Robert Silverberg - Stochastyk

Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Silverberg - Stochastyk» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Gdańsk, Год выпуска: 1993, ISBN: 1993, Издательство: Gold, RYT, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Stochastyk: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Stochastyk»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Kiedy przeszłość krzyżuje się z przyszłością…
Nowy York. Ostatnie miesiące XX wieku. Lew Nicholas — ekspert w dziedzinie prognozowania przyszłości — osiągnął pozycję szarej eminencji, „twórcy królów”, człowieka, który mógłby doprowadzić Paula Quinna do Białego Domu w roku 2004.

Stochastyk — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Stochastyk», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— No, teraz mi lepiej — powiedział. — Wizje bywają czasami niesłychanie męczące. Może poprosimy wreszcie o menu, co?

— Naprawdę czujesz się już dobrze?

— Znakomicie.

— Przepraszam, że poprosiłem, abyś…

— Nie przejmuj się — powiedział. — Nie było to takie straszne, jak ci się mogło wydawać.

— Czy to, co widziałeś, było przerażające?

— Przerażające? Nie, nie, przerażające nie. Przecież mówiłem, że to nie było nic, czego nie widziałbym już wcześniej. Opowiem ci o tym pewnego dnia. — Carvajal przywołał kelnera. — Sądzę, że przyszła pora na lunch — powiedział.

Jadłospis nie zawierał cen, co było oznaką klasy. Lista potraw przedstawiała się imponująco: pieczony stek z łososia, homar z Maine, pieczona polędwica, filet z soli, po prostu cały spis niedostępnych gdzie indziej przysmaków zamiast nieapetycznych, wczorajszych sałatek z fasoli sojowej i czekoladek z wodorostami. Każda pierwszorzędna restauracja nowojorska podaje na ogół jeden rodzaj świeżej ryby i jakieś mięso, ale dziewięć czy dziesięć rarytasów w pojedynczej karcie dań dobitnie świadczyło o potędze i bogactwie członków Klubu Kupców i Spedytorów oraz o wysoko postawionych znajomościach szefa kuchni. Nie zdumiałbym się bardziej, gdyby menu zawierało filet z jednorożca i pieczone kotleciki ze sfinksa. Nie mając pojęcia, ile co kosztuje, beztrosko zamówiłem sobie małże z wiśniami i polędwicę wołową. Carvajal wybrał łososia i koktajl z krewetek. Odmówił wina, ale mnie namawiał, żebym wziął dla siebie pół butelki. Karta win była równie bezcenna; zdecydowałem się na Latour rocznik ‘91, pewnie za jakieś dwadzieścia pięć dolarów. Skąpstwo na rachunek Carvajala nie miało sensu. Zostałem zaproszony, a jego było na to stać.

Carvajal przyglądał mi się bacznie. Był teraz jeszcze bardziej zagadkowy. Z pewnością czegoś ode mnie oczekiwał; wyznaczył mi niechybnie jakieś zadanie. Wydawało się, że niemal mi nadskakuje na swój odległy, niewypowiedziany, tajemniczy sposób. Sam nie podsuwał jednak żadnych wskazówek. Czułem się jak pokerzysta z przewiązanymi oczami, grający z przeciwnikiem, który widzi moje karty. Demonstracja widzenia, do której udało mi się nakłonić Carvajala, stała się tak niepokojącym punktem naszej rozmowy, że wahałem się, czy wrócić do tematu; przez jakiś czas gawędziliśmy więc przyjemnie i niezobowiązująco o winie, jedzeniu, giełdzie, gospodarce narodowej, polityce oraz innych, równie neutralnych sprawach. Nieuniknienie poruszyliśmy temat Paula Quinna i atmosfera nagle zrobiła się wyraźnie cięższa.

— Quinn znakomicie się spisuje, prawda? — powiedział Carvajal.

— Tak sądzę.

— Jest niewątpliwie najpopularniejszym burmistrzem Nowego Jorku od wielu lat. Ma wdzięk, co? I niesamowitą energię. Czasami nadmierną, prawda? Jest często niecierpliwy i nie chce korzystać z tradycyjnych kanałów politycznych dla osiągnięcia swoich celów.

— Chyba tak — powiedziałem. — Jest impulsywny, z pewnością. Wada młodości. Pamiętaj, że Quinn nie ma jeszcze nawet czterdziestu lat.

— Powinien działać spokojniej. Niecierpliwość czyni go niekiedy despotycznym. Burmistrz Gottfried był despotą, a przecież pamiętasz, co mu się przytrafiło.

— Gottfried był dyktatorem w każdym calu. Usiłował zmienić Nowy Jork w państwo policyjne i… — urwałem zdumiony. — Zaraz, chwileczkę. Czy sugerujesz, że Quinnowi rzeczywiście grozi zamach?

— Raczej nie. Nie znajduje się w większym niebezpieczeństwie niż jakakolwiek inna znaczna postać polityczna.

Widziałeś coś, co…

— Nie. Nic.

— Muszę wiedzieć. Jeżeli masz jakieś dane dotyczące zamachu na życie burmistrza, to nie baw się ze mną w kotka i myszkę. Chciałbym usłyszeć, co masz mi na ten temat do powiedzenia.

Te słowa ubawiły Carvajala.

— Źle mnie rozumiesz. O ile wiem, Quinnowi nie zagraża żadne osobiste niebezpieczeństwo, a jeśli odebrałeś to inaczej, to po prostu źle się wyraziłem. Chodziło mi o to, że taktyka Gottfrieda przysparzała mu wrogów. Możliwe, że gdyby go nie zamordowano, miałby problemy z ponownym wyborem. Quinn również przysporzył sobie ostatnio wrogów. Niektóre grupy wyborców są oburzone, że pomija coraz częściej Radę Miejską.

— Owszem, Czarnych tak, ale…

— Nie tylko Czarnych. Zaczyna nie podobać się szczególnie Żydom.

— Z tego nie zdawałem sobie sprawy. Ankiety nie…

— Jeszcze nie. Stanie się to widoczne za kilka miesięcy. Ale stanowisko w sprawie nauki religii w szkołach najwyraźniej już mu zaszkodziło w dzielnicach żydowskich. A jego uwagi pod adresem Izraela, poczynione podczas uroczystego otwarcia nowego wieżowca Banku Kuwejckiego na Lexington Avenue…

— Otwarcie banku odbędzie się dopiero za trzy tygodnie — powiedziałem.

Carvajal zaśmiał się. — Naprawdę? Och, znów wszystko pomyliłem! Oglądałem, zdaje się, jego przemówienie w telewizji, ale może…

— Nie oglądałeś. Widziałeś je.

Bez wątpienia. Bez wątpienia.

— Co powie Quinn o Izraelu?

— Kilka niewinnych dowcipów. Ale tutejsi Żydzi są wyjątkowo uczuleni na takie uwagi, a ich reakcja nie była — nie będzie — przychylna. Nowojorscy Żydzi tradycyjnie nie dowierzają irlandzkim politykom. Szczególnie irlandzkim burmistrzom, ale przed zamachami nie przepadali nawet za braćmi Kennedy.

— Z Quinna jest taki Irlandczyk, jak z ciebie Hiszpan — powiedziałem.

— Dla Żyda każdy o nazwisku Quinn jest Irlandczykiem, jego potomstwo do pięćdziesiątego pokolenia to także Irlandczycy, a ja istotnie jestem Hiszpanem. Nie podoba im się agresywność Quinna. Wkrótce dojdą do wniosku, że jego ocena Izraela jest niesłuszna. I zaczną szemrać otwarcie.

— Kiedy?

— Jesienią. „Times” opublikuje na pierwszej stronie artykuł o nieprzychylnym Quinnowi stanowisku żydowskiego elektoratu.

— Nie — powiedziałem. — Poślę Lombroso, żeby dokonał otwarcia banku zamiast Quinna. Zamknę Quinnowi usta i przypomnę wszystkim, że jedno z najwyższych stanowisk w administracji miejskiej sprawuje Żyd.

— O nie, nie możesz tego zrobić — powiedział Carvajal.

— Dlaczego nie?

— Bo Quinn wygłosi swoje przemówienie. Widziałem.

A jeśli uda mi się w tamtym tygodniu wysłać Quinna na Alaskę?

— Proszę cię, Lew. Uwierz mi, że to niemożliwe, by Quinn był w dniu uroczystości gdziekolwiek indziej poza gmachem Banku Kuwejckiego. Niemożliwe.

— Więc nie powstrzyma się także od złośliwostek pod adresem Izraela, nawet jeżeli go przestrzec, żeby tego nie robił?

— Tak.

— Nie wierzę. Sądzę, że jeśli pójdę do niego jutro i powiem: „Hej, Paul, według mnie wyborcy żydowscy zaczynają się niepokoić, więc daruj sobie lepiej tę kuwejcką historię”, to Quinn odpuści bank. Albo przynajmniej złagodzi swoje antyizraelskie uwagi.

— Pójdzie na otwarcie — powiedział cicho Carvajal.

— Bez względu na to, co powiem albo zrobię?

— Bez względu na to, co powiesz albo zrobisz, Lew. Potrząsnąłem głową. — Przyszłość nie jest tak nieelastyczna, jak ci się wydaje. Mamy coś do powiedzenia na temat zbliżających się wydarzeń. Pogadam z Quinnem o tej uroczystości kuwejckiej.

— Nie rób tego, proszę.

— Dlaczego nie? — spytałem szorstko. — Bo musisz koniecznie pokierować przyszłością w prawidłowy, twoim zdaniem, sposób?

Poczuł się chyba urażony.

— Bo wiem, że przyszłość zawsze rozwija się w prawidłowy sposób — rzekł łagodnie. — Upierasz się, żeby to sprawdzić za wszelką cenę?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Stochastyk»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Stochastyk» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Robert Silverberg - He aquí el camino
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Rządy terroru
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Poznając smoka
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Old Man
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Nature of the Place
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Reality Trip
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Songs of Summer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Secret Sharer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Good News from the Vatican
Robert Silverberg
libcat.ru: книга без обложки
Robert Silverberg
Отзывы о книге «Stochastyk»

Обсуждение, отзывы о книге «Stochastyk» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.