? Ale i tak posuwaliśmy się w dół tej rzeki. Chciałabym ruszyć po najbliższej drzemce. Czuję się, jakbym była naćpana.

Bill rozważał to przez chwilę.

— Myślisz, że to możliwe? Coś w którymś z tych owoców?

— Co? Naczytałeś się science fiction, Bill?

— Posłuchaj, nie czepiam się twoich starych, czarno-białych filmów, a ty nie czepiaj się moich czytelniczych gurtów.

— Ale tamto to prawdziwa sztuka. Mniejsza z tym. Przypuszczam, że mogliśmy zjeść coś, co uspokaja, choć bardziej odpowiada mi myśl, że jest to po prostu staromodne lenistwo.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Tytan»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Tytan» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


libcat.ru: книга без обложки
John Varley
John Varley - Opzioni
John Varley
libcat.ru: книга без обложки
John Varley
libcat.ru: книга без обложки
John Varley
John Varley - Czarodziejka
John Varley
John Varley - Titano
John Varley
John Varley - Naciśnij Enter
John Varley
libcat.ru: книга без обложки
John Varley
libcat.ru: книга без обложки
John Varley
libcat.ru: книга без обложки
John Varley
Отзывы о книге «Tytan»

Обсуждение, отзывы о книге «Tytan» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.