David Shobin - Dostawca

Здесь есть возможность читать онлайн «David Shobin - Dostawca» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Dostawca: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Dostawca»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Supernowoczesny szpital. Przykład nieograniczonych niemal możliwości współczesnej medycyny. Nikt jednak nie potrafi wyjaśnić tajemniczych zgonów na oddziale noworodków. Doktor Brad Hawkins usiłuje rozwiązać zagadkę. Dokonuje szokującego odkrycia. I przekonuje się, że następną ofiarą może być on sam…

Dostawca — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Dostawca», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

– Czy…? – zaczął.

– Nie przejmuj się – szepnęła, uciszając go pocałunkiem. – Wzięłam pigułkę. – Przyciągnęła jego głowę z powrotem do piersi.

Bradowi udzieliło się pożądanie Morgan. Kiedy zaczęła wykonywać pod nim płynne, rytmiczne ruchy, podniecenie Brada sięgnęło zenitu. Pragnął jej. Zaczął napierać biodrami i wsunął rękę między jej nogi. Morgan odsunęła dłoń.

– Nie – powiedziała. – Ja to zrobię.

Kiedy poczuł dotyk jej ciepłych palców, nie mógł powstrzymać się od chrapliwego jęku. Wprowadziła go w siebie. Była nieopisanie mokra, miękka i gładka. Nogi kobiety objęły go w talii, a ich ciała rozpoczęły wolny, namiętny taniec. Kołysali się synchronicznie, przyspieszając w miarę, jak rosło pożądanie.

Brad całował ją po szyi, ramionach, piersiach. Wkrótce oboje przestali panować nad trawiącą ich namiętnością. Doszli razem na szczyt, po czym w cudownej eksplozji wzbili się jeszcze wyżej. Wreszcie, mokry od potu i rozdygotany, Brad delikatnie opadł na Morgan, dotykając policzkiem jej twarzy.

Po chwili wyśliznął się z niej i przewrócił na bok, z ręką na piersiach Morgan. Dotknął czubkami palców jej ust.

– Nie chciałem, żeby do tego doszło – powiedział.

– O Boże – odparła z udawanym oburzeniem. – Tylko nie mów, że jesteś nosicielem HIV.

– Nie, nie jestem. – Zawiesił na chwilę głos. – A ty?

– A skąd. Chyba nie chcesz przez to powiedzieć, że żałujesz? Uśmiechnął się.

– A jak myślisz?

– Myślę – powiedziała – że te twoje skrupuły będą cię kiedyś drogo kosztować.

Pocałował ją delikatnie w usta.

– Muszę wstać, Morgan, zrobić Mikeyowi śniadanie, a potem iść na obchód. Pogadamy, kiedy wrócę.

Kiedy wstawał z łóżka i wychodził z pokoju, Morgan z zadowoleniem odprowadzała go wzrokiem.

Nieco później, tego samego ranka, Hugh Britten wszedł do swojego gabinetu w siedzibie AmeriCare. Miał podbite oko i zszytą ranę na czole. Martin Hunt spotkał go na korytarzu i zapytał, co się stało, ale Britten nie odpowiedział. Nie odzywał się do nikogo i było oczywiste, że czuje się jeszcze gorzej, niż wygląda. Podszedł do biurka i włączył komputer. Załogował się do systemu informacyjnego Szpitala Uniwersyteckiego i ściągnął najświeższe dane na temat Benjamina Hartmana. Ku jego zdumieniu wyglądało na to, że mały najgorsze ma już za sobą. Wbrew wszelkim przewidywaniom dziecko nie tylko dzielnie się trzymało, ale jego stan nawet uległ poprawie.

Britten uśmiechnął się. Przeprowadził w pamięci szybkie obliczenia. Mały Hartman będzie musiał spędzić na oddziale intensywnej terapii jeszcze co najmniej dwa miesiące. Przy obecnych stawkach kosztowałoby to AmeriCare nie mniej niż ćwierć miliona dolarów. Britten wydął wargi i potrząsnął głową. Nie, do tego nie można dopuścić.

Morgan postanowiła posłuchać rady Brada i wziąć sobie kilka dni urlopu. Nie miała ochoty znów stanąć twarzą w twarz z Hugh Brittenem. Zresztą chciała pobyć w domu Brada, napawając się wspomnieniem ich porannego zbliżenia. Pragnęła się zrelaksować, wczuć w atmosferę jego domu, zastanowić nad przyszłością. Wczesnym przedpołudniem wreszcie wyszła i wróciła do domu. Potem pojechała do szpitala.

Pod oddziałem intensywnej terapii noworodków Morgan zobaczyła Sa-rah Berków, która podbiegła do niej z szerokim uśmiechem na twarzy i powiedziała, że jej córeczka ma się zdecydowanie lepiej. Jennifer natomiast wyglądała jeszcze gorzej niż ostatnio. Oczy miała zapadnięte i podkrążone z wyczerpania i braku snu. Pożółkłe twardówki pokrywała sieć małych czerwonych żyłek. Osłabiona i przygarbiona Jennifer wyglądała, jakby schudła o kilkanaście kilo.

Ani na chwilę nie opuszczała jej myśl, że małemu Benowi stanie się coś strasznego. Nie trafiały do niej żadne argumenty. A ponieważ stan chłopczyka zaczął się lekko poprawiać, obsesja Jen budziła niepokój.

– Jen, no co ty – powiedziała Morgan. – Nie pomożesz swoim dzieciom, zmieniając się w zombi.

W chrapliwym głosie Jennifer brzmiała nerwowość.

– Staram się, Morgan. Robię wszystko, co mogę. Wiem, że poświęcam Courtney za mało czasu, ale… jeśli ja nie będę pilnować Bena, to kto?

– Richard. Pielęgniarki. Ja. Nie możesz sterczeć przy nim od świtu do nocy.

– Muszę, nie rozumiesz tego?

– Dlaczego? – nie ustępowała Morgan. – Powiedz dlaczego!

– Wiem, że to niedorzecznie brzmi, ale jestem pewna, że jeśli nie będę go pilnować przez cały czas, stanie mu się coś złego tak jak tamtym dzieciom.

– Och, Jen, Jen – westchnęła Morgan. – Masz całkowitą rację, to brzmi niedorzecznie. Żyjesz w ciągłym stresie i przez to jesteś przewrażliwiona. Posłuchaj mnie. W tym szpitalu jest lekarz, którego zadaniem jest słuchanie pacjentów. To psychiatra, ale w sumie fajny facet. Polubisz go. Ma gabinet na dole i mówi, że chętnie się z tobą spotka, kiedy tylko zechcesz. Błagam.

– Nie podpuszczaj mnie – powiedziała Jen, uśmiechając się słabo. -Obiecuję, że do niego pójdę, kiedy tylko zabiorę Bena do domu.

Morgan pokręciła głową i sfrustrowana odeszła korytarzem. Choć była lekarką, nie mogła pomóc własnej siostrze.

Doktor Schubert poczynił specjalne przygotowania do operacji pani Ryan. By zapewnić dyskrecję, ustalił porę zabiegu na wczesny wieczór, po godzinach pracy kliniki. Przewidywał, że potrwa on dwanaście godzin. Wziął ze sobą tylko jedną asystentkę, osobę godną zaufania, która pracowała z nim od lat. Reszta personelu nie musiała nic wiedzieć.

Ryanowie przyjechali do kliniki w pełnej napięcia ciszy. Byli zbyt poruszeni, by rozmawiać. Oczy pani Ryan wypełniały się łzami. Wiedziała, że postępuje słusznie, ale bardzo związała się emocjonalnie ze swoim nienarodzonym dzieckiem.

Przyjechali o siódmej. Schubert nie miał zbyt wielkiej ochoty na wy-łuszczanie szczegółów zabiegu; na szczęście Ryanowie nie zadawali wielu pytań. Poprosił pacjentkę o podpisanie zgody na przedwczesny poród. Potem, kiedy przebrała się w fartuch, wprowadził ją do pokoju zabiegowego i poprosił o położenie na stole zabiegowym. Kiedy wsunęła nogi w strzemiona, odsłonił za pomocą wziernika szyjkę macicy. Była fioletowoszara, napuchnięta, co było efektem ciąży i pięciu poprzednich porodów. Schubert stwierdził, że rozwarcie jest już prawie centymetrowe. Zwilżył je jodyną, po czym chwycił przednią wargę instrumentem podobnym do widelca.

Na stole obok leżało kilka zawiniętych w plastyk paczek. Każda zawierała brązową, podobną do gałązki listownicę, długą na osiem centymetrów i szeroką na trzydzieści do sześćdziesięciu milimetrów. Schubert odwinął jedną z nich, chwycił w długie kleszcze i ostrożnie wprowadził do szyjki macicy. Listownicę są higroskopijne – wchłaniają wilgoć. W ciągu następnych kilku godzin staną się trzykrotnie szersze, doprowadzając do rozwarcia szyjki. Schubert wprowadził ich sześć.

Następnie wypemił plastykowy aplikator dużą ilością żelu prostaglandynowego i umieścił czubek pod szyjką macicy. Prostaglandyna miała spowodować skurcze macicy. Wcisnąwszy tłok, wprowadził trzydzieści gramów żelu do górnej części pochwy. Dolną natomiast zabezpieczył gazą, po czym ostrożnie wyjął wziernik i polecił pani Ryan, by usiadła.

Ponieważ prostaglandyna mogła też wywołać gwałtowne mdłości, biegunkę i gorączkę, Schubert dał pacjentce tylenol, a także środek przeciwdrgawkowy i przeciwwymiotny. Następnie zaprowadził ją do sali pooperacyjnej i polecił, by się położyła. Podłączył kroplówkę, po czym zaaplikował pani Ryan mieszankę silnego narkotyku i środka uspokajającego. Wkrótce kobieta zaczęła głośno chrapać. Wtedy Schubert wprowadził do kroplówki oksytocynę, lek wzmagający skurcze macicy. Teraz pozostawało tylko czekać.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Dostawca»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Dostawca» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Dostawca»

Обсуждение, отзывы о книге «Dostawca» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.