Arthur Clarke - Oko czasu

Здесь есть возможность читать онлайн «Arthur Clarke - Oko czasu» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 2008, ISBN: 2008, Издательство: Vis-á-vis/Etiuda, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Oko czasu: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Oko czasu»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Jest rok 1885. Przebywający na Granicy Północno-Zachodniej młody dziennikarz, Rudyard Kipling, jest świadkiem niezwykłego spotkania brytyjskich żołnierzy z wytworem nieprawdopodobnie zaawansowanej technologii: unoszącą się w powietrzu kulą, która wydaje się obserwować wszystko wokół. Niebawem zza okolicznego wzgórza wyłania się uszkodzony helikopter z 2037 roku…

Oko czasu — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Oko czasu», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Spróbowała się skupić.

Na początku myślała, że to szympansy, ale o lekkiej, jakby pełnej gracji budowie. Może jakaś miniaturowa odmiana. Jeden z nich był mały, drugi większy i ten drugi tulił w ramionach tego mniejszego. Na znak Grove’a dwaj rekruci postąpili do przodu i odciągnęli dziecko, chwyciwszy matkę za przeguby i kostki i przygniatając ją do ziemi. Stworzenie kopało i prychało.

„Szympans” był istotą dwunożną.

— Jasny gwint — mruknęła Bisesa. — Myślicie, że to australopitek?

— Tak, to Lucy — mruknął Abdikadir. — Ale pitekantropy wymarły. Jak dawno? Jakiś milion lat temu?

— Czy to możliwe, żeby ich grupa jakimś cudem przeżyła w naturalnym środowisku, może w górach…?

Popatrzył na nią, jego oczy były jak dwie czarne studnie.

— Sama w to nie wierzysz.

— Nie wierzę.

— Rozumiecie? — krzyknął White z podnieceniem. — Widzicie tego człowieka-małpę? Czyż to nie jeszcze jeden uskok czasu?

Bisesa zrobiła krok w przód i zajrzała w udręczone oczy pitekantropa. Zobaczyła, że wysila się, żeby dosięgnąć dziecka.

— Zastanawiam się, co myśli. Abdikadir chrząknął.

— Zupełnie jak w filmie.

8. Na orbicie

Po kilku godzinach bezowocnego wywoływania Musa usiadł na koi.

Troje kosmonautów leżało tuż obok siebie w skafandrach kosmicznych, niczym wielkie pomarańczowe robaki. Tym razem przytulność kapsuły Sojuza, fakt, że byli przyciśnięci do siebie tak blisko, dodawał im otuchy.

— Nie rozumiem tego — powiedział Musa.

— Już to mówiłeś — mruknęła Sabie.

Zapanowała ponura cisza. Od chwili gdy utracili łączność, atmosfera wewnątrz kapsuły w każdej chwili groziła wybuchem.

Po trzech miesiącach życia ze sobą tak blisko Kola myślał, że zaczyna rozumieć Sabie. Czterdziestoletnia Sabie pochodziła z biednej nowoorleańskiej rodziny o skomplikowanej historii. Niektórzy Rosjanie, którzy z nią służyli, podziwiali jej siłę charakteru, która zaprowadziła ją tak wysoko, w Biurze Astronautyki NASA nawet teraz, jeśli się nie było mężczyzną i członkiem amerykańskiej elity, stanowiło to wyraźny minus. Inni kosmonauci, mniej życzliwi, żartowali, jak należałoby zmienić manifest ładunkowy rakiety, gdyby Sabie znalazła się na pokładzie, biorąc pod uwagę ogromny chip, jaki nosiła na ramieniu. Większość zgadzała się co do tego, że gdyby była Rosjanką, nigdy nie zdałaby testów psychologicznych wymaganych od każdego kosmonauty, potwierdzających jego przydatność do służby w przestrzeni kosmicznej.

Podczas trzymiesięcznego pobytu na Stacji Kola był w całkiem dobrych stosunkach z Sabie, może dlatego, że stanowili przeciwstawne typy charakteru. Kola służył jako oficer Sił Powietrznych i miał rodzinę w Moskwie. Dla niego loty kosmiczne były przygodą, ale kierował się lojalnością wobec rodziny oraz powinnością wobec kraju i był zadowolony, że jego kariera rozwija się w taki sposób. Kola wyczuwał w Sabie zaciekłą, spalającą ją ambicję, która nie zostanie zaspokojona, dopóki nie osiągnie granic swoich możliwości; dopóki nie zostanie dowódcą Bazy Claviusa, a może nawet uczestniczką lotu na Marsa. Może Sabie uważała, że Kola nie stanowi zagrożenia dla jej błyskotliwej kariery.

Ale Kola rozumiał, że powinien mieć się przed nią na baczności. I teraz, w tej trudnej, przerażającej sytuacji czekał na jej wybuch.

Musa klasnął w dłonie, obejmując dowodzenie.

— Jest chyba oczywiste, że jeszcze teraz nie możemy wejść w atmosferę. Nie powinniśmy się przejmować. W dawnych czasach sowieckie statki kosmiczne miały kontakt z Ziemią jedynie przez dwadzieścia minut podczas każdego dziewięćdziesięciominutowego okrążenia i dlatego Sojuz został tak zaprojektowany, aby funkcjonować niezależnie…

— Może to nie nasza wina — powiedziała Sabie. — A jeśli przyczyna znajduje się na Ziemi?

Musa powiedział drwiąco:

— Jaka przyczyna mogłaby zniszczyć cały łańcuch ziemskich stacji naprowadzających?

— Wojna — powiedział Kola. Musa powiedział stanowczo:

— Takie spekulacje są bezużyteczne. Za jakiś czas, bez względu na przyczynę, Ziemia przywróci łączność i podejmiemy realizację naszego programu lotu. Musimy tylko poczekać. Ale w międzyczasie mamy coś niecoś do zrobienia. — Wygrzebał spod siedzenia kopię listy zadań orbitalnych.

Ma rację, uświadomił sobie Kola. Mały statek nie mógł funkcjonować samodzielnie, a jeśli miał tkwić na orbicie jeszcze przez jedno okrążenie — a może dwa albo trzy? — załoga musiała pomóc. Czy ciśnienie w kabinie było odpowiednie, czy mieszanina gazów była właściwa? Czy statek obracał się odpowiednio, poruszając się po długiej, krzywoliniowej orbicie, tak aby płytki ogniw słonecznych stale były skierowane w stronę słońca? Trzeba było upewnić się co do wszystkich tych kwestii.

Wkrótce cała trójka zajęła się dobrze znanymi i jakoś uspokajającymi rutynowymi czynnościami, jak gdyby, mimo wszystko, byli panami swego losu, pomyślał Kola.

Sojuz znowu wchodził w cień planety. Kola wyjrzał przez okno, szukając żółto-pomarańczowej łuny miast, w nadziei, że to mu doda otuchy. Ale Ziemia była ciemna.

9. Paradoks

Josha intrygowała ta kobieta z przyszłości, jeżeli rzeczywiście nią była! Bisesa miała ładną, proporcjonalną, może też piękną twarz, silnie zarysowany nos i kwadratową szczękę, ale jej oczy były jasne, a krótko obcięte włosy lśniły. Można w niej było wyczuć siłę, nawet fizyczną, jakiej nie widział przedtem w żadnej kobiecie; znalazłszy się w tej bezprecedensowej sytuacji, była pewna siebie, choć wyraźnie zmęczona.

Przez cały wieczór chodził za nią krok w krok, jak szczeniak.

To był długi dzień — jak powiedziała Bisesa, najdłuższy dzień w jej życiu, nawet jeśli straciła kilka godzin, a rada kapitana Grove’a, by przybyszom dano coś do jedzenia i pozwolono odpocząć, wydawała się rozsądna. Ale oni upierali się, że przedtem muszą coś zrobić. Abdikadir chciał zajrzeć do Caseya, drugiego pilota. I wrócić do maszyny, którą nazywali „Małym Ptakiem”.

— Muszę wymazać banki pamięci urządzeń elektronicznych — powiedział. — Są tam poufne dane, zwłaszcza awionika… — Josh był urzeczony tymi słowami o inteligentnych maszynach i wyobrażał sobie, że powietrze przenikają niewidzialne przewody telegraficzne, po których tam i z powrotem płyną tajemnicze i ważne wiadomości.

Grove był skłonny zgodzić się na to żądanie.

— Nie widzę, jaką moglibyśmy odnieść szkodę, jeśli pozwolimy na zniszczenie czegoś, czego i tak nie rozumiem — powiedział sucho. — A poza tym mówicie, że to wasz obowiązek, chorąży. Respektuję to. Czas i przestrzeń mogą się rozpływać jak toffi, ale obowiązek to obowiązek.

Bisesa ze swej strony chciała odtworzyć trasę helikoptera przed katastrofą.

— Zostaliśmy zestrzeleni. Myślę, że to się wydarzyło zaraz po tym, jak zauważyliśmy, że słońce tańczy na niebie. Rozumiecie? Jeżeli jakimś cudem przeniknęliśmy przez coś w rodzaju bariery w czasie, to ten, kto nas zestrzelił, także musi być po tej stronie…

Grove uważał, że tę wyprawę lepiej odłożyć do rana, bo podobnie jak Josh widział, że Bisesa jest zmęczona. Ale ona nie chciała przestać działać — jeszcze nie — jak gdyby zaprzestanie działania oznaczało akceptację realności tej niezwykłej sytuacji. I Grove wyraził zgodę. Josh podziwiał jego ocenę sytuacji i współczucie, jakie okazywał. Grove rozumiał to, co się tutaj działo, nie lepiej niż inni, ale najwyraźniej próbował wyjść naprzeciw potrzebom ludzi, którzy na jego terenie dosłownie spadli z nieba.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Oko czasu»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Oko czasu» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Arthur Clarke - S. O. S. Lune
Arthur Clarke
Arthur Clarke - Gwiazda
Arthur Clarke
Arthur Clarke - Die letzte Generation
Arthur Clarke
Arthur Clarke - Culla
Arthur Clarke
libcat.ru: книга без обложки
Arthur Clarke
Arthur Clarke - The Fires Within
Arthur Clarke
Arthur Clarke - Expedition to Earth
Arthur Clarke
Arthur Clarke - Earthlight
Arthur Clarke
libcat.ru: книга без обложки
Arthur Clarke
Arthur Clarke - Kladivo Boží
Arthur Clarke
Arthur Clarke - Le sabbie di Marte
Arthur Clarke
Отзывы о книге «Oko czasu»

Обсуждение, отзывы о книге «Oko czasu» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x