— Kiedy wyjadę? — spytał Fornri.
— Jeden ze statków odlatuje dziś wieczorem, ale to jeszcze za wcześnie. Jeśli mi się to uda, poleci trzecim statkiem. Musimy mieć tylko tyle czasu, ile tylko można. Najpierw skieruję pana do jednego z moich przyjaciół, który także jest antropologiem. Będzie zachwycony, że może udzielić panu lekcji cywilizacji. Pomoże też odszukać tych prawników, albo też, jeśli firma ta już nie istnieje, pomoże znaleźć inną.
— I jeszcze jedno — rzekł Fornri. — Mamy trochę kryształów retronu.
— Naprawdę!? — wykrzyknął Hort. — Naprawdę je macie? A to niespodzianka!
— Chcemy je zamienić na pieniądze. Czy mam je zabrać ze sobą?
— Skądże znowu! Kryształy trzeba przewozić w specjalnych zasobnikach, bo inaczej ich emisja zakłóca funkcjonowanie instrumentów pokładowych. Poprosiliby pana o opuszczenie statku jeszcze przed startem. Może ci prawnicy pomocą panu znaleźć jakieś wyjście.
Wszyscy trzej siedzieli przez chwilę w milczeniu, patrząc na statki. W końcu Hort zwrócił się do Starszego:
— Czy na Langri wymyślono już jakieś przysłowia o przewrotności kobiet?
— Mnóstwo — odrzekł Starszy — ale raczej o ich przekorności.
— Taak — Hort pokiwał głową. — To jest właściwe określenie.
Na tle stojących już szalunków niewielkich kopuł, których skupiska miały tworzyć przyszły ośrodek zdrowia, pracowała jakaś maszyna, wyrównując pod jego budowę szczyt urwistego cypla. Talitha Warr pewnie poruszała się po placu budowy, udzielając instrukcji majstrowi, za którym szła Dalia. Oboje bacznie słuchali uwag panny Warr.
— Niezła ściana — rzekła Talitha. — Wolałabym, żeby nikt z niej nie spadł. Pacjenci szpitala będą mogli tu przychodzić, by podziwiać widoki morza i nacieszyć się wiatrem.
Majster skrzywił się i podrapał po głowie.
— Pacjenci szpitala? — zdziwił się. — W planach nie ma żadnego szpitala.
— Szpital będzie z tyłu, za ośrodkiem zdrowia — powiedziała Talitha. — W miarę możliwości postaramy się zapewnić pacjentom pobyt w budynkach w stylu miejscowym. Lepiej będą się czuli w znanym sobie otoczeniu. W ośrodku będą różne gabinety lekarskie i zabiegowe oraz laboratoria.
— Aha.
— Tam urządzimy plac zabaw dla dzieci — Talitha pokazała ręką — a tu chciałabym założyć typowy park z fontanną i najpiękniejszymi kwiatami i krzewami, jakie tylko można znaleźć na Langri. Teraz pomówmy o drodze do plaży. Chcę, żeby była jak najmniej stroma. Chorzy pacjenci będą musieli się po niej wspinać, albo prosić przyjaciół o zaniesienie na górę. Chciałabym mieć dla nich windę, lecz obawiam się, że byłoby to zbyt kosztowne.
— Nie musi — rzekł majster. — Coś się dla pani wykombinuje. Talitha zdecydowanie pokręciła głową.
— Wuj zaproponował mi platformę wciąganą za pomocą lin, blików i innych rzeczy, ale nie zgodziłam się. Nie chcę, żeby moi pacjenci spadali z tej platformy. Pozostańmy przy drodze, ale o jak najmniejszym spadku.
Arie Hort i Starszy stali na skraju lasu, patrząc na leżący w dole plac budowy ośrodka zdrowia oraz dalej na brzeg i rozległą przestrzeń morza.- Hort opuścił lornetkę.
— Panna Warr zawzięcie szefuje — rzekł. — Widzi mi się, że nieźle im idzie. To będzie całkiem przyjemny budynek. Kamień spadł mi z serca, bo bałem się, że będą budowali z tych ohydnych prefabrykatów.
Starszy nie mówił nic. Hort patrzył nań przez chwilę, a potem jeszcze raz podniósł lornetkę do oczu.
— A więc Dalia zostanie pielęgniarką — zauważył.
— Będzie ją uczyć panna Warr — rzekł Starszy. — To dobrze, prawda?
— Oczywiście. Trudno mieć coś przeciwko ośrodkom zdrowia, przychodniom i tym podobnym rzeczom, nawet gdy Wembling sprowadza tysiąc razy więcej materiałów i żywności niż potrzeba ośrodkowi zdrowia. Czy ostatnio rada pofatygowała się, żeby popatrzeć na lądowisko? Kontenery ustawiono tam w ośmiowarstwowych rzędach, po osiem sztuk w każdym rzędzie, na całej długości lądowiska.
— Narrif mówi, że jest już zmęczony bezsensownymi oskarżeniami ambasadora.
— Wielka szkoda. Powinni mieć chociaż jakieś pojęcie, czego potrzebuje taki niewielki budynek, jak ośrodek zdrowia. Przypuszczam, że około dziesięciu kontenerów, toteż ktoś powinien zapytać ambasadora, co zamierza zrobić z pozostałymi sześcioma setkami. Miejmy nadzieję, że Fornri i ci prawnicy będą gotowi do działania w chwili, gdy radzie otworzą się oczy.
— Narrif uważa, że ci prawnicy są niepotrzebni. Mówi, że nie można dopuścić, aby Fornri opłacił ich z pieniędzy należących do Langri.
— To podejrzana sprawa, że Narrif coraz bardziej zaprzyjaźnia się z ambasadorem — rzekł Hort. — Zauważyłem jego codzienne wizyty w ambasadzie.
— Ja też to zauważyłem.
Usiedli na pniu powalonego drzewa; Hort w dalszym ciągu obserwował przez lornetkę plac budowy ośrodka zdrowia.
— Zauważyłem, że Narrif zaleca się do Dalii — powiedział Hort. — Czyżby zmieniła obiekt swych pragnień? Starszy uśmiechnął się.
— Sądzę, że jej pragnienia zawsze będą związane z Fornrim.
— Szkoda, że tego sobie nie uświadomiła przed jego wyjazdem. Najbardziej dotknęło go to, że wystąpiła przeciw niemu.
— Ależ ona to sobie uświadomiła — rzekł Starszy. — Była tam przy statku. Może by się z nim rozmówiła, ale ponieważ my staliśmy przy Fornrim, zwlekała z tym aż było za późno. Widziałem, jak po odlocie statku płakała w lesie nad lądowiskiem. Przerwał.
— Wczoraj — dodał — pytała o niego.
— Dziwnym zbiegiem okoliczności Wembling również pytał o Fornriego. Jeszcze nie bardzo rozumie, co się dzieje, a jest niesłychanie podejrzliwy. Dobrze zrobiliśmy mówiąc Fornriemu, żeby nie przysyłał nam żadnych wiadomości. Wembling przekazuje mi wprawdzie moją pocztę, ale przedtem ją otwiera.
— Czy wygodnie żyje się panu samotnie w lesie? — spytał Starszy z troską w głosie. — Każda wieś byłaby zaszczycona, gdyby pan w niej zamieszkał.
— Dziękuję, ale jest mi tam bardzo dobrze. Mieszkanie w chacie, którą zbudowałem własnymi rękami, daje mi satysfakcję, choć zupełnie nie potrafiłem prawidłowo utkać ścian.
— Mógłby pan zbudować własną chatę w jednej ze wsi.
— To prawda, ale uważam, że tam, gdzie mieszkam, jestem bardziej przydatny. Jestem dostatecznie blisko, by mieć oko na różne niegodziwości Wemblinga, ale nie aż tak blisko, żeby mu zawadzać. Może pan powiedzieć Dalii, że z Fornrim na pewno jest wszystko w porządku. Opiekuje się nim mój przyjaciel. Boję się tylko, żeby Wemblingowi nie udało się zbudować uzdrowiska i uruchomić go, zanim Fornri skontaktuje się z prawnikami.
Hirus Ayns powrócił na pokładzie jednego ze statków transportowych firmy Wembling and Company, a kiedy schodził z trapu, czekał tam na niego Wembling. Niecierpliwie schwycił go za rękę.
— No jak? — spytał.
— Bez problemu — rzekł Ayns. — Mam te twoje uprawnienia.
— Zaczynałem się już martwić.
— Powiedziałem ci, że to potrwa, a ty nie chciałeś, żeby się z tobą kontaktować.
— Wiem, wiem, jakikolwiek przeciek wszystko by popsuł. Miałem szczęście, że tubylcy nie skonfiskowali mi tego, co tu zgromadziłem, bo nie miałem żadnych podstaw prawnych, żeby temu zapobiec. Naprawdę masz te uprawnienia?
Ayns uśmiechnął się szeroko i wręczył mu dokument. Wembling z zapałem zapoznawał się z jego treścią. Potem odwrócił się.
— W porządku! — wykrzyknął. — Wyładować maszyny i do roboty! Hirusie — zwrócił się do Aynsa — co z resztą moich robotników?
Читать дальше