LuAnn położyła rękę na ramieniu zdenerwowanego Charliego.
– W porządku, Charlie. Te pieniądze mi się nie należały. I chciałam spłacić wszystkie długi. Teraz pragnę tylko być z powrotem LuAnn Tyler. Powiedziałam to Matthew. Ale nikogo nie zamordowałam. Wszystkie zarzuty wobec mnie zostały oddalone, tak? – poszukała wzrokiem potwierdzenia u Riggsa.
– Tak. Federalne, stanowe, wszystkie. Jesteś czysta jak łza.
– I biedna jak mysz kościelna – dorzucił zgryźliwie Charlie.
– Czyli sprawa załatwiona, Matthew? Nie będą się już mnie czepiali? Mówię o urzędzie podatkowym. Czy jestem im jeszcze coś winna?
– Wszystkie dokumenty już podpisane. Nic już do ciebie nie mają. Sprawa jest zamknięta. Skonfiskowali wszystkie twoje konta bankowe, zajęli dom. Zresztą nawet gdyby znowu się do ciebie przyczepili, czego nie zrobią, to nie masz już pieniędzy.
– Może tu będziemy się mogły wprowadzić, mamo – odezwała się Lisa, spoglądając pytająco na Riggsa. – To znaczy na jakiś czas – dorzuciła szybko.
LuAnn uśmiechnęła się do niej. Opowiedziała córce wszystko. W życiu nie przeprowadziła trudniejszej rozmowy, ale zrzuciwszy z siebie wreszcie to brzemię, poczuła niewysłowioną ulgę. Lisa przyjęła to cudownie. Teraz przynajmniej ich wzajemne stosunki mogły układać się normalnie.
Riggs spojrzał na LuAnn z niepewnym uśmieszkiem.
– Też o tym myślałem. – Urwał. – Można was na minutkę przeprosić? – zwrócił się do Charliego i Lisy.
Wziął LuAnn za rękę i wyprowadził z pokoju. Tamci odprowadzili ich wzrokiem, a potem wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
Riggs posadził LuAnn przy kominku, sam stanął przed nią.
– Bardzo bym chciał, żebyście się wszyscy tutaj wprowadzili. Miejsca jest mnóstwo. Ale… – Spuścił wzrok.
– Ale co? – spytała.
– Myślałem o czymś bardziej trwałym.
– Rozumiem.
– Widzisz, zarabiam nieźle, i teraz, kiedy nie masz już pieniędzy. – Przekrzywiła głowę i prychnęła. – Bo widzisz, bardzo się bałem, że pomyślisz sobie, że zależy mi tylko na twoim majątku. Od zmysłów odchodziłem. To było jak blokada drogi, której nie można objechać. Nie pomyśl tylko, iż ja się teraz po prostu cieszę, że nie jesteś już bogata. Byłbym szczęśliwy, gdyby udało ci się zatrzymać te pieniądze. Ale teraz, kiedy ich już nie masz, chciałbym wiedzieć… – Zaciął się znowu, przerażony głębią wód, na które odważył się wypłynąć.
– Kocham cię, Matthew – powiedziała po prostu LuAnn.
Z twarzy Riggsa znikło całe napięcie. Nie wyglądał już na przerażonego. Nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek był tak szczęśliwy.
– Ja też cię kocham, LuAnn Tyler.
– Byłeś w Szwajcarii? – spytała.
Spojrzał na nią zaskoczony.
– Nie. Czemu pytasz?
– Zawsze chciałam spędzić tam miesiąc miodowy. Tak tam romantycznie, tak pięknie. Zwłaszcza w okresie świąt Bożego Narodzenia.
Riggs sprawiał wrażenie zakłopotanego.
– Widzisz, kochanie, ciężko pracuję, ale to małe miasteczko, drobnych przedsiębiorców budowlanych nie stać na takie rzeczy. Przykro mi. – Oblizał nerwowo wargi. – Zrozumiem, jeśli po tylu latach opływania w dostatku, nie będziesz mogła tego zaakceptować.
W odpowiedzi LuAnn otworzyła torebkę i wyjęła karteczkę z numerem konta w szwajcarskim banku. Konto otwarto, wpłacając sto milionów dolarów. Jackson dotrzymał słowa. Zwrócił kapitał, którym obracał przez dziesięć lat. Te pieniądze tam były, czekały. Zarabiały. Sześć milionów dolarów rocznie samych odsetek. Mimo wszystko zatrzymała swoją loteryjną wygraną. I tym razem nie miała z tego powodu najmniejszych wyrzutów sumienia. Uważała, że na to zapracowała. Przez dziesięć lat próbowała stać się kimś, kim nie była. Była bardzo bogata i bardzo nieszczęśliwa. Przez resztę życia zamierzała być sobą i cieszyć się tym. Miała piękną, zdrową córkę i dwóch mężczyzn, których kochała. Koniec z uciekaniem, koniec z ukrywaniem się. Los naprawdę był dla niej łaskawy.
Uśmiechnęła się do Riggsa i pogłaskała go po twarzy.
– Wiesz co, Matthew?
– Co?
– Myślę, że damy sobie jakoś radę – powiedziała i pocałowała go [1].
***
[1] – Myślę, że damy sobie jakoś radę – powiedziała i pocałowała go [1] . ***
Pojedyncze błędy merytoryczne, które wnikliwy Czytelnik zapewne zauważy w tekście, wynikają z faktu, że autor oraz tłumacz chcieli umknąć udzielania instruktażu. (Przyp. wyd.)